Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 1859 takich demotywatorów

Szczęścia trzeba szukać

Szczęścia trzeba szukać –
archiwum – powód

W 2017 roku 4-latka z Syberii pokonała 8 km w zamieci śnieżnej i przy temperaturze -24°C, by sprowadzić pomoc. Jej matka wyjechała do pracy, babcia źle się poczuła, a niewidomy dziadek nie był w stanie sam szukać pomocy, więc dziewczynka wyruszyła na poszukiwania kogoś, kto sprowadziłby lekarzy do domu położonego w środku tajgi. Niestety, babci dziewczynki nie udało się uratować, ale 4-latka i tak została okrzyknięta bohaterką, tym bardziej, że na drodze, którą przeszła, grasują wilki i niedźwidzie

W 2017 roku 4-latka z Syberii pokonała 8 km w zamieci śnieżnej i przy temperaturze -24°C, by sprowadzić pomoc. Jej matka wyjechała do pracy, babcia źle się poczuła, a niewidomy dziadek nie był w stanie sam szukać pomocy, więc dziewczynka wyruszyła na poszukiwania kogoś, kto sprowadziłby lekarzy do domu położonego w środku tajgi. Niestety, babci dziewczynki nie udało się uratować, ale 4-latka i tak została okrzyknięta bohaterką, tym bardziej, że na drodze, którą przeszła, grasują wilki i niedźwidzie –

Szpital Narodowy zarabia miliony na pustych łóżkach

Szpital Narodowy zarabiamiliony na pustych łóżkach – 500 łóżek i 60 nieczynnych respiratorów przynosi Szpitalowi Narodowemu 18 mln zł w ciągu miesiąca. A to dopiero początek: zapowiedziano już prace nad dostawieniem kolejnych 700 stanowisk.Ratownicy nie próbują nawet szukać pomocy na Szpitalu Narodowym. Lekarze mówią wprost, ze przyjmowani są tam tylko chorzy nie potrzebujący opieki. W rezultacie w placówce bywa więcej personelu, niż chorych

4-latka dokonała nadludzkiej rzeczy, żeby ratować dziadków

4-latka dokonała nadludzkiej rzeczy, żeby ratować dziadków – Mała mieszkanka Syberii pokonała 8 km w śnieżnej zawiei przy temperaturze minus 24 st. C, by szukać pomocy dla dziadków. Jej babcia zmarła, a niewidomy dziadek nie był w stanie sam wyjść z domu i kogoś zawiadomić, dlatego poprosił o to wnuczkę. Według mieszkańców okolic dziewczynka miała ogromne szczęście, bo drogą, którą szła jest niebezpieczna ze względu na ataki wilków. 4-latka została okrzyknięta najodważniejszą dziewczynką na Syberii!

Jeśli masz ponad trzydzieści lat, nadszedł czas, aby zostawić młode dziewczyny w spokoju

Jeśli masz ponad trzydzieści lat, nadszedł czas, aby zostawić młode dziewczyny w spokoju – i znaleźć kobietę, która rozpozna oznaki udaru
archiwum

Czuje się coraz bardziej wyprana z emocji

Czuje się coraz bardziej wyprana z emocji – oglądam obrzydliwe filmy i mnie to nie rusza, nie wiem gdzie szukac ratunku

Mąż z żoną są na zakupach. Żona: Kochanie, patrz, jakie fajne buty znalazłam! Tylko zapomniałam portfela... Mąż sięga po swój, żonka już się cieszy. - Ile te buty? - pyta. - 700. Mąż daje jej 50 złotych i mówi: - To weź taksówkę i leć po portfel Pieniądze wprawdzie nie kupią szczęścia ale szukać rozwiązań trzeba

Pieniądze wprawdzie nie kupią szczęściaale szukać rozwiązań trzeba –

Historia niepełnosprawnej dziewczyny i jej rodziny: Dlatego każdy powinien mieć wybór

Dlatego każdy powinien mieć wybór –  Ola Petrus2of9S paźldzieraneiafkiotfagaSpah mof mocsgntoldzinhishsoierolmam t1nd9ires:5d4  · GŁOS KOBIETY Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIĄ(bo zdrowi cis mężczyźni już się nagadali). Kilka dni temu pewna osoba zapytała moją mamy o jej opinię na temat protestów. Moja mama jest zwolenniczką kompromisu, więc odpowiedziała, że je popiera. W odpowiedzi ów osoba zamiast przyjąć to do wiadomości i łaskawie zamilknąć, postanowiła dorzucić “Naprawdę? Patrząc na Twoją historię z Olą myślałam, że będziesz przeciw.” Moja mama z RiGCz-em i niechęcią do konfliktów, zamknęła dyskusję zdaniem “Ale ja miałam wybór.”Ja po usłyszeniu tej historii byłam już gotowa wsiadać w auto i jechać do Szczecina. W żadne żarty się nie będę bawiła, będziemy się napierdalać. Ale wzięłam oddech, potem 10 oddechów. Potem jeszcze 100. Oddychałam tak dwa dni i w końcu stwierdziłam, że no kurwa nie. Nie oleję tematu. Ale odpowiem na niego publicznie bo mam wrażenie, że sporo osób musi to jeszcze usłyszeć. Zarówno tych uderzających do mnie, do mojej rodziny jak i do innych z niepełnosprawnościami. Więc wybaczcie kolejny blok tekstu, mam nadzieję, że więcej nie będzie trzeba. TAK, moja mama miała wybór. Ba, moja mama tego wyboru dokonała w momencie gdy zdecydowała się zajść w ciążę, bo nie jest tajemnicą, że nie jestem pierwszym przypadkiem achondroplazji w rodzinie. Więc z pełną świadomością i szansami 50/50 zdecydowała się zajść w ciąże bo: - miała obok siebie człowieka który całym sobą udowadniał, że można z tym żyć, osiągać sukcesy i świetnie sobie radzić- w naszej rodzinie był ogrom lekarzy więc w przypadku komplikacji, mieliśmy za sobą armię wsparcia- nie było wtedy możliwości uniknięcia przekazania mutacji genowejPierwsze dwa punkty już stawiały ją w lepszej sytuacji od większości rodziców nawet obecnie dowiadujących się, że płód ma wady.A co do trzeciego - ja obecnie mam taką opcję. Podczas zabiegu in vitro jest możliwość sprawdzenia czy zarodek jest zdrowy czy nie. Czy z tego skorzystam? Oczywiście. Czy moja mama by z tego skorzystała te 33 lata temu gdyby była taka opcja? OCZYWIŚCIE. Bo nie oszukujmy się, w ruletce genetycznej oberwałam dosyć łagodnie (każdy achondroplazjak jest inny i ma większe lub mniejsze powikłania). Ale i tak po urodzeniu przez wiele lat byłam przygotowywana do potencjalnej operacji wyciągania kończyn. Ta operacja miała się odbyć w gimnazjum, więc do 14/15 roku życia byłam przekonana, że to co mam da się wyleczyć. I wtedy tego chciałam. Gdy przyszedł czas ostatecznej decyzji odmówiłam - powód był wtedy prozaiczny, bo byłam zakochana w koledze ze starszej klasy i nie chciałam trafić na kilka lat do szpitala - ale z wiekiem przekonałam się, że to była dobra decyzja bo mogłabym tego psychicznie nie znieść. Poza tą operacją chodziłam do ortopedów, laryngologów, i kilku innych lekarzy, bo moi rodzice walczyli, żebym mimo swojej wady genetycznej była jak najzdrowsza. I teraz jestem sobie dorosła, samodzielna, w miarę ogarnięta, akceptuję siebie taką jaką jestem ALE gdy ktoś mnie pyta czy wolałabym się urodzić zdrowa to śmiało odpowiadam, że gdybym miała WYBÓR to oczywiście, że TAK. NIE ZNAM NIKOGO Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIĄ KTO CHCIAŁ SIĘ Z NIĄ URODZIĆ!!!I nie chodzę teraz myśląc “ej fajnie by było jakby na świecie było więcej achondroplazjaków”. No kuźwa nie! Czy wolałabym nie musieć używać setek stołków, wyciągaczy i ułatwiaczy pozwalających mi samodzielnie funkcjonować? TAK!Czy wolałabym nie musieć zastanawiać się czy w tłumie zginę za chwilę bo mnie zgniotą czy bo ktoś na mnie usiądzie? TAK!Czy wolałabym nie martwić się, że każde 5kg dodatkowej wagi przy moim wzroście sprawia, że moje nogi wyglądają jak u słonia? TAK!Czy wolałabym nie płakać po nocach bo jakiś facet wcisnął mi kit, że jest zainteresowany tylko po to, żeby sprawdzić jak to jest z niskorosłą duperą? TAK!Czy wolałabym nie zastanawiać się czy ktoś na ulicy się gapi na mnie i komentuje bo wyglądam inaczej czy dlatego, że mnie rozpoznał ze sceny? TAK!Czy wolałabym nie musieć jeździć do krawcowej z każdym zakupionym ciuchem, żeby go skrócić? TAK!Czy wolałabym nie musieć przechodzić przez milion innych pierdół o których nawet nie macie pojęcia tylko po to, żeby moje życie wyglądało na w miarę normalne? TAK!Czy chcę aby moje dziecko było zdrowe? TAAAAAAK!!!!Jak widzę hasła rzucane przez osoby udające chęć obrony osób z niepełnosprawnościami typu “Oni też chcą żyć!” to zaczynam szukać informacji w sieci czy nagle gdzieś ktoś ogłosił masowe polowania na takie osoby. Bo to w ten sposób brzmi. NIKT nie chce ruszać osób z niepełnosprawnościami. Ale skoro tak o nich dbacie i za nich się wypowiadacie to spytajcie ich czy gdyby istniał lek, szczepionka, zabieg który by gwarantował, na etapie ciąży albo i wcześniej trwale wyeliminować tą chorobę czy mutację to też by protestowali i próbowali zablokować? To by naciskali, że skoro Bóg dał zarodkowi niepełnosprawność to ma tak zostać i już? Nie znam osób które by się na taką szansę nie zgodziły. Ale jeśli takie istnieją to dopiero one są cholernymi egoistami. I żeby było jasne, ja rozumiem, że są ludzie których wiara czy sumienie nie pozwala na takie radykalne decyzje. I to jest OK. Po to jest WYBÓR. Wy miejcie swój, nam zostawcie nasz. ALE NIE UDAWAJCIE, ŻE WIECIE LEPIEJ OD NAS JAK TO JEST ŻYĆ Z CZYMŚ CZEGO BYĆ MOŻE MOŻNA BYŁO UNIKNĄĆ!!! BO NIE MACIE BLADEGO POJĘCIA!!!
archiwum

Kiedy trzeci raz z rzędu nie przeszedłem testu Captcha, w którym kazano mi szukać znaków drogowych

Kiedy trzeci raz z rzędu nie przeszedłem testu Captcha, w którym kazano mi szukać znaków drogowych –
0:02

"Oni bez pomocy umrą!" - szokujące nagranie, na którym ordynator chirurgii mówi, że Szpital MSWiA dostał polecenie nie przyjmowania pacjentów

"Oni bez pomocy umrą!" - szokujące nagranie, na którym ordynator chirurgii mówi, że Szpital MSWiA dostał polecenie nie przyjmowania pacjentów – Dla około 180 hospitalizowanych pacjentów lekarze mają szukać miejsca. "To mogę podsumować jako wyjątkową ignorancję i wręcz bezczelność. My nie mamy gdzie ich przekazać (...), a jeśli nie wykonamy części zabiegów ci pacjenci umrą"
archiwum

BIOEXPO Warsaw

BIOEXPO Warsaw – Na tegorocznych targach BIOEXPO Warsaw na szczęście nie było szemranego „różdżkarstwa” i pseudonaukowego oszołomstwa w typie „wody plazmowanej” –  natomiast wiele firm prezentowało autentyczny bio-towar, wytwarzany zgodnie z  zasadami ekologii oraz fair trade. Takich właśnie produktów warto szukać w sklepach, wspierając nie tylko lokalnych i rodzimych producentów, ale także kierując się myśleniem ekologicznym, rodzimowierczym i ogólnoludzkim. Ten produkt zawsze będzie trochę droższy niż typowa „korpo-masówka” – ale w tym przypadku warto wydać te parę złotych więcej. W ten sposób cząstkowo przysłużymy się naszej gospodarce i naszej planecie. To oczywiste – ale warto o tym przypominać.

Lekarz Jakub Sieczko opisuje obecną sytuację w szpitalach:

 –  Dlaczego lockdown?Jeśli prawdziwe są rządowe statystyki, to nie mam racji. Mamy jeszcze margines bezpieczeństwa, może nieduży, ale jednak. Zajętych jest 346 respiratorów na 800, które, jak podaje Ministerstwo Zdrowia, jest przeznaczonych dla pacjentów z COVID-19. Podobno 500 jest w zapasie. Liczmy więc łącznie 1300, prawie 1000 miejsc zapasu, mamy jeszcze spokojnie dwa tygodnie. Taka jest rzeczywistość rządowych statystyk.Jest też rzeczywistość moich rozmów z pracownikami medycznymi z całej Polski, bo tak się składa, że mam sporo znajomych pracujących w intensywnej terapii. I opcje są dwie – albo mam wyjątkowo wielu pechowych znajomych albo rządowe statystyki to bujda. Mówią albo piszą mi ci znajomi tak:- „Miejsc respiratorowych nie ma od tygodnia".-„Próbowałam przekazać pacjenta do szpitala covidowego 100 km ode mnie, bez szans".- „Wybłagaliśmy ostatnie miejsce 230 km od nas”.Mam też mnóstwo znajomych pracujących w pogotowiu ratunkowym i na SOR-ach. Mówią, że wszystko jest poblokowane – stoją godzinami przed szpitalami lub (to ci na SOR-ach) absolutnie nie mają tych chorych, gdzie kłaść.I te dwie rzeczywistości – ministerialna i koleżeńska mi się zderzają. Tej drugiej wierzę bardziej. Wierzę i widzę, że system jest na krawędzi upadku. Czymże będzie ten upadek? Ten upadek będzie wielogodzinnym lub kilkudniowym oczekiwaniem na procedurę medyczną, na którą czeka się obecnie godzinę bądź dwie. No bo przecież jak całe szpitale będą zawalone chorymi z postacią COVID-19 wymagającą hospitalizacji, to kolejnych łóżek się nie wyczaruje, a personelu do ich obsługi się nie wyciągnie z kapelusza (pomijając już to, że tego personelu będzie mniej, bo będzie chory lub w kwarantannie).To może w takim razie nie przyjmować do szpitala tych z COVID-19? To jaka jest alternatywa? Mam nie zaintubować duszącego się 80-latka, bo mi zajmie ostatnie miejsce z respiratorem na OIT? No fucking way. Jestem lekarzem, umiem w leczenie, a nie w dobór naturalny. Tym ludziom należy się pomoc. To jest czyjś dziadek, czyjś ojciec, to jest po prostu człowiek.Przyrzeczenie lekarskie:„przyrzekam (…) według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek;”Wieku nie ma w tej wyliczance, ale powinien też być. Intubuję duszących się narodowców, lewaków, Polaków, Ukraińców, alkoholików i milionerów. To jest moja praca. I moją rolą jest nauczyć się, jak w COVID-19 dać wentylowanemu respiratorem 80-latkowi szansę na to, żeby przeżył albo pozwolić mu godnie umrzeć, kiedy wiem, że takich szans już nie ma. Nie jest moją rolą myśleć o tym, czy ten respirator będzie, czy nie. To jest rolą premiera polskiego rządu i ministra zdrowia. To było ich rolą przez ostatnich siedem miesięcy. Trzeba było naprawdę kupić te respiratory, masowo przeszkolić personel medyczny, skutecznie śledzić ogniska zakażeń, postawić kontenery i zamienić je na szpitale. To się nie wydarzyło.Jak ten 80-latek zajmie respirator, to zabraknie go jednak dla 35-latki, która przechodząc przez przejście dla pieszych zagapiła się i wpadła pod tramwaj. I ją chirurdzy bohatersko zoperują, ale po tej operacji, no nie ma opcji, musi leżeć na OIT.Drogi antyszczepionkowcu, foliarzu, antymaseczkowcu, proepidemiczko – to ty jesteś tą 35-latką. Obiecuję ci, choć w internecie będę ci słał joby, bo jesteś szkodliwy, czy szkodliwa i nie wiesz, co czynisz – stanę na głowie, żeby cię na tej sali operacyjnej wyprowadzić na prostą. Znieczulę cię do tej operacji najlepiej, jak umiem. Dostaniesz fentanyl, propofol z ketaminą, rokuronium, desfluran, świeżo mrożone osocze, kwas traneksamowy, koncentrat krwinek czerwonych, koncentrat krwinek płytkowych, kompleks zespołu protrombiny, zbilansowaną płynoterapię krystaloidami, będziemy zapobiegać hipotermii i kwasicy śródoperacyjnej. Założę ci kaniulę dotętniczą i kaniulę do żyły głównej górnej. Chciałbym tylko po tej operacji mieć cię gdzie położyć. Chciałbym, kiedy już się narobię, nie mieć poczucia, że cała ta robota to jest krew w piach. Wiecie, co jest krew w piach? Krew w piach to jest to uczucie, które mam, kiedy przyjmę pacjenta do OIT, a on nie przeżyje do rana; kiedy pacjent z ciężkim urazem umrze mi na stole operacyjnym; kiedy godzinna resuscytacja kończy się zwieszeniem głowy. To jest bardzo niefajne uczucie.Miejsce z respiratorem należy się 80-latkowi z COVID-19 i 35-latce potrąconej przez tramwaj. Respirator jest jednak jeden. Czy to jest naprawdę gra, w którą chcemy w kraju wyrosłym, jak twierdzimy, z wartości chrześcijańskich grać? Co mam zrobić – rzucić monetą? Ocenić, kto ma większe szanse na przeżycie? Co mam wreszcie ci powiedzieć, drogi czytelniku, jeśli 80-latkiem jest twój ukochany dziadek, co był do tej pory w całkiem dobrej formie, a w ogóle w młodości uczył cię jeździć na rowerze, nosił cię na rękach, częstował cukierkami, kiedy rodzice nie widzieli i razem naprawialiście samochód w garażu? Kto daje mi prawo do podejmowania takich decyzji?I lockdown jest po to, żebym nie musiał takich decyzji podejmować. Lockdown jest dla 80-latków z COVID-19, ale też dla 35-latek potrąconych przez tramwaj, dla 29-latków z pękniętym tętniakiem tętnic mózgowych, dla 60-latków z zawałem serca, dla 32-latek z zespołem HELLP po porodzie. Jestem absolutnie świadomy, że lockdown to nie jest „pstryk” i że ludzie przez niego autentycznie cierpią – wpadają w biedę, popadają w kryzysy psychiczne, wiem, z własnego doświadczenia, co to znaczy nie móc wyjść z dzieckiem z domu przez tydzień i jakie myśli pojawiają się wtedy w głowie i co sądzi się o piosenkach dla dzieci, których słucha się po raz setny. Męki rodziców i dzieci podczas nauczania zdalnego są mi znane z opowieści. Jednak nagły wzrost zakażeń 14 września, czyli równo 2 tygodnie po rozpoczęciu roku szkolnego, nie może nie dać do myślenia. Przyczyn drugiej fali możemy szukać w pogodzie (na to wpływu nie mamy), no i w otwarciu szkół, czyli przenoszeniu zakażeń przez bezobjawowych bądź skąpoobjawowych małych nosicieli. Wydaje mi się, że tylko z tą drugą ze zmiennych możemy coś zrobić.Spadło na nas niezawinione nieszczęście. Cierpimy, każdy inaczej, nie chcę tego cierpienia warzyć i mierzyć. Cierpi przedsiębiorca, któremu padł biznes życia i cierpi wnuczka, której ukochany dziadek zmarł. Z tym że, myślę sobie, państwo ma narzędzia, żeby tego przedsiębiorcę kiedyś na nogi postawić. Wskrzeszanie zmarłych w kompetencji prezesa rady ministrów jednak już nie leży.I absolutnie nie wierzę w to, że upadły system ochrony zdrowia pozostanie bez wpływu na ekonomię. To zabiera fundamentalne poczucie bezpieczeństwa. Nie umiem tego oszacować, to nie moja rola. Ale jak można wsiadać za kierownicę samochodu nie mając pewności, że w razie wypadku przyjedzie po nas karetka? Jak można być 60-letnią nauczycielką i uczyć zgraję dzieci będąc w ciągłym lęku, że któreś z nich sprzeda COVID-19, a miejsca w szpitalu się skończyły?Ale może ja się mylę? Może jest spoko i tylko mam panikujących znajomych? To zróbmy taki test – to zadanie tylko dla medyków: umieszczam pod tym postem następujący komentarz: „Mam wykształcenie medyczne i sytuacja w moim miejscu pracy wskazuje na to, że jest dużo gorzej niż podają ministerialne statystyki.”Jeśli jesteś medykiem i zgadzasz się z tym zdaniem – daj temu komentarzowi pod moim postem lajka. Sprawdźmy orientacyjnie, jaka jest skala zjawiska.

Dziewczyny z tamtych lat Próżno szukać takich naturalnych kobiet w dzisiejszych produkcjach

Próżno szukać takich naturalnych kobiet w dzisiejszych produkcjach –

W Japonii przy każdym wózku jest mapa sklepu, abyś wiedział, gdzie szukać interesującego cię produktu

W Japonii przy każdym wózku jest mapa sklepu, abyś wiedział, gdzie szukać interesującego cię produktu – W Polsce jest odwrotnie - sklepy ciągle zmieniają rozmieszczenie produktów, abyś nie mógł ich znaleźć i w czasie ich szukania może kupił coś jeszcze
Źródło: brightside.me
archiwum – powód

Warto szukać odpowiedzi, wszędzie...

Warto szukać odpowiedzi, wszędzie... –  Ona: jeszcze jakieś pytania?Ja: skąd Kain miał wiedzieć, żemorderstwo jest złe skoro niktwcześniej nikogo nie zabił, ajeśli wiedział czy to znaczy, żenie potrzebujemy 10 przykazań°jako źródła moralności?Ona: proszę pana, to jestinfolinia T-Mobile, proszę sięrozłączyć

O tym, dlaczego znienawidziłem zbieranie grzybów

O tym, dlaczego znienawidziłemzbieranie grzybów – Opowiem Wam o jednym z moich pierwszych wspomnień w życiu. Mam jakieś cztery lata, jest bardzo wcześnie, wszędzie jesienna szaruga i wilgoć, a ja zapitalam ze swoim dziadkiem przez las. Trwa to już od jakiegoś czasu, a ja jestem zmęczony. W pewnym momencie tego marszu na horyzoncie pojawiają się uzbrojeni mężczyźni z psami. To sprawia, że dziadek, normalnie mający problemy ze wstaniem z fotela, rzuca się na mnie i przykrywa w okolicznym krzaku. Twarz mam w zimnym mchu, a dziadek modli się, aby nas nie znaleziono. Ci panowie z psami to okoliczne kółko łowieckie, a stary pryk chciał obronić swoje tajne miejsce na zbieranie grzybów. Dziadek wymyślił sobie, że odkrył najlepszy fragment lasu i nigdy nikomu nie zdradzi, skąd biorą się jego wspaniałe znaleziska (bez szału, tak szczerze). To moje wspomnienie z weekendowych wyjazdów na działki - sobota i niedziela rano wstajemy o pogańskiej porze, aby kluczyć (dla zmyłki) autem przez godzinę, a potem napieprzać z trampka kolejną na tajne miejsce. Oczywiście potem cała rodzina próbowała je odnaleźć, ale kolektywnie stwierdzono, że nestorowi rodu już dawno się pomieszało w głowie i wybierał losowe fragmenty. Szkoda tylko, że przy boku tego grzybowego Don Kichota, rolę Sanczo Pansy musiałem odgrywać mały ja.Minęło parę lat, dziadkowie odeszli, a na działkę zacząłem jeździć z rodzicami. Miałem cichą nadzieję, że grzybowe szaleństwo poprzedniego pokolenia było związane ze wspomnieniami o niedobrze jedzenia i już poszło w niepamięć. O ja naiwny, co sobie myślałem, prawdziwa mania dopiero się zaczęła.Okazało się, że w środowisku domków letniskowych nie liczy się pozycja społeczna, majątek czy życiowe osiągnięcia. Mogłeś być profesorem opracowującym szczepionkę na raka, ale jeśli nie potrafiłeś zbierać grzybów to byłeś gorszy od alkoholika codziennie robiącego burdy na osiedlu. Tak, w tamtym czasach szacunek zdobywało się za pomocą koszyka wypełnionego przynajmniej podgrzybkami. Weekendowy wypad do lasu przestał stanowić rodzinną rozrywkę, a zmienił się w jedną wielką walkę o honor. Doszło do tego, że ojciec założył "fundusz kryzysowy" na wypadek braku dobrych grzybowych znalezisk.Zbierałem na kompa i spytałem go czy może mi dorzucić dwie stówki. On stwierdził, że teraz są ważniejsze wydatki. kilka dni później wydał właśnie tyle na dwa kosze grzybów od starej baby przy drodze. Bo jak sam stwierdził "są rzeczy o wiele ważniejsze od pieniędzy".Oczywiście, połowę z nich trzeba było wyjebać, bo ile można marynować grzyby i jeść jajecznicę z kurkami. No dobra, dobiłem do wieku siedemnastu lat i myślałem, że uwolniłem się od tej wielkiej grzybni. Jednak los chciał mi pokazać, że jestem skazany na nie po wieki wieków. Sytuacja wyglądała tak, że niedaleko naszego domku, działkę posiadali też przyjaciele rodziny i w ich dobytku znalazł się także kolega w moim wieku. Wiadomo, wiek gówniarskich melanży, rodzice wiedzieli, co się święci, ale pozwalali zostawać tam na noc. No to popilim sobie dorana i ktoś stwierdził, że skoro już świata to może pójdziemy sobie zbierać grzybki. Wiedziony instynktem stadnym poszedłem, alewziąłem sobie dodatkową ćwiartkę, co by to wszystko wytrzymać. I to był błąd, bo nastąpiła odcinka, a ja odłączyłem się od grupki i zasnąłem na polance. No i cudownym zbiegiem  okoliczności, w stanie totalnego zmenelenia, obudzili mnie moi rodzice.Wstaję zdewastowany życiem, próbuję szukać wymówki i słyszę ojca - Synu naprawdę mnie zawiodłeś, weź no się odwróć.Odwracam się i myślę, że spałem we własnych bełtach czy jakimś martwym lisie. Ale zamiast tego widzę rozwalone prawdziwki i rydza.- Ja rozumiem, że można się napić, ale żeby mieć tak mały szacunek do darów lasu, to naprawdę trudno pojąć. Myślałem, że inaczej cię wychowaliśmy. Naprawdę nie cierpię zbierania grzybówAutor: FB/kusinakulturę

Człowiek jest tylko raz młody. Później musi już szukać sobie innej wymówki

Człowiek jest tylko raz młody.Później musi już szukać sobie innej wymówki –
archiwum – powód

Na wyspie Honsiu w Japonii w dolinie rzeki Asuwa (Asuwa - gawa), małpy niszczą uprawy kartofli, arbuzów i soi. Do walki ze szkodnikami stanęły trzy starsze panie.

Na wyspie Honsiu w Japonii w dolinie rzeki Asuwa (Asuwa - gawa), małpy niszczą uprawy kartofli, arbuzów i soi. Do walki ze szkodnikami stanęły trzy starsze panie. – Babcie uzbroiły się w broń pneumatyczną i mówią o sobie że są "pogromcami małp". W skład zespołu do spraw zwalczania włochatych człekokształtnych wchodzą 74 letnia Masako Isimira, 68 letnia Tatsuko Kinosi i 67 letnia Miyuki Li. Kobiety wzięły się za walkę z makakami w okolicach maja, po odbyciu szkolenia strzeleckiego. Małpy od roku 2015 pasożytują w prefekturze Fukui. Najpierw mieszkało tam około 20 makaków. ale z czasem się rozmnożyły. Zwierzęta regularnie niszczą plony cebuli, bakłażanów, grochu sojowego i ziemniaków. Konwencjonalne metody walki w stylu stawiania ogrodzeń i straszydeł zawiodły -małpy są zbyt leniwe. żeby szukać żarcia po lasach (których w Japonii serio nie brakuje) i zbyt cwane, żeby nie skorzystać z podanych, niemal jak na tacy. pól uprawnych. Gdy tylko w okolicach pojawiają się małpy. sąsiedzi dają znać myśliwym, a babcie momentalnie wytaczają się z bronią na miejsce zdarzenia. Niekiedy od razu w fartuchach. w których dopiero co szykowały posiłek. Na miejscu, kobiety oddają strzał ostrzegawczy w stronę zwierząt i czasami przyłączają się do nich inni mieszkańcy z petardami w arsenale.

Te panie mają krzepę!

Te panie mają krzepę! – Na wyspie Honsiu w Japonii w dolinie rzeki Asuwa (Asuwa - gawa), małpy niszczą uprawy kartofli, arbuzów i soi. Do walki ze szkodnikami stanęły trzy starsze panie. Babcie uzbroiły się w broń pneumatyczną i mówią o sobie, że są "pogromcami małp". W skład zespołu do spraw zwalczania włochatych człekokształtnych wchodzą 74-letnia Masako Isimira, 68-letnia Tatsuko Kinosi i 67-letnia Miyuki Li.Kobiety wzięły się za walkę z makakami w okolicach maja, po odbyciu szkolenia strzeleckiego. Małpy od roku 2015 pasożytują w prefekturze Fukui. Najpierw mieszkało tam około 20 makaków. ale z czasem się rozmnożyły. Zwierzęta regularnie niszczą plony rolników. Zwykłe metody walki np. ogrodzenia i straszydła zawiodły. Małpy są zbyt leniwe, żeby szukać żarcia po lasach i zbyt cwane, żeby nie skorzystać z podanych, niemal jak na tacy, pól uprawnych. Gdy tylko w okolicach pojawiają się małpy. sąsiedzi dają znać myśliwym, a babcie momentalnie wytaczają się z bronią na miejsce zdarzenia