Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 35 takich demotywatorów

Oto obraz polskiej służby zdrowia! Kobieta zwija się z bólu w SOR czekając na lekarza kilkadziesiąt minut, pozostali pacjenci nie kryją oburzenia

Oto obraz polskiej służby zdrowia! Kobieta zwija się z bólu w SOR czekając na lekarza kilkadziesiąt minut, pozostali pacjenci nie kryją oburzenia –

Jedna noc z życia SOR

 –

Szokujące zachowanie personelu w Szpitalu nr 2 w Mysłowicach

Szokujące zachowanie personelu w Szpitalu nr 2 w Mysłowicach – Polska służba zdrowia w praktyce...
archiwum

Ostatnio głośno było o nadużyciach w służbie zdrowia i zaniedbaniach na SOR-ach, w wyniku których tracili życie pacjenci, których można było uratować.

Ostatnio głośno było o nadużyciach w służbie zdrowia i zaniedbaniach na SOR-ach, w wyniku których tracili życie pacjenci, których można było uratować. – Osobiście uważam, że naszą służbę zdrowia mogłoby naprawić wprowadzenie tzw. "zbiorowej odpowiedzialności".Na czym miałoby to polegać? Jeśli lekarz zaniedba pacjenta wymagającego pomocy, przez co straci on życie, karę ponosiłby CAŁY personel szpitala - począwszy od bogatego ordynatora, na biednym dozorcy kończąc.Jako karę można by wprowadzić obcinanie pensji o 5% za każdego umierającego, lub tracącego bezpowrotnie zdrowie pacjenta. Jaki byłby tego efekt? Szybko skończyłoby się tzw. "kolesiostwo" i "układy, układziki".  A personel odczuwający celowe zaniedbania lekarza na własnej kieszeni szybko by postawił do pionu takiego cwaniaka, o ile w ogóle by go nie zaszczuł.Da się? DA SIĘ. Tak tylko podpowiadam...

Poziom polskiej służby zdrowia

Poziom polskiej służby zdrowia – Już nawet wyszedł poradnik jak nie zginąć na SOR! Jak się nie dać zabić na sor? 4 rady od eksperta Tomek

Ankieta satysfakcji pacjenta w SOR:

 –  Przeżyłeś?TAKNIE

I’m SORry

I’m SORry – - Dzień dobry, złamanie, niech mi ktoś pomoże!- Do kolejki proszę, witamy na SORze!- A kto jest ostatni? O! Ta miła pani!(Poznać się tam zdążą siedząc godzinami)Pierwszy był w kolejce, już o ósmej ranoTrzy podania, rentgen i czekać kazano.Siedzi więc pokornie (bo spytać się boi),Fakt, że zmrok zapada, ciut go niepokoi.By ból mógł wytrzymać, podają tabletkiChirurg przyjść nie może - przypadek z karetki. Potem obchód robi, bo jeden w szpitaluKumple za granicą, bez smutku i żalu. Czeka także szczęściarz – tylko z bólem uchaNic, że pół dnia minie, nim go ktoś wysłucha.Kiedy już zasiada, gotów na badanie,Laryngolog znika - bo pilne wezwanie.Jakkolwiek doceniam trud pracy na SORzeAby tam nie trafić – broń mnie Panie Boże!Zawodzi idea tej „pierwszej” pomocy,Gdy na konsultacje, czeka się do nocy...
archiwum – powód

Policjantka nakarmiła zaniedbane niemowlę, po tym jak szpital odmówił pomocy

Policjantka nakarmiła zaniedbane niemowlę, po tym jak szpital odmówił pomocy – Argentyńska policjantka Celeste Ayala nie schodzi z ust rodaków. Zaniedbane, brudne i niedożywione dziecko zostało odebrane matce i trafiło do szpitala Sor Maria Ludovica w Buenos Aires, jednak personel szpitala nie chciał się nim zająć.Wtedy do akcji wkroczyła policjantka Celeste Ayala, która zapytała, czy może wziąć go na ręce. Gdy jej na to pozwolono, przystawiła dziecko do piersi i nakarmiła."Chcę upublicznić ten wielki gest miłości, którego dziś dokonałaś wobec tego małego dziecka. Nie obchodziło cię, że jest "brudny i śmierdzący", jak mówili ludzie w szpitalu" - napisał kolega policjantki

Policjantka znajduje samotne i głodne dziecko - postanawia nakarmić je piersią

Policjantka znajduje samotne i głodne dziecko - postanawia nakarmić je piersią – Czy da się pozostać niewzruszonym na widok dziecka, którego życie zostało wywrócone do góry nogami? W tym tygodniu pewna policjantka została symbolem człowieczeństwa, gdy nakarmiła piersią głodne dziecko obcej kobiety.Nazywa się Celeste Ayala i jest policjantką oraz strażakiem-ochotnikiem w Berisso, w Argentynie, podaje HuffPost. W ten wtorek, 14 sierpnia 2018, jej współpracownik, Marcos Heredia, podzielił się ze światem poniższym zdjęciem. Napisał:"Chcę upublicznić wspaniały gest miłości, który dzisiaj okazałaś temu małemu dziecku. Tak, jakbyś była jego matką, nie przejmowałaś się brudem ani brzydkim zapachem. Nie widzimy takich rzeczy codziennie.”Sytuacja miała miejsce w szpitalu Sor María Ludovica. La Nación podaje, że 8-miesięczne dziecko zostało odebrane matce przez decyzję sędziego. Brudne i płaczące z głodu, zostało samo. Celeste Ayala, która jest mamą, od razu zapytała pracowników szpitala, czy może nakarmić je piersią.Wzięła dziecko na ręce i nakarmiła je. Odkąd współpracownik opublikował jej zdjęcie, setki tysięcy osób pogratulowało kobiecie. Ochotnicza straż pożarna w Berisso, z którą współpracuje, także chciała jej podziękować."Takie zachowania sprawiają, że jesteśmy dumni i jeszcze bardziej chcemy pomagać i solidaryzować z naszą społecznością."
archiwum

Tymczasem na pewnym SOR w Polsce, gdy nadszedł czas na pobranie krwi u pacjenta w zgięciu łokciowym pozostawiona taka adnotacja: "Siostro! Gdy pobierzesz krwi kropeczkę, to wyliżę ci pipeczkę"

"Siostro! Gdy pobierzesz krwi kropeczkę, to wyliżę ci pipeczkę" –

Szkoła bagatelizuje poniżanie i pobicie 8-letniego ucznia. Starszy brat ofiary postanowił opisać skandaliczną sytuację w internecie:

 –  Jakieś 2 godziny temu zadzwoniła do mnie roztrzęsiona Mama.Dzisiaj na boisku szkolnym Szkoły Podstawowej nr3 im. Żołnierza Polskiego w Złocieńcu -Budowo ( gmina Złocieniec, powiat drawski, województwo zachodnio pomorskie) dwóch uczniów tej szkoły poniżyło Mojego 8 letniego Brata , dwukrotnie ściągając mu na oczach całej szkoły spodnie razem z bielizną. Wojtek próbował się bronić , czuł się poniżony I bezradny kiedy poczuł, że jego spodnie wraz z bielizną ponownie ląduja na kostkach odwrócił się i wymieżył dręczycielowi cios. Ten nie patrząc na nic zaczął kopać Mojego Brata łamiąc mu przy tym kość piszczelową. Po zajściu wychowawczyni wytłumaczyła go nastepująco " Mateusz chciał pomóc Wojtkowi a ten go zaatakował" w oczach Pani" pedagog" Winny jest mój brat I na nic zdały się tłumaczenia roztrzęsionego I dręczonego przez tych dwóch uczniów ( od stycznia tego roku przychodził do Domu z siniakami) Dziecka. Wszystkie Te sytacje były zgłaszane wychowawcy oraz dyrektorowi szkoły I przez moja Mame I przez Mojego Brata I Wszystkie były bagatelizowane.Nie do pomyślenia jest to, że nikt z "pedagogów" nie wezwał karetki kiedy mój brat plakał I zwijał Sie z bólu, zadzwoniono po moja Mame I to tyle .Mama na własną ręke zawiozła Mojego Brata do oddalonego o 12 km. Drawska Pomorskiego na Sor kiedy ten już nie mógł wytrzymać z bólu.Zdjęcie rentgenowskie potwierdziło złamanie kości piszczelowej. Dzieciak przez 3 miesiące bedzie nosił gips .A ja obiecuje Wszystkim Winnym tego zdarzenia, że tego tak nie zostawie.NAGŁOŚNIMY SPRAWE!Koniec z patolą I bezprawiem!
archiwum

Czekasz w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym już kilka godzin?

Czekasz w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym już kilka godzin? – Prawdopodobnie to miejsce, do którego źle trafiłeś. Bo jak sama nazwa wskazuje, oddział RATUNKOWY, to taki, w którym zdrowie i życie jest zagrożone i wymaga natychmiastowej interwencji ze strony personelu medycznego. Ciesz się, że nie jesteś pierwszy w kolejce, inni tego szczęścia nie mają...

Kłucie w klatce piersiowej, duszności, zawroty głowy. - Ee, pewnie zwykłe przemęczenie, niech idzie do domu i się prześpi Zaszczany, zasrany, zarzygany, zawszawiony żul, znaleziony nieprzytomny na ulicy, z butelką jabola w ręku. - Szybko, na oddział! Tomografia, rezonans, szybko, już! SZYBKO SZYBKO!!! Mógłby mi to ktoś wytłumaczyć czemu tak się dzieje?

Zaszczany, zasrany, zarzygany, zawszawiony żul, znaleziony nieprzytomny na ulicy,z butelką jabola w ręku.- Szybko, na oddział! Tomografia, rezonans, szybko, już!SZYBKO SZYBKO!!!Mógłby mi to ktoś wytłumaczyćczemu tak się dzieje? –

Znany DJ zszokowany cenami parkingu pod szpitalem. "To nie jest normalne"

Znany DJ zszokowany cenami parkingu pod szpitalem. "To nie jest normalne" – Popularny DJ Remigiusz Remo Łupicki opisał to, co zastał pod szpitalem w Puszczykowie (woj. wielkopolskie). Kwoty na paragonach z przyszpitalnego parkingu mogą zszokowaćJego wpis na Facebooku:Dziś doznałem szoku! Nie zabieram zdania w takich rzeczach lecz to nie może przejść obojętnie. (...) Wjechałem dziś przed 9 rano na parking szpitalny w Puszczykowie. Nagły wypadek, SOR. Po 3 godzinach poszedłem zapłacić bilet. Widzę płacząca kobietę, która jak się okazało, za 5 godzin parkowania auta ma do zapłaty 150zl! Myślę - pomyłka. Wsadzam mój bilet - 90zl!" - czytamy (pisownia oryginalna).Draństwo nie ma granic...

Burza w sieci po szczerym do bólu wpisie lekarza ze szpitala we Włocławku:

 –  Być moze moj dzisiejszy post wywola poruszenie, które skutkować będzie konsekwencjami dotyczącymi mojego zatrudnienia, szpitalnego kontraktu i kariery zawodowej ale mam dość. O sprawie pacjentow naduzuwajacych alkoholu a hospitalizowanych we Wloclawskim oddziale ratunkowym rozmawialem z zarządzającymi szpitalem, z politykami zarządzającymi miastem i z przedstawicielami władz zasiadającymi we władzach wojewódzkich. Efekt wciąż pozostaje niezauważony. Nie wiem kto był pomysłodawcą likwidacji izby wytrzeźwień w moim rodzinnym mieście. Decyzja ta od wielu lat niesie za sobą konsekwencje dla zaoaptrywanych przeze mnie pacjentów podczas dyżurów w SOR i myślę, że nie dotyczy wyłącznie moich godzin pracy. Sytuacja kiedy lekarz, ratownik medyczny albo pani pielęgniarka pławią sie w ekstrementach, kiedy nasze ciuchy, buty i dłonie mają bezpośredni kontakt z kalem, moczem, wymiocinami a czasem białymi robakami pasozytujacymi w pachwinach przebywających na oddziale SOR alkoholikow, zeby po chwili badać albo pobierać krew kilkuletniego dziecka w XXI wieku jest sytuacją niedopuszczalną. Pijackie awatury, przekleństwa, wyrwane z futryną drzwi nie mogą być codzienboscią w pracy szpitala. Złota godzina diagnostyki i ukierunkowanej terapii przeplatana burdami z niesubordynowanymi, pijanymi osobnikami wydłuża się w czasie stanowiąc ryzyko dla zdrowia pozostałych pacjentów. Odpowiedzialnosc lekarza za sprawne koordynowanie pracy zespołu niebezpiecznie przesuwa się w stronę obszarów, w których odpowiedzialność karna za opieszałość i spóźnione decyzje za chwilę stanie sie faktem dla któregoś z nas.Atmosfera Izby Przyjęć przesycona zapachem uryny i przypominająca squad kloszardów nie sprzyja budowaniu dobrego wizerunku niezaleznie od kompetencji zespołu. Problemy są po to zeby je rozwiązywać. Brak pomysłu bądź woli w uporządkowanie spraw dla pacjentów w stanach ostrych jest zaniechaniem, ktorego konsekwencje dotyczyć mogą i bedą nas wszystkich. Wyszedlem dziś po 24 godzinnym dyżurze kompletnie rozbity i przygnebiony perypetiami obyczajowymi nie mającymi z leczeniem nic wspólnego. :(Jeśli mój poranny przydlugi post stanie się kanwą jakiejkolwiek powaznej dyskusji i zmiany polityki w obszarze szpitalnego oddziału ratunkowego uznam to za osobisty wkład w podnoszenie poziomu jakości świadczeń wobec chorych. Jeśli zapadnie decyzja, ze Nowakowskiego za niewyparzony język należy spalić na stosie ostatnią moją myślą będzie. Bylo warto...Bądźcie świadomi!

Prawdziwe oblicze SOR - gdzie pacjent jest bogiem a personel wrogiem

Prawdziwe oblicze SOR - gdzie pacjent jest bogiem a personel wrogiem –  "Chciałabym podzielić się pewnymi niezwykle irytującymi wydarzeniami sprzed kilku dni.Na SOR w Świdnicy przewieziono młodą pacjentkę z niegroźnym , niskoenergetycznym urazem, powstałym w wyniku popchnięcia i upadku. Po przekroczeniu bram SOR, pacjentka oraz jej rodzina (łącznie 6 osób, z czego 5 pod wpływem alkoholu) zdezorganizowali w zupełności pracę oddziału ratunkowego, wprowadzając tym samym zagrożenie dla pozostałych pacjentów.Już pierwsze zdanie wypowiedziane przez męża pacjentki, zwiastowało nadchodzącą awanturę: "wiem która ku...a to zrobiła, ona będzie jezdziła na wózku [inwalidzkim] jak ty teraz, tylko do końca życia". Przez ponad 2 godziny, pacjentka i 5 osób towarzyszących chorej nieustannie zakłócało pracę oddziału ratunkowego.Bez przerwy podążali za personelem z telefonami komórkowymi, nagrywając go, prowokując przez użycie obraźliwych i agresywnych określeń, np " wypier... ku..o", "co za popie...ni ludzie tu pracują", "co za je...y SOR" i wiele innych głównie personalnych inwektyw.W pewnym momencie mąż pacjentki wtargnął do gabinetu, uniemożliwiając zbieranie wywiadu i przeprowadzenie badania. Nakazał małżonce podawać nieprawdziwe i absurdalne informacje dotyczące zdarzenia. W celu wywołania zamieszania w towarzystwie innych oczekujących bezpodstawnie oskarżył lekarza SOR o bycie pod wpływem alkoholu. Żeby potwierdzić nieprawdziwość oskarżeń wezwano Policję.Poproszono również patrol Policji o pomoc w opanowaniu agresywnych i wulgarnych towarzyszy pacjentki, co spotkało się jednak z ich odmową. SOR pozostał zdany na siebie. Po przewiezieniu na salę obserwacyjną mąż pacjentki bez skrępowania wchodził do dyżurki pielęgniarskiej, skąd jak stwierdził zabierze krzesło pownieważ " z całą pewnością jest bardzo wygodne".Po chwili zmienił jednak zdanie, stwierdzając że położy się obok małżonki i zamówią sobie catering. Sama pacjentka w obecności innych, w tym przypadku poważnie chorych pacjentów, oznajmiła, że "nie będzie leżała w sali z jakimiś umarlakami". Groziła również salowej, przewożącej pacjentkę do RTG, że „kiedy spotkają się w innych okolicznościach, salowa będzie płakała, a ona sama biła brawo”.W międzyczasie reszta towarzyszy nieustannie krążyła po SOR, gasiła światło w poczekalniach i korytarzach, zabawiając się w reporterów. Zastraszyli również panią technik RTG, próbując wyważyć drzwi do gabinetu.Przez 2 godziny zachowywali się jak szarańcza przemieszczając się z miejsca na miejsce, z jednego gabinetu do drugiego, pozostawiając za sobą zupełny chaos.W przerwach między opisanymi momentami, jak wcześniej wspomniano, kamerowali wszystko co działo się w SOR, obrażali personel, lekarzy, ratowników, pielęgniarki, salowe, technik RTG oraz grozili wszystkimi możliwymi instytucjami.Po 2 godzinach pobytu w SOR, wykonaniu pełnej, choć bardzo utrudnianej diagnostyki, pacjentka została wypisana z oddziału ratunkowego, co szczęśliwie zakończyło dokuczliwą działalność tej „wesołej gromadki”.Dlaczego przytaczam tą sytuację? A no dlatego, że media, głównie prywatne, pozwoliły sobie w ostatnim czasie przedstawić wiele reportaży na temat "nieludzkich" "okrutnych" warunków na SOR, gdzie biednych pacjentów czeka jedynie znieczulica, cierpienie i śmierć w męczarniach. Zupełnie zapominając o komentarzu drugiej strony, czyli pracowników SOR. Nasza grupa zawodowa (pracownicy SOR i pracownicy ZRM, bez podziału na zawody), traktowani są jak zło konieczne. Jedyne co słyszymy, to, że musimy IM, pacjentom, służyć bo ONI nas utrzymują.W zamian za nasze obowiązkowe sługusowstwo, mogą nas poniewierać, wyzywać, niekiedy bić, broń boże nie potraktować jako pracownika wykonującego swoją bądź co bądź pracę. Idąc tym tropem jak wielu z nas idąc do sklepu spożywczego, czy kina wyzywa personel, zastrasza, grozi, ubliża, niekiedy bije, po czym przyjeżdża stacja telewizyjna i nakręca dramatyczny reportaż, o tym, że zadyma jest słuszna bo w ważywniaku nie ma marchewki, a w kinie nie leci już Kac Wawa, którą tak bardzo lubię i chciałbym zobaczyć, płacę za bilet więc wymagam.„Klienci” SOR i ZRM skarżą się do dyrekcji, mediów, Rzeczników Praw Pacjenta, NFZ na zupełnie wszystkie składniki pobytu w SOR/IP. Personel zmuszony jest pisać wyjaśnienia, SOR odwiedzają kontrole z NFZ, a media napędzają spiralę nienawiści, dając niepisane przyzwolenie do traktowania personelu SOR jak…No właśnie? Kogo?Każdy zawód, każdy człowiek wymaga szacunku. Nie wymagają go TYLKO pracownicy ZRM/SOR, którzy godzą się być workami treningowymi, wzamian za wysokie pensje i niebywały prestiż pracy w zawodzie."Przesłała Natalia dzięki !
archiwum

...

... – Na podjeździe stoi karetka. Kilka osób na poczekalni. Ktoś spogląda na zegarek, bo czeka juz dwie godziny. Już wiem co dzieje się za drzwiami. Znów ogarnia mnie strach. Każdy tu boi się, że na sali resuscytacyjnej zobaczy znajomą twarz. Otwieram drzwi i pierwsze co widzę to stopy. Sine stopy starszej osoby. To na pewno nie są stopy mojego taty. Dopiero teraz mogę odważniej spojrzeć na twarz. Nie znam. Oddycham z ulgą. Wszystko dzieje się z prędkością światła. Idealnie wymierzone połączenie wiedzy, adrenaliny i doświadczenia. Zespół pielęgniarek, ratowników i lekarzy, którzy tutaj, na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym wiele razy ścigali się ze śmiercią. W tej nierównej walce bywa, że jesteśmy na straconej pozycji. Tym razem przegraliśmy. Za chwilę zawołamy kobietę ze stłuczonym palcem. Dobrze, że dzisiaj pacjenci jacyś tacy wyrozumiali, cierpliwi i nie dopytują jak długo jeszcze będą czekać.

Ostatnio w internecie i w TVP spadła lawina hejtu na strajkującą rezydentkę, Katarzynkę Pikulską. Dokopano się do jej zdjęć z zagranicznych "wojaży", podczas których odwiedza Maltę, Tanzanię, Las Vegas, Rumunię i Kurdystan

Ostatnio w internecie i w TVP spadła lawina hejtu na strajkującą rezydentkę, Katarzynkę Pikulską. Dokopano się do jej zdjęć z zagranicznych "wojaży", podczas których odwiedza Maltę, Tanzanię, Las Vegas, Rumunię i Kurdystan – Jak  podaje portal wp.pl wojaże Pikulskiej, która jest ortopedą były związane z misją Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej w Iraku. Organizacja wysyła wolontariuszy na tereny objęte wojną, głodem i poważnymi brakami w służbie zdrowia.Informacje nt. Pikulskiej odnajdziemy również na stronie internetowej Fundacji Nauka Dla Rozwoju, z którą współpracuje lekarka. Z jej wizytówki dowiadujemy się, iż w Tanzanii, o której wspominali jej krytycy, wcale nie wypoczywała, lecz ciężko pracowała. W ostatnim czasie uczestniczyła w misji medycznej zorganizowanej przez Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej w Erbil w Kurdystanie, gdzie pracowała w tamtejszym szpitalu na SOR i na bloku operacyjnym, co dało Jej doświadczenie w pracy w warunkach istotnie odmiennych niż polskie.  Podjęła pracę na Malcie i przez 3 miesiące pracowała w prywatnym szpitalu. Pani doktor współpracowała z naszą Fundacją w realizacji projektu Programu Wolontariat Polska Pomoc 2016: „Poprawa jakości opieki medycznej świadczonej w regionie Lindi Rural (Tanzania).Trudno nie wspomnieć, że wytropiony przez dziennikarzy oraz internetowych trolli niemoralny kawior kosztuje w markecie 9 złotych z groszami

Wzruszający list mamy chłopca przejechanego przez maszynę budowlaną. Tak podziękowała policjantom:

 –  Witam!Jestem mamą trójki niezwykle energicznych dzieciaków. Mamy zwyczajne życie, albo można powiedzieć mieliśmy, aż do 21. 07. 2017. Wtedy to nasz najmłodszy szkrab Maksio uległ bardzo ciężkiemu wypadkowi w gospodarstwie. Wszedł mężowi pod koła ładowarki teleskopowej, która niestety po nim przejechała. Pod wpływem emocji, adrenaliny i sama nie wiem czego, nie czekając na karetkę, wzięliśmy naszego Maksia i sami wieźliśmy do szpitala, łamiąc po drodze chyba wszystkie przepisy ruchu drogowego.Szczęście w nieszczęściu na naszej drodze spotkaliśmy trzech policjantów kierujących ruchem na rondzie w Sochaczewie. Zaczęliśmy trąbić, krzyczeć, a oni bez wahania wsiedli do radiowozu i kazali nam jechać za sobą, eskortując w drodze do szpitala. Kto wie, może ten skrócony czas dojazdu pozwolił uratować życie naszego Maksia, bo liczyła się każda sekunda.Po dojechaniu na miejsce podbiegli do nas, wzięli na ręce Maksia i wbiegli z nim do szpitala. Było to dwóch Panów, których kompletnie nie pamiętam, jak wyglądali, i Pani blondynka o krótkich włosach, o ile dobrze pamiętam. Z obecnych ustaleń była to Pani Martyna Katana (mam nadzieję, że nie przekręciłam nazwiska), Panów nazwisk nie znam.Do czego zmierzam? Po stokroć dziękujemy!! Rzadko spotyka się na swojej drodze tak miłych i pomocnych ludzi. Gdy reanimowali Maksia, Pani Martyna cały czas siedziała przy mnie, wspierała i próbowała pocieszać. Nie wiem, ile czasu spędziliśmy na SOR, ale ta Pani była cały czas. Panowie zresztą też.Dziękujemy - to mało, ale wiele znaczy. My przeżywaliśmy najgorsze chwile w naszym życiu, ale był ktoś zupełnie obcy, kto starał się zrozumieć i bez chwili zawahania pomógł.Dobro powraca i mam nadzieję, że jeszcze nie raz do Państwa szczęśliwy los się uśmiechnie.Tak jak teraz Maksio się uśmiecha -  żyje... jest... jest sprawny.

Trolling - poziom akademicki

Trolling - poziom akademicki –  Prof. podzielił nas na grupy i kazał każdej złożyć coś samodzielnie według schematów. Jak to on, dał takie, że powstała jedna wielka plątanina kabli. Po 2 godzinach czas na szybką demonstrację. Wychodzi pierwsza grupa:- Mógłby pan profesor podejść?- No co tam?- A bo nie wiemy czy to jest dobrze, to może by sor rzucił okiem- Wszystko okej. Odpalać!Po czym przysiadł się do kolegi obok i do niego z uśmiechem: Pa, jak zaraz je*nie.