Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 14457 takich demotywatorów

poczekalnia
To się nazywa mieć szczęście. –
Trudno mówić o szczęściu, gdy jesteśmy niezadowoleni z dzisiaj, zatroskani o jutro i rozżaleni decyzjami podjętymi wczoraj –
Dlaczego pozwalamy, by to, czego nie mamy, psuło nam radość z tego, co mamy? –
Na zdjęciu kanadyjski biskup Gary Gordon i jego wieloletni pies-przyjaciel Merlin – Na stronie diecezji Victoria, którą opiekuje się biskup Gary, możemy przeczytać, że kiedy z Merlinem mieszkali w dzikich stronach Jukonu, przy trzech różnych okazjach pies bronił biskupa przed niedźwiedziami. Ten nietypowy hat-trick przyniósł mu honorowy tytuł świętego Merilna.To się nazywa prawdziwy przyjaciel. Życzę nam wszystkim, żeby każdy z nas miał szczęście mieć kogoś takiego w swoim życiu
Są takie chwile, kiedy nic nie jest w stanie cię uszczęśliwić –
0:10
Pracownik supermarketu radośnie spędza "dzień święty" z rodziną, ale obawia się, że takie szczęśliwe chwile się skończą, jeśli do władzy dojdzie PO –
0:18
Awaryjne lądowanie samolotu z 17 spadochroniarzami na pokładzie – Chwilę po starcie odcięło silnik i pilot musiał lądować awaryjnie wprost na pobliskie pole. Na szczęście nikt nie został poważnie ranny. Film mamy dzięki jednemu ze skoczków, który uruchomił kamerkę po starcie
poczekalnia
Szczęście w nieszczęściu –

Historia psa, który z łzami w oczach pokonał dystans 200 km, by odnaleźć swoich właścicieli

Historia psa, który z łzami w oczach pokonał dystans 200 km, by odnaleźć swoich właścicieli – Historia Maru, bulmastiffki z rosyjskiej hodowli jest poruszająca, tym bardziej że od tego pięknego, spokojnego psa wprost bije smutek i zwątpienie.Maru miała cztery miesiące, kiedy została kupiona przez parę z Krasnojarska i przez 6 miesięcy żyła życiem każdego szczęśliwego szczeniaka. Ganiała za piłką, chodziła na spacery, gryzła kapcie swoich właścicieli. Po tym czasie jednak jej rodzina doszła do wniosku, że jednak nie mogą pozwolić sobie na psa i tłumacząc się alergią na sierść, postanowiła ją oddać.Skontaktowali się z Allą Morozovą, właścicielką hodowli, w której Maru przyszła na świat i poprosili ją, by przyjęła psiaka z powrotem do siebie."Umówiłam się z nimi, że Maru wraz z opiekunem pojedzie pociągiem z powrotem do Nowosybirska. W ten sposób miała wrócić do mojej hodowli" – relacjonuje Alla. Jak wyjaśniła przed sprzedaniem małej Maru podpisała z jej nowymi właścicielami umowę, która nakazała im kontakt, w razie, gdyby z jakiegoś powodu nie chcieli się nią już dłużej opiekować. Psiak miał jednak inne plany. Maru nie chciała porzucać swojej rodziny, przy pierwszej lepszej okazji uciekła z pociągu.Właściciele odstawili Maru na pociąg, więcej nic ich już nie obchodziło. Mieli problem z głowy. Pod opieką pracownicy Alli, Maru wyruszyła koleją do Nowosybirska. Kiedy pociąg zatrzymał się na maleńkiej stacji niedaleko Achinska, uciekła od opiekunki. Kopnęła łapą drzwi i „wyskoczyła jak kula armatnia” w noc. Udało jej się uciec z pociągu, opiekunka wołała za nią, ale Maru nie wróciła. Jak stwierdziła Morozowa, pies miał atak paniki, właściciele zniknęli mu z oczu i chciał do nich wrócić. Problem był jeden – pociąg zdążył ujechać ponad 200 kilometrów!Rozpoczęły się poszukiwania bulmastiffki. Alla Morozova chciała w nie zaangażować byłych właścicieli psiaka, ale odmówili. – Oddali psa i przestał ich obchodzić – stwierdziła właścicielka hodowli. Jak powiedziała, wcale nie zależało im na losach Maru, która błądziła nocą po rosyjskich lasach. To już nie był ich problem. Morozova uruchomiła wszystkie swoje kontakty, by znaleźć zgubę. Rozdawała ulotki, powiadomiła media. Szczęśliwie zwierzę znalazło się zaledwie dwa i pół dnia później w przemysłowej dzielnicy Krasnojarska – gdzie Maru mieszkała ze swoimi właścicielami.Właścicielka hodowli powiedziała, że ​​to „szczęście”, że podczas tej podróży Maru nie zaatakował żaden niedźwiedź ani wilk. Przypuszczała, że Maru musiała wędrować z powrotem wzdłuż torów, aż do rodzinnego miasta. Na stacji, gdzie ją porzucono, nikt jednak nie czekał. Gdy ją znaleziono, Maru była niesamowicie zmęczona. Miała poranione, zdarte łapy i pyszczek. Wolontariusze, którzy ją odnaleźli powiedzieli, że w jej oczach szkliły się łzy. Aktualnie Maru znajduje się w swojej dawnej hodowli w Nowosybirsku. Tam otrzymała właściwą pomoc medyczną, a Alla Morozova robi wszystko, aby pomóc wrócić jej do normalnego życia."Gdy będzie na to gotowa, zacznę szukać jej nowego domu. Nigdy więcej nie pozwolę jej nikomu skrzywdzić" – zapowiada.
archiwum – powód
Jak zachować spokój gdy dziecko zaczyna histeryzować w miejscu publicznym? Ten dziadek znalazł na to odpowiedź. – Pewna kobieta w supermarkecie była świadkiem dość nieprzyjemnej sceny. Spotkała dziadka robiącego zakupy wraz z kilkuletnim wnuczkiem. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie zachowanie chłopca. Krzyczał on, że koniecznie chce batonika i nie dał sobie odmówić. Tak samo było w innych alejkach - Kup mi soczek! Kup mi Colę! Kup mi chrupki! - krzyczał płacząc.W tym czasie dziadek robił planowane zakupy i spokojnie powtarzał - Spokojnie Albert, nie będziemy tu długo. Tylko spokojnie. Trzymaj się dzielnie.Przy kasie mały awanturnik zaczął wyrzucać rzeczy z wózka na podłogę. Dziadek wciąż ze stoickim spokojem powtarzał - Albert, Albert. Spokojnie. Nie denerwuj się. Za pięć minut będziemy w domu.Kobieta była pod takim wrażeniem opanowania starszego mężczyzny, że gdy ten ładował zakupy do samochodu podeszła do niego i oznajmiła:- Wie Pan co, może to nie moja sprawa, ale chciałam tylko powiedzieć, że jestem zdumiona. Nie wiem jak dał Pan radę być tak spokojnym. Jest Pan niesamowity! Albert ma ogromne szczęście, że ma takiego dziadka.Dziękuję Pani - odpowiedział mężczyzna z uśmiechem - ale to ja jestem Albert. Ten mały szatan ma na imię Steve.
Znaczną część naszego szczęścia rodzinnego stanowią udane szarlotki –
Prawdziwe szczęście –
Miasto zapowiedziało zmiany. Zabetonowany dekadę temu plac był oczkiem w głowie byłego prezydenta J. Kropiwnickiego i miał stać się wizytówką miasta. Na szczęście nie wyszło –
Na szczęście całej sytuacji przygląda się myśliwy, który zastrzelił czerwonego kapturka myśląc, że to dzik –
Jak się okazało pracownik na chwilę stracił przytomność, ale całe szczęście nic poważniejszego mu się nie stało – Portugalczyk widząc niefortunne uderzenie, natychmiast przerwał rozgrzewkę i podbiegł do mężczyzny, aby zobaczyć co się stało i przeprosić. Klasa!
Irene jest piłkarką oraz zawodniczkąFC Barcelony –
Lilly jest piękną, mądrą suczką, która na wskutek ciężkiej choroby straciła wzrok. Jakość jej życia bardzo się pogorszyła. Stała się smutna i osowiała, rozważano uśpienie Lilly, żeby oszczędzić jej cierpienia. – Na szczęście na jej drodze pojawiła się Madison emerytowany przewodnik, osób niewidomych. Madison szybko zrozumiała, że teraz musi stać się oczami Lilly, suczki stały się nierozłączne. Ta przyjaźń uratowała Lilly życie, szybko odzyskała wigor i chęć do zabawy. Obie przyjaciółki biegają razem, bawią się i czerpią radość z życia. Przez większość czasu suczki, połączone są specjalną smyczą, aby zachować ze sobą kontakt.Ta historia jest nie tylko poruszająca, ale niesie też pewną naukę dla ludzi:Pokazuje, że miłość i przyjaźń, są w stanie pokonać wszelkie ograniczenia i dać szczęście na przekór przeciwnością losu.
 –
0:09
archiwum
W krajach takich, jak Meksyk, gdzie roi się od uzbrojonych bandytów, należy ułatwić dostęp do broni, aby ludzie mogli sami się bronić. – Natomiast w Polsce jest niewiele przestępczości zorganizowanej i morderców. Są za to pomniejsi chuligani i pijacy, którzy na szczęście z klamkami nie chodzą. Dlatego w Polsce dostęp do broni powinien być nadal ograniczony. Warto byłoby jednak nauczyć wszystkich obywateli korzystać z uzbrojenia, aby można było rozdać im broń w razie wojny.