Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 29878 takich demotywatorów

poczekalnia
To jest Noah, jest 5-latkiem, który obudził się w trakcie pożaru w swojej sypialni. Zamiast panikować, uratował psa, 2-letnią siostrę i 5 innych członków rodziny –
poczekalnia
 –
poczekalnia
Uczniowie z Florydy ułożyli ogromne domino z 15 tysięcy pudełek płatków śniadaniowych. Tak uczcili pamięć zmarłego pracownika szkoły, który uczynił dużo dobrego dla lokalnej społeczności, m.in. dostarczając pożywienia dla dzieci w potrzebie –
 –  SOS dla podwórek na Muranowie Niestety, smutna prawda. To podwórko na Nowolipiu było kiedyś placem zabaw otoczonym murkiem z zielenią i ławkami. Dzieci miały piaskownicę, huśtawki, drążki do ćwiczeń, stoliki do gry w warcaby. Pośrodku z fontanny spływał po górce strumyk. Podwórko dostało w latach 70. nagrodę za najładniejsze podwórko na Muranowie...
poczekalnia
 –
 –  W szkole facet od techniki uczył nas przydatnych rzeczy i tworzył z nami wspaniałe rękodzieła. Minęło już trochę lat, a ja dopiero niedawno dowiedziałem się, że ten chłop sprzedawał nasze prace na rynku. Na swoim stanowisku miał kartkę z napisem: "Twórczość upośledzonych umysłowo dzieci" Panie Andrzeju, jestem Pana fanem!
Po niemal roku zamknięcia szkół i przedszkoli każdy rodzic ma już dość –
Źródło: reddit.com
„Dziś po południu zabrałam mojego 4-letniego syna do sklepu po kilka artykułów spożywczych. – Wychodząc, kupiłam mu kilka goździków, aby rozdał je ludziom wychodzącym ze sklepu. Kiedy skończyliśmy to robić, kierownik sklepu Jamie Stephens podszedł do nas i zapytał, czy nie chcielibyśmy rozdać więcej. Oczywiście zgodziliśmy się, ponieważ mój syn uwielbia to robić i to było wspaniałe, że mogliśmy rozdać jeszcze więcej kwiatów. Kilka osób zapłaciło nawet dolara, chcąc kupić ich więcej.Wracając do domu syn powiedział mi, że jego „serce się raduje”. Mamy nadzieję, że uszczęśliwiliśmy serca jeszcze kilku innych osób! Jeszcze raz dziękuję Jamie!”
Patrząc na plecaki, jakie dzieci noszą do szkoły i na poziom edukacji, to jedyne, do czego szkoły przygotowują, to zawód dostawcy jedzenia –
Reagują stadnie,jak koty –
0:08
poczekalnia
Po prostu bracia –
0:04
poczekalnia
Czy podczas głaskania własnych futrzaków z czułości dosłownie zaciskaliście zęby lub pięści? Jeśli martwiliście się, że jesteście sadystycznymi socjopatami, to spokojna głowa – Zjawisko to nazywa się "uroczą agresją" (ang. cute agression) i jest ciekawym wytworem naszego mózgu. Najprostszym językiem wyjaśniając, za pomocą tego mechanizmu mózg przeciwdziała "przeciążeniu" systemu przez nadmiar pozytywnych emocji, które go zalewają, automatycznie wzbudzając emocje o znaku przeciwnym. W przypadku czułości jest to agresja, a w przypadku radości - płacz. Zgadza się, ten sam mechanizm wyjaśnia także, dlaczego czasami płaczemy ze szczęścia
Sześć małych punktów o wielkim znaczeniu – 1. Pewnego razu wszyscy mieszkańcy wsi postanowili pomodlić się o deszcz. W dniu modlitwy zebrali się wszyscy ludzie, ale tylko jeden chłopiec przyszedł z parasolem. To jest wiara.2. Kiedy podrzucasz dzieci w powietrzu, one się śmieją, bo wiedzą, że je złapiesz. To jest zaufanie.3. Każdej nocy kładziemy się spać bez żadnej pewności, że obudzimy się żywi w następnym dniu, ale mimo to nastawiamy budziki, aby się obudzić. To jest nadzieja.4. Planujemy wielkie rzeczy na jutro pomimo zerowej wiedzy o przyszłości. To jest pewność siebie.5. Widzimy, że świat cierpi, a mimo to żenimy się i mamy dzieci. To jest miłość.6. Na koszulce pewnej babci było napisane: "Nie mam 80 lat, jestem słodką 16-latką z 64-letnim doświadczeniem". To jest odpowiednie nastawienie do życia.Trzymaj się jak najbliżej tych prawd, a szczęście będzie ci dane 1. Pewnego razu wszyscy mieszkańcy wsi postanowili pomodlić się o deszcz. W dniu modlitwy zebrali się wszyscy ludzie, ale tylko jeden chłopiec przyszedł z parasolem. To jest wiara.2. Kiedy podrzucasz dzieci w powietrzu, one się śmieją, bo wiedzą, że je złapiesz. To jest zaufanie.3. Każdej nocy kładziemy się spać bez żadnej pewności, że obudzimy się żywi w następnym dniu, ale mimo to nastawiamy budziki, aby się obudzić. To jest nadzieja.4. Planujemy wielkie rzeczy na jutro pomimo zerowej wiedzy o przyszłości. To jest pewność siebie.5. Widzimy, że świat cierpi, a mimo to żenimy się i mamy dzieci. To jest miłość.6. Na koszulce pewnej babci było napisane: "Nie mam 80 lat, jestem słodką 16-latką z 64-letnim doświadczeniem". To jest odpowiednie nastawienie do życia.Trzymaj się jak najbliżej tych prawd, a szczęście będzie ci dane
My nie mamy nawet elektrowni atomowej, a Azjaci już wykorzystują dzieci do wytwarzania energii elektrycznej... –
poczekalnia
No wiecie, dla dzieciaków –
Niedaleko pada jabłko od jabłoni –

To były czasy!

To były czasy! –  My, urodzeni w latach 50-60-70-80 tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych.Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za smarowanie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy.Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął.Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby.Skakaliśmy z balkonu na odległość. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie. Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał do szkoły. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy, chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię.Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z opiekunką.Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł.W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego – codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami.Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw.A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
Fotografia z Dublina wstrząsnęła internautami. Widać na niej 4-letnie, bezdomne dziecko jedzące posiłek na plastikowej skrzynce – Zdjęcie udostępnił jeden z wolontariuszy grupy "Ballymun Soup Run", która pomaga bezdomnym i potrzebującym. Zdjęcie podpisano "Nasz rząd jest temu winny. Czteroletnie dziecko i jedno z niewielu miejsc, w których może zjeść domowy posiłek". 4-letnia dziewczynka i jej rodzina przebywają obecnie w schronisku dla bezdomnych w Dublinie.
„Synek mamusi zawsze będzie dla niej jej małym chłopcem. Nawet kiedy wyrośnie ze wszystkich uroczych małych ciuszków, które nosił w ostatnim roku. Nawet kiedy dorośnie na tyle, by robić wszystko samodzielnie. – Nawet wtedy, gdy zmieni mu się głos i będzie się zastanawiała, kto to taki odzywa się w sąsiednim pokoju. Zawsze będzie jej małym chłopcem. Nawet wtedy, gdy będzie chciała, żeby dzwonił do niej i dawał znać, czy wszystko z nim w porządku. Nawet, gdy przesiądzie się na miejsce pasażera, żeby on mógł poprowadzić. Nawet jeśli to ona musi teraz podnieść głowę do góry, by na niego spojrzeć. Matka wie, że dla niej syn zawsze będzie jej małym chłopcem. Będzie pamiętać o każdym samochodziku i każdej grze, w którą grali. Będzie pamiętać każdy pocałunek przed snem i wszystko co udało mu się osiągnąć. Będzie pamiętać każdy świąteczny poranek i każdy domowy tort urodzinowy. Ulubiony film, ulubioną piosenkę i grę w piłkę. Jednak przechodząc obok jego zdjęcia, zda sobie sprawę, jak bardzo się zmienił. Matka zawsze będzie modlić się do Boga, aby jej syn wyrósł na wspaniałego mężczyznę. Nadal będzie go kochać, wspierać i stawiać jego potrzeby ponad swoimi. Bez względu na to, jak duży będzie, mały synek mamy zawsze będzie jej małym synkiem”.
poczekalnia
Po tym, jak wyszła z budynku, została zapytana przez policjantów o to, czy ktoś jeszcze znajduje się w mieszkaniu. Zaprzeczyła. Funkcjonariusze i strażacy dla pewności postanowili jednak sami przeszukać wszystkie pokoje - kobieta miła 2,7 promila –