Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 28 takich demotywatorów

archiwum

Ken - Syren

Ken - Syren – Poprawność weszła na nowy poziom

W 2015 roku policja w Swindon przepraszała za nieuzasadnione użycie syren w terenie zabudowanym Policjanci próbowali rozwiązać konflikt między grupą czterolatków o to, czy syreny robią „łi-łu" czy „ii-jo"

Policjanci próbowali rozwiązać konflikt między grupą czterolatków o to, czy syreny robią „łi-łu" czy „ii-jo" –
archiwum – powód

Za umieszczanie syren policyjnych albo ambulansowych w reklamach radiowych powinni karać. Jedziesz sobie do pracy, słyszysz w tle karetkę, chcesz już zjeżdżać, żeby zrobić miejsce do przejazdu, aż tu nagle słyszysz: "Io io Kubuś nie wziął antybiotyku"

Za umieszczanie syren policyjnych albo ambulansowych w reklamach radiowych powinni karać. Jedziesz sobie do pracy, słyszysz w tle karetkę, chcesz już zjeżdżać, żeby zrobić miejsce do przejazdu, aż tu nagle słyszysz: "Io io Kubuś nie wziął antybiotyku" – No szlag człowieka trafia!

Za umieszczanie syren policyjnych, albo ambulansowych w reklamach radiowych powinni karać. Jedziesz sobie do pracy, słyszysz w tle karetkę, chcesz już zjeżdżać, żeby zrobić miejsce do przejazdu aż tu nagle słyszysz: "Io io Kubuś nie wziął antybiotyku" No szlag człowieka trafia...

"Io io Kubuś nie wziął antybiotyku"No szlag człowieka trafia... –

Przetrwałem straszliwą apokalipsę pierwszej niedzieli z zamkniętymi sklepami

Przetrwałem straszliwą apokalipsę pierwszej niedzieli z zamkniętymi sklepami – W moim przypadku kluczowa okazała się sobota rano. Ledwie kilka godzin wcześniej gruchnęła wiadomość, że sklepy mają być zamknięte w całą drugą niedzielę marca aż do poniedziałku. Kilkadziesiąt godzin skondensowanego piekła. Wstałem jak co rano, jak co rano się ubrałem i jak co sobotę ruszyłem do Lidla. Parking pod sklepem, zazwyczaj senny o tej porze, przypominał zaatakowany przez szerszenie ul.Tłoczące się wszędzie samochody wypełniały – niemałą przecież – przestrzeń do ostatniego miejsca. Ludzie przemykali pomiędzy nimi pośpiesznie, chcąc czym prędzej zrobić zapasy. Niektórzy omijali auta ostrożnie, ale inni – ci, którzy nie potrafili zachować zimnej krwi – nie mieli tyle szczęścia i ginęli pod kołami rozpędzonych do 20 kilometrów na godzinę samochodów. Widząc upiorne zagęszczenie, właściciele aut rezygnowali nawet z podjeżdżania pod same drzwi sklepu, nie tarasowali wejścia swoimi budzącymi zachwyt maszynami, tylko zatrzymywali się w najdalszych zakamarkach parkingu, w miejscach, z których wyrastały dwumetrowe chaszcze. Dalej za to stawali na trawnikach. Wybiegający ze sklepu ludzie, czekający na otwarcie od wczesnych godzin porannych, usiłowali wskrzesić w sobie choć wspomnienie człowieczeństwa na tym wybiegu ludzkich pragnień i ostrzegali, by nie wchodzić do środka, bo tam rozgrywa się dramat, który będzie śnił się nam po nocach. Nie chciałem wierzyć, ale oni nie cofali się nawet po wypadające z siatek ziemniaki. Uwierzyłem. Nikomu jednak nie przyszło nawet do głowy odejść, przeczekać, przyjść później. Przecież już wstali, już się ubrali, może nawet nagrzali samochód w ten chłodny poranek. Wszyscy wiedzieli, że to najpoważniejsza gra – gra, która toczy się o ich życie i życie ich bliskich. Zamknięty w potrzasku zbiorowy umysł, który będzie parł dopóki nie osiągnie swojego celu. Wszyscy wiedzieliśmy, że pisowski reżim nie zatrzyma się, więc i my nie mogliśmy się zatrzymać. Łudziliśmy się, że opór coś zmieni. Choć sytuacja wyglądała potwornie, ruszyłem i jakimś cudem udało mi się wejść do sklepu.Nawet będąc pomnym sytuacji na parkingu, tliła się we mnie nadzieja, że nie jest tak źle. Nie może być. Przecież jesteśmy ludźmi. LUDŹMI, DO DIABŁA. Ale ci od wypadających ziemniaków nie kłamali – w „moim” Lidlu rozgrywały się dantejskie sceny. Od wejścia uderzył mnie odór ciepłej krwi. W tym momencie utraciłem wszelką nadzieję. W myślach pożegnałem się z żoną i dziećmi, ale wiedziałem, że dla nich muszę podjąć tę, być może ostatnią w życiu, walkę. Tu nie szło o jakiegoś tam karpia czy Crocsy. Chciałem, żeby byli ze mnie dumni. Tylko jak długo przetrwają, gdy mnie zabraknie? Myśli zaczęły wędrować z złym kierunku, traciłem czas, więc czym prędzej ruszyłem po bułki. Próbowałem nie patrzeć na półki z herbatą i dżemem, pod którymi leżały zwłoki kilku kobiet w średnim wieku. Najwidoczniej walczyły o ostatnie opakowanie earl greya. „Jezu, to krew czy powidła śliwkowe?” – natychmiast odsunąłem od siebie makabryczną myśl, bo na horyzoncie pojawiło się stoisko z pieczywem. Są jeszcze nasze ulubione bułki gryczane! Tylko co tam robi ten facet? Chryste, gryzie rękę kobiety, która dokłada pieczywo! Błagam, niech mnie tylko nie zauważy, bym mógł zapakować kilka bułek i ruszyć dalej. Gdzie są torby papierowe?! Nie ma papierowych – są tylko foliówki. Czy to już ostateczna granica upodlenia? Przecież dopiero tu wszedłem. Oczami wyobraźni widzę wszystkie żółwie z Pacyfiku, które połkną tę foliówkę. Przepraszam, ale albo wy, albo ja i moja rodzina. Obyście trafiły w lepsze miejsce. Nie mam czasu na dłuższy rachunek sumienia. Ominąwszy ukradkiem żarłacza białego w ludzkiej skórze, przechodzę obok uderzającego miarowo w ścianę wózka elektrycznego prowadzonego wcześniej przez młodego chłopaka, który teraz zwisał przez kierownicę martwy, z porem w oku, i zdaję sobie sprawę z tego, że zbliżam się do stoiska z warzywami. Wokoło słychać krzyki ludzi, trzask łamanych kości i brzęk tłuczonych butelek, ale staram się nie zwracać uwagi na rozgrywające się wokoło dramaty. Uwaga, lecące jabłko. Niewiele brakowało. W końcu dotarłem do warzyw i owoców. Jakieś nogi wystające spod skrzynek z bananami trzęsą się w rytm zapewne ostatniego tchnienia właściciela kończyn. Może ulżę mu choć trochę – odciążam skrzynie i ładuję kiść bananów do koszyka. W międzyczasie strząsam dłoń, która chwyta mnie za nogę nie wiadomo skąd. Idę po awokado. Kurwa, znowu twarde. Jakiś dzieciak zaczyna szarpać mnie za rękaw. Oczy ma zapłakane, nie potrafi wydusić z siebie słowa, wskazuje tylko na coś palcem. Podnoszę wzrok i widzę całkiem młodą kobietę, która pyta drugą, czy ta nie mogłaby oddać jej mrożonego pstrąga, którego ma w koszyku, bo ojciec tej pierwszej „uciekł z jakąś bezdzietną lambadziarą, a czasy dla młodych matek są trudne, a synek by się ucieszył, bo tak lubi pstrąga”, na co ta z pstrągiem odpowiada, że nie bardzo, bo też lubi pstrąga, a poza tym była pierwsza, na co pytająca reaguje słowami: „To się pierdol, po co się obnosisz tak z tym pstrągiem?!”. Patrzę z powrotem na dzieciaka. Oddaję mu awokado, ja i tak nie będę miał czasu czekać, aż dojrzeje. Przed oczami widzę obraz własnych dzieci. Muszę ruszać dalej.Czekała mnie trudna decyzja: wybrać krótszą, ale bardziej ryzykowną drogę pomiędzy warzywami a zamrażarkami, czy dłuższą, ale bezpieczniejszą drogę wzdłuż ściany z przyprawami? Wąska droga przez szlak warzywno-zamrażarniczy to doskonałe miejsce na zasadzkę. Droga Cynamonowa wzdłuż półki daje z kolei lepszą widoczność, ale tam tłum ludzi kotłuje się o ostatnią butelkę przyprawy do zup w płynie. Czas ucieka, podejmuj decyzję. Niech będzie Przewężenie Bakłażana. Ruszam ostrożnie, za pas zatykam pora niczym wielki wojownik swój miecz. Procentuje doświadczenie zebrane przy wózku elektrycznym chwilę wcześniej. Podchodzę, zbliżam się do przewężenia, ostrożnie wychylam się zza stoiska za papryką. SZAST! Przed oczami przelatuje mi podstarzały ochroniarz. Chyba próbował uspokoić sytuację na stoisku z produktami „deluxe”, gdzie właściciel terenowego volvo, którego minąłem na parkingu, ładował już trzeci wózek chałwy. Pozostawione przez wózek ślady krwi dały mi jasno do zrozumienia, że ten człowiek bardzo lubi chałwę. Odwróciłem szybko wzrok. Nie chciałbym lubić chałwy aż tak mocno. Na szczęście udało mi się przedostać na wędliny bez większych problemów. Tam szybko biorę opakowanie Żywieckiej i filetu z kurczaka i mknę na nabiał. „Po co ci glebogryzarka o 8 rano, człowieku?!” – myślę sobie na widok nieszczęśnika w średnim wieku omamionego „promocją z gazetki”. Po drodze chwytam duże opakowanie goudy. Jednak los się do mnie dzisiaj uśmiecha. Za wcześnie! Skup się, masz rodzinę, która na ciebie liczy. Ale fakt, już niedaleko. Przede mną najtrudniejsza część przeprawy: dział z alkoholem.Zdyszany docieram do Kanionu Wysokich i Niskich Oktanów. Gdybym nie znajdował się w Lidlu, to przysiągłbym, że jakimś cudem dotarłem na plan filmowy „Hooligans”. Ludzie pakują do wózków wszystko. Przy półce z winem dostrzegam sąsiadkę, która zazwyczaj gardzi winami poniżej pięciu dych za butelkę, ale teraz pakuje każdą ocalałą Kadarkę. Na podłodze szkło, okaleczeni ludzie wiją się z bólu. Ktoś próbował wyjechać z paletą Argusa na wózku widłowym, ale został zatrzymany i zjedzony na miejscu. Przeskakuję między ciałami i – na tyle, na ile to możliwe – ostrożnie zbliżam się do kas. Kątem oka dostrzegam jeszcze butelkę piwa rzemieślniczego. Czy to możliwe? Czy promień słońca naprawdę rozświetlił to mroczne miejsce? Udaje mi się, chwytam butelkę. Jestem już przy kasach. Jezu, jak dobrze, że nie działają, 6 złotych za pilsa – kto to widział? Zrównuje się ze mną mężczyzna, na oko w moim wieku. Patrzymy na siebie, potem na swoje zakupy. Gość uśmiecha się z politowaniem, ja jestem pod wrażeniem kilkudziesięciu opakowań mięsa mielonego, czterech zgrzewek niegazowanej wody Saguaro, worka ziemniaków, kartonu kasz, trzech litrów oleju rzepakowego, dziesięciu bochenków chleba i opakowania mentosa, które miał w swoim wózku. Mentosy! Chwytam jeszcze jakieś słodycze znajdujące się przy kasach i kieruję się do wyjścia. Koleś od wózka zaklinował się przy przejściu między kasami i desperacko próbuje się uwolnić. Zauważam biegnących w jego kierunku ludzi o wygłodniałych spojrzeniach. Nie czuję triumfu. Na wszelki wypadek chwytam leżący przy kasie egzemplarz nowej książki Okrasy i im go rzucam. Wybiegam na parking, a zza pasa wylatuje mi por, o którym zdążyłem dawno zapomnieć. Niewiele się tu zmieniło – może poza rosnącą liczbą ciał. Krzyczę do przebiegających obok ludzi, żeby nie wchodzili, ale oni nie słuchają. Teraz wszystko rozumiem. Biorę oddech świeżego powietrza i wracam do domu.Udało mi się wrócić do rodziny. Zabarykadowaliśmy się w mieszkaniu i resztę dnia spędziliśmy na wspominaniu lepszych czasów. W niedzielę nie wyszliśmy z domu, bo się baliśmy. Podobno po to właśnie wprowadzono nowe prawo – by ludzie mogli cieszyć się wspólnie spędzonym czasem. Jestem pewien – chciałbym być – że prawodawcy nie przewidzieli jednak rozmiaru skutków ubocznych swoich własnych działań. Zasunęliśmy rolety w mieszkaniu, żeby nie widzieć kłębów dymu. Z radia dowiedzieliśmy się o zamieszkach, o policji, która używa ostrej amunicji wobec demonstrantów i szabrowników. Niektórzy nie zdążyli zrobić zakupów i usiłowali plądrować sklepy. Wiele osób umarło z głodu. Odgłosy wystrzałów i syren zagłuszaliśmy radiem. Modliliśmy się o to, by nikt nie zapukał do naszych drzwi.Niepokój rośnie. Nikt nie wie, co będzie dalej. Pierdol się, pisowski reżimie
archiwum

Gdy największy producent szczepionek na świecie-Sanofi, w jednej ze swoich ulotek do swojego produktu, wyraża wiarę w istnienie yeti, syren, skrzatów i jednorożców...

Gdy największy producent szczepionek na świecie-Sanofi, w jednej ze swoich ulotek do swojego produktu, wyraża  wiarę w istnienie yeti, syren, skrzatów i jednorożców... – W sumie, to żaden ze mnie antyszczepionkowiec, dziwi mnie tylko zakrojona na dużą skalę kampania przeciw nielicznym wszak antyszczepionkowcom.Polska, to jeden z nielicznych krajów w UE, gdzie szczepionki są obowiązkowe, za nie szczepienie grozi kara, a do tego nie wszystkie są refundowane.Mimo, iż producenci szczepionek sami zaczynają ostrzegać o możliwych skutkach użycia swoich produktów ("metoda małych kroczków"?) tj.autyzm czy encefalopatia (uszkodzenie mózgowia), Polacy nadal nie widzą potencjalnego zagrożenia i szydzą w najlepsze z przeciwników obowiązkowych szczepień.Jakim cudem można dopuścić do sprzedaży produkt, który zawiera choćby małe ryzyko, zamienienia człowieka w intelektualne "warzywko"?W moim małym mieście, osobiście znam 2 przypadki autyzmu u dzieci, ewidentnie poszczepiennego, choć miasto nie na tyle małe, abym znał wszystkich mieszkańców.

Skandaliczne koszulki w niemieckim sklepie! Na stronie internetowej niemieckiego sklepu z odzieżą pojawiły się m.in. koszulki z napisami: "Do Polski latam tylko sztukasami", czy "Polskę odwiedzę tylko w pojeździe gąsienicowym"

Na stronie internetowej niemieckiego sklepu z odzieżą pojawiły się m.in. koszulki z napisami: "Do Polski latam tylko sztukasami", czy "Polskę odwiedzę tylko w pojeździe gąsienicowym" – Obraźliwe napisy nawiązują do czołgów i bojowych samolotów, które były używane przez Niemców w II wojnie światowej m.in. podczas ataku na Polskę. Wspomniane sztukasy, czyli samoloty Junkers Ju 87 Stuka, były dumą nazistowskich Niemiec i symbolem wielkości Luftwaffe. Ich cecha charakterystyczna to odgłos syren akustycznych, które uruchamiano podczas wprowadzania samolotu w tzw. lot nurkowy.Koszulki z obraźliwymi motywami sprzedaje sklep "Alfashirt.de". Nie jest to mała firma, ponieważ na Facebooku ich profil ma aż 90 tys. polubień. Same T-shirty kosztują z kolei niecałe 20 euro i dostępne są w kilku kolorach
archiwum

Syrenki zawitały do Cieszyna

Syrenki zawitały do Cieszyna – 27 maja w Cieszynie odbyła się wystawa samochodów w ramach trzeciego Śląskiego zlotu Syren .
Źródło: własny film
archiwum – powód

Harry Potter - pierwszy krok do opętania.

Harry Potter - pierwszy krok do opętania. – To było na koloniach wakacyjnych. Był ciepły lipiec, a ja miałam 9 lat.  Koleżanka którą poznałam zaproponowało mi, że przyniesie mi fajną książkę do poczytania. Tą książką był Harry Potter i Komnata tajemnic. Początkowo nie byłam zainteresowana, słyszałam jak ksiądz Andrzej mówił, że te książki związane są z kultem szatana i obrażają Najświętszą Maryję Pannę Zawsze Dziewicę. Koleżanka jednak nalegała - mówiła, że ona przeczytała i jakoś nic złego się nie stało. Książkę czytałam wieczorami. W przedostatni dzień koloni zdarzył się wypadek - przez przypadek zalałam stronę książki gorącą herbatą. Wytarłam, ale książka trochę się zniszczyła. Rano obudził mnie sygnał syren. Przed budynkiem stała policja i pogotowie. Okazało się, że koleżanka która pożyczyła mi książkę w ostatnią noc wpadła jakoś do olbrzymiego garnka z gorącą wodą w kuchni. Kolonie skończyły się nieprzyjemnie. Na parę tygodni zapomniałam o książce, która leżała w mojej torbie w bocznej kieszeni. Reszta w komentarzu.
archiwum

tak to już jest

tak to już jest – I napisałbym do Ciebie, ale jakoś brakuje słów.Zadzwoniłbym do Ciebie, ale wiem, że tego nie chcesz.Wybełkotał, że Cię kocham, tu jest źle i – serio - tęsknię.Myśli przerywa śpiew pijanych syren - nie wiem,Ku..wa, może któraś myśli, że tak kogoś wyrwie.

Nie wiem skąd ta głupia moda na upamiętnianie czegokolwiek za pomocą syren. Nie wiadomo czy to na rocznicę, czy uciekać

Nie wiem skąd ta głupia moda na upamiętnianie czegokolwiek za pomocą syren. Nie wiadomo czy to na rocznicę, czy uciekać – A jak kiedyś trzeba będzie uciekać, to wszyscy pomyślą,że jakaś rocznica...
archiwum

Dziś wznowiono poszukiwania Ewy Tylman,

Dziś wznowiono poszukiwania Ewy Tylman, – Jeżeli niemiecki psy nie dadzą rady, to jutro zostanie do akcji włączony specjalnie wyszkolony syren

Telewizja ogłupia

Telewizja ogłupia –
archiwum

Facebook umarł..

Facebook umarł.. – Już słychać masowe wycie syren karetek i straży jadących do nastolatek masowo skaczących z okien.
Źródło: pc
archiwum

Powstanie Wielkopolskie: 27.12.1918 - 16.02.1919

Powstanie Wielkopolskie: 27.12.1918 - 16.02.1919 – Tak dla przypomnienia kiedy było. To akurat powstanie było pełnym sukcesem, temu też media o nim nie trąbią i nie każą odpalać syren. Polacy nie lubią świętować zwycięstw. Wolą opłakiwać klęski i katastrofy.
Źródło: net
archiwum

Test miejskich syren

Test miejskich syren – i czujesz się jak w Wojnie Światów

Z kobietami jest tak, że słyszysz dźwięk syren

Z kobietami jest tak, że słyszysz dźwięk syren – a wyskakuje rekin

Zagadka mitycznych syren wyjaśniona

Zagadka mitycznych syren wyjaśniona –
archiwum

Pamiętamy 44'

Pamiętamy 44' – Dla wielu to tylko ryk syren...
archiwum

Może syren słychać nie będzie,

Może syren słychać nie będzie, – nie będzie też szumu, ale chwała i cześć im się należy, rocznice coraz bliżej pamiętajmy!
Źródło: własne