Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 201 takich demotywatorów

Obawiam się, że więcej osób umrze z powodu paraliżu służby zdrowia i niezdiagnozowanych chorób niż od koronawirusa

Obawiam się, że więcej osób umrze z powodu paraliżu służby zdrowia i niezdiagnozowanych chorób niż od koronawirusa –
poczekalnia

Nie żyje kierowca karetki zakażony COVID. Szpitale odmawiały przyjęcia przez brak miejsc. Mamy respiratory, mamy łózka - kłamstwa z telewizora wylewają się jak gówno do Wisły - ILE JESZCZE TRZEBA ZNIEŚĆ ?

Mamy respiratory, mamy łózka - kłamstwa z telewizora wylewają się jak gówno do Wisły - ILE JESZCZE TRZEBA ZNIEŚĆ ? – Nie żyje kierowca karetki zakażony koronawirusem. Kego przyjęcia z powodu braku miejsc odmówiły szpitale w Warszawie i w Siedlcach.  Gdy w końcu został przyjęty do Szpitala Powiatowego w Garwolinie, zmarł w karetce w drodze do placówki.

Stan obecny naszej służby zdrowia i trafna puenta na koniec:

 –  Paweł ReszkaV ig-0• • •Kiedy zapytałem Martę ile ma wolnych łóżek naodziale odpowiedziała:"Pan pyta o łóżka, a mnie brakuje nawet krzeseł".Właśnie wróciłem z powiatowego SOR-u wMałopolsce -tam od kilku dni notujemy rekordyzakażeń. Marta to lekarz ordynator, któraprzemyciła mnie na dyżur.Gdy przyjechałem do jej szpitala okazało się, żekolejny lekarz pracujący na SOR jest zakażonycovidem. Zrobiła się dziura w grafiku. Zgodził siejązatkać anestezjolog, który kończył nocny dyżur.Marta: - Ciągnął noc, teraz pociągnie 8 godzin, apotem idzie jeździć w karetce.- A potem?- A potem będę musiała kogoś znaleźć, żeby gozmienił, bo przecież nie może być ciągle w pracy.Tyle, że nie ma kogo, bo jest nas za mało. Dlategoto wszystko się wali.(...)Przy pożegnaniu pokazała SMS-a od znajomegolekarza z Podkarpacia„Odmowa przyjęcia w szpitalu w S., zespół pojechałdo B., ale tam ich też nie przyjęli. Lekarz SORwyszedł do karetki. Reanimują w karetce".Marta: - Pan się przyjrzy, bo to się dzieje na naszychoczach.- Co konkretnie?- System latami lepiony na bandaż i plaster właśniesię rozpierdala

Niestety dzieję się to czego się każdy medyk obawiał. Ogromne kolejki na podjazdach dla karetek, kolejki do dezynfekcji karetki po wyjeździe oraz w końcu niewydolność systemu czego skutkiem są takie sytuacje

Niestety dzieję się to czego się każdy medyk obawiał. Ogromne kolejki na podjazdach dla karetek, kolejki do dezynfekcji karetki po wyjeździe oraz w końcu niewydolność systemu czego skutkiem są takie sytuacje –  W dniu wczorajszym druhowie z naszej OSP jadący na kontrolę śluz wałowych natrafili na wypadek drogowy, w którym na pasach przy ul. Zabierzowskiej w Niepołomicach potrącony został starszy mężczyzna. Po szybkiej ocenie stanu poszkodowanego stwierdzono brak oddechu i niezwłocznie przystąpiono do resuscytacji krążeniowo oddechowej, która łącznie trwała ponad godzinę. Po kilku minutach akcji na miejscu zjawił się pierwszy patrol policji. Ze względu na brak dostępnych karetek (Niepołomickie karetki prowadziły czynności w Krakowie), po kilkunastu minutach na miejsce zadysponowano do pomocy również jednostkę Niepołomice. Pierwsza karetka na miejscu zdarzenia zjawiła się po około 40 minutach od rozpoczęcia przez naszych strażaków resuscytacji. Do działań zadysponowano również śmigłowiec LPR, który wylądował w miejscowości Grabie, skąd ratownicy zostali przetransportowani do Niepołomic (10KM) przez zastęp JRG Wieliczka. Pomimo długiej walki ratowników OSP, policji i PRM, mężczyzny niestety nie udało się uratować. Sprawca wypadku zbiegł z miejsca zdarzenia po czym został złapany przez patrol policji. Z informacji podanych w mediach czytamy, że kierowca miał 2,5promila. Dziękujemy policjantom z Niepołomic oraz strażakom OSP Niepołomice za czynną pomoc w resuscytacji.
Źródło: OSP Wola Batorska

Gdybyś się zastanawiał dlaczego jeszcze nie przyjechała karetka, którą wzywałeś. Tak aktualnie prezentuję się JEDEN wyjazd karetki pogotowia ratunkowego.

Gdybyś się zastanawiał dlaczego jeszcze nie przyjechała karetka, którą wzywałeś. Tak aktualnie prezentuję się JEDEN wyjazd karetki pogotowia ratunkowego. –

"My nie pracujemy na SORach. My zapierdalamy". Mocny komentarz w sprawie korka przyjęć na SORach i konieczności improwizacji z chorymi:

 –  Na zdjęciu widzicie co się teraz dzieje na SORach. To jest dren do maski z tlenem. Zazwyczaj pojedynczy dren ma długość ok. 2m. Tyle wystarczy by sięgnąć od dozownika w ścianie do pacjenta.Dren na zdjęciu ma 10m i jest wykombinowany z 5 zestawów do tlenoterapii biernej i plastra.Wszystko dlatego, że nie mieliśmy jak podawać tlenu pacjentowi zakażonemu na izolatce. Wszystkie izolowane miejsca, gdzie był dostęp do gazów były zajęte.Dlatego przed korytarzem do izolatek stoi butla z tlenem, którą musimy wymieniać co 2h gdy się skończy. Od butli idzie 10 metrowy dren do pacjenta w izolatce.Z praw fizyki wiemy, że opór tak długiego drenu jest większy, niż standardowego 2m. Natomiast wskazania saturacji potwierdzały, że dostarczamy odpowiedni przepływ. Skąd wiemy o saturacji? Z izolatki wystaje monitor podłączony do pacjenta. Przez szklane drzwi, nawet z 10m. da się odczytać parametry.Moja koleżanka, która przekroczyła już wiek emerytalny, patrząc na tego węża powiedziała, że przypominają jej się dawne czasy, gdy nic nie było i trzeba było rzeźbić.Teraz wszystko jest, ale niewiele to zmienia.Zaczyna się rękodzieło i medycyna polowa, improwizowano-kosmiczna.W ostatnich dniach my nie pracujemy na SORach. My zapierdalamy. Nie tylko przy dodatnich, czy podejrzanych o zakażenie. Faktem jest, że dotąd mieliśmy jednego dodatniego pacjenta na tydzień, wszyscy bezobjawowi. Teraz jest po 2-3 dodatnich na dobę, wszyscy mają objawy. Czas oczekiwania karetki na naszym podjeździe by przełożyć pacjenta, to czasami 2h.„Nie ma gdzie położyć na SORze” to nie jest taki tekścik by dodać dramatyzmu. Obecnie to jest fakt.Niech sobie każdy myśli o tym co chce. Ja mam dosyć argumentowania.Moja książka

To nie koronawirus zatrzymał karetki przed wjazdem na SOR, to odgórne decyzje polityków

To nie koronawirus zatrzymał karetki przed wjazdem na SOR, to odgórne decyzje polityków – Zdjęcie z Wrocławia nie jest fejkiem, albo starą fotografią zrobioną po jakimś wypadku. Zostało wykonane przez Krzysztofa Kaniewskiego w czwartek, 8 października

Ruszyły testy nowego leku na SARS-CoV-2

 –  To nie z mojej karetki23 g - OChcieliśmy się z Wami podzielić wspaniałąwiadomością. Jako pierwsi medycy w kraju,otrzymaliśmy dzisiaj nowy, polski lek naC0VID-19. Lek ten uzyskano z osoczaozdrowieńców, w większości od górników.Zapewniamy, że lek jest całkowicie bezpieczny iniy mo żódnych skutków ubocznych. Chcą Wómpokózać, iże to rychtyk prowda - naszó Wiesieknaprany jak sztomel.Ściskomy Wós fest!

Ustawka ratowników pogotowia:

 –  Praga-Północ przy ul. Ząbkowskiej. Wraz ze zdjęciem otrzymaliśmy taki opis zdarzenia:  "Przed karetką jechał samochód, który nagle skręcił w bramę przez co o mało nie doszło do kolizji. Kierowcy karetki nie spodobało się to zachowanie i ruszył za kobietą. No ale że w bramie stała "zacna ekipa", która znała tą kobietę to go pogonili, że tak powiem w sposób mało "przyjemny". Ratownik się wycofał ale po chwili wrócił z wezwanymi na pomoc kolegami. Stąd właśnie tyle karetek przy ul. Ząbkowskiej 7 - padło parę strzałów na pysk i po sprawie"

Dziś Światowy Dzień Pierwszej Pomocy Warto zapamiętać te informacje

Warto zapamiętać te informacje –  PRAWDY I MITY O PIERWSZEJ POMOCY MIT  Boję się, że zaszkodzę. MIT Boję się konsekwencji prawnych. PRAWDA U1 Bez pomocy pacjent z zatrzymaniem krążenia nie ma szans na przeżycie. Nie można zaszkodzić bardziej niż nie udzielając pomocy. PRAWDA gKażlv 7 nas ma prawny obowiązek udzielao'a r:ierv,,szej porriccy. MITPRAWDA gNie będę uciskał klatki \) V piersiowej, bo poszkodowany może mieć złamany kręgosłup. Przywrócenie akcji serca jest priorytetowe względem urazów kręgosłupa. KAŻDA MINUTA MA ZNACZENIE wystarczy już 15 min• by nauczyć się podstaw udzielania pierwszej pomocy. Resuscytacja krążeniowo-oddechowa* i defibrylacja* w ciągu 3_5 min od utraty przytomności mogą zwiększyć przeżycie od 49_79%" o YV W przypadku zatrzymania akcji serca i braku udzielonej pierwszej pomocy szanse na uratowanie spadają O 10% minutę Prowadzenie resuscytacji przez świadków zdarzenia przed przyjazdem karetki zwiększają natomiast 2-3 krotnie szanse na przeżycie. Na każde 30 uciśnięć klatki piersiowej wykonujemy 2 wdechy ratownicze. 100 d0120 uciśnięć na M inutętoczęstość z jaką powinno się uciskać klatkę piersiową.

Przyszła kryska na matyska...

 –  Nie uwierzycie gdzie byłam ostatnio z ekipą pogotowia.	U znachora :)	Wezwanie do bólu w klatce, pan koło 60tki, leczy się (!) z	powodu nadciśnienia.	Wysiadamy z karetki, a tu na domku stylowa tabliczka	"Bioenergoterapeuta, homeopata, medycyna naturalna"	brakowało tylko "wyciąganie królików z kapeluszy, tanio".	Wchodzimy, pan prezentuje objawy zawału serca. W takiej	sytuacji trzeba leki podać :) Nie mogłam się powstrzymać...	J: Prawdopodobnie ma pan zawal, będzie trzeba rozpocząć	leczenie, ale pan się chyba nie zgodzi?	B: Nie nie, ja się zgadzam.	J: Naprawdę? Ale tu będzie trzeba leki przyjąć, wie pan,	sama chemia.	B: Tak, oczywiście.	J: Wie pan, muszę się upewnić, bo niestety prawo zabrania	nam leczyć wbrew woli i poglądom pacjenta. Na pewno pan	jako homeopata zgadza się na przyjęcie zwykłych leków?	B: No niech pani nie będzie złośliwa!	J: (podając leki) Ja? Ależ proszę... tak się tylko upewniam,	bo z tego co pamiętam, poradził pan odstawić szkodliwą	chemię kilku moim pacjentom. Jeden już zresztą nie żyje.	B: Pani i tak nie zrozumie sil natury. Trzeba uwierzyć!	J: Ach... więc pan nie wierzy wystarczająco najwyraźniej...	Aż szkoda, że mnie tajemnica lekarska obowiązuje. Byłoby	o czym dyskutować z pańskimi ofiarami.	B: (foch)	Pan Bio spędził w szpitalu tydzień. Nie wybrzydzał na leki,	na terapię konwencjonalną. Jakoś tak chyba pomogła.	PIEKIELNI

Przeczytaj i udostępnij dalej. Może uratujesz tym czyjeś życie

 –  Michał Trudnowski Czy będzie chodził??? Ostatni patrol przed zamknięciem Przystani. Biorę syna, płyniemy w stronę j.Drużno. Mijam most... zerkam na ludzi, byli tu także 0,5h godziny wcześniej, ale coś mi nie gra... zawracam. Czy potrzebujecie pomocy? Pytam człowieka, który już już ma podnosić mężczyznę z wody... Tak, coś mu się stało, nie może się ruszyć, skoczył na główkę... Stój!!! Podnoszę głos: nie podnoś go! Czekaj! Wyskakuję z łodzi. Delikatnie, trzymając głowę, przesuwam go na możliwie najpłytszą wodę. Błyskawiczne badanie neurologiczne. Brak czucia w prawej ręce i nodze. Równocześnie 112. Znam dobrze to miejsce... ul. Dojazdowa. Dokładnie pod "S7". Paskudny dojazd. Chłodna woda paradoksalnie działa na korzyść. Mniejszy obrzęk. Czy będzie chodził? Sekundy a urazy wtórne zamknęły by szansę na 100%. Jest nadzieja. Już z ekipą R-ki zabezpieczamy odcinek szyjny i ostrożnie przenosimy Grzegorza do karetki. 33 lata. - Czym się zajmujesz? - Rysuję... nie czuję ręki.. jak ja będę żył? - Żyjesz. Jak mogłeś skoczyć do wody nie sprawdzając jaka jest głębokość? - Pomyślałem: most, wysoki beton, autostrada... musi być głęboko... - 15 cm. - W pierwszej chwili pomyślałem, że zaliczyłem "dechę" ŻYJE. CZY BĘDZIE CHODZIŁ? "Bezpieczne lato nad wodą" i "Płytka wyobraźnia". To projekt, z którym jeżdżę po szkołach od 18 lat. Gdy tylko założyłem Grupę Wodną, postanowiłem, że wykorzystam wiosenne kampanie promocyjne naszych kolonii aby "przemycać" informacje o bezpiecznych zachowaniach nad wodą... Co roku kilkudziesięciu chłopaków skończy, w najlepszym razie na wózku inwalidzkim. Większość nie przeżyje. Ja zapamiętam dzisiejszy dzień długo. Grzegorz na całe życie. To nie woda jest zła. To ludzie nie potrafią się w niej zachować. Podaj dalej! Może ktoś następnym razem się zawaha! Może ten post uratuje komuś życie. Obraz jest wart więcej niż 1000 słów. Powiedziałem Grzegorzowi czym się na co dzień zajmuję i zapytałem, czy mogę zrobić zdjęcia. Powiedział bez zawahania: RÓB! MOŻE TO KOMUŚ URATUJE ŻYCIE! Więc PODAJ DALEJ!

Kolejny tragiczny wypadek autobusu

Kolejny tragiczny wypadek autobusu – To naprawdę demotywujące To nie z mojej karetki1 godz. · W miejscowości Mierzyno miał miejsce wypadek masowy. Autobus zderzył się z autem osobowym i uderzył w drzewo. Trwa akcja medyczna.30 osób poszkodowanych. 3 osoby nie żyją.Na miejscu 15 naziemnych Zespołów Ratownictwa Medycznego, 3 Lotnicze Zespoły Ratownictwa Medycznego. Straż Pożarna, Policja.Nie jest to łatwy rok dla medyków...Trzymamy kciuki za poszkodowanych i wszystkich uczestniczących w akcji ratunkowej!fot. OSP Gniewino

Piękna postawa pielęgniarki, 22-letniej Rachel Taylor. Kobieta dopiero co wyszła z kościoła z własnej ceremonii ślubnej i jeszcze w białej sukni pośpieszyła na ratunek kobiecie, która miała wypadek samochodowy i udzieliła jej pierwszej pomocy, czekając na przyjazd karetki

Piękna postawa pielęgniarki, 22-letniej Rachel Taylor. Kobieta dopiero co wyszła z kościoła z własnej ceremonii ślubnej i jeszcze w białej sukni pośpieszyła na ratunek kobiecie, która miała wypadek samochodowy i udzieliła jej pierwszej pomocy, czekając na przyjazd karetki –

Pan Wiesio pokazuje, że życie na kwarantannie może być całkiem przyjemne

 –  To nie z mojej karetkiWczoraj o 14:19 0...Drodzy czytelnicy. Sprawa wygląda tak, że jak jakiś zespół ratownictwa makontakt z pacjentem, u którego nie podejrzewa się zakażenia COVID-19, tostosujemy standardowe zabezpieczenia - maseczki, okulary, rękawiczki. Itaki pacjent na przykład ze złamaniem kończyny dolnej trafia na SOR gdziema przy okazji robiony wymaz w kierunku kurnawirusa. Jeśli się ten wynikokaże dodatni to szpital powiadamia SANEPID i inspektor tegoż SANEPIDUdecyduje co dalej. I jak wstanie lewą nogą to pakuje ZRM, który wiózł tegopacjenta, na kwarantannę. I taka też historia spotkała Pana Wiesława. Maon jednak szczęście bo trafił na kwarantannę do hotelu nad jeziorem..Dryń, dryń..- Halo- Pracownia wypieku opłatka radia Maryja, szczęść Boże!- Dzień dobry Panie Wiesiu, co słychać? Jak tam na kwarantannie?-A radzę sobie jakoś.- Zły Pan pewnie jesteś jak osa.- No miałem na działkę jechać, dupę w basenie wymoczyć a tutaj widzisz...- No ale jesteś Pan w hotelu nad jeziorem. Żyć nie umierać.- Tak ale mogę se z okna tylko popatrzeć. Chciałem w nocy pójść na pomostna ryby to mnie żandarm już na korytarzu trzepnął.- To lepiej nie ryzykować bo parę złotych kosztuje taki wyskok. Masz Pantam co jeść i pić?- Wszystko mam ale już szajby dostaję z nudów. Jakbyś mi powiedział jak,to bym Ci podrzucił zdjęcie od siebie z pokoju, żebyście tam na tego fanpejawstawili.- To może messengerem. Tylko nie wysyłaj Pan na golasa!- Klapki Ci spadną jak zobaczysz zdjęcie.- Taki widok z okna czy co?- Zobaczysz.Pozdrowienia dla wszystkich na kwarantannach!EN LA PLAYA CON WIESIEKTO NIE Z MOJEJKWARANTANNYA
archiwum

Ile pić w upały

Ile pić w upały – Ratownik radzi jak nie spotkać załogi karetki w nadchodzących dniach.

Piękny post i słowa uznania dla personelu szpitalnego:

 –  Piękny post i słowa uznania dlapersonelu szpitalnego:Jędrzej Majka w podróży jestw miejscu: SzpitalUniwersytecki w Krakowie.20 kwietnia o 12:11 Kraków,województwo małopolskie · O...Ozdrowieniec. Tak od dziś mogę o sobiemówić. Jak zawsze miałem dużo szczęścia ispotkałem dobrych ludzi na drodze. Poczterech tygodniach w szpitalu, gdzie mnienaprawiano, wygląda na to, że pokonałemCOVID-19. Choć dwa testy ujemnepozwalają mi dziś opuścić szpitalne łóżko, totrochę szkód koronawirus pozostawił.Nie wiem gdzie i kiedy załapałem tośmiertelne świństwo. Najpierw dziesięć dnichorowałem w domu, w ostatnich było jużbardzo źle. Gorączka czterdzieści stopni.Telefon w ręce i szukanie pomocy. W takichsytuacjach człowiek doświadcza w jakimkraju żyje. Do tej pory minister zdrowia zpodkrążonymi oczkami wzbudzał mój podziwi szacunek. Kiedy zachorowałemzrozumiałem, co to za kraina kłamstwa iobłudy. Telefon do NFZ – kpina. Sanepid,kontakt z którym należy zaliczyć do cudu,odmówił zrobienia testu na koronawirusa.Fakty są takie, że przez długi czas testywykonywane były tylko w ustach politykówpodczas konferencji prasowych i w orędziachdo narodu. Niewiele brakowało adołączyłbym do grona tych, którzy niedoczekali się na zrobienie testu, którym wkarcie zgonu wpisano: niewydolnośćoddechowa. Kiedy w nocy zadzwoniłem napogotowanie, informując że już dłużej niewytrzymam z tak wysoką gorączką iduszącym kaszlem, odmówiono wysłaniakaretki, bo stanowiłem zagrożenie. Mojalekarka rodzinna (jej przede wszystkimzawdzięczam, że żyję), lecząc mnie przeztelefon od początku podejrzewała z jakimwirusem mamy do czynienia. Przez kolejnedni usiłowała załatwić wykonanie testów –bezskutecznie. W końcu, jako szczęściarz,trafiłem do Szpital Specjalistyczny im.Stefana Żeromskiego (Oddział Zakaźny). Tuzrobiono mi testy i kolejnego dniausłyszałem, że wynik jest dodatni. Stamtądprzewieziono mnie do Szpital Uniwersyteckiw Krakowie (Oddział Pulmonologiiprzekształcony w COVID-19).Nie mam słów, by wyrazić wdzięcznośćlekarzom i wszystkim pracownikom obuszpitali. Profesjonalizm to nie wszystko.Przez ten miesiąc otoczony byłem wspaniałąopieką. BARDZO ZA WSZYSTKODZIĘKUJĘ!!! Zawsze będę stał po Waszejstronie. Szkoda, że nie wiem jak wyglądacie.Każdego dnia spotykaliśmy się wielokrotnie,a Wy zawsze przychodziliście w tychkosmicznych strojach, albo zapakowani wpomarańczowe wory, w których ciężko byłowam oddychać. Mimo ciężkich warunków,niebezpieczeństwa zarażenia się ode mnieśmiertelną chorobą, zawsze przychodziliściez pomocą i dobrym słowem. Dziękuję Wamza niezwykłą atmosferę w tych ciężkichczasach zarazy.Leżąc półprzytomny na szpitalnym łóżku,obserwując jak kolejne krople antybiotyku wkroplówce wskakują w moją żyłę,rozmyślałem o życiu. A jeśli to koniec?Pomyślałem sobie wówczas, że miałemnaprawdę dobre życie, poznałemwspaniałych ludzi, widziałem miejscaniezwykłe, jadłem wspaniałości i piłem dobrewino.Przyjaciele. Jestem szczęściarzem, że mamWas wokół siebie. Wiem, że zawsze mogę naWas liczyć, czasem nawet w nadmiarze.Kiedy w świąteczny poranek dostałem dołóżka wielką skrzynię ze świątecznymipysznościami, łezka w oku się zakręciła. Niewszyscy wiedzieli, że choruję, ale jakdowiadywały się o tym kolejne osoby,natychmiast zasypywały mnie wsparciem,modlitwami i chęcią pomocy. Od Gdańska doZakopanego. Od Sydney do Nowego Jorku.W życiu wszystko jest po coś. Przyjmujęzatem i tę lekcję. Mam poczucie drugiegożycia, więc będę z niego korzystać jeszczebardziej. A że jestem teraz posiadaczemcennego osacza, będę się nim dzielić.Do zobaczenia na lotniskach i dworcach, wbibliotekach i na uniwersytetach, zapewne wnieco „innym" już świecie. Oby lepszym.Jędrzej MajkaDEMOTYWATORY.PL

Kolejki karetek przed szpitalami w Moskwie: Koronawirus rozprzestrzenia się w Moskwie o dużo szybciej, niż to przewidywano i karetki muszą czekać nawet 15 godzin w kolejce na przyjęcie pacjenta

Koronawirus rozprzestrzenia się w Moskwie o dużo szybciej, niż to przewidywano i karetki muszą czekać nawet 15 godzin w kolejce na przyjęcie pacjenta –
archiwum

Kierujący TIRem dostał ataku serca podczas jazdy. Nikt mu jednak nie udzielił pomocy do przyjazdu karetki. Reanimacja prowadzona przez ratowników nie powiodła się. Nasuwa się pytanie Czy na pewno mógłby liczyć na naszą pomoc gdyby nie pandemia?

Reanimacja prowadzona przez ratowników nie powiodła się. Nasuwa się pytanie Czy na pewno mógłby liczyć na naszą pomoc gdyby nie pandemia? – Dramat w Goczałkowicach-Zdroju (woj. śląskie). U 37-letniego kierowcy tira w trakcie podróży doszło do zatrzymania akcji serca. Świadkowie zdarzenia zauważyli, że pojazd na światłach zaczął się toczyć, więc zatrzymali go. Nie udzielili jednak pomocy mężczyźnie, ponieważ obawiali się, że ma koronawirusa.

Jak czytam tego typu posty to szlag mnie trafia, w jakim ja ku*wa kraju żyję...

 –  Dariusz Misiuna28 marca o 21:28 · DŁUGI TYDZIEŃ W PIEKLE CZYLI W POLSCEPiątek: Rano przywożę matkę z warszawskiego szpitala-widmo na ul. Banacha, gdzie miała „prosty zabieg” bronchoskopii w związku z komplikacjami choroby nowotworowej. W szpitalu wybuchła epidemia, lekarze jednak nie używali maseczek. Dowiaduję się za to, że pomimo jej zerowej odporności kazano jej długo czekać w Izbie Przyjęć oraz przechodzić przez salę z brudną pościelą. Po powrocie do domu dostaje wysokiej gorączki. Myślimy, że to może być reakcja organizmu po zabiegu, choć wzbudza to w nas niepokój.Sobota: Matka rano ma 40 stopni. Dochodzi uporczywy kaszel. Próbuję dodzwonić się do przychodni, nikt nie odbiera. Pojawia się we mnie myśl, że należałoby sprawdzić, czy nie zarażono jej koronawirusem. Wydzwaniam też do Wojewódzkiej Stacji Epidemiologicznej, również bez skutku. Telefoniczny konsultant Narodowego Funduszu Zdrowia twierdzi, że należy uderzać do WSE lub do szpitala zakaźnego. Dzwonię więc na Wolską, nikt nie odbiera. Próbujemy zbić temperaturę paracetamolem. Obniża się o kilka stopni by po kilku godzinach rosnąć do 40. Kaszel się nasila.Niedziela: Matka rano ma 40,5 stopni. Dzwonimy na pogotowie. Dowiadujemy się byśmy „nie blokowali linii”, ponieważ „jak ktoś ma białaczkę i chłoniaka, to nie jest powód dla wzywania pogotowia, zajmujemy się tylko koronawirusem”. Przychodnia milczy. Instytut Hematologii, w którym przechodziła chemioterapię, również milczy. Lekarz kontaktowy z Banacha jako jedyny odbiera telefon. Mówi, że bardzo mu przykro, ale system jest niewydolny i dopóki u matki nie wykluczą koronawirusa, nie przyjmą jej do Instytutu Hematologii. Sugeruje jak najszybsze wezwanie karetki do zakaźnego, ponieważ przejazd samochodem wiąże się z dłuższą ścieżką oczekiwania, której może nie przeżyć. Ponieważ na Wolskiej ani Wołoskiej nikt nie odbiera, piszę mail do Wojewódzkiej Stacji Epidemiologicznej. Matka kaszle i ledwie łapie oddech.Poniedziałek: Matka niknie w oczach. Raz jeszcze dzwonię na pogotowie i mówię o dusznościach. Bardzo niechętnie, ale przyjmują zlecenie. Przyjeżdża wóz pancerny. Ratownicy ubrani w potrójne mundury najpierw rozmawiają ze mną przez megafon, potem opieprzają za to, że mój 95-letni ojciec i zatrudniona opiekunka nie noszą maseczek, w końcu zaś po bardzo niemiłej rozmowie zabierają matkę do szpitala na Szaserów, gdzie robią jej test na koronawirusa. Po półtoragodzinnym oczekiwaniu na powrotny transport medyczny, wraca do domu. Temperatura rośnie do 41 stopni, a mnie gotuje się krew i pęka serce.Wtorek: Czekamy na wyniki testu, które obiecano nam przedstawić w ciągu jednego lub dwóch dni. W międzyczasie dodzwaniam się do lekarza rodzinnego i proszę o jakąkolwiek pomoc, ponieważ matka tak koszmarnie się czuje, że może nie doczekać wyników badań. Słyszę, że nie może narażać swojego zdrowia oraz innych pacjentów, a poza tym to, wbrew temu co mówią w telewizji, nie jest zobowiązana do całodobowego dyżuru pod telefonem, tylko pracuje do 14. W radiu słyszę głos kogoś z rządu o wielkich sukcesach w walce z epidemią oraz o tym, że warto być cierpliwym, ponieważ „cierpliwość to dobro”. Jestem zły, jestem wściekły, jestem wkurwiony. Patrzę na zegar, jak klik, klik, minuta po minucie ucieka życie, nie dzwoni nikt z wynikami testu. Nie mam już serca rozmawiać ze „służbą” zdrowia. Telefon chwyta Samuela. Dzwoni od instytucji do instytucji, od lekarza do lekarza. Słyszymy dziesiątki pustych słów o procedurach, niemocy, wyższej konieczności. Zapisujemy kolejne numery telefoniczne. Nie sposób dociec, gdzie można otrzymać wyniki testu.Środa: Nad ranem dzwoni pani z WSE. Trzy dni od zgłoszenia. Prosi o nasze dane i mówi, że zostaniemy objęci kwarantanną. Pytam, czy mogą nam dostarczyć jakąś pomoc? Słyszę, że oni nie są od tego. Dziękuję pięknie za rozmowę. Kolejne telefony. Kolejne puste słowa. Zbywanie, ignorowanie, zabawa w gorący kartofel. Opiekunka rodziców ucieka na Ukrainę. Matka już niemal kona.Czwartek: Ostatecznie udaje się nam dodzwonić na Oddział Dermatologii szpitala na Szaserów przerobiony na punkt badań zakaźnych. Słyszymy, że matka nie ma wirusa. Możemy więc działać dalej. Tylko że nikt nie odbiera telefonów. A matka niknie. W końcu dodzwaniamy się do Instytutu Hematologii. Jeśli otrzymamy potwierdzenie na piśmie, że matka nie ma wirusa, przyjmą ją do siebie… w poniedziałek. Czy was do reszty porąbało, przecież moja matka może nie dożyć poniedziałku? Nasze argumenty zostają wysłuchane. Po dość trudnej rozmowie ze szpitalem na Szaserów i tekstach o procedurach, wyższej konieczności i niemocy, okazuje się, że jednak można wydrukować dany dokument i ktoś może go podpisać. W szpitalu nie ma skanera, więc jedziemy i odbieramy go sami.Piątek: Matka na w pół przytomna trafia do Instytutu Hematologii. Muszę zawieźć ją sam, gdyż karetka mogłaby ją zawieźć tylko do najbliższego szpitala. W drodze, co kilka minut, spoglądam na nią, czy jeszcze oddycha. Przetaczają jej krew. Podłączają pod aparat tlenowy. Trzymają na pustym oddziale. Robią kolejny test na obecność wirusa.