Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 602 takie demotywatory

W Finlandii zoofilia jest legalna. Możesz sypiać ze swoim pupilem pod warunkiem, że jesteś w stanie udowodnić, że nie dzieje mu się żadna krzywda - nie jest to akt okrutny, nie zmuszasz zwierzęcia siłą, a zwierzę nie odczuwa przy tym bólu – Najczęściej wybierane są: konie, krowy, świnie, owce, psy i koty. Jak na ironię jeszcze w 1734 czyn ten był karany śmiercią
 –
0:15
 –
archiwum
"Krowa nie musi znać historii filozofii politycznej,... – ...krowy nigdy nie posłały nikogo do gazu."- prof. Wojciech Kaute
Źródło: wspomnienie własne
Myjnia dla krów –
0:10
Chciałabym mieć spokój umysłu tej krowy. Ciało już mam –
Kto chociaż raz w życiu pił mleko prosto od krowy? –
Oni się nigdy nie nauczą –  Krowy na to już wpadły...	Owady również...	Tylko nie ci kretyni!

To były czasy!

To były czasy! –  My, urodzeni w latach 50-60-70-80 tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych.Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za smarowanie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy.Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął.Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby.Skakaliśmy z balkonu na odległość. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie. Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał do szkoły. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy, chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię.Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z opiekunką.Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł.W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego – codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami.Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw.A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
To paskudne uczucie, kiedy jest najmniejszy w klasie –
Źródło: Facebook
Właściciel tej krowy słyszałw nocy szczekanie psów,więc umieścił jedną kamerę – I zaobserwowano niebywały incydent - lampart przychodzi codziennie w nocy, aby spotkać krowę, a krowa liże go językiem.Właściciel zapytał poprzedniego właściciela krowy i dowiedział się, że mama lamparta zmarła, gdy miał 20 dni i krowa karmiła lamparta swoim mlekiem.Od tego czasu lampart myśli, że krowa jest jego mamą i przychodzi codziennie w nocy, aby ją zobaczyć.
Wszelkich przedsiębiorców próbujących utrzymać się na powierzchni, gdy uderzają w nich tragiczne działania rządu i kolejne lockdowny, policja kontroluje bez oporu, ochoczo karząc mandatami. Ale tam, gdzie jest największe ryzyko zakażenia - zwłaszcza dla seniorów, dla których covid jest najgroźniejszy - tam policja z kontrolą nie wejdzie, "bo nie ma takiego zwyczaju" – To wprowadźcie ten zwyczaj albo zmieńcie zawód.Macie chronić obywateli i służyć prawu, nie chronić święte krowy i służyć do mszy Szef policji: Nie mamy w zwyczaju kontroli w kościołach- Tam, gdzie będzie lekceważenie, pojawi się represja - podkreśla komendant główny policji gen. insp. Jarosław Szymczyk. Jednocześnie zapowiedział, że nie będzie kontroli przestrzegania obostrzeń w kościołach.
archiwum
I to jest mój kraj. – W 1988 roku Krzysztof Daukszeiwcz napisał słowa piosenki „I to jest mój kraj” – jak to po 33 latach nadal jest aktualne.„……..Jaki naprawdę jest mój kraj, ja nie wiem, nie wiem sam………Tu jedni mają grosz powszedni, a drudzy pełny miech. Tu mądrych orzą, głupich sieją, a trzecim z tego śmiech………Tu wielki złodziej ex-dobrodziej spokojnie może tyć. I są uczciwi, żywi choć tak ciężko jest im żyć……………Tu święte krowy jeżdżą w nowych Mercedesach Benz…….Więc jaki jest ja nie wiem sam po prosu myślę, że dla uczciwych to piekło, dla cwaniaków raj, Dla głupich głupota, dla mnie to mój kraj. „
Ma dla kogo występować –
0:08
Krowa kiedyś to było zwierzę domowe, które niejednej rodzinie pozwoliło przeżyć i uratowało ją od głodu. Dziś tego nie doceniamy – Po mleko chodzimy do "Biedry", a wiele dzieci to nawet nie wie, że mleko produkują krowy! Ja wierzę, że kiedyś czasy przemysłowej komercji miną, a użyteczne zwierzęta domowe, odzyskają niegdysiejszą swoją pozycję. Dziś to nawet dziwię się, skąd to mleko w handlu się bierze, bo na wsi krowa, to rzadki widok!
 –  W związku z brakiem widowni podczas nagrywania „Milionerów"dotychczasowe kolo ratunkowe - pytanie do publiczności - zostałozastąpione zamianą pytania.joemamut - Superbojownik Q, 58Na pochyłe drzewo wszystkieA. krowyB. kozyC. wielorybyD. tasiemceskaczą.Poproszę zmianę pytania.Dobrze.Standardowe przyśpieszenie ziemskie toA. 9,80664 m/sA2B. 9,80665 m/sA2C. 9,80666 m/sA2D. 9,80667 m/sA2RZOWIE
 –  Monika GLdt6 Spmsrsltyechloznnsloiag dtroe df18h:0uhdnd8  · W Krakowie wziął i umarł hejnalista. Stanowisko to jest dożywotnie od zarania (w sensie od pierwszej tatarskiej strzały w sercu trębacza, czy coś ;)), więc dopiero kiedy przykry zgon nastąpi, można zacząć nabór nowej osoby, która nie ma w ogóle życia i chce co godzinę zapierdalać po bardzo wielu schodach, żeby zagrać jeden i ten sam kawałek dla turystów, których i tak teraz nie ma. Ale co kto lubi, wiadomo. Przecież szanujemy tradycję. Tak bardzo szanujemy, że jak się okazało, że pierwszy raz w historii o fuchę stara się kobieta, internet prawie się zesrał z oburzenia. Jak tak może być! Krowy przestaną się nieść, a kury przestaną dawać mleko, czy coś tam.Otóż moi drodzy! Mam dla Was komunikat.Brzmi on następująco:W TRĄBKĘ NIE DMIE SIĘ CHUJEM.Dziękuję za uwagę.
Drapaczka dla krów – UE rozważa wprowadzenie nakazu instalowania takich urządzeń w hodowlach
0:15
archiwum
ze świętymi obcowanie ... –
Założyciel Hyundai urodził się w zubożałej rodzinie chłopów w obecnej Korei Północnej. W 1998 r. wysłał 1001 krów do swojego rodzinnego miasta w ramach zadośćuczynienia za krowę, którą ukradł na początku lat 30. ubiegłego wieku, aby móc sobie pozwolić na bilet kolejowy do Seului ucieczkę z biedy –