Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 218 takich demotywatorów

 – Jak podaje japoński HuffPost, pomysł na lampkę narodził się "przy okazji", inżynier chciał w jakiś sposób wykorzystać komponenty wyprodukowane na drukarce 3D. Wtedy przypomniał sobie, że jako dziecko bał się chodzić w nocy do łazienki i postanowił skonstruować chodzącą lampkę dla swoich dzieci.- Myślę, że może to przyczynić się do zwiększenia poczucia bezpieczeństwa, to jak posiadanie przewodnika, który chodzi ze mną po ciemku - mówi twórca projektu
0:23
 –
0:44
Dziesiątki sztuk zniszczonego sprzętu wojskowego, w tym najnowocześniejsze rosyjskie czołgi T-90M, i około tysiąca zabitych rosyjskich żołnierzy – Do zadania tak mocnego ciosu rosyjskiej armii przyczynił się ukraiński inżynier wojskowy Maksym, który po wykonaniu rekonesansu na rzece celnie wytypował miejsce, na jakim okupant rozpocznie budowę mostu pontonowego. Maksym obserwował teren za pomocą drona i tak opisał przebieg zdarzeń: „Artyleria była gotowa. Udało nam się potwierdzić, że Rosjanie zamontowali siedem części mostu z ośmiu. Wróg przerzucił nawet kilka pojazdów na drugą stronę rzeki. Wtedy nastąpiło ukraińskie uderzenie z użyciem artylerii i lotnictwa”. Maksym przekazał, że po dniu walki most został zniszczony. Lotnictwo zniszczyło rosyjski sprzęt i zbombardowało też inny most.Ministerstwo obrony Ukrainy zamieściło na Twitterze zdjęcia zniszczonego rosyjskiego mostu i sprzętu z takim mocnym komentarzem: „Członkowie ukraińskiej armii rozpoczęli sezon wakacyjny dla rosyjskich oddziałów. Niektórzy skąpali się w rzece, inni spalili w majowym słońcu”
archiwum

Mój teść. Świetny gość, inżynier bez dyplomu, ale jeśli da się gdzieś popełnić błąd ortograficzny, to on go popełni.

Mój teść. Świetny gość, inżynier bez dyplomu, ale jeśli da się gdzieś popełnić błąd ortograficzny, to on go popełni. –
Źródło: własne
 –
To Lonnie Johnson, inżynier NASA, który wynalazł pistolet na wodę –
Zaufaj mi jestem inżynierem –
archiwum
Producent sera usunął usterkę za 12 zł. – W Grimsby, dużym mieście portowym w hrabstwie Lincolnshire w Anglii, wskazówki  XIV-wiecznego zegara kościelnego od dwunastu lat tkwiły na godzinie dwie minuty po dwunastej. Kosztorys naprawy przerósł wszelkie oczekiwania – pewien inżynier wycenił ją na ok. 300 000 tys. zł.Na szczęście dwaj mieszkańcy miasteczka – 47-letni producent serów Rick Haywood i 15-letni uczeń Jay Foley – zaintrygowani takim stanem rzeczy uznali, że nie zaszkodzi sprawdzić na własną rękę, co się tam dzieje.– Znaleźliśmy martwe gołębie zapychające łożyska; niektóre z tych łożysk były bardzo suche” – powiedział Haywood dziennikowi „The Sun”.– Posmarowaliśmy je smarem, popsikaliśmy WD-40 i  wskazówki ruszyły! – wyznał z entuzjazmem prawdziwego majsterkowicza Jay. Każda ze wskazówek działa na swoich własnych mechanizmach WD-40W Grimsby, dużym mieście portowym w hrabstwie Lincolnshire w Anglii, wskazówki  XIV-wiecznego zegara kościelnego od dwunastu lat tkwiły na godzinie dwie minuty po dwunastej. Kosztorys naprawy przerósł wszelkie oczekiwania – pewien inżynier wycenił ją na ok. 300 000 tys. zł.Na szczęście dwaj mieszkańcy miasteczka – 47-letni producent serów Rick Haywood i 15-letni uczeń Jay Foley – zaintrygowani takim stanem rzeczy uznali, że nie zaszkodzi sprawdzić na własną rękę, co się tam dzieje.–Znaleźliśmy martwe gołębie zapychające łożyska; niektóre z tych łożysk były bardzo suche” – powiedział Haywood dziennikowi „The Sun”.–Posmarowaliśmy je smarem, popsikaliśmy WD-40 i  wskazówki ruszyły! – wyznał z entuzjazmem prawdziwego majsterkowicza Jay. Każda ze wskazówek działa na swoich własnych mechanizmach
Kiedy ludzie mieli honor... –  Oświadczenie.Ponieważ p. inżynier Stanisław Satała, urzędnik Dyr. Kol. w Gdańsku nie dotrzymał swego zobowiązania honorowego w stosunku do mnie — przeto przestajeuważać tegoż Pana za człowiekahonorowego,Gdynia, dnia 21 lipca 1932 r.Włodzimierz Szonert.
Na jednym bilbordzie –  Świat potrzebuje inżynierów
Źródło: pic by GORGON
 –  Ruben, 38 lat: „Od 12 lat pracuję jako inżynier w stoczni w Rotterdamie. Mam pod sobą 14-osobowy zespół złożony z mechaników, spawaczy i monterów. Nikt nigdy nie narzekał na zarobki i warunki pracy. Akceptowaliśmy sytuację taką, jaka jest. Może po prostu nie wiedzieliśmy, że można inaczej. Ostatnio jednak coś się zmieniło. Zespół stracił motywację do pracy, zawaliliśmy termin za terminem, w przerwach coraz cześciej mówiło się o Polsce i Morawieckim. 19 litrów benzyny za 100 złotych? Sam z początku w to nie wierzyłem. Wczoraj cały nasz zespół postanowił złożyć wymówienie. Przenosimy się do Polski. Życie czasem bywa wspaniałe.
Zastanawialiście się kiedyś kto był pierwszym polskim więźniem obozu w Auschwitz i jak długo udało mu się przetrwać w tym piekle na ziemi? – Pierwszym więźniem był inżynier Stanisław Ryniak. W obozie otrzymał numer 31, ponieważ pierwsze trzydzieści numerów było zarezerwowane dla niemieckich więźniów kryminalnych, którzy mieli tam pełnić rolę więźniów funkcyjnych. Stanisław Ryniak pracował między innymi przy budowie obozu.Był świadkiem wszystkich okrucieństw obozów - słupków, rozstrzelań, cel śmierci, a także przeżył najdłuższy w historii obozu dwudziestogodzinny apel, który został zorganizowany po ucieczce jednego z więźniów.Zatem jakim cudem udało mu się przeżyć? Pierwszych obozowiczów z niskimi numerami traktowano łagodniej i z większym szacunkiem. Ponadto Stanisław Ryniak, kiedy przyjechał do obozu był silnym, dobrze zbudowanym mężczyzną. Po wyzwoleniu ważył zaledwie 40kg. Pierwszym więźniem był inżynier Stanisław Ryniak. W obozie otrzymał numer 31, ponieważ pierwsze trzydzieści numerów było zarezerwowane dla niemieckich więźniów kryminalnych, którzy mieli tam pełnić rolę więźniów funkcyjnych.
 –
Zepsuł się silnik gigantycznego statku i nikt nie potrafił go naprawić.Zaproszono więc inżyniera mechanika z ponad 40-letnim doświadczeniem. – Bardzo dokładnie obejrzał silnik i wyjął z torby mały młotek.Potem uderzał młotkiem jakiś niewielki fragment silnika. Wkrótce silnik został uruchomiony. Koniec awarii!Po 7 dniach inżynier powiedział, że koszt naprawy wyniósł 20 000 dolarów.- Co?! - krzyknął właściciel dtatku. - Prawie niczego nie zrobiłeś! Przekaż nam szczegółowy rachunek z naprawy.Odpowiedź inżyniera była prosta:„Uderzenie młotkiem: 2 dolary. Wiedza, na temat tego, gdzie i w jaki sposób uderzać młotkiem -19,998 dolarów”.Ważne jest, aby doceniać własną wiedzę i doświadczenie… Bo to wynik wielu lat zmagań, zmartwień, a nawet łez.Jeśli wykonuję jakąś specjalistyczną pracę w 30 minut, to dlatego, że spędziłem 20 lat ucząc się, jak to zrobić w 30 minut. Koszt pracy zawiera w sobie lata, a nie minuty.O ile to możliwe, nigdy nie sprzedawaj swojej pracy tanio.Twój jeden dzień pracy to przecież 1 dzień twojego życia...
Ja rysuję kaczkę –
Ile czasu minie aż urzędnicy to zniszczą? –  Ze śmieci zostają wodór i kupa kamieni. Jak inżynier, były bankier i milioner chcą ratować planetę Nawet z najbardziej obrzydliwych śmieci po obróbce zostają gaz, wodór i bazaltowe kamienie - tak działa nowa technologia firmy WTT z Opola. Twórców do działania zmotywowały horrendalnie wysokie rachunki Polaków za gospodarkę śmieciami.
archiwum
Talibowie zaczęli naprawiać sprzęt który miał już nigdy nie latać. – Inżynier wojskowy wypowiadał się na ten temat i powiedział że przez kontrakty nie mogli naprawiać sprzętu nawet z banalnymi usterkami, a bezpieczniki warte na cywilnym rynku 25 centów kosztowały 60 dolarów. Reportaż to kolejna cegiełka dla Right-To-Repair.
Kapitan Kirk w końcu poleci w kosmos! – William Shatner dołączył do załogi lotu NS18, który odbędzie się 12 października. Być może nie każdy zdaje sobie sprawę, dlaczego to taka ekscytująca wiadomość. Otóż Shatner zasłynął z roli Kapitana Kirka w oryginalnym serialu Star Trek i znów mamy do czynienia z wiekowym astronautą – Bill ma już 90 lat. Dowodząc USS Enterprise zwiedził odległe zakątki wszechświata, czy zatem zaimponuje mu podróż rakietą New Shepard?Wygląda na to, że Jeff Bezos wie, jak nagłośnić loty Blue Origin. W poprzedniej misji w kosmos poleciał on sam, jego brat, Wally Funk, która mając 82 lata spełniła w końcu marzenia o locie w kosmos i stała się najstarszą osobą, która tego dokonała i osiemnastoletni Oliver Daemen, który z kolei został najmłodszą osobą w kosmosie. Te wydarzenia zapisane zostały nawet w Księdze Rekordów Guinessa. Tym razem zawrzało w środowisku miłośników Star Treka, a tych przecież nie brakuje, a także wśród fanów samego Shatnera, których przez wszystkie lata od czasu zagrania w kultowym serialu i filmach z roku na rok przybywało.Dla osób, które nie pasjonują się popularnym serialem sci-fi, ani nie śledziły kariery Shatnera w późniejszych latach, szokującą może być informacja, że przyszły astronauta skończył już 90 lat. W tym roku kontynuujemy serię lotów w kosmos, gdzie na każdym kroku udowadnia się nam, że nie są one dostępne już tylko dla wykwalifikowanych i idealnie zdrowych astronautów.Prócz kapitana Kirka na pokładzie NS-18 znajdzie się również Audrey Powers pracująca w Blue Origin na stanowisku Vice President of Mission & Flight Operations. Audrey dołączyła do zespołu BO w 2013 roku i pełniła kluczową rolę w certyfikowaniu rakiety New Shepard jako pojazdu odpowiedniego dla załogowych lotów kosmicznych. Pozostałe dwa miejsca zajmą Dr. Chris Boshuizen, były inżynier NASA i współzałożyciel Planet Labs oraz Glen de Vries, współzałożyciel przedsiębiorstwa Medidata.

Historia najbardziej poruszającego zdjęcia z 11 września - człowiek, który umierał na oczach milionów ludzi

Historia najbardziej poruszającego zdjęcia z 11 września - człowiek, który umierał na oczach milionów ludzi – "Odlatuje z tej ziemi jak strzała. Chociaż nie wybrał swojego losu, wydaje się, że w ostatnich chwilach życia przyjął go".Kim był "The Falling Man", który zdecydował się na skok z wieży WTC11 września 2001 r. Godzina 8.46. W północną wieżę World Trade Center uderza samolot pasażerski American Airlines uprowadzony przez terrorystów Al-Kaidy. Maszyna wbija się w budynek odcinając górne piętra.Setki osób znalazły się w potrzasku. Otacza je ogień i dym. Windy nie działają, a nawet gdyby, to zamieniły się w śmiertelną pułapkę. Zawalone są wyjścia ewakuacyjne. Temperatura wzrasta do kilku tysięcy stopni. Żelbetonowe konstrukcje dosłownie się topią. Ci, którzy mają szczęście, giną w momencie wybuchu. Inni umierają w męczarniach. Wychylają się z okien, by złapać haust powietrza. Tak bardzo pragną oddychać. Ściągają ubrania i machają nimi do ekip ratunkowych w helikopterach latających w pobliżu wież."O Boże! Oni skaczą!"Nie ma jeszcze 9. Richard Drew, fotograf Associated Press odbiera telefon od szefa. Polecenie jest krótkie - Drew ma przerwać pracę i natychmiast jechać pod World Trade Center.Jedzie metrem, którego jest jedynym pasażerem. Na miejscu widzi już nie jedną, a dwie płonące wieże. "O Boże! Oni skaczą!" - zewsząd słychać okrzyki grozy. Rzeczywiście, co chwila od ścian wieżowców odrywają się miniaturowe punkciki. Drew działa instynktownie. Naciska migawkę. Pstryka w zapamiętaniu. Potem okaże się, że zanim dotrze do niego charakterystyczne mlaśnięcie towarzyszące rozbijaniu się ciał, każdej zauważonej postaci zdążył zrobić od 9 do 12 ujęć.Gdy wybije 10:28, upada wieża północna. Richard Drew robi ostatnie zdjęcia i ucieka12 września 2001 r. jedna z jego fotografii pod tytułem "The Falling Man" ukazuje się na okładce "The New York Times'a". Jest wstrząsająca.Pisano, że zbuntował się przeciwko strasznym okolicznościom i po raz ostatni o sobie zadecydował. "New York Times" nie napisał, kim był. Po prostu nie można było tego ustalić. Wystarczyło jednak, że go pokazał.Kim jesteś?Przygotowując materiał, obejrzał wszystkie ujęcia serii "The Falling Man".Ten człowiek był przerażony, lecąc zrywał z siebie koszulę -opowiadał potem dziennikarz. Pod koszulą ofiary Junod dostrzegł pomarańczowy T-shirt. Uczepił się tego szczegółu, a zidentyfikowanie "Spadającego Mężczyzny" stało się dla niego niemal sprawą życia i śmierci. Po pierwsze, chciał oddać mu hołd, po drugie - przywrócić "Skoczków z WTC" do narodowej pamięci.11 września "The Falling Man" był w restauracji "Windows on the World" w północnej wieży WTC. Bo to jej obsługa nosiła charakterystyczne białe fartuchyBył piękny, słoneczny poranek, Nowy Jork budził się do życia. Brakowało szefa kuchni Michaela Lomonaco- spóźnił się do pracy. Gdy w końcu zbliżał się do budynku, w wieżę uderzył samolot. Mężczyzna z przerażeniem patrzył w górę, modląc się, by jego koledzy uszli z życiem. Modlił się na próżno - zginęli wszyscy, którzy tamtego ranka przebywali w lokalu.Lomonaco był przekonany, że wie kogo widzi na zdjęciu. Jego zdaniem "The Falling Man" to Jonathan Briley, inżynier dźwięku w restauracji.11 września w pamięci Amerykanów nie jest dniem takich osób, jak "The Falling Man".Fakt, że ktoś był w stanie wyskoczyć z okna WTC jest nadal zbyt bolesnyTo, jak zginęli otwiera ranę, ale jest też czymś, co zarazem ją zabliźniaHistorie, takie ja "The Falling Man", płyną w świat i czynią Amerykę silniejszą, dając lekcję namwszystkim "Odlatuje z tej ziemi jak strzała. Chociaż nie wybrał swojego losu, wydaje się, że w ostatnich chwilach życia przyjął go".Kim był "The Falling Man", który zdecydował się na skok z wieży WTC11 września 2001 r. Godzina 8.46. W północną wieżę World Trade Center uderza samolot pasażerski American Airlines uprowadzony przez terrorystów Al-Kaidy. Maszyna wbija się w budynek odcinając górne piętra.Setki osób znalazły się w potrzasku. Otacza je ogień i dym. Windy nie działają, a nawet gdyby, to zamieniły się w śmiertelną pułapkę. Zawalone są wyjścia ewakuacyjne. Temperatura wzrasta do kilku tysięcy stopni. Żelbetonowe konstrukcje dosłownie się topią. Ci, którzy mają szczęście, giną w momencie wybuchu. Inni umierają w męczarniach. Wychylają się z okien, by złapać haust powietrza. Tak bardzo pragną oddychać. Ściągają ubrania i machają nimi do ekip ratunkowych w helikopterach latających w pobliżu wież."O Boże! Oni skaczą!"Nie ma jeszcze 9. Richard Drew, fotograf Associated Press odbiera telefon od szefa. Polecenie jest krótkie - Drew ma przerwać pracę i natychmiast jechać pod World Trade Center.Jedzie metrem, którego jest jedynym pasażerem. Na miejscu widzi już nie jedną, a dwie płonące wieże. "O Boże! Oni skaczą!" - zewsząd słychać okrzyki grozy. Rzeczywiście, co chwila od ścian wieżowców odrywają się miniaturowe punkciki. Drew działa instynktownie. Naciska migawkę. Pstryka w zapamiętaniu. Potem okaże się, że zanim dotrze do niego charakterystyczne mlaśnięcie towarzyszące rozbijaniu się ciał, każdej zauważonej postaci zdążył zrobić od 9 do 12 ujęć.Gdy wybije 10:28, upada wieża północna. Richard Drew robi ostatnie zdjęcia i ucieka.12 września 2001 r. jedna z jego fotografii pod tytułem "The Falling Man" ukazuje się na okładce "The New York Times'a". Jest wstrząsająca.Pisano, że zbuntował się przeciwko strasznym okolicznościom i po raz ostatni o sobie zadecydował. "New York Times" nie napisał, kim był. Po prostu nie można było tego ustalić. Wystarczyło jednak, że go pokazał.Kim jesteś?Przygotowując materiał, obejrzał wszystkie ujęcia serii "The Falling Man".Ten człowiek był przerażony, lecąc zrywał z siebie koszulę -opowiadał potem dziennikarz. Pod koszulą ofiary Junod dostrzegł pomarańczowy T-shirt. Uczepił się tego szczegółu, a zidentyfikowanie "Spadającego Mężczyzny" stało się dla niego niemal sprawą życia i śmierci. Po pierwsze, chciał oddać mu hołd, po drugie - przywrócić "Skoczków z WTC" do narodowej pamięci.11 września "The Falling Man" był w restauracji "Windows on the World" w północnej wieży WTC. Bo to jej obsługa nosiła charakterystyczne białe fartuchy.Był piękny, słoneczny poranek, Nowy Jork budził się do życia. Brakowało szefa kuchni Michaela Lomonaco -spóźnił się do pracy. Gdy w końcu zbliżał się do budynku, w wieżę uderzył samolot. Mężczyzna z przerażeniem patrzył w górę, modląc się, by jego koledzy uszli z życiem. Modlił się na próżno - zginęli wszyscy, którzy tamtego ranka przebywali w lokalu.Lomonaco był przekonany, że wie kogo widzi na zdjęciu. Jego zdaniem "The Falling Man" to Jonathan Briley, inżynier dźwięku w restauracji.11 września w pamięci Amerykanów nie jest dniem takich osób, jak "The Falling Man". Fakt, że ktoś był w stanie wyskoczyć z okna WTC jest nadal zbyt bolesny.To, jak zginęli otwiera ranę, ale jest też czymś, co zarazem ją zabliźnia.Historie, takie ja "The Falling Man", płyną w świat i czynią Amerykę silniejszą, dając lekcję nam wszystkim
Wychwytuje wodę z powietrza. Pomysł 82-latka ratuje mieszkańców Afryki – Jest w stanie wyprodukować od 50 do 75 l wody dziennie nawet w temp. 40 stopni Celsjusza. Urządzenie wychwytujące wodę z powietrza stworzone przez kreatywnego 82-latka pomoże krajom w Afryce.Urządzenie jest niewielkie – można transportować je za pomocą wózka. Większe okazy będą służyć celom masowym – zaopatrzą wioski i ośrodki nawet w 5 tys. litrów wody dziennie.Enrique Veiga podczas susz, które nawiedzały Hiszpanię stworzył swój pierwszy prototyp maszyny, która miała zbierać wodę z powietrza. - Mieszkańcy wiosek w Namibii byli zachwyceni naszymi urządzeniami. Nie rozumieli, jak one działają i pytali, skąd pobierają wodę.Tymczasem urządzenie wykorzystuje zjawisko kondensacji. Maszyna uzyskuje wodę poprzez schłodzenie powietrza do temperatury, w której powietrze może zostać zamienione w ciecz. Jest to system, który przypomina zjawisko kondensacji w klimatyzatorach.- Naszym celem jest stworzenie urządzenia, które jest nie tylko skuteczne, ale również stanowi wsparcie dla tych, którzy muszą przemierzać wiele kilometrów lub kopać głębokie studnie, aby uzyskać dostęp do wody – tłumaczy inżynier Jest w stanie wyprodukować od 50 do 75 l wody dziennie nawet w temp. 40 stopni Celsjusza. Urządzenie wychwytujące wodę z powietrza stworzone przez kreatywnego 82-latka pomoże krajom w Afryce.Urządzenie jest niewielkie – można transportować je za pomocą wózka. Większe okazy będą służyć celom masowym – zaopatrzą wioski i ośrodki nawet w 5 tys. litrów wody dziennie.Enrique Veiga podczas susz, które nawiedzały Hiszpanię stworzył swój pierwszy prototyp maszyny, która miała zbierać wodę z powietrza. - Mieszkańcy wiosek w Namibii byli zachwyceni naszymi urządzeniami. Nie rozumieli, jak one działają i pytali, skąd pobierają wodę.Tymczasem urządzenie wykorzystuje zjawisko kondensacji. Maszyna uzyskuje wodę poprzez schłodzenie powietrza do temperatury, w której powietrze może zostać zamienione w ciecz. Jest to system, który przypomina zjawisko kondensacji w klimatyzatorach.- Naszym celem jest stworzenie urządzenia, które jest nie tylko skuteczne, ale również stanowi wsparcie dla tych, którzy muszą przemierzać wiele kilometrów lub kopać głębokie studnie, aby uzyskać dostęp do wody – tłumaczy inżynier