Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 807 takich demotywatorów

Ten tata to prawdziwy bohater. Stworzył dla swojej niewidomej córki specjalne, wydające dźwięki jajka wielkanocne, na które mogłaby polować podczas wielkanocnych zabaw –

Piękna historia przyjaźni. Pies Charlie zmarł dwa tygodnie temu na raka. Kotka Scout kochała go, jak nikogo innego

 –  Przyniosłem ją do domu, gdy miała pięć i pół tygodnia. Nie mogła zasnąć, dopóki nie wtuliła się w mojego psa. Chciała przez cały czas być blisko niego. To była prawdziwa przyjaźń. Pies był dla niej bardzo łagodny i robił wszystko, na co kot miał tylko ochotę. Nawet jadali z jednej miski. Kotka uwielbiała wąchać jego uszy. Tutaj też wącha jego uszy, Po minie psa widać, że naprawdę to polubił. Gdzie tylko nie ruszył się pies, kotka pojawiała się obok niego. "firkst--:; slaseia. "Illingle e _. S "IĄ,14. 1 Gdy zdechł, położyłem w jego legowisku iPad i puściłem filmik z ich wspólnych zabaw. Oglądała, a później zwinęła się w kłębek tuż obo Ona tak bardzo tęskni za naszym psiakiem
Rząd ogłosił zmiany w obostrzeniachna najbliższe tygodnie – Mateusz Morawiecki i Adam Niedzielski przedstawili szczegółowy harmonogram luzowania obostrzeń:- Od 13 czerwca więcej wiernych będzie mogło przebywać w kościołach. (50 proc. zajętych miejsc)- W kinach będzie można znów konsumować popcorn, a od 26 czerwca limit na widowni będzie obowiązywał do 75 proc.od 26 czerwca:- Transport – 100 proc. obłożenia. Pasażerowie powinni mieć maseczki zakrywające usta i nos- Otwarte zostaną dyskoteki z limitem 150 osób- Siłownie, kluby fitness, kasyna, obiekty handlowe, placówki pocztowe, biblioteki, targi, konferencje, wystawy i sale zabaw – nowy limit uczestników – 1 osoba na 10 m².- Świątynie – maksymalnie 75 proc. obłożenia.- Zwiększy się też limit zajętych miejsc w restauracjach do 75 proc.- Na wydarzeniach sportowych i koncertach (na obiektach sportowych) będzie mogło być więcej widzów - możliwe będzie zajęcie 50 proc. miejsc.- Hotele będą mogły udostępnić 75 proc. swoich pokoi - do tego limitu nie będą wliczane osoby do 12. roku życia- Wesołe miasteczka będą miały 75 procentowe obłożenie Wszystkie limity nie obowiązują osób, które są zaszczepione
Ogłoszono kolejne etapyluzowania obostrzeń – - od 6 do 25 czerwca będą mogły działać sale zabaw dla dzieci; limit: 1 osoba na 15 m²,- od 6 czerwca zwiększony zostanie limit osób uczestniczących w weselach i zgromadzeniach publicznych do 150 osób, do limitów nie są wliczane osoby zaszczepione,- zostanie przywrócona możliwość organizowania tradycyjnych targów, konferencji, wystaw z limitem 1 osoba na 15 m²- transport zbiorowy: 75% obłożenia danego środka transportu

Potworna zbrodnia w Sosnowcu. 41-latek zabił chłopca

Potworna zbrodnia w Sosnowcu. 41-latek zabił chłopca – Jak podaje wiadomosci.dziennik.pl 11-letni Sebastian zaginał w sobotę - wyszedł na plac zabaw w Dąbrówce Małej w Katowicach, miał wrócić o godz. 19, ale wysłał mamie sms, w którym poprosił o zgodę na przedłużenie zabawy o pół godziny. Mama się zgodziła, Sebastian jednak nie wrócił do domu i nie nawiązał już kontaktu z rodziną.Poszukiwania z udziałem policjantów i strażaków trwały od sobotniego wieczoru, kiedy matka chłopca zgłosiła zaginięcie. Mundurowi przeczesywali okolicę miejsca zaginięcia i sąsiednie dzielnice. Potencjalnego sprawcę udało się wytypować w niedzielę, na podstawie zapisu kamer monitoringu, które zarejestrowały samochód należący do 41-latka w pobliżu placu zabaw.Kryminalni ustalili, że za zaginięciem chłopca może stać osoba poruszająca się samochodem marki ford. Od momentu wytypowania numerów rejestracyjnych pojazdu policjanci w niespełna 40 minut dotarli do jego właściciela, mimo tego, że nie przebywał w miejscu swojego zameldowania. Okazał się nim 41-letni mieszkaniec Sosnowca. Mężczyzna został zatrzymany, a w rozmowie ze śledczymi przyznał się do uprowadzenia, a następnie zabójstwa 11-latka - poinformowała w poniedziałek śląska policja.Wkrótce policjanci odnaleźli ciało dziecka – było ukryte na terenie budowy w sosnowieckiej dzielnicy Niwka - kilka kilometrów od Dąbrówki Małej w Katowicach, gdzie chłopiec mieszkał. Do sąsiedniego Sosnowca sprawca zawiózł go samochodem. Miejsce ukrycia zwłok wskazał wkrótce po zatrzymaniu sam 41-latek.W niedzielę przez wiele godzin pracowała tam ekipa dochodzeniowo-śledcza z Katowic oraz z katowickiej komendy wojewódzkiej. Policjanci pod nadzorem prokuratora zbierali ślady i wszelkie dowody tego przestępstwa. Zatrzymany w sprawie zabójstwa 41-latek trafił do policyjnego aresztu. Według nieoficjalnych informacji jest sosnowieckim optykiem. W poniedziałek ma usłyszeć zarzuty w Prokuraturze Okręgowej w Sosnowcu, która poprowadzi śledztwo.W postępowaniu brane jest pod uwagę seksualne tło zbrodni. Jak wynika z podawanych w mediach nieoficjalnych informacji, sprawca sądził, że dziecko, które zabrał do samochodu w pobliżu placu zabaw jest dziewczynką – Sebastian miał dłuższe włosy. Miał udusić chłopca, gdy ten zapowiedział, że o wszystkim opowie mamie, później ciało dziecka zamierzał zalać betonem. Dokładny mechanizm zgonu chłopca wykaże sekcja zwłok. Według nieoficjalnych informacji, 41-latek był wcześniej notowany za znęcanie się oraz uprowadzenie rodzicielskie. Teraz grozi mu nawet dożywocie.Zabójstwo Sebastiana wstrząsnęło opinią publiczną w regionie. Do tragedii odniósł się m.in. prezydent Katowic Marcin Krupa, który wcześniej zamieścił na Facebooku informację o poszukiwaniach chłopca. "Tak straszne i niedające się opisać okrucieństwo pozostawia nas wszystkich w szoku i rozpaczy. Rodzinie, Bliskim i całej lokalnej społeczności składam wyrazy głębokiego współczucia" - napisał w niedzielę wieczorem."To rzeczy po prostu niepojęte. Nie jestem nawet w stanie sobie wyobrazić, co mogą czuć rodzice 11-letniego Sebastiana. Nie wyobrażam sobie, aby komukolwiek, a tym bardziej dziecku, można było wyrządzić jakąkolwiek krzywdę. To po prostu coś niebywałego. Najszczersze kondolencje dla rodziny i bliskich chłopca, choć wiem, że słowa w żaden sposób nie są w stanie oddać rozmiaru tej tragedii..." - napisał z kolei w poniedziałek prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński. Policja
Tak kiedyś wyglądały place zabaw – Dziś dwumetrowe zjeżdżalnie dla niektórych rodziców są zbyt niebezpieczne.
Źródło: reddit.com
Madka i jej ból tyłka, bo nie można urządzić bombelkowi placu zabaw na czyimś prywatnym terenie –
Tylko dzieci potrafią powiedzieć, że nie zjedzą kotleta, bo dotyka buraczków, zaraz po tym jak na placu zabaw zjadły trzy kilo piasku i wylizały zjeżdżalnię –
Czy już świat oszalał? W Świdniku tęcza chyba kojarzy się tylko z jednym. Jacyś idioci zdewastowali żłobek "Tęczowy Domek", oblewając elewację oleistą cieczą, podobnie jak urządzenia na placu zabaw –
archiwum – powód
Włam się do kogoś, połam sobie dziecko, miej pretensje do sąsiada. Polska w pigułce –  Forum prawne - porady prawne 11,, Post grupowy użytkownika Członek grupy • 1 godz. • 1:3 ••• Zbudowaliśmy z mężem plac zabaw dla dzieci na naszym własnym podwórku, niestety była to bardzo zła decyzja bo w sąsiedztwie nie ma za bardzo miejsca do zabawy dla dzieci co zaczęło doprowadzać do włamań na nasze podwórko w celu skorzystania z atrakcji dla dzieci. Jako że posiadamy psa, który jest bardzo terytorialny, a plac zabaw znajduje się na części odgrodzonej od części bankowej to siłą rzeczy pies przebywał po stronie placu zabaw, więc podwyższyliśmy ogrodzenie, by do kolejnych wtargnięć nie dochodziło. Niestety nic to nie pomogło i wczoraj doszło do tragedii. Podczas gdy my wyjechaliśmy na spacer, jeden z sąsiadów wraz z synem próbował wedrzeć się na posesję. Skończyło się na poważnej ranie szarpanej łydki u ojca i dwóch złamanych rękach u syna (upuścił syna z murku, gdy nasz pies rzucił mu się na łydkę). Przyjechała policja i karetka, spisali ich zeznania, a gdy wróciliśmy wpisaniu nasze. Sąsiad dziś od rana wydzwania oczekując odszkodowania. Jak poprowadzić teraz sprawę by uniknąć dalszych nieprzyjemności z jego strony?
I mimo to wspomina się teraz ten czas, jako naprawdę cudowne lata –
 –  SOS dla podwórek na Muranowie Niestety, smutna prawda. To podwórko na Nowolipiu było kiedyś placem zabaw otoczonym murkiem z zielenią i ławkami. Dzieci miały piaskownicę, huśtawki, drążki do ćwiczeń, stoliki do gry w warcaby. Pośrodku z fontanny spływał po górce strumyk. Podwórko dostało w latach 70. nagrodę za najładniejsze podwórko na Muranowie...

To były czasy!

To były czasy! –  My, urodzeni w latach 50-60-70-80 tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych.Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za smarowanie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy.Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął.Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby.Skakaliśmy z balkonu na odległość. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie. Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał do szkoły. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy, chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię.Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z opiekunką.Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł.W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego – codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami.Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw.A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
Nowoczesne osiedle z funkcjonalnym i nowoczesnym placem zabaw dla dzieci, wyposażonym w bezpieczne, atestowane sprzęty –
Najsmutniejszy plac zabaww Polsce –
Plac zabaw w Rosji –
0:20
 –
Policzono ile pieniędzy wydano na te płodobillboardy i co za te pieniądze można by mieć – - roczne dożywianie 4655 dzieci (wg stawek poznańskiego MOPR z czasu pandemii)- roczna terapia indywidualna dla 831 rodziców ciężko chorych dzieci- roczna terapia dla 612 par- roczna terapia dla 582 rodzin- wypożyczenie 4702 specjalistycznych łóżek rehabilitacyjnych na okres roku- kupno 1868 sztuk specjalnego wózka dla dzieci z mózgowym porażeniem dziecięcym- kupno 186 ultrasonografów- 1620 tygodniowych turnusów rehabilitacyjnych dla dzieci z trisomią- budowa i wyposażenie 124 placów zabaw- 70 lat opieki nad ciężko chorym dzieckiem.Ale po co.
archiwum
Deweloperze? To już skończone? – Witaj na Nowej Przędzalni Łódź, której najmniejszym zmartwieniem jest ten plac zabaw...
Te dzieciaki mają żołądki ze stali –
0:44