Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 440 takich demotywatorów

 –

Przykre, ale prawdziwe:

 –  Kilka słów o sąsiedzkich relacjach w dzisiejszych czasach.Wychowałam się w bloku, gdzie sąsiad = przyjaciel.Odwiedzaliśmy się kilka razy w tygodniu, robiliśmy sąsiedzkie imprezy, jako dziecko często bawiłam się z innymi dzieciakami w piaskownicy lub w naszych mieszkaniach. Do tej pory mam paczkę przyjaciółek z klatki, z którymi zawsze spotykam się, gdy jestem w rodzinnym mieście.Moi rodzice często pilnowali dzieci innych sąsiadów, a w zamian za to my mieliśmy zapewnioną opiekę dla naszego kota, kiedy wyjeżdżaliśmy na wakacje. Gdy trzeba było zrobić gdzieś remont, nie wynajmowało się do tego ekipy, tylko prosiło się sąsiadów o pomoc. Zdarzało się, że moi rodzice pracowali do późna, więc niektórzy sąsiedzi z własnej woli zapraszali mnie i mojego brata na obiad.Czysta, sąsiedzka życzliwość.Uważałam, że takie relacje to coś normalnego. Przez całe studia w mieszkałam w akademiku, gdzie panowała podobna atmosfera - wiadomo, jak to w mieszkaniach studenckich bywa.Po studiach znalazłam pracę i przeprowadziłam się do mieszkania na nowo wybudowanym osiedlu. Dobrze pamiętam ten dzień - była sobota, południe. Gdy tylko się rozpakowałam, postanowiłam przywitać się z sąsiadami.Połowa nie otworzyła mi w ogóle drzwi, chociaż wewnątrz mieszkania słyszałam dialogi w stylu "Kto to? Nie wiem, jakaś typiara, nie znam. To nie otwieraj". Kilka osób przez drzwi spytało "kto tam?", a gdy odpowiadałam, że jestem nową sąsiadką i przyszłam się przywitać, słyszałam tylko "proszę stąd odejść, nie mam czasu".Byli też tacy, którzy otwierali drzwi, ale słysząc, kim jestem, machnęli dłonią, mówiąc, żebym nie zawracała im głowy. Jeden starszy pan spytał "Aa, to pani się tak łomotała na klatce? Mam nadzieję, że to już koniec, zagłuszała mi pani serial". Jakaś kobieta nakrzyczała na mnie, bo dzwonek do drzwi obudził jej dziecko.Tylko w jednym mieszkaniu trafiłam na miłą parę studentów, z którymi od razu umówiłam się na piwo i przy okazji dowiedziałam się, że podziwiają mnie za chęć zapoznawania się z innymi sąsiadami, bo w tym bloku mieszkają, cytuję "dziwni ludzie".Byłam, delikatnie mówiąc, zszokowana, ale oczywiście, zaczęłam szukać winy w sobie - była sobota, tłumaczyłam sobie, że sąsiedzi pewnie odpoczywają po ciężkim tygodniu, a tu przychodzi obca baba i zawraca im głowę. Pomyślałam, że na razie dam im trochę czasu i na zacieśnianie sąsiedzkich więzi przyjdzie jeszcze pora.W ciągu kolejnego tygodnia przekonałam się, że moi sąsiedzi nie znają słowa "dzień dobry". Parę razy zamknięto mi drzwi na klatkę przed nosem. Kiedy w windzie pies jednego z sąsiadów zaczął mnie zaczepiać i wyciągnęłam do niego rękę (może nie powinnam, bo niektóre psy tego nie lubią, ale ten wydawał się wyjątkowo towarzyski), jego opiekun burknął do mnie coś w stylu "niech trzyma pani ręce przy sobie".Raz nie było mnie w domu, a akurat nadkręcił się kurier i chciał zostawić paczkę u sąsiadki - po rozmowie na infolinii dowiedziałam się, że sąsiadka powiedziała, że może przesyłkę przyjąć, ale wyrzuci ją do śmieci. Szczęśliwie kurier przyjechał kolejnego dnia, kiedy byłam w domu.Z głębokim rozczarowaniem uznałam, że nie ma co robić drugiego podejścia do lepszego zapoznania się z moimi sąsiadami. Ale kiedy chciałam zrobić parapetówkę, pomyślałam, że rozsądnie byłoby ich chociaż o tym poinformować. Tym, którzy mieszkają najbliżej mnie, zostawiłam w skrzynce na listy słodką przekąskę i karteczkę z informacją, że tego dnia i o tej godzinie zapraszam ich na małą imprezę, a jeśli jednak wolą zostać u siebie, to, oczywiście rozumiem i postaram się, by było w miarę cicho.Na parapetówce pojawili się jedynie wspomniani wcześniej studenci oraz piątka moich znajomych. Była godzina dwudziesta, muzyka grała głośno, ale nie na tyle głośno, by komuś przeszkadzać (nawet na klatce nie było jej słychać). Zdążyliśmy może wypić po łyku piwa, kiedy do mieszkania zapukała... policja.Co się okazało? Sąsiedzi donieśli, że jest hałas, a na prośbę o ściszenie muzyki, ja i moi znajomi zaczęliśmy grozić im przemocą. Do tego para studentów, która mieszka w tym bloku to dilerzy narkotyków i na pewno wszyscy jesteśmy naćpani.Sądziłam przez chwilę, że jestem w ukrytej kamerze.Policjanci, na szczęście, okazali się dość wyrozumiali i skończyło się na pouczeniu. Kontynuowaliśmy imprezę, ale już w zepsutym humorze.W ciągu kolejnych miesięcy bałam się wyjść w ogóle z domu lub do niego wracać w obawie, że trafię na klatce lub w windzie na któregoś z sąsiadów. Częściej niż "dzień dobry" słyszałam jakieś niemiłe uwagi, niepotrzebne zaczepki.Dwa dni po parapetówce, gdy niosłam w przezroczystej reklamówce zakupy, w tym butelkę wina, jedna sąsiadka spytała "Co, znowu imprezka? Znowu będzie trzeba po policję dzwonić?" Nie odpowiedziałam.Zdaję sobie sprawę z tego, że czasy się zmieniły i dzisiaj każdy jest skupiony bardziej na sobie, ma swoich znajomych i nie szuka przyjaźni wśród sąsiadów. Być może uznacie, że narzucałam się swoim sąsiadom, ale naprawdę nie rozumiem, skąd w nich tyle jadu i pogardy dla drugiego człowieka.Blok, w którym się wychowałam, a ten, w którym mieszkam obecnie to dwa zupełnie różne światy i muszę wam powiedzieć, że jestem mocno przygnębiona, kiedy po pobycie w moich rodzinnych stronach wracam to szarej rzeczywistości.Naprawdę, tu już nie chodzi o to, że ktoś mi nie odpowie na "dzień dobry" czy zbeszta za głaskanie jego psa - chodzi o zwyczajny szacunek do drugiej osoby i nie uprzykrzanie sobie życia.
 –  Piętro niżej jacyś ludzie kupili mieszkanie. Dwa miesiące remontowali i wytrzymać nie szło od tego hałasu. Nowa właścicielka mieszkania przyszła do nas dzisiaj poprosić żebyśmy od 9 rano przez dwie godziny nie korzystali z kanalizacji, bo będą coś tam wymieniać. Zgodziłem się, bo i tak wychodziłem akurat z domu. Wróciłem około 15, słyszę, że na dole nic się nie dzieje, więc skorzystałem z toalety, umyłem się itp. Po dziesięciu minutach przyleciała nowa sąsiadka i z mordą do mnie, że co ja zrobiłem. Okazało się, że od tej 9 nadal to robili, a cisza była, bo akurat pojechali do sklepu coś dokupić. Sąsiadka powiedziała, że zgłosi sprawę na policję.I jak będzie to zgłoszenie wyglądało? Sąsiad zesrał się do swojego kibla bez pozwolenia?
- Halo! Pani sąsiadko! A co u Pani tak okrutnie śmierdzi?!? – - Nie uwierzy Pan, sąsiedzie, szambo mi wybiło!- Ale to już teraz? Żartuje Pani! Przecież jest dopiero 11:00, a "Sylwestra Marzeń z Dwójką" zapowiadali na 20:00!!!
archiwum
Upierdliwa sąsiadka! – Ludzie piszę tu, bo już nie wiem gdzie!Chodzi o to że ja z żoną jesteśmy nękani przez sąsiadkę z dołu. Kiedy mamy seks sąsiadka na drugi dzień pisze nam listy żebyśmy byli cicho bo ona nie może spać, słyszy jakieś jęki i trociny jej lecą na głowę!Ja z żoną nie dajemy rady już z nią. Może to ma jakiś wpływ, ale sąsiadka jest starą panną lat 60.CO ROBIĆ ???PISZCIE. DZIĘKI
 –  #sąsiadka #stalker #lornetkajezu kochani pomocy XD moja sąsiadka +60 latjest mistrzem stalkowania, kupiła sobie lornetkę iteraz stoi cały czas z nią przy oknie i mniepodgląda, a że mam pokój na przeciwko jej domuto wszystko widać XDDD co ja mam zrobić bo ażźle się z tym czuję XDDD*dziekuje za pomysł jednej dziewczynie, mamnadzieje, że po tej kartce przestanie mnieobserwować* XD*OD DWÓCH GODZIN SĄSIADKA NIE STOI PRZYOKNIE, CUDGIFY!!!*CO SIĘ GAPISZ STARA RURO
Sąsiadka od tygodnia czeka na emeryturę – A listonosza jak nie było, tak nie ma

Pamiętajmy o tym, co jest w życiu naprawdę ważne:

 –  Marchew z Ciemnogrodu· "Miałam iść na zakupy. W głowie miałam plan: Tiger, H&M, a potem jedzenie w knajpie. iPod włączony na "full volume". Nie wiem czemu, włączyła się Marika, ale byłam zbyt leniwa, żeby zmienić kawałek. Przy spożywczaku stoi starsza pani z dwoma bukietami. Mały - z nasturcji, większy - z polnych kwiatów. W tym piwonie, które zawsze kojarzyły mi się z moją babcią.Pani spojrzała na mnie:- A stoję tak, może kto kupi... - uśmiechając się niepewnie, wyraźnie zawstydzona. Tak, jakby te kwiatki to było coś, czego trzeba się wstydzić.- Ile kosztują? - spytałam, nie chcąc jej urazić.- Ojej, no nie wiem... Najmniej to chyba złotówkę. Najwięcej to chyba trzy złote. Wiesz córeczko, ja nie wiem, ile kosztują takie kwiatki. To z działki takie byle co. Trzy złote za te dwa razem może? Albo dwa? Dwa złote?DWA ZŁOTE.Mokrą szmatą w pysk. Witamy w prawdziwym świecie, pustaku. Myślisz, że masz gorszy dzień, że ci smutno, że nikt cię nie kocha, jesteś gruba, nie masz iPhone'a 6, ani buldożka francuskiego, a przecież byłabyś taką dobrą matką. Wieczorem wrócisz do dwupokojowego mieszkania na strzeżonym osiedlu i opowiesz komuś przez Skype'a, jak przez pół dnia odkopywałaś się z maili, potem zjadłaś burgera na lunch, ale sama musiałaś go sobie zrobić i w dodatku był mrożony. Potem napijesz się kilka łyków wina, które rano będziesz musiała wylać do zlewu, bo żywot zakończy w nim cała rodzina muszek-owocówek i położysz się spać w świeżo wymienionej pościeli z Zara Home. Wstaniesz rano, poćwiczysz jogę albo inny pilates, na YT obejrzysz nowy haul zakupowy na kanale laski, której nie znasz i w sumie gówno cię obchodzi, co wklepuje w ryj, ale patrzysz, bo wydaje ci się, że yerba z internetowego sklepu ze zdrową żywnością jest wtedy mniej gorzka i pasuje do twojego chleba-tekturki, posmarowanego pastą z tuńczyka, przywiezionej z ostatniej wycieczki zagranicznej. Postoisz chwilę przed szafą, marszcząc brwi, wkurzając się, że nie masz się w co ubrać, bo wszystko jest na ciebie za duże, dlatego że mniej żresz i zapominasz, że jeszcze dwa lata temu, siedząc w samej bieliźnie, przypominałaś ludzika Michelin. Znowu za późno wyjdziesz z domu, więc zaklniesz szpetnie pod nosem, czekając na windę, na co obruszy się sąsiadka stojąca obok z psem, który ostatnio przestał trzymać mocz i leje między 2 a 3 piętrem. Wciskasz guzik kilka razy, myśląc, że to coś da. Drugą ręką starasz się rozplątać słuchawki. Przypadkowo wrzucasz klucze do głównej kieszeni w przepastnej torbie i po chwili orientujesz się, że przecież musisz sobie nimi jeszcze bramkę otworzyć, więc grzebiesz w tym syfie, macasz dno, które wciąż pamięta plażę w Sopocie i piach włazi ci pod wypielęgnowane paznokcie. Znajdujesz, otwierasz, wychodzisz do ludzi. Widzisz tramwaj i próbujesz dojrzeć numer, ale słońce świeci ci prosto w oczy. Biegniesz więc na wszelki wypadek i wsiadasz do tego ze skróconą trasą. Wściekasz się. Wysiadasz na kolejnym przystanku i łapiesz kolejny, jadący w dobrym kierunku. Jest miejsce siedzące. Dwa miejsca. Obok ciebie siada żulian, a jego torba w kratę muska twoją napiętą łydkę w nowych spodniach, kupionych na wyprzedaży w sieciówce. Docierasz do pracy, robisz sobie kawę, otwierasz maila i odpalasz fejsa. Scrollujesz przez kolejnych kilka godzin. Od stukania w klawiaturę drętwieje ci prawy nadgarstek, a w lewej dłoni łapie cię skurcz kciuka. Pośmiejesz się z suchych żartów koleżanek z pracy, wyślesz grafikom kilka poprawek od Klienta, przypalisz sobie croissanta na drugie śniadanie i zjesz z przesadnie drogim dżemem z wiśni, w którym więcej jest cukru niż owoców. Zrobisz jeszcze kilka ważnych rzeczy, bez których bieguny ziemskie zamienią się miejscami, a z instagrama znikną wszyscy twoi followersi. Wyjdziesz z zamiarem wydania milionów monet na szmaty szyte w Bangladeszu i kolejny zszywacz w kształcie żaby z wystawionym językiem. Spotykasz starszą panią z dwoma bukiecikami i przekrwionymi oczami, która wykręca z ciebie śrubki krótką wymianą zdań, bo przecież spieszysz się na zajęcia z tańca.W portfelu miałam tylko dychę. Wręczam ją staruszce. Cofa chudą dłoń, którą wcześniej wyciągnęła w moim kierunku i zaczyna tłumaczyć, że to za dużo i że ona nie chce, bo będzie miała wyrzuty sumienia. W końcu udaje mi się ją przekonać. Łamiącym się głosem dziękuje mi, oczy zachodzą jej łzami, pyta o moje imię. Obiecuje, że będzie się za mnie modlić do końca życia, nawet jeśli niewiele jej go zostało.Rozryczałam się kilka kroków dalej..."Aut. Edie Maciejewska
 –  Niedługo się przeprowadzami samotna starsza kobieta, któramieszka obok mnie niedawnopodeszła do mnie i powiedziała, żebędzie za mną tęsknić i, że kiedywychodziłam i późno wracałam onanie kładła się spać, dopóki niesłyszała jak otwieram drzwi domieszkania, bo wtedy wiedziała, żejestem już bezpieczna i nic mi niegrozi.
Nowa sąsiadka jest najlepszą receptą na ból głowy –
Najlepsze historie pisze alkohol –  Adam KowalIdziesz z nami po pracyna piwo?Nie. Boję się, że to znówźle się skończy. Tak jakwczoraj.A co było wczoraj?Poszedłem z wami na piwo.Kiedy wróciłem do domu, wprzedpokoju zobaczyłemżonę w lateksowej masce istroju sado-maso. Za nią stałsąsiad i ją od tyłu... no wiecieco. Wkurzyłem się. Sprałemsąsiadowi mordę, żonęwyrzuciłem na klatkęschodową, a samwyciągnąłem piwko z lodówkii siadłem przed telewizorem.Przerzucając kanałyzastanawiałem się, co zrobićdalej z tą sytuacją. Naglezauważyłem, że kolejnośćkanałów mi się nie zgadza.Rozejrzałem się po pokoju,wstałem, przeprosiłemsąsiada, wpuściłem sąsiadkęz powrotem do środka iposzedłem do swojegomieszkania.DEMOTYWATORY.PLNajlepsze historie pisze alkohol
A tak się media litowałynad biedulką –  748535Taki sobie cel obrałam i choćbynie wiem co to zabije kurwe06:27Nie będzie szmata moich dziecidotykała06:28I mówię ci całkiempoważnie ,możesz to traktowaćjako groźbę która oczywiściewedle polskiego prawa jestkaralna i możesz to zgłosić napolicję ale powtarzam zabijesuke !06:29Wedle życzenia06:32A twoja sasiadka mi w tympomoże06:32Będzie suka zdychać długo06:33Poprosze o jeszcze jakieś groźbyżeby Policji sie nie nudziło06:36Jebany kurwiarzuszmaciarzu robiłam wszytkożeby dzieciom ta sytuacja jak najmniej się udzieliła a ty kurwiarzu
 –  Kiedyś zapukał do mnie naciągacz sprzedający noże kuchenne i odkurzacz. Otworzyłem drzwi, a typ jak nakręcony już zaczął mi nawijać o tych nożach i odkurzaczu, że chcą mi to dać w prezencie od firmy tylko muszę zapłacić 50%. Grzecznie podziękowałem i już miałem zamykać drzwi, ale ten kontynuował nawijać jak katarynka i pierdolić, że to noże najwyższej jakości, a odkurzacz to już w ogóle wyjebany w kosmos. Powiedziałem mu, że tak się składa, że sam produkuję noże i widzę, że to jakieś chińskie gówno, a odkurzacz widziałem taki sam na AliExpress za grosze. Poddał się i poszedł męczyć sąsiadkę, a ja zamknąłem drzwi. Ale coś mnie podkusiło wyjść na podwórko i podsłuchać co on jej tam gada. No i słyszę jak ten piździelec mówi mojej sąsiadce emerytce, że: „pani sąsiad produkuje noże i sam kupił od nas cały komplet". I wtedy słyszę odpowiedź sąsiadki: „ooo, naprawdę? to proszę poczekać już idę po pieniądze". A ja wted> wychodzę zza drzewa i mówię, że ten typ " oszust i że nie kupiłem nic od niego i że to' wszystko ścierna. Sąsiadka podziękowała, oszust z nożami i odkurzaczami uciekł naciągać innych, a wszyscy sąsiedzi z mojej wiochy wyszli ze swoich domów i zaczęli klaskać.A tak poważnie, to uważajcie co mówicie o sobie obcym ludziom, bo później mogą to wykorzystać
 –  Witajcie kobietki kochane. Potrzebuje się wygadać i może tez poznać wasze zdanie na ten temat bo mnie osobiście od wczoraj grrzejeee ta sytuacja. Mianowicie dwa dni temu wieczorem moja sąsiadka urządziła grila z rodziną. W tym czasie moja coronia bawiła się z jej synkiem u nich w ogrodzie. Kiedy zabrałam ją do domku moja malutka powiedziała ze ma ochote na taka kiełbaskę z grila jaką robiła ciocia (sąsiadka). No wiec szybciutko poszłam do niej i zapytalam czy znalazła by się może jedna kielbaska dla mojej coroni na co dostałam odpowiedz ze przykro jej ale mają odliczona ilość dla wszystkich wzwiazku z czym mój maluszek kiełbaski nie dostanie. Poprosiłam raz jeszcze i tym razem dostałam odpowiedz mniej grzeczna bo powiedziała ze od ust gościowi nie odejmie żeby dać mojemu dziecku. Cała rozmowa odbyła się w towarzystwie wszystkich gości których na prawde ta sytuacja nie ruszyła. Ona jako matka wdg mnie powinna zrozumieć i się podzielic. zrozumialabym gdy bym była obcą osobą ale nie jedną kawe razem wypiłyśmy po nad to jej synek nie raz gdy przebywał u nas w porze obiadowej dostał u nas posiłek. Nie był by to taki wielki problem gdyby nie fakt ze było już późno i zwyczajnie nie mieliśmy gdzie kupić kiełbasy. Mojej coreczce było bardzo przykro ale co miałam zrobic? Powiedziec jej prawde ze nie zje tego na co ma ochote bo jakiś facet musi napchać swoją tłustą pupe? Mój maż twierdzi ze przesadzam. A mi jest zwyczajnie przykro ze ktoś tak potraktował mnie i moje maleństwo. Z sąsiadka nie odzywamy się a moja coreczka jak na razie ma zakaz zabawy z jej synem.
 –  Anna, cześć, źlezapisałam twójnumer więc piszę nafejsie, tu Ewa, twojasąsiadka z dołu.Sory, muszę byćbezpośrednia, jawszystko zrozumiem,ale moglibyście ponocach ze swoimmężczyzną SZUMIEĆbardziej po cichu?Serio, mamy tudziecko, budzi sięnam co noc odtygodnia przez waszeruchańsko.Hej, ja prawie odmiesiąca pracuję nanocną zmianęZapewniam że jużwięcej nic od nas nieusłyszyszMaćka też nieusłyszyszByć może nawet słucho nim zaginieNiedługo
Dowodem na to, że kobieta kocha bardziej swojego męża niż dzieci jest fakt, że zostawi je bez problemu z sąsiadką, a męża nigdy! –
archiwum – powód
wie ktoś ile może być warty taki komplet garków? – sąsiadka chce się wymienić
Szacun! –  Cichy Bohater Wywiad z Bartoszem K. Postanowiłem nagłośnić sprawę bohaterskiego czynu tego młodego człowieka, przez swoją postawę zapobiegł tragedii, która dotknęłaby wiele istnień ludzkich doprowadzając do katastrofy budowlanej jednego z bloków w Lublewie Lęborskim. " Sąsiadka zwróciła się o pomoc do mnie w sprawie nieszczelnego zaworu przy butli gazowej, jak się okazało mówi Bartek, stężenie gazu w mieszkaniu było już spore, rodzina natychmiast opuściła mieszkanie. Natomiast sam, bo już nie było czasu wzywać fachowej obsługi, odkręciłem wąż zasilający kuchenkę, okazało się, że butla gazowa miała uszkodzony zawór i nie było możliwości jego zakrecenia, ciśnienie było tak wielkie, że trzaskaly szafki kuchenne. Jedna myśl kontynuuje Bartek, to pozbyć się zagrożenia wybuchem, wziąłem butlę i wynioslem ją na otwartą przestrzeń jak najdalej od zabudowań, biegnąc z nią z pierwszego piętra obrazy spadały ze ścian. Szczęście w nieszczęściu było takie, że po drodze nie natrafiłem na osobę np. z palącym się papierosem. Jak stwierdzili strażacy stężenie gazu było tak wielkie, że wystarczyło zapalić światło aby doprowadzić do wybuchu. Co czułeś biegnąc z tą " tykającą bombą " ? Dla mnie najważniejsze było to, aby nikomu się nic nie stało. A co z Tobą, myślałaś co mogło by się stać? Myślałem, mówi dalej Bartek, ale jak już to byłbym jedyną osobą, która by ucierpiała. Piękna bezinteresowna postawa, wzorem godnym do naśladowania. Należy się szacunek. Napisałam, ponieważ trzeba nagłaśniać takie wzorowe postawy młodych ludzi. Zapewne gdyby doszło do wybuchu nie jedna telewizja zdałaby obszerną relację. Cichy Bohater Bartosz. Wiesław Bobkowski
Mało się nie udusiłem, okulary parują, a na dodatek pomyliłem żonę z sąsiadką –
Dzwonić na policję? –