Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 546 takich demotywatorów

 –  Sprzedawca maprawoodmówić sprzedażyalkoholukibicom PoloniiWarszawapowołując się naklauzule sumienia.
- Może mi pan coś dobrać? Pokłóciłem się z żoną i chcę się pogodzić.- Powiedz pan coś bliżej, żebym mógł określić, jak bardzo musi się pan zrehabilitować.- Nazwałem ją głupią...Sprzedawca podaje jedną różę.- ...krową...Podaje jeszcze dwie – - ....tępą....Podaje kolejne dwie.- ...i do tego tłustą.Sprzedawca zabiera jedną i mówi:- Pan poczeka, zaraz zrobię z tego dla pana wieniec
Koniec z oszustwamiw ramach Black Friday – Nowa dyrektywa unijna, która zacznie obowiązywać za pół roku, może całkowicie zmienić zasady funkcjonowania promocji w ramach słynnego święta zakupowego.Zgodnie z najnowszymi przepisami w każdym ogłoszeniu o promocji sprzedawca będzie zobowiązany podać wcześniejszą cenę tj. najniższą cenę stosowaną przez podmiot gospodarczy w okresie, który nie może być krótszy niż 30 dni przed zastosowaniem obniżki ceny. To oznacza, że sklepy nie będą mogły stosować nieuczciwych praktyk polegających na zawyżaniu cen tuż przed promocją, tylko po to, aby obniżyć wartość produktu do ceny bazowej z jednoczesnym zastosowaniem komunikatu o obniżce
Harekala Hajabba jest sprzedawcą pomarańczy w mieście Mangalore w stanie Karnataka w Indiach. Zaoszczędził pieniądze z firmy sprzedającej, aby zbudować szkołę w swojej wiosce. W 2020 roku otrzymał Padma Shri, czwartą najwyższą nagrodę cywilną w Indiach. –
Jak sprzedać jakiś szajs na plaży –
0:09
 –
Sprzedawca z powołania – Potrafi sprawić, że klient ze sklepu zawsze wyjdzie zadowolony
 –  daje jedną dlatego że kupiłam kebaba w cieście z frytkami na wynos czyli 14.50 zl dałam 20 zł a typ nie miał drobnych wiec nie mial jak wydać to powiedział żebym dała 4.50 zł. a on dał mi tylko 10 zł zauważyłam to dopiero w domu także nie polecam.  Przydatna g Nieprzydatna
- Kto to jest?- Jak to, przecież wszyscy go znają- odpowiedział sprzedawca- To znany kaletnik, Mendelejew –
archiwum
Nikt nie powinien chodzić do pracy, na zasadzie umowy o pracę! – Niech każdy pracuje na zasadzie własnej firmy i sam rozlicza sobie ZUS, podatki, oraz  urlopy -według uznania. Każdy może wtedy ustalić stawkę za jaką będzie świadczył swoje usługi pacy, oraz w jakie dni i po ile godzin może wykonywać taką usługę. Każdy będzie miał swoją firmę:- sprzedawca- hydraulik- kierowca- montażysta przy tasmie itd....Na koniec tygodnia, lub miesiąca, wystawi fakturę, a kontrahent zapłaci za wykonaną usługę. Chcesz urlop - nie ma problemu,  możesz nie pracować nawet przez kilka tygodni. Jesteś "na swoim" - nie świadczysz usługi - nie ma kasy.Jesteś dobry w swojej branży - zarobisz więcej, będziesz rozchwytywany. Jesteś leniem i kombinatorem - nie masz zleceń. Wymaga to tylko uproszczenia podatków i ZUS-u do maksimum, aby każdy rozliczył to sobie sam.Zero 500 plusów, zero dopłat z MOPS itp....Proste!
Gdyby każdy sprzedawca postępował w ten sposób, wszyscy zamiast kupować normalnie produkty, czekaliby do zamknięcia, bo przecież dostaną to samo za darmo, a to jeden z wielu powodów dlaczego takie postawy bardziej szkodzą niż pomagają –  Od mniej więcej dwóch lat na moim osiedlu działa piekarnia, której właścicielka prawie codziennie po zamknięciu zaprasza pod drzwi bezdomnych ludzi z okolicy. Kobieta rozdaje im jedzenie, którego danego dnia nikt nie kupił. Wiem, że wielu mieszkańców nie jest zadowolonych z tego, że po osiedlu kręci się „banda włóczęg", która „straszy dzieci". Choć dotychczas nie doszło do żadnego incydentu z ich udziałem, nie przeszkodziło to grupie młodych rodziców w wystosowaniu do zarządu osiedla pisma o nałożenie na właścicielkę piekarni zakazu dokarmiania bezdomnych.Kilka dni temu wstąpiłam do piekarni i podziękowałam właścicielce za dobre serce. Tyle się mówi o sieciach supermarketów, które karzą pracowników za to, że ci rozdają jedzenie. W końcu łatwiej je wyrzucić i mieć problem z głowy, prawda? Mam nadzieję, że ta kobieta nie przestanie okazywać dobroci osobom, które tak bardzo jej potrzebują. A do sąsiadów apeluję o bardziej ludzką postawę. Przecież ci ludzie nikomu nie robią krzywdy!
 –
Respiratory od handlarza broniąpo okazyjnej cenie – 30 tys. zł wynosi cena wywoławcza za każdy z respiratorów zakupionych przez rząd od handlarza bronią, które jednak nigdy nie zostały użyte do ratowania życia, bo to sprzęt równie wątpliwej jakości jak ich sprzedawca. Ministerstwo Zdrowia utopiło miliony złotych, płacąc z góry w ramach umowy, która nie została dotrzymana. Teraz rząd liczy na to, że dzięki licytacji „aresztowanych” respiratorów choć częściowo odzyska swoje pieniądze.Na sprzedaż jest 418 urządzeń, a cena wywoławcza to zaledwie 30 tys. zł, podczas gdy rząd zapłacił za nie po 160 tysięcy złotych
Uwielbiam stacje benzynowe nocą. Pełne gwaru i pośpiechu w ciągu dnia, po 23:00 w dni powszednie stają się ostoją spokoju i harmonii, w której na kilka minut cukrzycowe tętno Warszawy zwalnia i wybija klasyczne 120 na 80 – Sprzedawca może sobie darować wciskanie płynu do spryskiwaczy i hot dogów, bo wie, że po pierwsze o tej porze tajemniczy klient już śpi, a po drugie ten, kto odwiedza jego przybytek w nocy, gdyby chciał sobie pryskać szyby droższą od paliwa premium mieszanką wody i ludwika, to by o to poprosił. On szanuje swój czas i ja szanuję jego, wiem, że za 8 zl brutto za godzinę czas między klientami spędza pod kocykiem na zapleczu i załatwiamy geszeft tak jak trzeba - szybko i dokładnie.O tej porze 95% klientów to faceci - spośród których każdy wie jak jest - że kartkujący najnowsze "Men's Health" facet w marynarce nie wraca z przedłużonego spotkania członków zarządu, tylko od kochanki; że nic nie wyjdzie z kariery raperskiej tankującego LPG za 20 zł młodego właściciela hondy civic i że skończy z jakąś zwykłą dziewczyną na 8 piętrze w bloku na Białołęce i będzie zapierdalać po 12 h dziennie, żeby starczyło na wycieczkę szkolną dla dzieci; że palący spokojnie papierosa przy myjni taksówkarz nigdy nie "rzuci tej taksy w cholerę", tylko będzie w niej jeździł, aż skasuje go jakiś najebany małolat w starym e36.Ale w zmęczonych oczach i pełnych kofeiny sercach jest też wiara, że ujście rzeki okaże się źródłem. I to w gruncie rzeczy właśnie ta wiara, a nie benzyna napędza to wszystko
Najstarsza sprzedawczyni w Krakowie ma 92 lata i ciągle pracuje. Pani Janina Bajek zaczęła pracować jako sprzedawczyni szczawu w wieku 9 lat – Obecnie pani Janina prowadzi sklep ze sprzętem elektrycznym oraz obuwiem na ulicy Kalwaryjskiej w Krakowie. W tym miejscu prowadzi swój biznes już od 46 lat.„Zaczęłam pracować, gdy miałam dziewięć lat. Ojciec poszedł na wojnę, więc trzeba było się wziąć do roboty. Sprzedawałam szczaw, który zbierałam nad Rudawą. Później koleżanki przynosiły mi dętki do roweru, składałam je z wentylami i sprzedawałam. Kupowałam też dętki samochodowe, cięłam na krótkie, cienkie, żeby nadawały się do piłeczek, majtek, na podwiązki. Wojna, nic przecież wtedy nie było. Oprócz tego zbierałam do domu węgiel, który wyrzucali kolejarze na tory. Jak już byłam starsza, chodziłam po wsiach i sprzedawałam sacharynę, tytoń, włóczkę, podeszwy pod buty… To wszystko miałam w plecaku jako dwunastoletnia dziewczynka. Działałam na zasadzie handlu wymiennego. Biedni byli ci ludzie, chaty ledwo stały, wszędzie błoto po kolana, a nigdy mnie nie oszukali” - opowiada pani Janina w wywiadzie dla krowoderska
archiwum
Duża firma wprowadziła gratyfikację za zaszczepienie się, Kwota: 600zł.Automatycznie mają swoją listę zaszczepionych....Po miesiącu zapowiedziano, że osoby niezaszczepione, od kolejnego miesiąca będą objęte konsekwencjami, brak premii, itp... – Pytanie do czytających.Na jakiej podstawie (podstawa prawna), pracodawca może zadać pytanie pracownikowi, czy jest zaszczepiony? Na jakiej podstawie może taką osobę dyskryminować, odbierając jej część wynagrodzenia?Idąc dalej, na jakiej podstawie może sprzedawca w sklepie, czy osoba wpuszczająca do kina, na koncert pytać o  zaszczepienie, osobę który wchodzi do sklepu, kina itd...?  Są to tzw. dane wrażliwe dotyczące zdrowia!Uprzedzając odpowiedzi "bo jest pandemia" - proszę  o podstawę prawną.
 –
archiwum
Historia prawdziwa Gra w "trzy karty" na bazarze. – Kilka lat temu miałem, okazję być świadkiem pewnego zdarzenia.Polskie targowisko, gdzie można było kupić wszystko, od  jajek, poprzez papierosy, aż do płaszcza, a nawet wymienić walutę.Paniusia ciągnie za sobą dzieciaczka, ok 4-5 lat. Dziecko prosi o metalowy  samochodzik za 5 zł na jednym ze stoisk. Mamusi wyrywa go za rękę i krzyczy, że nie kupi i już!Dosłownie obok stoiska z zabawkami, mamusia daje się wkręcić w grę w trzy karty, a dokładniej w "trzy cukierki" - znany wałek z tamtych lat. Dziecko płacze, a łysa ekipa (zazwyczaj było ich nawet 10) wkręca panią w grę. Początkowo dają jej wygrać drobne kwoty, a następnie oskubali ją do zera. Przegrała wartość wypłaty +200Euro. Kiedy paniusia była w szoku, jeden z "graczy" aby odciągnąć jej uwagę, rzucił jeszcze: "po co pani gra, teraz mąż panią za to zabije!" Po tym, sprzedawca zabawek podszedł i dał dziecku ten samochodzik za darmo. Teraz paniusia stała i płakała.Historia sprzed kilkunastu lat, ale zawsze  ją pamiętam  :)
Pewna kobieta zapytała starca: po ile sprzedajesz jajka? Stary sprzedawca odpowiedział: 50 groszy za jajko, proszę pani. Kobieta rzekła więc: wezmę 6 jajek za 2.50 albo odejdę i nie wezmę nic. Stary sprzedawca odpowiedział jej: – Może pani kupić po cenie, jaką sobie pani życzy. To jest dobry początek dla mnie bo dzisiaj nie sprzedałem ani jednego jajka a potrzebuję sprzedać cokolwiek by wykarmić rodzinę. Kupiła te jajka po cenie jaką chciała oszczędzając na staruszku 50 groszy i odeszła z uczuciem, że wygrała. Weszła do swojego eleganckiego samochodu i pojechała do eleganckiej restauracji ze swoim przyjacielem. Ona i jej przyjaciel zamówili to, co chcieli. Zjedli tylko trochę i zostawili sporą cześć z tego co zamówili. Dostali rachunek 400 zł. Kobieta zostawiła aż 500 zł i powiedziała właścicielowi eleganckiej restauracji, że reszta to napiwek. Ta historia może wydawać się całkiem normalna dla szefa luksusowej restauracji, ale bardzo niesprawiedliwa dla staruszka sprzedającego jajka... Pytanie brzmi: Dlaczego zawsze musimy udowodnić, że mamy moc nad biednym sprzedającym kiedy kupujemy od niego to co ma do zaoferowania i dlaczego jesteśmy hojni wobec tych, którzy nawet nie potrzebują naszej hojności? Kiedyś gdzieś przeczytałam: Mój ojciec miał zwyczaj kupować towar od biednych po wysokich cenach, mimo że nie potrzebował tych rzeczy. Czasami płacił im więcej. Byłam w szoku. Pewnego dnia zapytałam go: dlaczego to robisz, tato? Opowiedział: to jest dobroczynność owinięta w godność. Wiem, że większość z Was nie udostępni tej wiadomości, ale jeśli jesteście jedną z tych osób, które poświeciły swój czas na czytanie do tej pory udostępnij proszę tę historie. Może zasiejecie dobre ziarno