Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 1254 takie demotywatory

poczekalnia
Obawiam się, że niedługo takie informacje pojawią się w większości miast –  Żadna firma nie złożyła oferty Miastu na dostawę gazu.Po otwarciu trzy dni temu ofert na dostawę prądu okazało się, że „najkorzystniejsza” oferta jest wyższa o 760 % (niemal ośmiokrotnie) od poprzedniej, dziś okazało się, że do przetargu na dostawę gazu nie przystąpiła ostatecznie żadna firma.W praktyce to oznacza, że Miasto nie ma możliwości ogrzewać szkół i przedszkoli, część miejskich spółek komunalnych musi zawiesić spory zakres swojego działania, przestaną działać te przychodnie zdrowia, które funkcjonują w obiektach komunalnych, itp.Należy podkreślić, że dostawami gazu w Polsce zajmują się spółki Skarbu Państwa, to znaczy – będące pod pełną kontrolą Rządu RP. W konsekwencji oznacza to, że Państwo zdecydowało o zdewastowaniu poczucia bezpieczeństwa mieszkańców w sferze dostaw energii. Dziś rano Prezydent Miasta zebrał sztab kryzysowy , mający omówić sytuacją zagrożenia dostaw energii elektrycznej (wtedy nie była jeszcze znana sytuacja z dostawami gazu). Po informacji o tym, że nikt nie złożył oferty dostaw gazu  sytuacja Miasta i jego Mieszkańców stała się dramatycznie trudna.
poczekalnia
Ile Polak musi pracować, żeby zarobić na internet? – W już czwartej edycji dorocznego badania Digital Quality of Life od Surfshark sprawdzano m.in. to, ile mieszkańcy poszczególnych krajów muszą pracować, aby opłacić najtańszy dostęp do internetu mobilnego i stacjonarnego. Raport obejmuje 117 krajów na całym świecie, w tym 38 europejskich.Według badania mieszkaniec Polski musi pracować 85 sekund, aby móc pozwolić sobie na 1 GB najtańszego internetu mobilnego. Jest to całkiem niezłe 21 miejsce, jednak jest to spadek aż o 12 pozycji. Rok temu byliśmy na 9.Z drugiej sytuacja w przypadku stacjonarnego dostępu do sieci się polepszyła. Polak musi pracować 96 sekund, aby sobie na niego pozwolić. Wzrost pozycji o 8 oczek lokuje Polskę na 27. miejscu.Według cable.co.uk, średnia cena internetu w Polsce wynosi 0,41 dolarów, natomiast najtaniej 1 GB można kupić za 0,14 USD, zaś najwięcej trzeba zapłacić aż 8,29 USD. Pod względem średniej ceny Polska plasuje się na 21. miejscu na 233 krajów na całym świecie.Całkiem tani, ale nie najszybszyBadanie sprawdzało też średnią prędkość internetu i do czołówki nieco nam brakuje- Internet mobilny- 54,95 Mbit/s vs 48,56 Mbit/s w 2021 vs 247,66 Mbit/s w Zjednoczonych Emiratach Arabskich- Internet stacjonarny- 157,10 Mbit/s vs 130,98 Mbit/s w 2021 vs 261,09 Mbit/s w Singapurze
 –  Posłanka PO Klaudia Jachira pochwaliła się, jaka temperatura panuje w Sejmie w czasach, gdy politycy namawiają do oszczędzania
0:19
poczekalnia
Piłkarz vs. ściana 0-1 –
0:33
poczekalnia
Marek 'Caryca' Suski (z wykształcenia lalkarz) jest przewodniczącymKomisji do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych  – ja już wiem jaka będzie sytuacja z energią zimą i jaki klimat po zimie. A wy?

Całe to grzybobranie to jest dla jakichś psycholi

 – Rośnie to w lesie przy samej ziemi, lisy na to szczają — i nie tylko lisy, i nie tylko szczają.Jagód z lasu pod żadnym pozorem nie jedz bez dokładnego umycia, bo lis oszcza i bąblowica murowana, ale borowika to pod żadnym pozorem nie myj, bo smak wypłuczesz, tylko pędzelkiem omieć i możesz omnomnować na surowo.Widziałeś kiedyś dwa nagie ślimaki kopulujące na jagodzie? No raczej nie, bo się na niej nie zmieszczą, ale taki kapelusz grzyba to dosłownie łóżko w leśnym burdelu.A ty narażasz się na kleszczowe zapalenie mózgu, pobłądzenie, utonięcie w bagnie, kradzież auta zostawionego pod lasem, gwałt, walkę na śmierć i życie z dzikimi zwierzętami, przygniecenie przez drzewo, weekend we wnykach, postrzelenie przez niedowidzącego myśliwego, rozerwanie przez niewypał, klasyczne zjedzenie przez czarownicę, mimowolny udział w gangsterskich porachunkach, młodzieżowej orgii, kibolskiej ustawce, czarnej mszy lub nazistowskim zlocie — nie wspominając już o nieludzkim wstawaniu o czwartej nad ranem, żeby inni cię nie ubiegli — tylko po to, aby już w zaciszu własnego domostwa raz jeszcze położyć swe kruche człowiecze życie na szali, racząc podniebienie zebranymi plechowcami.Popatrz na taki kebab — mały, średni, duży, XXL zemsta faraona, rollo, w bułce, w picie, w boxie, z sosem łagodnym, ostrym — jakiego nie wybierzesz, p r a w i e nic ci nie będzie.Z pieczywem, słodyczami, nabiałem i tym zielonym z pola sytuacja ma się podobnie.Ale z grzybami to oczywiście zupełnie inna śpiewka — połowa chcę cię zabić od razu, a reszta niekoniecznie chce, ale może, jak się będziesz z nimi niewłaściwie obchodził.Do reklamówek i wiader nie zbieraj, bo, wiadomo, bakterie w plastiku mnożą się jak poeci w Internecie — zatrucie murowane.Przechowywanie, wiadomo, maksimum jeden dzień w lodówce, bo inaczej rozkład białek, mordercze pleśnie i nawet jadalny może cię zabić.Nie dogotujesz, wiadomo, śmierć w agonii.Połączysz niewłaściwego z alkoholem, wiadomo, wątroba po jednym posiłku jak po dekadzie picia denaturatu.Oczywiście każdy smaczny grzyb musi mieć swojego toksycznego sobowtóra, żeby był dreszczyk emocji, nierzadko poprzedzający dreszcze przedśmiertne.Jakby tego było mało, że połowa to istne fabryki trucizny, to wszystkie są prawdziwymi składowiskami metali ciężkich wyciąganych z otoczenia — no po prostu nie może być inaczej.Ale metale ciężkie to nic, bo przecież są jeszcze metale lekkie, a zwłaszcza alkaliczne, o których nikt nie pamięta — taki na przykład radioaktywny izotop cezu o liczbie masowej 137, obecny w polskiej przyrodzie od 1986, kiedy to nasi sąsiedzi zza Buga odtworzyli w Czarnobylu katastrofę atomową na podstawie fabuły tego znanego serialu HBO.Oczywiście cez-137 najlepiej magazynują najpopularniejsze grzyby wszech czasów, tak zwane „czarne łebki” — innymi słowy, do jakiegoś 2136 roku konsumpcja podgrzybków w województwie olsztyńskim to igranie ze śmiercią, a w opolskim to już nawet nie igranie, a walka MMA w occie, na maśle i w śmietanie.Całe to zbieranie grzybów to taka uproszczona wersja rosyjskiej ruletki — z użyciem dubeltówki zamiast rewolweru: czarne albo czerwone; wóz albo wywóz; niebo w gębie albo piekło za życia.Atlasów narobili książkowych, poradników internetowych, nawet aplikacji na smartfona, a ludzie nadal zajadają się na śmierć muchomorami.Może to dlatego, że dla amatorów zostają tylko trujaki, bo zawodowcy zrywają na potęgę, wszystko jak leci, pięćdziesiąt kilo w jeden dzień — „białko w lesie za darmo rozdajo, biere wszysko, blaszki nie blaszki, Baśka, nic to, trzy razy obgotuje i do wudeczki bendzie jak znalas”.Normalnie zbierać, nie umierać.Tak że naginasz pół dnia po lesie, sadząc przysiady i nerwowo oglądając się na kleszcze, żmije, wilki, gwałcicieli i myśliwych, a potem stoisz całą noc nad zlewem i omiatasz sobie grzyba pędzelkiem.Ale i tak najciekawszą częścią rytuału jest ta, kiedy stajesz nagi przed lustrem i ze światełkiem w ręku wyginasz śmiało ciało, zaglądając w największe zakamarki siebie, żeby sprawdzić, czy ci czasem coś gdzieś nie wlazło.Całkowicie normalne, nie powiem.Las to w ogóle specyficzne miejsce — z dala od cywilizacji, posterunków policji i monitoringu, a możesz na legalu przemieszczać się z nożem i to w garści.Pewnie dlatego to takie popularne zajęcie w tych nerwowych czasach.A teraz jeszcze przyszła jesień, ludzie na Facebooku spamują na lewo i prawo, ile to nie zebrali, ledwo wysiedli z samochodu, ba, niektórzy to drzwi uchylili, a złoto lasu samo im się kilogramami do środka ładowało.Naczyta się tego i naogląda normalny człowiek i też go nachodzi ochota na igraszki ze śmiercią, bo przecież w sklepie trzy ususzone kapelusze o łącznej wadze dwudziestu gramów kosztują dziesięć polskich złotych, a parę kilometrów dalej wystarczy parę przysiadów i fortuna zostaje w kieszeni.Co w ogóle można zrobić z dwudziestu gram grzybów? Okłady na oczy?W ten właśnie sposób sam poczułem gorączkę grzybni i wylądowałem na leśnym parkingu.To tutaj trafiają wszyscy amatorzy.Zawodowcy strzegą najbogatszych grzybowisk lepiej niż oczu w głowie — prawdopodobnie znaleźli te miejsca, jak zakopywali tam zwłoki.Na parkingu tymczasem tłok jak pod Ikeą w czasie pandemii. Najbliżej stoją jakieś dziewczyny w wyzywających strojach.Ubrały się tak, żeby były dobrze widoczne w lesie, a teraz pewnie handlują grzybami — myślę.- Ile? – pytam.- W pipu osięsiąt, do papu pięsiąt.- Nie rozumiem – ponawiam pytanie: – Grzybki po ile?- My badanu a czystu, ne ma grzybku.Biedne grzybiarki — myślę — Nic nie nazbierały, nic nie sprzedadzą, nie będą miały co do ust włożyć.Ale już moją uwagę zwraca biały SUV, z którego wysiada lalunia w białym dresiku i białych adidaskach. Za nią buja się popisany ochroniarz z buldogiem francuskim na smyczy i designerskim koszykiem wyplecionym z kolorowej wikliny przez chińskie dzieci za miskę ryżu zgodnie ze staropolskim wzorem i nowopolską strategią gospodarczą. Lalunia rusza w las, ochroniarz z buldogiem za nią.Za tymi nie ma sensu iść, chyba że chcesz zostać mistrzem drugiego planu w relacji na Instagramie, bo co chwila przystają, ale nie żeby podnieść grzyba, tylko żeby nadać internetowy przekaz dla innych przedstawicieli swojego gatunku:„Grzybuw nie ma ale i tak jest zaebiście”.Oczywiście grzyby są, tylko oni ich nie widzą, bo widzieć nie chcą, a jeść czegoś, co rośnie w lesie, na pewno nie zamierzają.Kawałek dalej jakiś koleś wali pokłony przed grzybem.- Wszystko w porządku? – pytam.- Szatan – odpowiada i zaczyna lizać grzyba pod kapeluszem.- Rozumiem – kłamię, kreślę znak krzyża w powietrzu i odchodzę.Ale wtem kątem oka dostrzegam cień przemykający między drzewami.Ruszam za nim i po chwili widzę dokładnie:Stary sweter w jodełkę, spodnie moro, kalosze, bagnet za pasem, wiadro po farbie z ołowiem, pordzewiały rower marki Ukraina.Widzę tutaj dwie opcje — typ albo idzie na grzyby albo wraca do porzuconych w lesie zwłok na kolejną porcję pośmiertnych amorów.Wiem, że jeśli chcę znaleźć grzyby, muszę za nim iść, ale doskonale zdaję sobie również sprawę, że mogę już nie wrócić.Zakładam, że to jednak mistrz ceremonii i ruszam za nim w bezpiecznej odległości. Gość tymczasem doskonale zdaje sobie sprawę, że ma ogon, bo co jakiś czas odwraca się i posyła mi to podejrzany uśmiech, to podstępne spojrzenie.Idę dokładnie za nim i jakimś cudem to ja zbieram twarzą pajęczyny.Wtem rozpływa się między drzewami.No, dobra, jestem w lesie, teraz tylko znaleźć jakieś grzyby i wyjść z tego cało.Halo, czy są tu jakieś grzyby?Kurde, no są.Rosną sobie ot tak sobie. Jak gdyby nigdy nic.I to jeden nieopodal drugiego.Dziwne… Może mi w to nie uwierzycie, ale w dwie godzinki nazbierałem pełen koszyk i to bez żadnych niebezpiecznych sytuacji!No dobra, teraz tylko odnaleźć drogę powrotną do auta i dotrzeć do niego w jednym kawałku.Kurde…Przecież moje auto widać stąd, gdzie stoję…Idę i zastanawiam się nad tym wszystkim.Jak bym nie próbował tego ugryźć, za każdym razem wychodzi mi, że po prostu miałem niebywałe szczęście.Nieopodal parkingu ten sam koleś co wcześniej wali pokłony przed innym grzybem.- Szatan? – pytam.- Papierzak – odpowiada.- Religijny człowiek – mówię do siebie.Wracam do domu.Myślę, czy by może nie odpocząć, ale przecież nie ma chwili do stracenia.Biorę szczoteczkę do zębów i zabieram się za czyszczenie.Po kilku godzinach grzyby lśnią jak nowe.Pora je sprawdzić.Aplikacja w smartfonie pokazuje, że połowa to pieczarki, a połowa muchomory.Wyrzucam połowę.Dla pewności otwieram lodówkę i skanuję grzyby na pizzy z Biedronki.Też muchomory.Wyrzucam pizzę i aplikację.Połowy połowy sam jednak nie jestem pewien, więc i ta ląduje w koszu. Tymczasem połowa połowy połowy jest obgryziona przez ślimaki.Nie no, przecież samiec alfa i omega ze szczytu łańcucha pokarmowego nie będzie dojadał resztek po jakimś mięczaku-obojnaku.Wyrzucam.Rozcinam pozostałe i okazuje się, że w połowie połowy połowy połowy robale dokazują jak patusy pod Żabką w niedzielę wolną od handlu.Wyrzucam.Nie jest tak źle, zostały mi dwie garści grzybów!W mojej głowie powoli układa się genialny plan:Jedną garść usmażę, drugą — ususzę.Wpisuję w wyszukiwarkę: „gesler, grzyby, przepis, łatwy, zanzibar”.„Najpierw obgotuj przez 10 minut i wylej wodę. Potem obgotuj przez następne 10 minut i wylej wodę. Potem już tylko na 10 minut na rozgrzaną patelnię”.Kierując się zdrowym rozsądkiem i rozsądnymi instrukcjami, z mojego koszyka grzybów wyszły mi dwie garści grzybów, a z jednej z nich trzy czwarte łyżki stołowej.Coś musiałem źle zrobić, bo przecież nie wyparowały…W końcu nadchodzi ta wiekopomna chwila:Nabieram je na łyżkę i zjadam — na raz, bez chlebka, z namaszczeniem.Mm… O tak… Kawior lasu…Hm…Smak chyba wylałem razem z wywarem…Trudno — suszenie na pewno się uda.W imię intensywnego grzybowego aromatu!Zgodnie z zaleceniami — piekarnik na 40 stopni i idę spać.Wstaję rano, w mieszkaniu unosi się intensywny grzybowy aromat.Udało się! — myślę.Ochoczo otwieram piekarnik.Szukam moich grzybów, ale ich nie widzę.Wchodzę do Internetu i tam również szukam.W Internecie moich grzybów nie ma, ale wychodzą na jaw nowe informacje:92% wody, no kto by pomyślał.Ołów, kadm, rtęć i arsen.Radioaktywny izotop cezu.Rabdomioliza.To całe grzebanie to jest dla jakichś psycholi!Grzybobranie.Grzybobabranie
archiwum – powód
Sprytny człowiek poradzi sobie w niezręcznej sytuacji – Mądry człowiek nigdy się w takiej nie znajdzie
 –  W dzieciństwie, gdy zachorowatam, trafitam do szpitalawojewódzkiego. Położyli mnie w jednej sali z o rok starsządziewczynką. Kiedy jej mama przyjeżdżata do niejw odwiedziny zawsze przywozita jakieś pyszne jedzenie(w szpitalu było bardzo słabe jedzenie i w sumie obietroche głodowatyśmy). Najbardziej zapadta mi w pamięcisytuacja, w której mama tej dziewczynki karmita nas pureez jednego stoiczka, jedną fyżeczką. Moja mama do mnie nieprzyjeżdżata, bo mieszkaliśmy na wsi o 100km oddalonej odszpitala, bez samochodu i pieniędzy.Chciatabym bardzo podziękować mamie tej dziewczynki,która nie była obojętna na cudze dziecko, karmita mnieopiekowata się mną jak swoim.
Pogłębia się kryzys powołań w Kościele katolickim. Do Wyższego Seminarium Duchownego w Łowiczu w tym roku zgłosił się tylko jeden chętny, jednak studiów już tam nie zacznie – Wyższe Seminarium Duchowne w Łowiczu zaczęło działać od roku akademickiego 1994/1995. Jego powołanie było jednym z kluczowych zadań bp. Alojzego Orszulika.W pierwszym roku akademickim studia rozpoczęło 88 kleryków, co później już się nigdy nie powtórzyło. Jeszcze w 2009 roku liczba kleryków w Łowiczu wynosiła 35 - wtedy był to najsłabszy, na równi z drohiczyńskim, wynik wśród diecezji w Polsce. Z czasem jednak liczba wykładowców zaczęła zdecydowanie przekraczać liczbę słuchaczy.Od kilkudziesięciu kleryków do "pustych roczników"Poważny sygnał ostrzegawczy pojawił się w 2014 roku, który był pierwszym rokiem, kiedy nie wyświęcono na kapłana żadnego absolwenta. W 2017 roku nie zgłosił się żaden kandydat, ta sama sytuacja powtórzyła się w 2021 roku.Tymczasem w 2020 roku została wydana instrukcja watykańska, według której seminarium powinno mieć około 30 kleryków. W Łowiczu było wtedy tylko kilkunastu
"Dobry rząd na trudne czasy" –
0:36
 –  glapiński kaczyński gospodarka kredytobiorcy
archiwum – powód
Kolejny skandal w diecezji abp. Jędraszewskiego. Tym razem chodzi o molestowanie chłopca. – "Teraz, po obywatelskim zatrzymaniu kościelnego Karola B. i postawieniu mu zarzutów przez prokuraturę, katolicy z Regulic udali się do kurii z żądaniem odwołania proboszcza Pasteczko. Ten nadal prowadzi katechezę w lokalnej szkole – dlatego część rodziców zdecydowała się nie wysyłać swoich dzieci na te zajęcia. Z ustaleń Onetu wynika, że abp Jędraszewski nie zamierza odwoływać ks. Pasteczko z parafii w Regulicach." To nie pierwsza sytuacja, gdy nazwisko abp. Marka Jędraszewskiego pojawia się w kontekście ukrywania przestępczości seksualnej w Kościele.  Kilkanaście dni temu członek Episkopatu został przesłuchany przez prokuraturę w związku z molestowaniem seksualnym, którego na umierającej kobiecie dopuścił się jeden z jego podwładnych.
archiwum
W związku z obecną sytuacją znana piosenkarka zmieniła swoje nazwisko: – "Na scenie zagra dla państwa Roksana Pustyskład"
archiwum
Dziś Międzynarodowa Unia Kamieni Szlachetnych i Półszlachetnych wpisała węgiel kamienny na listę kamieni półszlachetnych – Powodem jest oczywiście galopująca cena węgla kamiennego, wyższa niemal dwukrotnie od jaspisu czy hematytu. W prowadzonym przez Unię rejestrze znajduje się też diament. Co ciekawe, nie jest to pierwszy przypadek, gdy na listach znajduje się kilka podobnych minerałów. Taka sytuacja dotyczy też kwarcu (m.in. kryształ górski, tygrysie oko i ametyst).

Ile jeszcze odcinków damy im wyprodukować?

 –  Mam wrażenie, że jesteśmy świadkami jakiegoś reality show prosto z Netflixa: „Przetrwać w Polsce”. Uczestnikami programu są mieszkańcy, prowadzącymi oczywiście rządzący, a całość podzielona jest na odcinki i zadania. Odcinek 1: „rosnąca inflacja” - prowadzący dojeżdżają gospodarkę i przyglądają się jak uczestnicy muszą pogodzić się z coraz gorszym życiem. To tylko prolog, takie przywitanie się z uczestnikami, wstęp do prawdziwego survivalu.Odcinek 2: „stopy procentowe” - oglądamy Magdę i Krzyśka, którzy z zawodu są nauczycielami, dwa lata temu wzięli kredyt na mieszkanie. Ich rata obecnie wyżera 50% miesięcznego budżetu, a gdzie opłaty, jedzenie? O wyjściu do kina mogą tylko pomarzyć. Między parą dochodzi do coraz częstszych kłótni, sytuacja przerasta ich, wpadają w długi, sprzedają swoje marzenia, a nowego Opla Corsę muszą oddać i wrócić do Tico od rodziców. Jakoś trzeba sobie radzić. Prowadzący każdego wieczora z tv poklepują ich po plecach „dacie radę, wytrzymacie, wkrótce zaczną spadać”. Nie wytrzymują. „Odcinek 3: „pod napięciem” - Marek ma 38 lat i z wykształcenia jest cukiernikiem. Zawsze był kreatywny i obrotny. Po kilkunastu latach w zawodzie postanowił otworzyć swoją piekarnie. Szło świetnie, wszystko działało prężnie - do czasu. Kamera robi zbliżenie na kwartalny rachunek za prąd w piekarni. Dopisali jedno 0 więcej. Marek jest zły, ale walczy: płaci raz, drugi, zaczyna szukać pomysłu, jego produkty drożeją, wpada w błędne koło. Zwalnia pracowników i tnie koszty, po jakimś czasie zamyka swój pomysł na życie. Zaczyna pić i wegetuje od rana do wieczora. W tym czasie jakiś Pan w garniturze z Warszawy tłumaczy mu przez blaszane pudełko: „to naturalne, że małe przedsiębiorstwa upadają, zostaną tylko najsilniejsi”. Odcinek 4: „zima”Pani Danuta po stracie męża została sama ze swoim gospodarstwem. Ma dwójkę dzieci: Kasie i Michała, którzy wyjechali do Anglii. To będą  Święta Bożego Narodzenia bez małżonka. Widzowie obserwują jak Pani Danuta pierwszy raz staje przed samodzielnym zadbaniem o dom. Oho, pękła rynna, dobry sąsiad wziął drabinę i załatał. W domu robi się coraz chłodniej, Pani Danuta dokładnie sprawdza czy wszystkie okna są pozamykane, ogląda tv w kurtce. Tam jakiś Pan w garniaku tłumaczy jej, że przysługują każdemu pieniądze na węgiel. Następnego dnia szczęśliwa kobieta udaje się do urzędu. Trafia na ogromną kolejkę, okazuje się, że na pieniądze trzeba czekać. Wraca do domu, nie dysponuje internetem, ale sąsiadka daje jej namiar na kogoś kto może mieć węgiel. Dzwoni: mogę przywieźć w listopadzie, 3400 proszę Panią. Kobieta nie ma takich pieniędzy, jej renta to połowa tej kwoty, najbliższe miesiące spędzi w chłodzie, rozchoruje się na starość i będzie czekać aż przyjdą cieplejsze dni. W tym czasie zobaczy w telewizji jak jakiś Pan w okularach będzie mówił jej, że Polska: jesteśmy potęgą. Kolejne odcinki to „słodki cukier”, gdzie studentka dorabiająca sobie na tworzeniu tortów musi przestać to robić bo produkty są za drogie. Potem „gaz do dechy”, „wynajem kawalerki ze znajomymi” czy „walka o mięso”. Z każdym odcinkiem jest coraz trudniej. Prowadzący wymyślają kolejne przeszkody jak wyeliminować uczestników. Co najciekawsze: podczas rozmowy z uczestnikami, okazuję się, że żaden z nich nie zgłaszał się do programu i nie chcę brać w nim udziału.
archiwum

"Zrobiłam dzisiaj mojemu 10-letniemu synowi test z matematyki. Spędził nad nim prawie godzinę. Do każdego zadania bardzo się przykładał i gdy skończył wziął głęboki oddech i podał mi go do oceny Szybko sprawdziłam jego test i obliczyłam wynik. Uzyskał 89 punktów, czyli wychodziła z tego mocna czwórka

Szybko sprawdziłam jego test i obliczyłam wynik. Uzyskał 89 punktów, czyli wychodziła z tego mocna czwórka – Na co jego oczy natychmiast wypełniły się łzami. Zrobił wszystko, co w jego mocy, bardzo się starał, by dobrze go wypełnić, a mimo to nadal zabrakło mu punktów do piątki.Spojrzałam na mojego chłopca i na jego test, który po chwili rozdarłam na kawałki.Mój syn jest niesamowity w kuchni. Potrafi bez wysiłku ugotować posiłek dla całej rodziny.Mój chłopak jest niesamowity w składaniu różnych rzeczy. Używa narzędzi jak zręczny rzemieślnik.Mój chłopiec jest członkiem-założycielem grupy dyskusyjnej matka i syn (to akurat właśnie wymyśliłam), bo jest wstanie mnie przekonać do zrobienia rzeczy, których nigdy nie planowałam zrobić.Mój syn jest przezabawny. Zawsze pierwszy zaczyna żartować, gdy zasiadamy do stołu.Mój chłopiec jest wrażliwą osobą. Jest miły i delikatny, kiedy wymaga tego sytuacja.Mój chłopiec jest pracowity. Zawsze pracuje nad czymś tak długo, dopóki nie poczuje, że jest to zrobione, tak dobrze, jak to tylko możliwe.Mojego syna NIE określa ocena, jaką uzyskał z testu matematycznego.Po tym, jak podarłam test spojrzałam mojemu dziecku w oczy i powiedziałam, że przez cały czas go obserwowałam. Widziałam, że dał z siebie wszystko, jak rozważał każdy problem. Wszystko dokładnie sprawdzał dopóki nie rozwiązał zadania. Patrzyłam, jak poprawia zadania, których nie był pewien. Jak wkłada cały swój wysiłek w ten test.Powiedziałam mu, że nigdy nie byłam z niego bardziej dumna.Dzieci to o wiele więcej niż wyniki ich testów. Nie definiuje ich np. tylko poziomem umiejętności czytania.Edukacja i szkoła są ważne, ale nie najważniejsze.Bardziej interesuje mnie to, jak mój syn traktuje innych, to czy jest uczciwy i jego pragnienie czynienia dobra, niż jakikolwiek wynik testu.Bardziej interesuje mnie jego zdolność uczenia się, to jak wykorzystywać swoje talenty, aby w przyszłości mógł utrzymać swoją rodzinę.Bardziej interesuje mnie jego charakter, który cały czas się kształtuje, niż to co wyszło z tego testu.Nasze dzieci powinny mieć możliwość pokazania nam, w czym są najlepsze, kiedy są jeszcze w szkole podstawowej.Byłam zszokowana presją, jaką czuł, czy dobrze sobie poradził z tym testem. Nigdy nie sądziłam, że może być rozczarowany swoim wynikiem i płakać z tego powodu. Podziwiam go za ambicję i to, że zależy mu na osiąganiu dobrych wyników.Nigdy nie byłam bardziej dumna, tak jak teraz z tych 89 punktów uzyskanych z testu matematycznego"
archiwum
Makabryczna sytuacja staruszki z Ukrainy – Ludmiła Kopył wraz ze swoją mamą w Makarowie na Ukrainie od ponad czterech miesięcy żyją w zniszczonym domu na skutek bombardowania.
Źródło: youtube
archiwum
Otóż powyżej pokazana jest cała zależność. Kościół rozliczając sprawy zboczeńców musiałby wskazać winnych - emerytowanych biskupów. Wolą to przeczekać, aż ci wymrą. Przez ten czas pojawiają się nowe sprawy i trzeba danego księdza przerzucić, – Żeby stary biskup umarł w spokoju. Teraz i nowi zwierzchnicy są ubabrani i muszą kontynuować tę makabryczną farsę. Liczą, że i ich ktoś kiedyś nie wyda. Przecież oni nie mogli pozwolić, żeby dać amunicję do ataków na Kościół, poza tym to wyjątkowa sytuacja. Co do mediów - Siekielski wypuszcza filmy raz na parę lat. A i tak powie o tym tylko TVN, ewentualnie Polsat. Jednych się przeprosi, drugim się powie, że to atak na Kościół. A sprawy będą się ciągnąć latami. W końcu opinia publiczna straci zainteresowanie, bo przecież są też inne afery, a parasol ochronny ciągle nad Kościołem trzymają politycy. Problem w tym, że poszkodowani zaczynają wygrywać sprawy. W USA diecezje z tego powodu bankrutowały. Myślicie, że zadufani biskupi ze skostniałym umysłem biorą pod uwagę, że świat się zmienia?
archiwum
Nieprawdopodobny mecz polskich koszykarzy – W półfinale Mistrzostw Europy polska kadra jeszcze w drugiej kwarcie prowadziła ze Słowenią 19 punktami. W trzeciej kwarcie sytuacja diametralnie się zmieniła. Na koniec tej kwarty prowadziliśmy już jedynie jednym punktem. I kiedy nawet komentatorzy zaczynali powątpiewać w nasze zwycięstwo, polscy sportowcy odnaleźli w sobie siłę na to, by ponownie nawiązać równorzędną walkę. Ostatecznie, po niesamowicie emocjonalnym meczu, Polska zwyciężyła nad dotychczasowymi Mistrzami Europy 90:87 i awansowała do półfinału turnieju. Tym samym Polska, po 55 latach przerwy, znów ma szansę na to, by wywieźć medal z tej imprezy.
Zaraz wyjdzie Niedzielski i zapowie, że udało się osiągnąć kolejny sukces i już wkrótce krioterapia zostanie zapewniona wszystkim pacjentom polskich szpitali –  Zamosč. Rosnq koszty ogrzewaniaszpitali. Ceny opału wzrosłyo700proc.wEzore 18:06 PolskaSzpital Wojewódzkl Im. Papieża Jana Pawla Il w ZamościuPolaar iKauet ogrzwwonia arpitola w Žamckciu wertnte 200 proo 700 procent wzrosły koszty ogrzewania szpitala w Zamościu. Podwyżki cenzarówno opatu. jak i żywności dobijojq szpitale. Problemy pogtębiajq takżedrożejqce leki i podwyżki pensji w stužbie zdrowia. Sytuacja dotyka równieżinnych placówek.
Źródło: polsatnews.pl