Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 126 takich demotywatorów

 –
0:17
Moja mama zawsze wspaniale gotowała – Ale raz wieczorem postawiła przed tatą talerz z przypalonym plackiem, czarnym jak węgiel. Czekałem aż tata coś na to powie, ale on po prostu zjadł i zapytał mnie jak mi minął dzień. Potem podsłuchałem jak mama przepraszała go za spalone żarło i nigdy nie zapomnę co on jej odpowiedział: kochana, placek bardzo mi przypasował. Potem z nim o tym rozmawiałem, położył mi rękę na ramieniu i rzekł: Po twojej mamie było widać, że miała wybitnie ciężki dzień i była bardzo zmęczona. Ten przypalony placek mi nie zaszkodził. Ostre słowa mogłyby ją zranić. Wszyscy jesteśmy ludźmi i zdarzają nam się błędy. I nie powinno się ich wytłuszczać, a zamiast tego wesprzeć tych, których kochasz. Oto tajemnica długiego i długiego i szczęśliwego związku Ale raz wieczorem postawiła przed tatę talerz z przypalonym plackiem, czarnym jak węgiel. Czekałem aż tata coś na to powie, ale on po prostu zjadł i zapytał mnie jak mi minął dzień. Potem podsłuchałem jak mama przepraszała go za spalone żarło i nogdy nie zapomnę co on jej odpowiedział: kochana, placek bardzo mi przypasował. Potem z nim o tym rozmawiałem, położył mi rękę na ramieniu i rzekł: Po twoje mamie było widać że miała wybitnie ciężki dzień i była bardzo zmęczona. Ten przypalony placek mi nie zaszkodził. W ostre słowa mogłyby ją zranić Wszyscy jesteśmy ludźmi i zdarzają nam się błędy. I nie powinno się ich wytłuszczać, a zamiast tego wesprzeć tych, których kochasz. Oto tajemnica długiego i długiego i szczęśliwego związku

To były czasy!

To były czasy! –  My, urodzeni w latach 50-60-70-80 tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych.Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za smarowanie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy.Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął.Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby.Skakaliśmy z balkonu na odległość. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie. Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał do szkoły. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy, chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię.Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z opiekunką.Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł.W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego – codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami.Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw.A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
archiwum
WYTRAWNY PLACEK ŚWIĄTECZNY –
„Już dawno chciałam napisać post na cześć wspaniałej Flo Osborne. Flo ma 89 lat i mieszka w ośrodku dla osób starszych w Dovercourt. W swojej małej kuchni Flo kilkakrotnie upiekła 20 wspaniałych owocowych i mięsnych placków (w sumie upiekła ich ponad 100) Dostarczyliśmy je do potrzebujących i starszych osób za pośrednictwem naszych jadłodajni. – Każdy placek został zrobiony od podstaw. Flo zagniotła ciasto, przygotowała owoce, a następnie upiekła w swym małym piekarniku. Uważam, że jest to niezwykły akt dobroci. Udowodniła, że nie liczy się wiek i nie jest on dla niej żadnym ograniczeniem, by móc być aktywną.Moja frustracja polega na tym, że mimo wszelkich starań nie mogę nakłonić lokalnej prasy, radia ani telewizji do napisania o niesamowitej pracy, jaką ta wspaniała kobieta wykonała dla swojej społeczności. Oczywistym jest, że Facebook ma zdecydowanie więcej odbiorców niż wspomniane wcześniej media. Zatem uczyńmy więc niesamowitą Flo bohaterką mediów społecznościowych”

Kruche ciasta też mogą wyglądać obłędnie (20 obrazków)

Wszystko możliwe –  Chodzą słuchy, że w związkuz szykowaną przez rząd #PiSrepolonizacją zakazane będzie :- Ruskie Pierogi- Barszcz Ukraiński- Placek po Węgiersku*- Miłość po Francusku........ ^
Kto powiedział, że nie można smacznie i za normalne pieniądze zjeść nad polskim morzem? –  frytki heineken placek po myśliwsku schabowy surówka z ogórka Władysławowo
Źródło: Własne
Jak żona mówi, że jej placek wyszedł rewelacyjnie, nie warto się kłócić –
12 listopada 1962 premierę miał film "O dwóch takich, co ukradli księżyc" – Jest to młodzieżowa opowieść o bliźniakach Jacku i Placku, leniwych i żarłocznych nierobach, którzy jako sposób na dostanie życie obmyślili sobie uwłaszczenie na tym, co nie jest ich
Takie ronda teraz buduje się w Polsce - "gumowy placek" za 30 000 zł – Urzędniczy ambaras, żeby wydać jak najwięcej na raz!
Tak to się kończy, kiedy próbujesz oszczędzić na fryzjerze –
0:18
Jeżeli myślisz, że miałeś zły dzień, to pomyśl jak musi się czuć placek ziemniaczany posypany cukrem –
Chata Jacka i Placka –
Kto je uwielbia daje mocne! –
Ludzie często patrzą na chorych z pogardą, myślą, że mają dużo gorsze życie od nich. Tymczasem przypomnij sobie, kiedy ostatnio sprawiło ci radość zwykłe przerzucenie placka? –
0:30
archiwum
Placek po węgiersku – Legenda głosi że komuś udało się je zamówić w jakiejś restauracji na Węgrzech
archiwum – powód
Rolniku!Pamiętaj, że przestrzeń publiczna to nie jest twoje prywatne podwórko. Dzielisz ją z innymi. – - kiedy wylewasz mi pod oknami gnojówkę, w sobotę po południu, nic nie mówię - wylewasz ją na swoje pole,- kiedy twoje krowy ryczą głośno, nic nie mówię, bowiem one ryczą w swojej oborze, - kiedy jeździsz mi pod oknami traktorem po godzinie ciszy nocnej (bo spałeś do południa i zacząłeś jazdę późno), nic nie mówię, bo jeździsz po swoim polu.Ale kiedy twoje krowy srają na drogę wojewódzką, to szlag mnie trafia, kiedy po nich nie sprzątasz! Rozumiem, że musisz tamtędy  przeprowadzić bydło i nie protestuję. Ale, do jasnej niepodległej, nie zostawiaj goowna w przestrzeni publicznej i sprzątaj po swoich pupilach! Noś łopatę i sprzątaj! Ludzie cywilizowani sprzątają po swoich zwierzętach. Nie wyobrażam sobie w mieście nie posprzątać po swoim psie - a ty zostawiasz wielki krowi placek na drodze?  Przestrzeń publiczna to nie twoje podwórko! Noś ze sobą łopatę i wiadro i sprzątaj po swoich pupilach, tak jak robią to inteligentni i cywilizowani ludzie.
Nie ma nic gorszego, niż zostać wykiwanym przez, jak przypuszczałeś twojego najlepszego przyjaciela –  Człowiek daj mi kawałek tego placka proszę O tak, człowiek tak blisko, placek zaraz w moim brzuchu
 –  Drogi złodzieju sernika z pierwszego piętra, podpierdo*** rzecz, nad którą Ny spędziłam pół niedzieli. Na *pewno i Tobie będzie kiedyś niezmiernie miło, czego Ci serdecznie życzę, gdy ktoś .Y,wpier**Ii Ci Twój placek . - urodzinowy. Ponadto życzę Ci z •• całego serca, abyś udławił/a się podczas obfitych torsji a Twój (4 odbyt zapłonął ogniem piekielnym od krwawej biegunki 4. 'trwającej tak długo, aż pożałujesz, że ukradłeś/aś owoc zc yjejS pracy. '4" P.S. ODDAWAJ BLASZKĘ!