Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 45 takich demotywatorów

10-latek z Kielc napisał list do dyrektorki szkoły, w którym wyłuszczył problemy, z którymi zmagają się uczniowie i ile ich praw nie jest przestrzeganych

 – "Mamy prawo do rozwijania swoich zainteresowań! W szkole nie ma żadnych informacji o kółkach zainteresowań dla uczniów. Na stronie jest wymienionych wiele kółek, ale nikt nie wie, czy działają"."Mamy prawo do wglądu sprawdzonych i ocenionych prac pisemnych! Mamy prawo do pozostawiania podręczników i przyborów w szafkach szkolnych! Tymczasem z szafek w szkole nie można korzystać, a plecaki są tak ciężkie, że trudno jest nam je unieść"."Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego listu, przyzna mi Pani rację oraz że uda się coś zmienić na lepsze".Ojciec chłopca zapewnia, że żaden z rodziców nie dyktował jemu tego, co ma pisać, i że to była wyłącznie jego inicjatywa szanowna pani matyldo
Ciekaw jestem co z rodzicami. Będzie opiekuńcze "kaloryferowe?" –  - Lekcje zdalne to najgorsze rozwiązanie, jakie może spotkać dzieci, rodziców i nauczycieli. Nawet siedzenie w rękawiczkach i czapce będzie lepsze - mówi dyrektorka jednej z warszawskich podstawówek. Ale szkoły mogą nie mieć wyboru. Już wszystkie pieniądze jakie mają, rezerwują na ogrzanie budynków, a niektóry opał zdrożał nawet o 300 proc. - Najgorzej będzie po Nowym Roku - przewidują dyrektorzy.
Kobieta tłumaczy swoją decyzję tym,że jeden z rodziców nie życzyłsobie ich w przedszkolu – Jak myślicie - dobrze zrobiła?
Vin Diesel w wieku 7 lat włamał się z kolegami do teatru. Przyłapała go dyrektorka teatru, która powiedziała, że nie zadzwoni na policję pod warunkiem, że będzie chodził na zajęcia teatralne. Dzięki temu Vin zainteresował się aktorstwem –
archiwum
PKP Cargo i powiązania z Rosją – Państwowa spółka z grupy PKP Cargo robi gazowy biznes wspólnie z rosyjskim miliarderem Jakowem Goldowskim. W radzie nadzorczej firmy Transgaz zasiadają politycy Prawa i Sprawiedliwości, w tym asystent polityczny Jarosława Kaczyńskiego.Polski Gaz to spółka specjalizująca się w dystrybucji gazu płynnego. Mówiąc najprościej: kupuje gaz głównie w Rosji i sprzedaje w Polsce.Firma należy do rodu Goldowskich. W polskim rejestrze jako beneficjent rzeczywisty wskazana jest Olga Goldowska. To dyrektorka w austriackim Petrochemical Holding GmbH. W radzie nadzorczej Transgazu zasiadają politycy Prawa i Sprawiedliwości. Nadzorem nad funkcjonowaniem gazowego biznesu prowadzonego przez polskie państwo i ród Goldowskich zajmują się Sławomir Starzec, asystent polityczny wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego, oraz Damian Paczkowski, radny Prawa i Sprawiedliwości na warszawskiej Pradze-Południe.
archiwum
Jakże groźne kolory: Centrum Ochrony Praw Chrześcijan skarży się, że dyrektorka dała uczennicy prezent zawinięty w tęczowy papier. Ale gdy np. wyszło na jaw, że ksiądz molestował w szkole 22 uczennice, to organizacje chrześcijańskie milczały. –
Parę dni temu, na rok więzienia została skazana była dyrektorka katolickiej szkoły podstawowej, 80-letnia zakonnica Mary Margaret Kreuper za defraudację ponad 835 000 dolarów z funduszy szkolnych, które miały pokryć jej długi hazardowe – Ponadto, siostra Kreuper ma odpracować skradzioną kwotę pieniędzy. Kobieta przyznała się do winy, ze skruchą mówiąc:"Zgrzeszyłam, złamałam prawo i nie mam nic na swoją obronę"

Do biura rzeczy znalezionych zadzwonił chłopiec, mówiąc, że zgubił mamusię

Do biura rzeczy znalezionych zadzwonił chłopiec, mówiąc, że zgubił mamusię – Chłopcu z domu dziecka niemal co noc śnił się taki sam sen.Co noc w snach szukał swojej mamy, gdy wreszcie ją znajdował, budził się. Jedynym jego pocieszeniem było zdjęcie obcej kobiety, które znalazł na podwórku. Wtedy jeszcze nie wiedział, że ich losy kiedyś się skrzyżują.Halo, czy to Biuro Rzeczy Znalezionych? – zapytał dziecięcy głos.– Tak, skarbie. Zgubiłeś coś?– Zgubiłem mamę. Jest może u was?– A możesz ją opisać?– Jest piękna i dobra. I bardzo kocha koty.– No właśnie wczoraj znaleźliśmy jedną mamę, może to twoja. Skąd dzwonisz?– Z domu dziecka nr 3.– Dobrze, wysyłamy mamę. Czekaj.Weszła do jego pokoju, najpiękniejsza i najlepsza, tuląc do piersi prawdziwego, żywego kota.– Mama! – krzyknął maluch i rzucił się do niej. Objął ją z taką siłą, że aż zbielały mu paluszki. – Mamusiu! Moja mamusiu!!!Chłopca obudził jego własny krzykRano dyrektorka domu dziecka jak zwykle zaglądała do każdego pokoju, żeby przywitać się z wychowankami i pogłaskać każdego malucha po głowie. Na podłodze, przy łóżku chłopca, zauważyła zdjęcie, które mały w nocy upuścił.– Skąd masz to zdjęcie? – zapytała.– Znalazłem na podwórku. To jest moja mama – uśmiechnął się chłopiec. – Jest bardzo piękna i dobra i kocha koty.Dyrektorka poznała tę dziewczynę. Po raz pierwszy przyszła do domu dziecka w zeszłym roku wraz z innymi wolontariuszami. Pewnie wtedy zgubiła zdjęcie. Od tamtej pory dziewczyna chodzi od jednego urzędnika do drugiego, próbując zdobyć pozwolenie na adopcję dziecka. Ale, zdaniem lokalnych biurokratów, nie ma na to szans, ponieważ nie ma męża.– Cóż, skoro to twoja mama, to wszystko zmienia – powiedziała dyrektorka. Po powrocie do swojego gabinetu, pani dyrektor usiadła i czekała.Po jakimś czasie rozległo się pukanie do drzwi i do gabinetu weszła dziewczyna ze zdjęcia– Proszę – powiedziała dziewczyna, kładąc na biurku grubą teczkę. – Wszystkie dokumenty, opinie, zaświadczenia.– Dziękuję. Muszę jeszcze zadać ci kilka pytań. Kiedy chcesz zobaczyć dzieci?– Nie mam zamiaru ich oglądać. Wezmę każde dziecko, jakie mi pani zaproponuje. Przecież prawdziwi rodzice nie wybierają sobie dziecka… Nie wiedzą, jakie się urodzi – ładne czy nieładne, zdrowe czy chore… Kochają je takie, jakie jest. Ja też chcę być taką prawdziwą mamą.– Po raz pierwszy mam taki przypadek – uśmiechnęła się dyrektorka. – Zaraz przyprowadzę pani syna. Ma 5 lat, jego matka zrzekła się go zaraz po urodzeniu. Jest pani gotowa?– Tak, jestemMały chłopiec rzucił się do niej z całych sił.– Mama! Mamusiu!Dziewczyna głaskała go po malutkich pleckach, przytulała, szeptała słowa, których nikt poza nimi nie mógł usłyszeć.– Kiedy mogę zabrać syna? – zapytała.– Z reguły rodzice i dzieci stopniowo przyzwyczajają się do siebie, najpierw są odwiedziny w domu dziecka, potem rodzice zabierają dziecko na weekendy, a potem na zawsze, jeśli wszystko jest w porządku.– Zabieram syna od razu – stanowczo oznajmiła dziewczyna.– Dobrze – machnęła ręką dyrektorka.Chłopiec był szczęśliwy. Trzymał mamę za rękę, bojąc się, że znowu ją zgubi.wyszli już z domu dziecka na słoneczną ulicę, chłopiec zdecydował się zadać najważniejsze pytanie:– Mamo… A lubisz koty…?– Uwielbiam! W domu czekają na nas dwa! – roześmiała się dziewczyna, czule ściskając rączkę malucha.Pani dyrektor spoglądała przez okno potem usiadła i wykonała jeden telefon.„Halo, Kancelaria Aniołów? Proszę przyjąć zamówienie. Imię klientki wysłałam mailem, żebyście nie pomylili. Najwyższa kategoria: podarowała dziecku szczęście… Proszę o standardową wysyłkę – moc sukcesów, miłości, radości itp. I dodatkowo: mężczyznę wyślijcie, niezamężna jest. Tak, wiem, że macie deficyt, ale to wyjątkowy przypadek. Owszem, finanse też się przydadzą, chłopiec musi się dobrze odżywiać… Już wszystko poszło? Dziękuję.”Być może nie wierzycie w anioły, ale anioły wierzą w was Chłopcu z domu dziecka niemal co noc śnił się taki sam sen.Co noc w snach szukał swojej mamy, gdy wreszcie ją znajdował, budził się. Jedynym jego pocieszeniem było zdjęcie obcej kobiety, które znalazł na podwórku. Wtedy jeszcze nie wiedział, że ich losy kiedyś się skrzyżują.Halo, czy to Biuro Rzeczy Znalezionych? – zapytał dziecięcy głos.– Tak, skarbie. Zgubiłeś coś?– Zgubiłem mamę. Jest może u was?– A możesz ją opisać?– Jest piękna i dobra. I bardzo kocha koty.– No właśnie wczoraj znaleźliśmy jedną mamę, może to twoja. Skąd dzwonisz?– Z domu dziecka nr 3.– Dobrze, wysyłamy mamę. Czekaj.Weszła do jego pokoju, najpiękniejsza i najlepsza, tuląc do piersi prawdziwego, żywego kota.– Mama! – krzyknął maluch i rzucił się do niej. Objął ją z taką siłą, że aż zbielały mu paluszki. – Mamusiu! Moja mamusiu!!!Chłopca obudził jego własny krzykRano dyrektorka domu dziecka jak zwykle zaglądała do każdego pokoju, żeby przywitać się z wychowankami i pogłaskać każdego malucha po głowie. Na podłodze, przy łóżku chłopca, zauważyła zdjęcie, które mały w nocy upuścił.– Skąd masz to zdjęcie? – zapytała.– Znalazłem na podwórku. To jest moja mama – uśmiechnął się chłopiec. – Jest bardzo piękna i dobra i kocha koty.Dyrektorka poznała tę dziewczynę. Po raz pierwszy przyszła do domu dziecka w zeszłym roku wraz z innymi wolontariuszami. Pewnie wtedy zgubiła zdjęcie. Od tamtej pory dziewczyna chodzi od jednego urzędnika do drugiego, próbując zdobyć pozwolenie na adopcję dziecka. Ale, zdaniem lokalnych biurokratów, nie ma na to szans, ponieważ nie ma męża.– Cóż, skoro to twoja mama, to wszystko zmienia – powiedziała dyrektorka. Po powrocie do swojego gabinetu, pani dyrektor usiadła i czekała. Po jakimś czasie rozległo się pukanie do drzwi i do gabinetu weszła dziewczyna ze zdjęcia.– Proszę – powiedziała dziewczyna, kładąc na biurku grubą teczkę. – Wszystkie dokumenty, opinie, zaświadczenia.– Dziękuję. Muszę jeszcze zadać ci kilka pytań. Kiedy chcesz zobaczyć dzieci?– Nie mam zamiaru ich oglądać. Wezmę każde dziecko, jakie mi pani zaproponuje. Przecież prawdziwi rodzice nie wybierają sobie dziecka… Nie wiedzą, jakie się urodzi – ładne czy nieładne, zdrowe czy chore… Kochają je takie, jakie jest. Ja też chcę być taką prawdziwą mamą.– Po raz pierwszy mam taki przypadek – uśmiechnęła się dyrektorka. – Zaraz przyprowadzę pani syna. Ma 5 lat, jego matka zrzekła się go zaraz po urodzeniu. Jest pani gotowa?– Tak, jestemMały chłopiec rzucił się do niej z całych sił.– Mama! Mamusiu!Dziewczyna głaskała go po malutkich pleckach, przytulała, szeptała słowa, których nikt poza nimi nie mógł usłyszeć.– Kiedy mogę zabrać syna? – zapytała.– Z reguły rodzice i dzieci stopniowo przyzwyczajają się do siebie, najpierw są odwiedziny w domu dziecka, potem rodzice zabierają dziecko na weekendy, a potem na zawsze, jeśli wszystko jest w porządku.– Zabieram syna od razu – stanowczo oznajmiła dziewczyna.– Dobrze – machnęła ręką dyrektorka.Chłopiec był szczęśliwy. Trzymał mamę za rękę, bojąc się, że znowu ją zgubi.Kwyszli już z domu dziecka na słoneczną ulicę, chłopiec zdecydował się zadać najważniejsze pytanie:– Mamo… A lubisz koty…?– Uwielbiam! W domu czekają na nas dwa! – roześmiała się dziewczyna, czule ściskając rączkę malucha.Pani dyrektor spoglądała przez okno potem usiadła i wykonała jeden telefon.„Halo, Kancelaria Aniołów? Proszę przyjąć zamówienie. Imię klientki wysłałam mailem, żebyście nie pomylili. Najwyższa kategoria: podarowała dziecku szczęście… Proszę o standardową wysyłkę – moc sukcesów, miłości, radości itp. I dodatkowo: mężczyznę wyślijcie, niezamężna jest. Tak, wiem, że macie deficyt, ale to wyjątkowy przypadek. Owszem, finanse też się przydadzą, chłopiec musi się dobrze odżywiać… Już wszystko poszło? Dziękuję.”Być może nie wierzycie w anioły, ale anioły wierzą w was
 –  ODorota Dorcia #ateizm#1... @strzelec29 Chcę tylko powiedzieć tym, którzy krytykują elbląską młodzież za Jebać pis. Impreza nie odbyła się na terenie szkoły, uczniowie za nią zapłacili, wynajęli lokal, a dyrektorka i nauczyciele, byli na studniówce gośćmi. Tyle w temacie. Cenzura na prywatnych imprezach? Nadgorliwość.
Kiedy dyrektorka szkoły dowiedziała się, że 77-letnia woźna nigdy nie miała przyjęcia urodzinowego, postanowiła coś z tym zrobić. Pod pretekstem posprzątania czegoś, wezwała ją na salę gimnastyczną a tam... – Frances Buzzard przepracowała w szkole całe swoje życie i niezmiennie powtarza, że kocha uczniów i specyficzny klimat szkoły. Pomimo tego, że Frances od wielu lat pracowała w tym samym miejscu, nikt nie wiedział o jej sekrecie... Na szczęście to się zmieniło, a wtedy zdumiona woźna została poproszona o natychmiastowe stawienie się w typowym dla szkoły miejscu spotkań - na sali gimnastycznej.Woźna była pewna, że na sali trzeba coś szybko sprzątnąć albo że coś się zepsuło i stąd wezwanie... Bardzo się zdziwiła!Okazało się, że dyrektorka szkoły dowiedziała się o smutnym fakcie z życia swojej pracownicy - Frances nigdy, ale to nigdy nie miała przyjęcia urodzinowego! Z okazji jej 77. urodzin szkolna społeczność postanowiła to zmienić!Prawie dwustu uczniów, a do tego większość nauczycieli i kolegów z pracy, odśpiewało solenizantce "Happy birthday". Oczywiście, nie zabrakło mini torcików, z których Frances zdmuchnęła świeczki wypowiadając życzenie.Frances dostała też wiele prezentów wykonanych przez uczniów, w tym zabawną projekcję zdjęć z solenizantką w roli głównej.Oby w każdej szkole woźni byli tak doceniani.
 –  Dej, mam horom curkeStrona satyryczna ■ 12 godz. ■Moje dziecko nie przenosi żadnegowirusa i co ja mam teraz zrobić jakprzedczkole zamknięte a dyrektorka nieproponuje opcji zapłacenia za opiekunkęlub zwrotu za przedczkole za miesiącmarzec. Dziecko też tenski za kolegami ikoleżankami z grupy ta cała sytuacja wkraju jest nienormalna jestem ciekawakto mi zapalci za opiekę nad dzieckiem6m    Lubię to! Odpowiedz£ || Jak pracujesz tomasz normaime płacone i możeszstarać się o płaty urlop. Sama mamteraz dwójkę dzieci w domu i nie byłoproblemu "3 m   Lubię to! OdpowiedzTo fajnie ze ci sie układa ale ja niepracujet O 1,8 tys. 221 komentarzy 41 udostępnieńKarolPo przedczkolu pewnie do czkoły pójdzie.
archiwum – powód
"Nie nauczą się - trudno, będzie kolejny termin. Świat się zmienia, szkoła też powinna" - tłumaczy tę rewolucję dyrektorka –
archiwum
Jeżeli próbuje się zbyt mocno ingerować w przekonania młodzieży, pojawia się bunt nie do przeskoczenia”.Piotr Orłowicz, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Chełmnie: „Od dwóch lat przybywa uczniów, którzy nie uczęszczają na religię. (...) Myślę, że to w dużej mierze tendencja ogólna – dużo osób odchodzi od religii, Kościoła”. – Mniej więcej od dwóch, trzech lat media śmielej i szerzej pokazują prawdę o Kościele – młodzi ludzie widzą, że Kościół jest szkodliwą, przemocową instytucją zbudowaną na fałszu, a kapłani posługują się religią „jako maską, by przykryć swą hipokryzję i niegodziwość swych przedsięwzięć” (Kościuszko, 1814). Religia i jej instytucje więdną w klimacie jawności i szerokiego dostępu do informacji.
archiwum
Nowa sprawa klerykalno-pedofilska: ksiądz katecheta dotykał uczennice, głaskał po pośladkach. Duchowny we wrześniu rozpoczął pracę w Szkole Podstawowej nr 7 w Dąbrowie Górniczej. Wkrótce uczennice poskarżyły się na jego zachowanie. – Pierwsza decyzja była taka, że zorganizowano spotkanie z psychologiem dla uczniów. Kilka dni później doszło do kolejnego incydentu z udziałem księdza, po którym kilka uczennic wybiegło z klasy. Dyrektorka szkoły przeprowadziła wtedy rozmowę z katechetą, a następnie zorganizowała spotkanie z rodzicami. Dopiero wówczas szkoła zawiadomiła prokuraturę i rozwiązała umowę z księdzem. „Nie możemy zgodzić się na to, że chcą deprawować nasze dzieci i młodzież”, mówił niedawno abp Marek Jędraszewski. Nie sprecyzował, jakich sprawców ma na myśli, ale fakty wskazują na katolickich duchownych.
Eurosport po przejęciu przez PiS – Zawody jeździeckie w znanej stadninie. Konie wyzdychały, dlatego uczestnicy jeżdżą na świniach. W składzie sędziowskim są wójt zatrzymany za jazdę po pijaku, ksiądz pedofil i dyrektorka basenu skazana za korupcję. Wygrywa syn ciotki kuzynki tutejszego posła, ale o tym widzowie i tak się nie dowiedzą, bo zapomniano opłacić łącze i przerwało transmisję
archiwum
Jian była dyrektorką schroniska dla zwierząt na Taiwanie. W ciągu dwóch lat musiała zabić ok. 700 psów żeby zrobić miejsce dla kolejnych oddawanych do schroniska zwierząt. – Po tych dwóch latach, popełniła samobójstwo.
Katolickie liceum im. Matki Bożej Miłosierdzia w Białymstoku wykazało się prawdziwym miłosierdziem i wydaliło ze szkoły 17-letnią Julitę, za to, że brała udział w protestach Strajku Kobiet – – Nasza szkoła jest szkołą katolicką nie tylko z nazwy, ale i w swojej istocie. Jeśli któryś z uczniów przekracza granice uznawane powszechne za nieprzekraczalne, musi się liczyć z tym, że może zostać relegowany – powiedziała dyrektorka szkoły
Do koszmarnej pomyłki doszło w jednym z przedszkoli w Lubartowie. 80-letni mężczyzna odebrał czterolatka, sądząc, że to jego wnuk. Zabrał go do domu, nakarmił i włączył bajkę. Gdy zorientował się, że się pomylił, do drzwi zapukała policja – Przedszkolanka, która wydała dziecko mężczyźnie, zorientowała się, że zaszła fatalna pomyłka. Okazało się, że syna pani Natalii odebrał około 80-letni dziadek jego kolegi z grupy. Pomylił go z własnym wnukiem.- Chłopcy mają podobnie brzmiące imiona, chodzą w takich samych kurtkach i mają czapki takiego samego koloru. Z tym, że jedna jest wełniana, a druga bawełniana. Przedszkolanka dobrze znała osobę, której powierzyła dziecko. Nie skojarzyła tylko w pierwszym momencie, że dziadek odbiera nie to dziecko. Codziennie odbieranych jest u nas 150 dzieci. To bardzo duża liczba. W naszej placówce nigdy wcześniej nie doszło do takiej sytuacji, a odbierający byli niejednokrotnie legitymowani – mówi Iwona Kożuchowska, dyrektorka Przedszkola Miejskiego nr 4 w Lubartowie.Natomiast matka czterolatka podkreśla, że chłopcy się przyjaźnią. - Mieli obiecane, że któregoś dnia odbierze ich z przedszkola właśnie dziadek kolegi mojego syna i dzieci pobawią się w domu tegoż dziadka. Mój syn uznał, że właśnie jest ten dzień. Tylko dlatego poszedł z tym panem. Zresztą bardzo dobrze go znał – mówi
 –  Piotr Bałtroczyk - profil oficjalny O •••5 lutego o 10:51 ■ ^Pochylmy się chwilę nad Agatą Ławniczak, dyrektorkąpoznańskiego ośrodka TVP. Sprzeczność jest w mejpropozycji zawarta, bo nie ma po co pochylać się nadfuncjonariuszami TVP z założenia. Ogromna jestbowiem szansa, że nie zrozumieją tego, co jest donich pisane i mówione. Są inni zwyczajnie. Swojemają normy, kody, swój system wartości. Swoje pastymają do mycia rąk z syfu.Ławniczak odebrała nominację z rąk Jacka Kurskiego,wyjątkowej kanalii, człowieka, który codziennie wrzucagówno do naszych domów. On i jego sługusy:Rachonie, Kamele, Rogalskie, Adamczyki i inneSmigole.Kilka dni temu funkcjonariuszka Ławniczak zdjęła zanteny prezenterkę pogody starannie wykonującąswoje obowiązki przez 20 lat. Pogodynka zawiniła, bona piersi miała serduszko WOŚP, Ławniczak zarzuciłajej promocję TVN.Na pierwszym zebraniu z pracownikami TVP Poznań,świeżo mianowana Ławniczak powiedziała, że „spierać się możemy o kwestie estetyczne, ale mamydążyć do prawdy i nie bać się jej".I podążyła Ławniczak ku prawdzie. Najlepszą reklamąkonkurencji jest obecność Ławniczak w TVP i jejdziałania.
 –  Mam kolegę, który świetnie dogaduje się ze swoimi dziećmi i naprawdę gotów jest wszystko dla nich zrobić. Ostatnio jego syn miał problemy w szkole, a raczej jeden problem w postaci rówieśnika, który nie dawał mu spokoju. Ojciec poszedł do dyrektorki i opowiedział o wszystkim, na co ona odparła, że przecież dzieci lubią się tak zaczepiać i dziwnie bawić. Wtedy mój kumpel z powagą na twarzy wziął torebkę dyrektorki, wysypał wszystko z niej na podłogę, a samą torebką rzucił o ścianę. Po całej scenie skomentował tylko, że to była taka jego dziwna zabawa, tak samo jak ten koleś bawi się rzeczami jego syna.Sprawa została wyjaśniona i syn nie miał już więcej problemów