Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 7688 takich demotywatorów

Tak ubrała się do szkoły – Uczennica usłyszała w szkole, że jej strój "sprawił, że nauczyciel poczuł się niezręcznie", po czym odesłano ją do domu."Jestem sfrustrowany, jestem zraniony. Jestem rozczarowany systemem" - wyznaje ojciec."Dzisiaj moja córka została odesłana do domu za noszenie ubrania, które sprawiało, że jej nauczyciele "czuli się niezręcznie". Córka została wytypowana na środek klasy, po czym usłyszała, że musi opuścić zajęcia. Do domu wróciła ze łzami w oczach".Słuszna decyzja szkoły?
Nie wiem, ale zabawnie się ją czyta –  Czego uczy nas ta historia?Mały chłopiec o imieniu Mateusz mieszkałw małej wsi. Był na tyle tępy, że nikt go nie lubił.A już szczególnie nauczyciele. Raz jego matkaprzyszła do szkoły na zebranie i nauczycielkaszczerze jej powiedziała, że jej syn jest debilem.Matka była w szoku i od razu przeniosła syna doinnej szkoły w drugiej wsi. Dwadzieścia lat późnieju nauczycielki, która tak obraziła wtedy Mateuszawykryto wadę serca i trzeba było ją operować.Tej ryzykownej operacji mógł podjąć się tylkojeden chirurg. Nauczycielka wiedząc, że nie mawyjścia, zgodziła się. Operacja się udała i kiedykobieta się wybudziła jej oczy ujrzałyprzystojnego lekarza, który uśmiechał się patrzącna nią. Chciała mu podziękować, ale nie byław stanie, a jej twarz zaczęła sinieć. Podniosłarękę, tak jakby chciała coś powiedzieć, aleumarła nie wypowiedziawszy ani słowa. Lekarzbył w szoku. Kiedy się odwrócił, zobaczyłMateusza, który pracował tam jako sprzątacz.Okazało się, że ten debil odłączył aparat tlenowy,aby podłączyć odkurzacz.DEMOTYWATORY.PLNie wiem, ale zabawnie się ją czyta
W mieście Lewiston (USA) uczniowie młodszych klas ze szkoły Farwell przez 4 lata pisali wspólnie książkę o przygodach pewnego chłopca i ich wielkim marzeniem było jej wydanie. Wsparcie otrzymali od samego Stephena Kinga, który wysłał im 6500 dolarów. –
Zgodnie z zasadą "dej, bo mom bombelka" 40 rodzin z miejscowości Kożuchów otrzymało laptopy, które podobno miały służyć dzieciom do nauki zdalnej. – Komputery musiała użyczyć szkoła, bo przecież to nie jest tak, że na każde dziecko w tym kraju co miesiąc dostaje się jakieś pieniądze i te pieniądze można wydać np. na potrzeby tego dziecka. Nauczycielka jednej z klas zauważyła, że jej uczennica nie loguje się na zajęcia. Zaczęła drążyć temat. Okazało się, że nie uczestniczy w lekcjach, bo nie ma na czym. Laptop znaleziono w okolicznym lombardzie. Był tam także inny komputer wypożyczony z placówki. Kolejny jest wciąż poszukiwany. Na szczęście szkoła podpisała z rodzicami umowy wypożyczenia sprzętu, a każdy laptop miał nadany numer inwentarzowy. Rozczarowany jest Arkadiusz Sidor, dyrektor szkoły -Jakim trzeba być człowiekiem, żeby nie tylko nie pomóc dziecku w nauce, ale jeszcze utrudniać mu edukację, zabierając sprzęt, który taką naukę umożliwia? Brak słów." - pisze na Facebooku.
Rodzice roku –  Nie do pomyślenia. Dostali laptopy do zdalnej nauki w czasie pandemii i oddali je do… lombarduO szokującej sprawie poinformował dyrektor szkoły podstawowej nr 1 w Kożuchowie Arkadiusz Sidor. Okazało się, że dwa laptopy do nauki zdalnej zostały znalezione w… lombardzie.
Przerażająca historia z Anglii. 54-letni nauczyciel ożenił się ze swoją byłą, 20-letnią uczennicą. Samo to nie jest takie straszne, ale okazuje się, że oboje byli w bliskiej relacji odkąd dziewczyna skończyła 11 lat – Wtedy mężczyzna kupował jej prezenty, biżuterię, zapraszał do siebie do domu, trzymał ją za rękę na terenie szkoły. Obecnie dziewczyna jest całkowicie uzależniona od swojego męża. Nie posiada żadnego własnego majątku i nie możewyjść z domu bez pozwolenia
"Dzisiejsza wizyta u weterynarza nie przebiegła tak, jak się spodziewaliśmy. Jednak to właśnie w tak trudnych chwilach dostajemy najlepsze lekcje od życia i uczymy się doceniać to co mamy. – Pies Buffy miał mieć dzisiaj leczone i wyrywane zęby.Jednak pani weterynarz stwierdziła, że zanim to zrobi, musi sprawdzić jego wyniki badań, by móc podać mu znieczulenie. Jak się okazało Buffy ma zaawansowaną niewydolność nerek, więc znieczulenie w tym wypadku nie wchodzi w grę. Jako rodzina psa zdecydowaliśmy, że najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić w tym przypadku to pozwolić mu odejść, zanim zupełnie straci siłę do życia i przestanie jeść i pić.Jako, że chciałam, żeby syn też w tym uczestniczył natychmiast pojechałam po niego do szkoły. Po drodze powiedział mi, że chce trzymać i przytulać naszego psa, kiedy będzie umierać. Oczywiście pozwoliłam mu na to. W drodze też powiedziałam mu, jak bardzo jestem z niego dumna, że rozumie, jak ważne jest opiekowanie się starymi zwierzętami i zadbanie o to, by nigdy nie musiały cierpieć.Oto, co powiedział ...(Najpierw jednak powinniście widzieć, że mój syn został adoptowany z rodziny zastępcze, gdzie był latami okrutnie traktowany i zaniedbywany).„Wiem, jak to jest być niekochanym i zaniedbywanym i nie chcę, aby żadne moje zwierzę kiedykolwiek tak się czuło. Choć jest smutno, kiedy idą do nieba, to dla nich szczęśliwy dzień. Dziękuję że jesteś ze mnie dumna. Wszystko w porządku, mamo?”Nasza rodzina ma w zwyczaju adoptować własnie starsze psy. Mój syn KOCHA to robić. Niestety doskonale wie, jak to jest. Tak samo, jak w przypadku ludzi, im dziecko dłużej pozostaje u rodziny zastępczej, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że zostanie adoptowane. Kiedyś powiedział mi, że gdybyśmy chcieli małe dziecko, to nigdy byśmy go nie przyjęli. Przez co traktuje adopcję starszych psów w bardzo osobisty sposób.Kiedyś powiedział mi, że nie ma znaczenia to, jak długo kogoś znasz, żeby mocno go kochać. Zapytałam go, co dokładnie ma na myśli, a on odpowiedział: „Cóż, znasz mnie dopiero od dwóch lat, ale kochasz mnie, jakbyśmy byli razem od zawsze”. Tak, mój syn jest wspaniały!

17 zakazów ze szkół z całego świata. Niektóre są wynikiem poprawności doprowadzonej na skraj absurdu (19 obrazków)

poczekalnia
Piraci wrócili i punktują radykalizm! – Pandemia, Strajk przedsiębiorców, Wojna o aborcję ale nie zapominajcie o młodzieży!!!Minister Czarnek wprowadził kościół do szkoły, która powinna pozostawać świecka aby To nie jest kwestia religii w szkołach, a całokształtu w odniesieniu do roli szkoły w socjalizacji dzieci i młodzieży
List do wydawnictwa w tej sprawie napisała Pani Katarzyna - jedna z oburzonych matek: – - Szanowni Państwo, na wczorajszej lekcji biologii, omawiany był rozdział dotyczący cukrzycy m.in. typu 1, który znajduje się w podręczniku na stronie 156. Mój syn choruje już ponad 10 lat na cukrzycę typu 1 i powiem szczerze, że po przeczytaniu wiadomości zawartych w tym rozdziale jestem naprawdę w ogromnym szoku. Nie mam pojęcia, kto wyraził zgodę na opublikowanie tego steku bzdurWprowadza to w ogromny błąd ludzi oraz dzieci, które nie mają styczności z osobą chorą na cukrzycę typu 1. Po pierwsze, ct1 NIE JEST chorobą wrodzoną. Powstaje z autoagresji organizmu, najczęściej po przebytych chorobach wirusowych. Coraz więcej dzieci choruje na ct1 podczas gdy w ich rodzinie NIGDY nie było tej choroby. Po drugie, ct1 ujawnia się przed 35. rokiem życia, a nie przed 30. tak jak napisane jest w podręczniku.Po trzecie, objawy nie są nagłe i silne. Mogą występować nawet do pół roku przed zdiagnozowaniem choroby. Po czwarte insulina w cukrzycy typu 1 dostarczana jest cały czas, codziennie, a nie cytuję 'w razie potrzeby'. Stałe monitorowanie dotyczy poziomu glukozy,  a nie insuliny we krwi. Po piąte i chyba najważniejsze, pompa insulinowa NIE JEST sztuczną trzustką. Badania nad sztuczną trzustką trwają od lat, ale jeszcze jej nie wynaleziono. Pompa służy tylko i wyłącznie do podskórnych wlewów insuliny bez konieczności kilkurazowego kłucia w ciągu dnia
Ponad 12 tys. uczniów wypisało się z religii w łódzkich szkołach, a w niektórych klasach nie ma jej wcale – - We wnioskach, chociaż nie trzeba podawać powodu rezygnacji z lekcji religii, wielu uczniów rysowało znaczek błyskawicy - opowiada dyrektor łódzkiej szkoły
W Montanie jest prawo, że jak uczeń przyjedzie do szkoły na koniu, dyrektor ma obowiązek konia nakarmić, napoić i wyprowadzić na spacer. Sześciu uczniów dowiedziawszy się o tym przyjechało na zakończenie roku na koniach. Dyrektor dopełnił obowiązków –
archiwum
Szatański plan :) – Kontemplując jednego demota w poczekalni (znajduje się trochę niżej) wpadłem na pewien przekorny pomysł.Wyobraźcie sobie sytuację tego typu.1. Pewien znany wszystkim, fanatyczny dzban odmóżdża dzieci w szkole stale zwiększając proporcję godzin przeznaczonych na kult zamiast na dyscypliny naukowe.2. Ilości godzin religii w szkole mocno przeważają nad innymi przedmiotami.3. Fanatyk doprowadza do sytuacji, gdzie religia w szkole jest dominującą dziedziną niczego, bo dzidzią wiedzy to na pewno nie jest.4. I tu mamy szach - mat, bo z religii można się wypisać.Uczniowie odchodzą, szkoły państwowe zdychają a wraz z nimi wspomniany dzban i cale to poronione ministerstwo ciosania umysłów.Luźna myśl, ale szkolnictwo prywatne mogło by się rozwinąć na tym podłożu i mieć wywalone na watykański konglomerat.
W norweskim przedszkolu i szkole na każdym etapie uczniowie zwracają się do nauczycieli po imieniu, a oceny pojawiają się dopiero w ósmej klasie! – W norweskiej szkole nikt nie wymaga "kucia na blachę". Największy nacisk kładzie się na wypracowywanie umiejętności pracy w grupie i rozwijanie postaw społecznych.Dzieci mnóstwo czasu spędzają bawiąc się i ucząc na dworze, często jedzą też posiłki na zewnątrz.W norweskiej szkole w zasadzie żaden uczeń nie powtarza roku, jeśli dziecko ma problemy z nauką to nauczyciele tak organizują pracę z nim, by dziecko nadrobiło braki. Często w pomoc takiemu uczniowi zaangażowanych jest kilku nauczycieli, którzy spotykają się i wspólnie ustalają jak można pomóc temu jednemu dziecku, które sobie nie radzi.94% dzieci uczy się w przedszkolach i szkołach państwowych mimo, że dostępne są również szkoły wyznaniowe np. katolickie lub z innym językiem nauczania np. francuskim czy angielskim.Opłata za naukę w przedszkolu państwowym i prywatnym wynosi praktycznie tyle samo.Dzieci w porównaniu z Polską bardzo rzadko dostają tu do wykonania pracę domową.W norweskich szkołach nie ma lekcji religii jest przedmiot KRLE czyli religioznawstwo. Obowiązujący na tych lekcjach program ma na celu zaprezentowanie uczniom religii i światopoglądów we współczesnym świecie w sposób „obiektywny, krytyczny i pluralistyczny”. Oznacza to, że dzieci uczą się o pięciu głównych religiach: chrześcijaństwie, judaizmie, islamie, hinduizmie i buddyzmie, a także ateizmie i światopoglądzie opartym na elementach filozofii i etyki
archiwum
Kiedy po raz pierwszy od czasów szkoły zrobiłem sobie pełne badania i lekarz powiedział, że wyniki są wyśmienite –
0:02
„Mój mąż nie będzie szczęśliwy, że to opublikowałam. Dziś wieczorem byliśmy w sklepie i usłyszeliśmy rozmowę pewnego młodego mężczyzny z kasjerem – Powiedział: „Pracowałem przez całe lato. Powiedziałem więc mamie, że nie musi w tym roku wydawać ani grosza na przybory potrzebne mi do szkoły. Kolejną rzeczą, jaka się wydarzyła było to, że mój maż uścisnął mu dłoń i zapłacił za jego przybory szkolne.Alan zawsze cenił ciężką pracę. Zachęcił więc tego chłopaka do kontynuowania tego, co robi, aby osiągnął w życiu cokolwiek sobie wymarzy. Opublikowałam ten wpis nie tylko po to, by pochwalić się swoim mężem, ale też, by docenić tego młodego mężczyznę! Żyjemy w świecie, w którym tak często słyszy się o złych rzeczach, pomyślałam więc, że tym bardziej o takiej pozytywnej sprawie warto opowiedzieć!”
Przedszkole w Karlsruhe w Niemczech jest budynkiem szkolnym zbudowanym w kształcie kota, aby zachęcić dzieci do chodzenia do szkoły –
archiwum
Wesoły kret jest jak dziecko – Wesoły, chciałby pójść do kreciej szkoły.

Jestem nauczycielką i mam serdecznie dość. Czuję się, jak królik doświadczalny

Jestem nauczycielką i mam serdecznie dość. Czuję się, jak królik doświadczalny – Od ponad 20 lat pracuję jako nauczyciel. Wybrałam ten zawód naprawdę z pasji i powołania. Wierzyłam, że praca z młodymi ludźmi może zmienić obraz rzeczywistości, a już na pewno przyszłości. I nadal w to wierzę, nadal jestem przekonana, że to jakie będziemy mieć społeczeństwo za kilka, kilkanaście lat, zależy w ogromnym stopniu od tego, jakich nauczycieli na swojej drodze spotkają uczniowie.I tak jak poczucie misji we mnie samej nie umarło, tak stopniowo zabijają ją wszystkie okoliczności i ludzie, którzy już dawno przestali szanować nauczycieli, jak i oni sami, bo skaczemy sobie do gardeł bardziej niż kiedykolwiek.To, że nauczyciele są bardzo poróżnioną grupą zawodową wiadomo nie od dziś. Zawsze ktoś chce coś przeciągnąć na swoją stronę. Nigdy nie stanęliśmy obok siebie ramię w ramię, by zadbać o nasz status i warunki pracy. Okej, wyjątkiem mógł być strajk w 2019 roku, ale jak wiadomo i tam na końcu zaczęło się szarpanie, były kłótnie, wykluczenia i ostracyzm.Od roku pracujemy w trybie zdalnym. Nagle się okazało, że w naszym kraju wszyscy są specjalistami od edukacji. Nikt nie słuchał nas – nauczycieli, którzy mówili, że postawienie nas nagle w sytuacji, na którą nikt nie jest przygotowany, wymaga czasu i przystosowania się do nowych warunków. Okazało się, że tu i teraz wszyscy nauczyciele muszą wiedzieć, jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości. I jasne są wśród nas ci, którzy świetnie sobie poradzili, którzy dostali wsparcie dyrekcji albo koleżanek i kolegów z pracy. Prawda jest jednak taka, że znowu zostaliśmy pozostawieni sami sobie, rząd nie przygotował żadnego wsparcia, szkoleń, warsztatów z nowych technologii, których można by używać w edukacji. Nic się takiego nie wydarzyło nawet po wakacjach. I naprawdę rozumiem rozgoryczonych nauczycieli, którzy zwyczajnie stracili motywację do pracy. Bo to my wysłuchujemy utyskiwań rodziców, to nas nierzadko obarcza się odpowiedzialnością za naprawdę kiepską kondycję psychiczną naszych uczniów. Ale to, że od dawna mówi się o zmianie systemu edukacji, o wprowadzeniu nowych rozwiązań, o przeładowaniu podstawy programowej, odejściu od oceniania wszystkiego i na oślep… O tym nikt nie pamięta i nie wspomina, mam wrażenie, że jesteśmy niewidzialni i niesłyszalni zupełnie. Ale tak, zawsze ktoś musi być winny, więc dlaczego i nie tym razem nauczyciel, najmniejszy tak naprawdę trybik w całej tej edukacyjnej machinie.Przypomniano sobie nagle o nas, gdy rząd wpadł na pomysł testowania nauczycieli na COVID-19. Okazało się, że stanowimy tak liczną grupę, że to na nas można wykonać przesiewowe testy i zobaczyć, jak epidemia rozprzestrzenia się w społeczeństwie. Świetnie, testy w styczniu i w lutym. Teraz? Kiedy większość z nas przeszła już zakażenie koronawirusem, kiedy zamykaliśmy szkoły, bo ludzie chorowali, byli na kwarantannach i nie miał kto uczyć? Nie wierzę, podobnie jak większość moich koleżanek, że nagle ktoś wspaniałomyślnie wpadł na pomysł, że od dziś będziemy chronić nauczycieli. Wykorzystuje się nas do sprawdzenia, jak wygląda sytuacja epidemiczna w naszym kraju. Przecież eksperci w sierpniu mówili: przetestujcie w szkołach jedną na dziesięć osób, to da wam obraz tego, jak duże jest ryzyko otwarcia szkół. No ale przecież są mądrzejsi od podejmowania tak ważnych, bo dotyczących naszego zdrowia i życia, decyzji.Przy wykonywaniu testów toczą się zaognione debaty, bo jedni chcą się testować, inni nie. Jedni uważają, że to nasz obowiązek, drudzy, że farsa, w której nie powinniśmy brać udziału. I znowu podział, znowu wytykanie jednych i drugich palcami, wskazywanie tych nieodpowiedzialnych i tych głupich, co to idą za tym, co tłum powie. Nie ma tu miejsca na indywidualne racje, argumenty i postawy.A teraz szczepionki. Minister Czarnek szumnie zapowiadał, że udało mu się wynegocjować, że nauczyciele znajdą się w pierwszej grupie szczepień. Że im szybciej zostaniemy zaszczepieni, tym łatwiej będzie można wrócić do stacjonarnego trybu nauczania, który nam wszystkim – nauczycielom, rodzicom, a przede wszystkim uczniom, jest potrzebny.I co się okazało? Zaszczepimy nauczycieli, ale najtańszą szczepionką. Szczepionką, która, co można przeczytać na stronie Ministerstwa Edukacji i Nauki, ma 60 proc. skuteczności. Kim my jesteśmy? Ja dziś się czuję, jak królik doświadczalny. Czuję się tak od roku. I to nie jest dyskusja na temat tego, czy warto się szczepić czy nie. Choć już pojawiają się głosy podziału (a jakże!) wśród nauczycieli, że jedni nie będą pracować z tymi, którzy się nie zaszczepią, a drudzy, że idiotami są ci, którzy na szczepienie się zdecydują. Wielu z nas chce poczekać, zobaczyć, jakie są skutki uboczne, czy po szczepieniu będziemy w stanie pracować, czy jednak trzeba będzie wziąć na kilka dni L4. Tego dziś nie wiemy, wiemy natomiast, że znowu ktoś chce coś ugrać kosztem nauczycieli. Nie traktuje się nas poważnie. Ja osobiście się boję, nie wiem, co robić. Chciałabym móc sama zadecydować, jaka szczepionka zostanie mi podana i wybrać tę najbezpieczniejszą, najbardziej sprawdzoną. Tylko dziś nie mam na to za bardzo szans. Ryzykować, szczepić się, gdy za chwilę się okaże, że i tak zachoruję, bo skuteczność szczepionki jest faktycznie na niskim poziomie?Mam serdecznie dość… Wielu z moich kolegów i koleżanek odchodzi ze szkół. Przez wiele lat żyliśmy jakąś iluzją, że może coś się zmieni, może w końcu zacznie się nas dostrzegać nie tylko przez pryzmat systemu, w który zostaliśmy włożeni, ale słuchać naszych głosów. Dziś jak w soczewce odbija się stosunek władz i społeczeństwa do nauczycieli. Już teraz słyszę: no tak, dostaną szczepionkę i jeszcze marudzą, siedzą w domach i piją kawę, za chwilę dwa miesiące wakacji. Nie mam siły tego dźwigać, nie mam siły motywować się do pracy, choć kocham moich uczniów, oddałabym im serce, ale rzeczywistość skutecznie zabija moją pasję… Może czas poszukać innej
archiwum
Darth Vader rządził całą galaktyką, a Voldemort nie potrafił nawet zdobyć szkoły!" –