Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 1034 takie demotywatory

Każdy członek komisji ds. pedofilii, kosztuje nas 12 650 zł plus dodatki funkcyjne. Do tego dochodzą mieszkania służbowe, całe piętro w biurowcu ok. 80 tys. miesięcznie, stanowiska parkingowe, co daje jakieś 1,5 mln rocznie – W komisji pracuje, wraz z 7 członkami, łącznie 18 osób. Komisja do tej pory wszczęła dwa postępowania. Kpina!
Wzruszona jego uczciwością kobieta wynagrodziła uczciwego mężczyznę zapewnieniem mu mieszkania i zorganizowała rozmowę o pracę z jednym z jej partnerów biznesowych. Rok później był już w zarządzie fundacji, która pomaga zapewnić przystępne cenowo mieszkania dla rodzin o niskich i średnich dochodach –
archiwum
Jak dobrze, że młodzi, zdolni do pracy, małżonkowie z dziećmi, dostaną za darmo mieszkania. – gdybym wiedział, nie byłbym chory, stary i samotny
Do mrożącej krew żyłach sytuacji doszło w Lubinie, w dolnośląskim. Mężczyzna z niewiadomych przyczyn, wystawił za okno na 9 piętrze swojego psa – Jedna z sąsiadek zadzwoniła po policję. Ta dopiero po dłuższej chwili zdołała dobić się do mieszkania. Mężczyzna wziął winę na siebie i skuty w kajdanki został zabrany do aresztu
 –  goferekSąsiad przed chwilą wyszedł na balkon i przywitał całe osiedlekilkusekundowym pierdem który wielokrotnie zmieniał ton, po czymwrócił do mieszkania#krakow #patologiazewsi
Uroki mieszkania na zadupiu –

Przykre, ale prawdziwe:

 –  Kilka słów o sąsiedzkich relacjach w dzisiejszych czasach.Wychowałam się w bloku, gdzie sąsiad = przyjaciel.Odwiedzaliśmy się kilka razy w tygodniu, robiliśmy sąsiedzkie imprezy, jako dziecko często bawiłam się z innymi dzieciakami w piaskownicy lub w naszych mieszkaniach. Do tej pory mam paczkę przyjaciółek z klatki, z którymi zawsze spotykam się, gdy jestem w rodzinnym mieście.Moi rodzice często pilnowali dzieci innych sąsiadów, a w zamian za to my mieliśmy zapewnioną opiekę dla naszego kota, kiedy wyjeżdżaliśmy na wakacje. Gdy trzeba było zrobić gdzieś remont, nie wynajmowało się do tego ekipy, tylko prosiło się sąsiadów o pomoc. Zdarzało się, że moi rodzice pracowali do późna, więc niektórzy sąsiedzi z własnej woli zapraszali mnie i mojego brata na obiad.Czysta, sąsiedzka życzliwość.Uważałam, że takie relacje to coś normalnego. Przez całe studia w mieszkałam w akademiku, gdzie panowała podobna atmosfera - wiadomo, jak to w mieszkaniach studenckich bywa.Po studiach znalazłam pracę i przeprowadziłam się do mieszkania na nowo wybudowanym osiedlu. Dobrze pamiętam ten dzień - była sobota, południe. Gdy tylko się rozpakowałam, postanowiłam przywitać się z sąsiadami.Połowa nie otworzyła mi w ogóle drzwi, chociaż wewnątrz mieszkania słyszałam dialogi w stylu "Kto to? Nie wiem, jakaś typiara, nie znam. To nie otwieraj". Kilka osób przez drzwi spytało "kto tam?", a gdy odpowiadałam, że jestem nową sąsiadką i przyszłam się przywitać, słyszałam tylko "proszę stąd odejść, nie mam czasu".Byli też tacy, którzy otwierali drzwi, ale słysząc, kim jestem, machnęli dłonią, mówiąc, żebym nie zawracała im głowy. Jeden starszy pan spytał "Aa, to pani się tak łomotała na klatce? Mam nadzieję, że to już koniec, zagłuszała mi pani serial". Jakaś kobieta nakrzyczała na mnie, bo dzwonek do drzwi obudził jej dziecko.Tylko w jednym mieszkaniu trafiłam na miłą parę studentów, z którymi od razu umówiłam się na piwo i przy okazji dowiedziałam się, że podziwiają mnie za chęć zapoznawania się z innymi sąsiadami, bo w tym bloku mieszkają, cytuję "dziwni ludzie".Byłam, delikatnie mówiąc, zszokowana, ale oczywiście, zaczęłam szukać winy w sobie - była sobota, tłumaczyłam sobie, że sąsiedzi pewnie odpoczywają po ciężkim tygodniu, a tu przychodzi obca baba i zawraca im głowę. Pomyślałam, że na razie dam im trochę czasu i na zacieśnianie sąsiedzkich więzi przyjdzie jeszcze pora.W ciągu kolejnego tygodnia przekonałam się, że moi sąsiedzi nie znają słowa "dzień dobry". Parę razy zamknięto mi drzwi na klatkę przed nosem. Kiedy w windzie pies jednego z sąsiadów zaczął mnie zaczepiać i wyciągnęłam do niego rękę (może nie powinnam, bo niektóre psy tego nie lubią, ale ten wydawał się wyjątkowo towarzyski), jego opiekun burknął do mnie coś w stylu "niech trzyma pani ręce przy sobie".Raz nie było mnie w domu, a akurat nadkręcił się kurier i chciał zostawić paczkę u sąsiadki - po rozmowie na infolinii dowiedziałam się, że sąsiadka powiedziała, że może przesyłkę przyjąć, ale wyrzuci ją do śmieci. Szczęśliwie kurier przyjechał kolejnego dnia, kiedy byłam w domu.Z głębokim rozczarowaniem uznałam, że nie ma co robić drugiego podejścia do lepszego zapoznania się z moimi sąsiadami. Ale kiedy chciałam zrobić parapetówkę, pomyślałam, że rozsądnie byłoby ich chociaż o tym poinformować. Tym, którzy mieszkają najbliżej mnie, zostawiłam w skrzynce na listy słodką przekąskę i karteczkę z informacją, że tego dnia i o tej godzinie zapraszam ich na małą imprezę, a jeśli jednak wolą zostać u siebie, to, oczywiście rozumiem i postaram się, by było w miarę cicho.Na parapetówce pojawili się jedynie wspomniani wcześniej studenci oraz piątka moich znajomych. Była godzina dwudziesta, muzyka grała głośno, ale nie na tyle głośno, by komuś przeszkadzać (nawet na klatce nie było jej słychać). Zdążyliśmy może wypić po łyku piwa, kiedy do mieszkania zapukała... policja.Co się okazało? Sąsiedzi donieśli, że jest hałas, a na prośbę o ściszenie muzyki, ja i moi znajomi zaczęliśmy grozić im przemocą. Do tego para studentów, która mieszka w tym bloku to dilerzy narkotyków i na pewno wszyscy jesteśmy naćpani.Sądziłam przez chwilę, że jestem w ukrytej kamerze.Policjanci, na szczęście, okazali się dość wyrozumiali i skończyło się na pouczeniu. Kontynuowaliśmy imprezę, ale już w zepsutym humorze.W ciągu kolejnych miesięcy bałam się wyjść w ogóle z domu lub do niego wracać w obawie, że trafię na klatce lub w windzie na któregoś z sąsiadów. Częściej niż "dzień dobry" słyszałam jakieś niemiłe uwagi, niepotrzebne zaczepki.Dwa dni po parapetówce, gdy niosłam w przezroczystej reklamówce zakupy, w tym butelkę wina, jedna sąsiadka spytała "Co, znowu imprezka? Znowu będzie trzeba po policję dzwonić?" Nie odpowiedziałam.Zdaję sobie sprawę z tego, że czasy się zmieniły i dzisiaj każdy jest skupiony bardziej na sobie, ma swoich znajomych i nie szuka przyjaźni wśród sąsiadów. Być może uznacie, że narzucałam się swoim sąsiadom, ale naprawdę nie rozumiem, skąd w nich tyle jadu i pogardy dla drugiego człowieka.Blok, w którym się wychowałam, a ten, w którym mieszkam obecnie to dwa zupełnie różne światy i muszę wam powiedzieć, że jestem mocno przygnębiona, kiedy po pobycie w moich rodzinnych stronach wracam to szarej rzeczywistości.Naprawdę, tu już nie chodzi o to, że ktoś mi nie odpowie na "dzień dobry" czy zbeszta za głaskanie jego psa - chodzi o zwyczajny szacunek do drugiej osoby i nie uprzykrzanie sobie życia.
archiwum
Przed połączeniem na wizji z własnego mieszkania warto ogarnąć, co stoi na półce za Tobą –
archiwum
Kiedy Dwayne 'The Rock' Johnson miał 15 lat, jego rodzina przechodziła trudny okres. Po stracie mieszkania, jego matka Ata Johnson, zatrzymała ich samochód na autostradzie w Nashville i próbowała wejść pod nadjeżdżające auta. The Rock chwycił ją i odciągnął do tyłu,ratując jej życie –
No przecież to super okazja i świetne mieszkania, czego nie rozumiecie? –  Mikroapartamenty o wielkości 6,7 m kw. Internauci: "patodeweloperka". Deweloperzy mówią, że to okazja 6 Mateusz Madejski 22.01.2021 12:32 Mikroapartamenty w Warszawie mogą mieć nawet poniżej 7 metrów kwadratowych (PAP, otodom, s Jacek Turczyk) Choć w Polsce mieszkanie powinno mieć przynajmniej 25 m kw., to pojawia się coraz więcej mikroapartamentów, które potrafią być i trzy razy mniejsze. Ceny? Nawet 18 tys. za metr. Zdaniem deweloperów wszystko jest zgodne z prawem - i na dodatek opłacalne.
 –  Piętro niżej jacyś ludzie kupili mieszkanie. Dwa miesiące remontowali i wytrzymać nie szło od tego hałasu. Nowa właścicielka mieszkania przyszła do nas dzisiaj poprosić żebyśmy od 9 rano przez dwie godziny nie korzystali z kanalizacji, bo będą coś tam wymieniać. Zgodziłem się, bo i tak wychodziłem akurat z domu. Wróciłem około 15, słyszę, że na dole nic się nie dzieje, więc skorzystałem z toalety, umyłem się itp. Po dziesięciu minutach przyleciała nowa sąsiadka i z mordą do mnie, że co ja zrobiłem. Okazało się, że od tej 9 nadal to robili, a cisza była, bo akurat pojechali do sklepu coś dokupić. Sąsiadka powiedziała, że zgłosi sprawę na policję.I jak będzie to zgłoszenie wyglądało? Sąsiad zesrał się do swojego kibla bez pozwolenia?
„Alan, właściciel mojego mieszkania, zadzwonił do mnie i powiedział, żebym nie martwiła się o pieniądze w tym miesiącu. Opłatą za mieszkanie zajmiemy się później. – Powiedziałam mu, że zostały mi 3 paczki mięsa i że w tym tygodniu muszę iść na zakupy. Na co powiedział, że powinnam o siebie zadbać.Niedługo potem dostałam SMS-a „Podejdź proszę do drzwi wejściowych”. Gdy zobaczyłam to wszystko, nie byłam wstanie wyrazić tego co czuję. Wszystkie te zakupy zrobił dla mnie i mojej rodziny. Jestem mu wdzięczna, tak bardzo mnie tym poruszył.”
 –  Stoi na stacji Lokomotywa, Sasin prowadzi, więc się przekrzywia. Szumowski kupił ją od narciarza, To dobry biznes! wszystkim powtarza, Rozkład podpisał z rozpędu Duda, TVP krzyczy. To nam się udal. Wagonów z plusem podoczepiali, wszystkim socjalu podosypali. Miały być auta, mieszkania, porty, Został zasiłek na wódkę i sporty ... Całym tym składem Prezes kieruje, Choć pociągami się nie zajmuje. Wegiel kupiony, para ma buchać, A rząd nas rudla i będzie ruchać. Oklaski słychać, klaskanie w dłonie ... A pociąg rdzewieje wciąż na peronie
 –  jak na jednym z naszych spotkań przestrzegał, żeby nie dawać jego synom władzy, bo będą z tego kłopoty. Ale może to było tylko takie gadanie - zastanawia się Wołłowicz. - Nie wiem, czy on to mówił poważnie. - Ale jak najpoważniej - dopowiada z przekonaniem Hanna Stad-nik, sanitariuszka „Hanka" i uczestniczka spotkań w Chojnowie. - „Moi chłopcy niczego dobrego nie zrobią, wszystko zniszczą, oni nie potrafią współpracować", słyszałam takie rzeczy z jego ust kil-kukrotnie. Nie było w tym złości, Rajmund mówił o tym ze łzami w oczach. - U mnie w domu też to powtarzał: „Mają szalone ambicje, jak je spełnią, będzie źle, powiadam ci. Oni nie potrafią normalnie rozma-wiać" - mówi Jeżewska. Te trzy historie - z obiadu w restauracji, z działki w Chojnowie i z mieszkania pani Danuty - mogą oznaczać tylko tyle, że pan Raj-mund po prostu miał inne poglądy niż synowie. Bo w istocie miał. Ale może to pęknięcie było głębsze? Żeby to sprawdzić, cofnę się do dzieciństwa braci, a nawet wcześniej.
archiwum
Kirsan Ilumżynow, przywódca republiki Kałmucji miał swoją przygodę z UFO, czym skupił na sobie uwagę opinii międzynarodowej – We wrześniu 1997 roku miał zostać zabrany przez kosmitów na nieznaną planetę. Podwładni Ilumżynowa w tym czasie przybyli do jego mieszkania i nie zastając go (ale zastając otwarty balkon, skąd mieli zabrać go obcy) przez ponad godzinę zastanawiali się co zrobić z zaginięciem prezydenta. Ostatecznie przywódca Kałmucji wyszedł ze swojej sypialni jak gdyby nigdy nic, mimo że wcześniej go tam nie było. Kirsan opisywał kosmitów jako istoty ubrane szczelnie w żółte kombinezony. W czasie podróży Kirsan miał ich poprosić o powrót do domu, w związku ze zbliżającą się jego wizytą na Ukrainie. Kosmici odparli zdaniem "Spokojnie, Kirsan, masz czas". Ilumżynow twierdził, że rozmawiał długo z obcymi dochodząc do wniosku, że są istotami takimi samymi jak ludzie. Zapytał ich też o to, czemu nie dają o sobie znać innym ludziom, na co odrzekli "nie jesteśmy na to gotowi". To chyba jeden z nielicznych przypadków przygód z UFO u osób o takim stanowisku
Jacob Angeli Chansley to 33-letni aktor z nieudaną karierą, który na co dzień mieszka ze swoją mamą i wyznaje kilka teorii spiskowych. Wcześniej został wyrzucony z mieszkania za niepłacenie czynszu –  Jake Angeli
archiwum
Salon z kuchnią – Czy tylko ja uważam, że to wcale nie jest takie fajne rozwiązanie? Z tego co szukałem to nie da się kupić obecnie nowego mieszkania z oddzielną kuchnią, albo jest to mega rzadkie.

"Miodowe Lata":

"Miodowe Lata": – Pod pozorem komedii opowiadający o tym, jak wygląda przemoc domowa. Przemoc kobiety wobec mężczyzny. Nie jest widowiskowa. Nie gromadzi oburzonych tłumów. Nie powoduje komentarzy na pierwszych stronach gazet. Przemoc ta jest codzienna. Jest "normalna". Nawet "zabawna". Po prostu jest. W latach 1999-2003 stacja Polsat emitowałapionierski serial. Pod pozorem komediiopowiadający o tym, jak wygląda przemocdomowa.Przemoc kobiety wobec mężczyzny!Pod tą humorystyczną polewą żartów i gagów, opowiadanajest również druga historia. Smutna, przygnębiająca historiaprzemocy domowej i jej akceptacji w społeczeństwie.Przemocy kobiety wobec mężczyzny.Tadeusz Norek jest z pozoru szczęśliwym facetem. W duecieze swoim przyjacielem Karolem, to przecież właśnie on jesttym radosnym i promiennym równoważnikiem dlaporywczego i gburowatego Karola. Jednak w wielumomentach serialu możemy zobaczyć sugestie, że pozakadrem kamery odgrywa się w jego życiu tragedia.Wielokrotnie w mieszkaniu Krawczyków można usłyszećburzliwe kłótnie sąsiadów z góry. Trzeba jednak zauważyć,że słychać w nich prawie wyłącznie panią domu, Dankę. Wróżnych dialogach między Tadkiem i Karolem padanawiązanie do tego, że jest to normalny dla niej sposóbkomunikowania się z mężem. "Danka relaksuje się nawrzeszcząco". Możemy również zobaczyć, że te wrzaskiwywołują w Tadku napady lęku i paniki. Do tego stopnia, żenie jest on czasami w stanie dosłownie ustać na nogach anisię odezwać.Ale agresja słowna nie jest największym problemem. Zpozornie zabawnych anegdot możemy się dowiedzieć, żeDanka ma w zwyczaju rzucać w swojego męża ciężkimiprzedmiotami. Tadek jest przyzwyczajony do tego, że gdy wdomu wybucha kłótnia, a są one na porządku dziennym, tomusi się natychmiast zacząć osłaniać. "Pamiętasz, jakmówiłeś, że nie będzie we mnie rzucać? (...) Rzucała czymsię dało."Jednak do największego problemu dopiero dochodzimy.Bezpośrednia przemoc. To nawet nie jest sugerowanesubtelnie w serialu. W pewnym odcinku Tadeusz schodzi domieszkania swoich sąsiadów ze śladami pobicia na twarzy.Znajduje to potwierdzenie w rozmowie z Karolem. "Zbitytalerz i zbity pysk". Oczywiście talerz również rozbiła żona,możemy zgadywać w jaki sposób.Smutkiem napawa również reakcja sąsiadów. Na widokpobitego najlepszego przyjaciela, ani Alina ani Karol niewidzą w tym powodu do reakcji. Są już do tegoprzyzwyczajeni, wydaje im się to naturalne. "Wiesz jaka jestDanka" - jednozdaniowe wytłumaczenie, a właściwieusprawiedliwienie.
34-letni mechanik z Rosji, Vladimir Sankin dostał karę 15 lat więzienia za pobicie na śmierć pedofila – Vladimir Zaitsev zwabił siłą do swojego mieszkania 14-letniego chłopca. Jego kolega zaalarmował o tym przypadkowych przechodniów. Zareagował własnie Sankin, który wparował do jego mieszkania i pobił go ze skutkiem śmiertelnym. Sprawa nabrała dużego rozgłosu i powstała petycja o uniewinnienie mężczyzny, którą jak na razie podpisało 70 000 osób.
To ojciec zadzwonił po funkcjonariuszy: wspiera Łukaszenkę i sprzeciwia się politycznym poglądom własnych dzieci, które opowiadają się za zmianami. – Milicjanci, którzy przybyli, zrobili zdjęcia balkonu i powiedzieli, że oceniają zasłony jako pikietę. Wydawało się jednak, że wszystko zostało załatwione: zasłony zostały natychmiast zdjęte, a „stróże prawa” obiecali, że nie pociągną do odpowiedzialności członków rodziny przed wymiar sprawiedliwości. „Jesteśmy bardzo zdenerwowani. Nie strach, nie złość, nie nienawiść, a po prostu poczucie urazy" - tak Olga dzieli się emocjami z powodu z działań jej ojca. „Tak właśnie żyjemy - niby duża rodzina, ale faktycznie okazuje się, że on po prostu doniósł na swoich bliskich"