Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 1565 takich demotywatorów

poczekalnia

Odszedł ostatni od "Burego". 22 listopada o godzinie 21.15 na Wieczną Wartę odszedł Pan Major Lucjan Deniziak, żołnierz 5 Wileńskiej Brygady AK , a następnie w 3 Wileńskiej Brygadzie NZW. Był ostatnim żyjącym podkomendnym kpt. Romualda Rajsa "Burego"

Odszedł ostatni od "Burego". 22 listopada o godzinie 21.15 na Wieczną Wartę odszedł Pan Major Lucjan Deniziak, żołnierz 5 Wileńskiej Brygady AK , a następnie w 3 Wileńskiej Brygadzie NZW. Był ostatnim żyjącym podkomendnym kpt. Romualda Rajsa "Burego" – Oddany Syn polskiej ziemi, wierny ideałom i wartościom najwyższym, człowiek dla którego dewiza "Bóg Honor Ojczyzna" to nie puste słowa, tylko życiowy drogowskaz.Major "Orzeł" był żołnierzem oddziału sierż. Ryszarda Sosnowskiego "Wydry" w 3. Wileńskiej Brygady Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, brał udział w krwawej bitwie z czerwoną nawałą, 16 lutego 1946 roku pod Gajrowskimi. W grudniu 1946r. aresztowany ,bity i torturowany ,podczas rewizji zbiegł, ale został postrzelony ,jedna z kul tkwiła w nodze aż do śmierci pana majora. Drugi raz aresztowany 21.października 1947r. i skazany został na 8 lat więzienia.Karę odbywał w Białymstoku i Płocku
poczekalnia

Najpierw wjazd do podstawówki. Jakiś 14 latek organizuje jednoosobowy marsz. Potem Dom Samotnej Matki. Tam szyją maseczki z esesmańskimi piorunami ostrzegającymi przed porażeniem prądem.

Najpierw wjazd do podstawówki. Jakiś 14 latek organizuje jednoosobowy marsz. Potem Dom Samotnej Matki. Tam szyją maseczki z esesmańskimi piorunami ostrzegającymi przed porażeniem prądem. – Dziwię się BOA, że w taki polityczny szlam tak łatwo dali się wmanewrować. Za 1500 judaszowych srebrników sprzedali swój honor i historię.
poczekalnia

To co p.Darku...kogo następnym razem pałujemy wraz z twoimi kompanami ? Plamisz honor, mundur i przysięgę !

Plamisz  honor, mundur i przysięgę ! –
poczekalnia

Tak tylko przypominam

Tak tylko przypominam – "Ja, obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, świadom podejmowanych obowiązków policjanta, ślubuję:służyć wiernie Narodowi, chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny,strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia.Wykonując powierzone mi zadania, ślubuję pilnie przestrzegać prawa, dochować wierności konstytucyjnym organom Rzeczypospolitej Polskiej,przestrzegać dyscypliny służbowej oraz wykonywać rozkazy i polecenia przełożonych.Ślubuję strzec tajemnic związanych ze służbą, honoru, godności i dobrego imienia służby oraz przestrzegać zasad etyki zawodowej."
Źródło: net
archiwum

Horytnica - Honor Legionisty

Horytnica - Honor Legionisty – Z cynicznym uśmiechem patrzyli zaborcyNa płomienne duchy, na siłę młodościSycił się nią płomień, światłem wielu ofiarKładł swój los na szali, kto tę ziemię kochałSami przeciw wszystkim, iskra pośród mrokuTrwaliśmy w swej woli, testamencie przodkówKtóry w listopadzie został wypełnionyGdy sen stał się jawą w tym dniu upragnionym.

Narodowcy: Bóg, Honor, Ojczyzna! Również narodowcy:

 –  Szef Falangi: 10 tys. narodowców wWarszawie. Nawet połowa z nichprzeszkolona z taktyki walkiTaktyka jest taka że wbiegacie w tłum i napierdalacie kobiety
archiwum

Bóg Honor Ojczyzna

Bóg Honor Ojczyzna – W obronie polskich Sephor !

Credo życiowe tzw. narodowców

Credo życiowe tzw. narodowców – "Kiedy wzywa mnie ksiądz proboszcz, moim honorem jest bicie polskich nastolatek"
Źródło: dziennik.pl
archiwum

-Kim ty jesteś? - " milicjantem" - z kim Ty walczysz? - z demonstrantem. -a czym walczysz? -pałką, gazem - ile razy? -raz za razem -narodowcy? -przyjaciele -gdzie stoicie? - przy kościele - kogo chronisz? - ważniejszego -a twój honor? - co takiego?

-Kim ty jesteś?- " milicjantem"- z kim Ty walczysz?- z demonstrantem.-a czym walczysz?-pałką, gazem- ile razy?-raz za razem-narodowcy?-przyjaciele-gdzie stoicie?- przy kościele - kogo chronisz?- ważniejszego-a twój honor?- co takiego? –
archiwum

Cytując słowa pewnego kombatanta... "Gdyby miał w sobie, choć odrobinę Polskiej krwi, wiedziałby co to HONOR !"

"Gdyby miał w sobie, choć odrobinę Polskiej krwi, wiedziałby co to HONOR !" –

Marcin Meller o pożegnaniach:

 –  DŁUGIE POŻEGNANIE       Dawno, dawno temu mój kumpel przeżywał srogi miłosny zawód. Tak się złożyło, że zbliżał się Sylwester, co oczywiście nie poprawiało mu nastroju. Wybraliśmy się więc razem na huczną imprezę do mojej przyjaciółki Pauliny. Było jeszcze grubo przed północą, kiedy przed zajmowaną przeze mnie kanapę zatoczył się ubrany w zimową kurtkę rozczarowany kochanek, mający już ewidentnie mocno w czubie  i z emfazą godną rzymskiego senatora ogłosił wszem i wobec:  - Marcin mój przyjacielu! Przyszedłem się pożegnać,  wyrzucają mnie!  - Kto cię wyrzuca? – zapytałem zdziwiony, bo mimo, że kumpel był zadziorem,  nie zauważyłem żadnej bijatyki.  - Paulina mnie wyrzuca mój przyjacielu, tak, gospodyni mnie wyrzuca! – potrząsnął dramatycznie głową.  - Ale za co?  - Za prawdę! Za to, że prawdę jej powiedziałem! – przyjaciel był coraz bardziej wzburzony.  - A jaką to prawdę jej powiedziałeś?  - Najprawdziwszą! Że wszystkie kobiety to kurwy mój przyjacielu! – wykrzyczał dramatycznie i w tym momencie zarejestrował siedzącą obok mnie dziewczynę. Natychmiast ukłonił się szarmancko i dodał – Oczywiście z wyjątkiem ciebie Marysiu!  - po czym ruszył chwiejnie w stronę drzwi wejściowych.  Wybiła północ, składaliśmy sobie tłumnie życzenia, kiedy nagle ktoś mnie  walnął w plecy z siłą Obelixa, że mało płuc nie wyplułem i zanim się obróciłem, usłyszałem znajomy głos i frazę:- Marcin mój przyjacielu, przyszedłem się pożegnać,  wyrzucają mnie! – kolega ewidentnie od blisko dwóch godzin krążył po imprezie, cały czas w kurtce, żegnając się z każdym i głosząc swą krzywdę męczennika za prawdę, przy czym zapomniał, że jak w „Dniu świstaka” już odbyliśmy tę rozmowę. Było to w sumie niesamowite, bo powtórzył słowo w słowo swoją diagnozę relacji męsko-damskich i dokładnie w tym samym momencie zauważył  stojącą obok mnie koleżankę, tyle że teraz miast się skłonić  podniósł  otwarte dłonie w przepraszającym geście i rzekł:  - Oczywiście z wyjątkiem ciebie Marysiu! – I ruszył w stronę drzwi wejściowych.   Poszedłem poprosić gospodynię o amnestię, impreza była piękna, irytacja nieco jej przeszła, chociaż wielce się zdziwiła, że delikwent nadal szaleje na kwadracie. Powiedziała, żeby kumpel przeprosił, a przynajmniej się zamknął, to nie będzie musiał wychodzić. Popędziłem przekazać mu dobre wieści zanim faktycznie wyjdzie nawalony na mróz, co mi się udało. Może Was zaskoczę, ale o ile wcześniej cierpiał, tak teraz się naprawdę potężnie wkurwił. Wygłosił płomienną mowę, w której jasno wyłożył, że nie ma za co przepraszać, bo to jego krzywdzą za głoszenie prawdy, milczeć również nie będzie, bowiem prawda i honor milsze są mu niż jakieś sylwestry, za prawdę i honor życie dać warto, wiedział o tym Skrzetuski, wiedział Leonidas, wiedzieli samuraje, więc tym bardziej warto wylecieć z imprezy, na której hołduje się hipokryzji, zakłamaniu i dulszczyźnie o obrażaniu przyjaciół nie wspominając. I zaczął żegnać się ze mną po raz trzeci.  Może Was zaskoczę, może na  Waszych twarzach odmalują się szok i niedowierzenie, może stracicie wiarę w boski porządek rzeczy, ale kiedy miksowałem się z sylwka po trzeciej nad ranem, kumpel nadal się żegnał. Potem się dowiedziałem, że zamykał imprezę dopijając z gospodynią resztki.  A dlaczego wspominam tę historię z zamierzchłej przeszłości? Bo pierwsza mi przyszła do głowy, kiedy zacząłem myśleć o pożegnaniu. Mimo, że łza się w oku kręci, smuteczek duszę przepełnia o miejsce walcząc z nostalgią, to pierwsze kurde co mi do miłującego wszelkie absurdy i surrealizmy łba przychodzi, to błazeńska akcja z imprezy.  Bo ja się żegnam kochani. To mój ostatni felieton w „Newsweeku” i sam nie wierzę w to co piszę. Bo to wiele pięknych lat było, wielkich wzruszeń i epickich gównoburz, za co z całego serca dziękuję Tomkowi Lisowi. Nie tylko za gościnę na łamach „Newsweeka” a wcześniej „Wprost”, ale przede wszystkim za to, że do pisania felietonów mnie namówił, a nawet zmusił. I okazało się, że polubiliśmy się z tym specyficznym gatunkiem twórczości.   I teraz w blisko pięćsetny piątek odkąd zacząłem pisać Wasze ulubione felki, powtórzę za klasykiem: „Dzień dobry. A na wypadek gdybyśmy się już potem nie widzieli – także dobry wieczór i dobranoc.”                                     The EndPS. Moje odejście z „Newsweeka” wynika z tego, że 16 listopada obejmę funkcję redaktora naczelnego Wirtualnej Polski.

... ale wcześniej się napier**le

... ale wcześniej się napier**le –  Angielska literatura: Francuska literatura:Zginę za honor    j   Zginę za miłośćAmerykańska literatura:   Rosyjska literatura:

No głupi

 –  Kurwa, człowiek ledwo koniec z końcem wiąże, tyra jak głupi żeby przeżyć. A wystarczyło zapisać się kiedyś do PIS, udawać idiotę, wyrzucić z głowy takie pojęcia jak sumienie, honor czy własne zdanie i dziś byłoby się na wysokim stanowisku. Ech, człowiek głupi...

O tym, dlaczego znienawidziłem zbieranie grzybów

O tym, dlaczego znienawidziłemzbieranie grzybów – Opowiem Wam o jednym z moich pierwszych wspomnień w życiu. Mam jakieś cztery lata, jest bardzo wcześnie, wszędzie jesienna szaruga i wilgoć, a ja zapitalam ze swoim dziadkiem przez las. Trwa to już od jakiegoś czasu, a ja jestem zmęczony. W pewnym momencie tego marszu na horyzoncie pojawiają się uzbrojeni mężczyźni z psami. To sprawia, że dziadek, normalnie mający problemy ze wstaniem z fotela, rzuca się na mnie i przykrywa w okolicznym krzaku. Twarz mam w zimnym mchu, a dziadek modli się, aby nas nie znaleziono. Ci panowie z psami to okoliczne kółko łowieckie, a stary pryk chciał obronić swoje tajne miejsce na zbieranie grzybów. Dziadek wymyślił sobie, że odkrył najlepszy fragment lasu i nigdy nikomu nie zdradzi, skąd biorą się jego wspaniałe znaleziska (bez szału, tak szczerze). To moje wspomnienie z weekendowych wyjazdów na działki - sobota i niedziela rano wstajemy o pogańskiej porze, aby kluczyć (dla zmyłki) autem przez godzinę, a potem napieprzać z trampka kolejną na tajne miejsce. Oczywiście potem cała rodzina próbowała je odnaleźć, ale kolektywnie stwierdzono, że nestorowi rodu już dawno się pomieszało w głowie i wybierał losowe fragmenty. Szkoda tylko, że przy boku tego grzybowego Don Kichota, rolę Sanczo Pansy musiałem odgrywać mały ja.Minęło parę lat, dziadkowie odeszli, a na działkę zacząłem jeździć z rodzicami. Miałem cichą nadzieję, że grzybowe szaleństwo poprzedniego pokolenia było związane ze wspomnieniami o niedobrze jedzenia i już poszło w niepamięć. O ja naiwny, co sobie myślałem, prawdziwa mania dopiero się zaczęła.Okazało się, że w środowisku domków letniskowych nie liczy się pozycja społeczna, majątek czy życiowe osiągnięcia. Mogłeś być profesorem opracowującym szczepionkę na raka, ale jeśli nie potrafiłeś zbierać grzybów to byłeś gorszy od alkoholika codziennie robiącego burdy na osiedlu. Tak, w tamtym czasach szacunek zdobywało się za pomocą koszyka wypełnionego przynajmniej podgrzybkami. Weekendowy wypad do lasu przestał stanowić rodzinną rozrywkę, a zmienił się w jedną wielką walkę o honor. Doszło do tego, że ojciec założył "fundusz kryzysowy" na wypadek braku dobrych grzybowych znalezisk.Zbierałem na kompa i spytałem go czy może mi dorzucić dwie stówki. On stwierdził, że teraz są ważniejsze wydatki. kilka dni później wydał właśnie tyle na dwa kosze grzybów od starej baby przy drodze. Bo jak sam stwierdził "są rzeczy o wiele ważniejsze od pieniędzy".Oczywiście, połowę z nich trzeba było wyjebać, bo ile można marynować grzyby i jeść jajecznicę z kurkami. No dobra, dobiłem do wieku siedemnastu lat i myślałem, że uwolniłem się od tej wielkiej grzybni. Jednak los chciał mi pokazać, że jestem skazany na nie po wieki wieków. Sytuacja wyglądała tak, że niedaleko naszego domku, działkę posiadali też przyjaciele rodziny i w ich dobytku znalazł się także kolega w moim wieku. Wiadomo, wiek gówniarskich melanży, rodzice wiedzieli, co się święci, ale pozwalali zostawać tam na noc. No to popilim sobie dorana i ktoś stwierdził, że skoro już świata to może pójdziemy sobie zbierać grzybki. Wiedziony instynktem stadnym poszedłem, alewziąłem sobie dodatkową ćwiartkę, co by to wszystko wytrzymać. I to był błąd, bo nastąpiła odcinka, a ja odłączyłem się od grupki i zasnąłem na polance. No i cudownym zbiegiem  okoliczności, w stanie totalnego zmenelenia, obudzili mnie moi rodzice.Wstaję zdewastowany życiem, próbuję szukać wymówki i słyszę ojca - Synu naprawdę mnie zawiodłeś, weź no się odwróć.Odwracam się i myślę, że spałem we własnych bełtach czy jakimś martwym lisie. Ale zamiast tego widzę rozwalone prawdziwki i rydza.- Ja rozumiem, że można się napić, ale żeby mieć tak mały szacunek do darów lasu, to naprawdę trudno pojąć. Myślałem, że inaczej cię wychowaliśmy. Naprawdę nie cierpię zbierania grzybówAutor: FB/kusinakulturę

Co jest w stanie zastąpić honor? Honorarium

Honorarium –

Bób, honor, ojczyzna!

Bób, honor, ojczyzna! –
archiwum

Dewiza Polskiego Wojska w 1939 roku brzmiała Honor i Ojczyzna "Boga" na klamrach pasów miała przeciwna drużyna

"Boga" na klamrach pasów miała przeciwna drużyna –
Źródło: facebook.com
archiwum

Naprawdę nie wiem o co się kruszy te przysłowiowe 4 litery. Przecież nie od dziś wiadomo że takie zachowanie przynależy do chamów i pospólstwa, i tyle w temacie...a honor tej pani....... :)

Naprawdę nie wiem o co się kruszy te przysłowiowe 4 litery. Przecież nie od dziś wiadomo że takie zachowanie przynależy do chamów i pospólstwa, i tyle w temacie...a honor tej pani....... :) –
archiwum

Bez zasad nie istniejesz... ...łamiąc je giniesz

...łamiąc je giniesz –

Jedno zdjęcie mówi czasem więcej niż tysiąc słów Oto Pani Ewa. Ewa chciała zobaczyć Morskie Oko, więc poszła i zobaczyła. Ewa nie ma nogi, ale ma honor, serce i empatię. Ewa nie szuka wymówek. Ewa szuka nowych wyzwań

Oto Pani Ewa. Ewa chciała zobaczyć Morskie Oko, więc poszła i zobaczyła. Ewa nie ma nogi, ale ma honor, serce i empatię. Ewa nie szuka wymówek. Ewa szuka nowych wyzwań –