Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 69 takich demotywatorów

Głębokie przemyślenia internautów (18 obrazków)

Głębokie przemyślenia internautów (16 obrazków)

Głębokie przemyślenia internautów (19 obrazków)

Mapa miejscowości kończących sięna -ów i na -owo –
 –

Głębokie przemyślenia internautów (17 obrazków)

Głębokie przemyślenia internautów (17 obrazków)

Głębokie lata 90., ogródek słynnej krakowskiej kawiarni Vis à Vis, zwanej potocznie „Zwisem”. Wchodzi kompozytor Zbigniew Preisner i zamawia parówki – W owym czasie w Zwisie pracowały dwie cudowne starsze Panie - Zosia oraz Krysia, najstarsi ludzie nie pamiętają, której z nich anegdota dotyczy, ale większe prawdopodobieństwo, że Krysi. Zatem wchodzi Preisner, zamawia parówki, pani Krysia biegnie z zamówieniem na zaplecze, a Preisner wyciąga wielkiego Centertela, gdyż były to czasy początków telefonii komórkowej w Polsce. Stolikowe towarzystwo Preisnera, jak również wszyscy dookoła cmokają i zachwycają się zdobyczą techniki wielkości pokaźnej cegłówki, tymczasem kwadrans mija, a parówek ni widu ni słychu. Preisner wreszcie, chcąc jeszcze bardziej zadziwić znajomych, wysuwa antenkę telefonu i pracowicie wystukuje na nim numer do Zwisu. Na zapleczu odbiera Krysia. - Tu Preisner - mówi do słuchawki Preisner - gdzie są moje parówki? Nie mija 30 sekund, jak z lokalu wybiega Krysia. - Panie Preisner, panie Preisner, telefon do pana!
 – Drodzy Rodzice!Druh drużynowy powiedział nam, że mamy wszyscy napisać do rodziców, ponieważ najprawdopodobniej widzieliście powódź w TV i bardzo się martwicie.Nic nam nie jest. Woda porwała tylko jeden nasz namiot i dwa śpiwory. Na szczęście żaden z nas się nie utopił, ponieważ kiedy to się zdarzyło byliśmy wszyscy w górach i szukaliśmy Krzyśka, który zaginął. Zadzwońcie, proszę, do matki Krzyśka i powiedzcie jej, że już wszystko w porządku i że się znalazł. Krzysiek sam nie może do niej napisać, bo połamał sobie obie ręce jak spadał ze skały. Na poszukiwania Krzyśka wyjechaliśmy pick-up''em drużynowego. To było niesamowite. Nigdy byśmy nie znaleźli Krzyśka w tych ciemnościach, gdyby nie błyskawice. Druh drużynowy strasznie się wkurzył, że Krzychu poszedł w góry nikomu nic nie mówiąc. Krzysiek powiedział, że mówił mu przecież, ale to było podczas pożaru, więc drużynowy najprawdopodobniej go nie usłyszał.Wiedzieliście, że jeśli się wrzuci do ognia butelkę z benzyną to może wybuchnąć? Mokry las nie spłonął, ale jeden z naszych namiotów tak. Także trochę naszych ubrań. No i Stefan będzie wyglądał tak niesamowicie, dopóki nie odrosną mu włosy.Będziemy w domu w sobotę, jeśli do tego czasu drużynowy naprawi samochód. Ten wypadek to naprawdę nie była jego wina. Hamulce pracowały OK kiedy ruszaliśmy. Druh powiedział, że tak stary samochód miał prawo się popsuć. Prawdopodobnie dlatego, że był tak stary, nikt nie chciał go ubezpieczyć. Ale w sumie uważamy, że ten samochód jest całkiem cool. Tak jak i druh drużynowy. Nie robi nam wymówek jak nabrudzimy w aucie, a kiedy w kabinie robi się gorąco, druh pozwala nam jechać na pace. Trudno żeby nie było gorąco jak jedziemy w 10 osób. Ale odkąd patrol policji zatrzymał nas na autostradzie już nie wsiadamy na pakę.Czy już wspominałem że druh jest dobrym kierowcą? Przed tym wypadkiem uczył Ryśka jeździć. Ale spoko, pozwalał mu tylko na szybszą jazdę na górskich drogach, gdzie prawie nie ma ruchu. Od czasu do czasu przejeżdżają tam tylko ciężarówki.Dzisiaj rano wszyscy chłopacy skakali do wody ze skał i pływali w jeziorze. Druh nie pozwolił mi, ponieważ nie umiem pływać, i Krzyśkowi z powodu tych jego rąk; dlatego my dwaj pływaliśmy po jeziorze kajakiem. Fajne jezioro. I głębokie. Chociaż niektóre czubki drzew wystają ponad lustrem wody. Druh nie jest upierdliwy jak inni drużynowi. Nawet nam nie marudził, że nie ubraliśmy kamizelek ratunkowych. Spędza teraz dużo czasu naprawiając samochód, więc staramy się nie zawracać mu głowy głupotami.Zdobyliśmy już odznaki pierwszej pomocy. Kiedy Dawid nurkował w jeziorze i uciął sobie rękę, sami zakładaliśmy mu opaskę uciskową. Ja i Marek wtedy zwymiotowaliśmy, ale druh powiedział, że to prawdopodobnie było tylko zatrucie pokarmowe po zjedzeniu resztek kurczaka. Druh powiedział, że tak samo wymiotował pojedzeniu, które jadał w więzieniu.Jesteśmy bardzo zadowoleni, że on wyszedł i został naszym drużynowym. Druh mówił, że teraz jest już dużo mądrzejszy i że zrobiłby TO dużo lepiej niż wtedy. Nie bardzo wiem, o co chodzi. Muszę już kończyć. Idziemy do miasta, żeby wysłać listy i kupić naboje. Nie martwcie się o mnie. Jest ok, pozdrawiam wasz Karol
 –  Pytanie do prawników i nie tylko.Czy mogę pozwać swoich przyjaciółi uzyskać od nich odszkodowanie za stratymoralne oraz utracony czas i możliwośćsamorealizacji w czasie, gdy się z nimiprzyjaźniłem?Wyglądali na miłych ludzi, naprawdę dobrze się z nimi bawiłem. Wieczorami spotykaliśmy się przy kilku piwach (lub czymś mocniejszym) i poruszaliśmy głębokie tematy. Mieliśmy tyle ciekawych pomysłów. Nawet miałem nadzieję, że otworzymy wspólny biznes.Jednak okazało się, że to zwykli pijacy, którzy stoczyli się na dno, a ja razem z nimi. Tak więc przestałem z nimi rozmawiać, bo mam już tego dosyć. Ale utraconego czasu już nic nie wróci...
Podczas rozmowy kwalifikacyjnej przyszły pracodawca poprosił kandydata o nietypową czynność. Gdy ją wykonał, wiedział, że musi go zatrudnić! – Młody mężczyzna udał się na rozmowę kwalifikacyjną na stanowisko menedżera w dużej i dobrze prosperującej firmie. Bez problemu przeszedł wszystkie etapy, aż doszedł do ostatniego. Była nim rozmowa z dyrektorem.Przyszły pracodawca wziął jego CV do ręki i przeczytał, że kandydat miał świetne oceny na studiach. Już w liceum zbierał najwyższe noty. Dyrektor zapytał go:Czy miał pan jakieś stypendia naukowe?Nie — odpowiedział mu młody człowiek.Więc to ojciec płacił za pana edukację?Nie, mój tata zmarł, gdy miałem rok. To matka za wszystko płaciła.A gdzie pracowała? — pytał dalej pracodawca.W pralni — odpowiedział mu szybko.Wtedy dyrektor poprosił go, aby pokazał mu swoje ręce. Obejrzał je i zobaczył, że były miękkie i delikatnePomagał pan kiedyś matce w pracy?Nie. Ona chciała, żebym skupił się na nauce. Poza tym jej to o wiele lepiej wychodziło.Usłyszawszy to, pracodawca chwilę się zastanowił, po czym odrzekł:Niech pan idzie do domu i umyje matce dłonie. Jutro dokończmy naszą rozmowę.Młody człowiek miał przeczucie, że dostanie wreszcie wymarzoną pracę i gdy tylko wszedł do domu, natychmiast umył mamie ręce. Gdy to robił, po jego policzkach zaczęły spływać łzy.Dostrzegł, że jej dłonie są bardzo zniszczone. Pokrywają je siniaki i głębokie zmarszczki. Wcześniej nigdy się im nie przyglądał, a to właśnie one ciężko pracowały, by chłopak mógł się uczyć. Zniszczenia były ceną, jaką kobieta musiała zapłacić za dyplomy syna.Następnego dnia mężczyzna wrócił, aby dokończyć rozmowę z pracodawcą. Jego oczy błyszczały od łez.Czego nauczył się pan wczoraj w domu?Wiem już co to wdzięczność, bo gdyby nie moja mama nigdy nie osiągnąłbym tego, co mam. Zrozumiałem również, jak ważna jest rodzina.To dobrze, bo tego właśnie szukałem u menedżera. Chce przyjąć osobę, która potrafi docenić wysiłki innych. Dam panu szansę i zatrudnię w mojej firmie Młody mężczyzna udał się na rozmowę kwalifikacyjną na stanowisko menedżera w dużej i dobrze prosperującej firmie. Bez problemu przeszedł wszystkie etapy, aż doszedł do ostatniego. Była nim rozmowa z dyrektorem.Przyszły pracodawca wziął jego CV do ręki i przeczytał, że kandydat miał świetne oceny na studiach. Już w liceum zbierał najwyższe noty. Dyrektor zapytał go:Czy miał pan jakieś stypendia naukowe?Nie — odpowiedział mu młody człowiek.Więc to ojciec płacił za pana edukację?Nie, mój tata zmarł, gdy miałem rok. To matka za wszystko płaciła.A gdzie pracowała? — pytał dalej pracodawca.W pralni — odpowiedział mu szybko.Wtedy dyrektor poprosił go, aby pokazał mu swoje ręce. Obejrzał je i zobaczył, że były miękkie i delikatnePomagał pan kiedyś matce w pracy?Nie. Ona chciała, żebym skupił się na nauce. Poza tym jej to o wiele lepiej wychodziło.Usłyszawszy to, pracodawca chwilę się zastanowił, po czym odrzekł:Niech pan idzie do domu i umyje matce dłonie. Jutro dokończmy naszą rozmowę.Młody człowiek miał przeczucie, że dostanie wreszcie wymarzoną pracę i gdy tylko wszedł do domu, natychmiast umył mamie ręce. Gdy to robił, po jego policzkach zaczęły spływać łzy.Dostrzegł, że jej dłonie są bardzo zniszczone. Pokrywają je siniaki i głębokie zmarszczki. Wcześniej nigdy się im nie przyglądał, a to właśnie one ciężko pracowały, by chłopak mógł się uczyć. Zniszczenia były ceną, jaką kobieta musiała zapłacić za dyplomy syna.Następnego dnia mężczyzna wrócił, aby dokończyć rozmowę z pracodawcą. Jego oczy błyszczały od łez.Czego nauczył się pan wczoraj w domu?Wiem już co to wdzięczność, bo gdyby nie moja mama nigdy nie osiągnąłbym tego, co mam. Zrozumiałem również, jak ważna jest rodzina.To dobrze, bo tego właśnie szukałem u menedżera. Chce przyjąć osobę, która potrafi docenić wysiłki innych. Dam panu szansę i zatrudnię w mojej firmie
archiwum
Watykański sekretarz stanu kard. Pietro Parolin mówi natomiast o niepotrzebnej „eskalacji słownej”, która „zaognia emocje” i prowadzi do użycia broni. Wzywa strony do negocjacji, nie rozróżniając, która z nich jest agresorem, a która ofiarą. – Zdaniem Terlikowskiego, tego rodzaju słowa „niewiele mają wspólnego z Ewangelią”. Jednak Ewangelia nie poucza, jak powinna zachowywać się watykańska dyplomacja wobec wojny. Tak więc postawa Stolicy Apostolskiej może być niezgodna nie tyle z Ewangelią, co z taką interpretacją Ewangelii, która jest bliska Tomaszowi Terlikowskiemu. Z drugiej strony, papież i watykańscy kardynałowie nie tylko znają, ale również głoszą Ewangelię - lecz zapewne odczytują ją inaczej niż Terlikowski.Jaki stąd wniosek? Różnice moralne, często głębokie i radykalne, wśród chrześcijan odwołujących się do Ewangelii to dowód na to, że nie sprawdza się ona jako podstawa moralności. Nie przypadkiem religia nie rozwiązała żadnego konfliktu zbrojnego - natomiast do wielu się przyczyniła.
Podczas ceremonii The Independent Spirit Awards prowadzący - Nick Offerman i Megan Mullally nie tracili czasu i szybko wyrazili swoje zdanie na temat wojny, każąc Putinowi spierdalać i podkreślając to środkowym palcem – „Zanim zaczniemy, chcielibyśmy poświęcić chwilę, aby złożyć nasze najlepsze życzenia osobom dotkniętym wojną na Ukrainie i wszystkimi niesprawiedliwymi konfliktami na świecie”„Myślę, że mówimy tutaj w imieniu wszystkich, kiedy mówimy, że mamy nadzieję na szybkie i pokojowe rozwiązanie”, kontynuował Mullally, dodając: „W szczególności chcielibyśmy przekazać głębokie spierdalaj i wracaj do domu, Putin”.Po czym wszyscy - prowadzący jak i widownia - pokazali zgodnie dyktatorowi środkowy palec
Francuska restauracja "Le Maison de la Poutine" musiała wydać specjalne oświadczenie, ponieważ jej klienci atakowali ją myśląc, że nazwa lokalu i jedno z ich dań - "poutine" zostały nazwane na cześć... Putina – Poutine to francusko - kanadyjska przekąska składająca się z frytek, charakterystycznego rodzaju sera i sosu pieczeniowego.„Drodzy klienci, dziś wieczorem zespół Jucep postanowił tymczasowo wycofać słowo P**tine ze swojego znaku towarowego, aby na swój sposób wyrazić głębokie zaniepokojenie sytuacją na Ukrainie” – napisała restauracja w usuniętym poście na FB
archiwum
Kościół w 2011 roku nałożył na Natanka suspensę, ale nie reaguje, gdy zawieszony ksiądz odprawia msze i głosi kazania. „Jestem rozczarowany postawą Kościoła”, mówi jeden z rodziców, którzy złożyli pozew. – Nazywanie ludzi zwierzętami lub porównywanie do zwierząt ma głębokie tradycje w chrześcijaństwie. Nowotestamentowy Jezus mówi o faryzeuszach: „węże, plemię żmijowe” (Mt 23,33),  porównuje pogan do psów (Mt 15,26), porównuje pewnych ludzi (prawdopodobnie pogan) do psów i świń (Mt 7,6).  Dla św. Augustyna heretycy są „rozszalałymi wilkami” lub „kozłami”. W 1790 roku ksiądz Stanisław Staszic nazywa Żydów „pijawkami” i „szarańczą”. W roku 2018 ksiądz Janusz Chyła pisze na Twitterze, że „człowiek bez odniesienia do Boga zostaje zredukowany do poziomu zwierzęcia”. Chrześcijaństwo dokonuje wrogiego podziału na wiernych i niewiernych, po czym wzmacnia go przez dehumanizację.Ksiądz Natanek, oprócz wrogości, demonstruje głęboki religijny obskurantyzm – odwołując się treści religijnych, odczłowiecza dzieci, które urodziły się dzięki metodzie in vitro. Ale Kościół przygotował ku temu grunt, bo jest przeciwny tej metodzie.
 –
archiwum
Niedzielskiego Myśli Głębokie – WPR - Widzimy. Pamiętamy. Rozliczymy.
Połączenia są tak precyzyjne, że nawet żyletka nie zmieści się między nimi. Wskazując na głębokie zrozumienie geometrii opisowej i cięcia kamienia, ściany zostały zbudowane przy użyciu wysoce zaawansowanej technologii i aż niemożliwe, by mogła być stosowanaw tamtych czasach –
archiwum
"Squid Game", gdyby Wojtek Smarzowski zrobił polski remake – Wszystkie konkurencje rozgrywają się podczas wiejskiego wesela. Na początek wszyscy chleją jakąś podłą wódę. O północy pojawiają się uzbrojeni ludzie przebrani za kolędników. Cienkie parówy, którym już urwał się film, zostają wyeliminowane z gry strzałem w głowę. Reszta zawodników nie głosuje za opuszczeniem gry, jest za bardzo pijana, o przepraszam, najebana w trzy dupy, żeby zrozumieć o co chodzi, a poza tym przecież już czas na otrzęsiny. Pozostali przy życiu graczy zostają podzieleni na dziesięcioosobowe drużyny, które do rytmów disco polo tańcują wokół ustawionych krzeseł. Brakuje jednego krzesła. Co minutę muzyka przestaje grać i zawodnicy rzucają się do wolnych krzeseł. Osoby, które dalej stoją zostają rozprute widłami.Następnie… ale chwila, co oni robią?Gracze nie słuchają kolejnych wytycznych, bo spontanicznie stworzyli już pijacki pociąg i podskakują po całej sali tankując wódę na kolejnych stacjach. Przychodzi wkurwiony mistrz gry (Marian Dziędziel), który wszystkich opierdala i rozstawia po kątach. Następnie zawodnicy zostają podzieleni w kilkuosobowe drużyny i wychodzą na zewnątrz gdzie widzą głębokie doły wypełnione gnojówą. Przeciąganie liny. Przegrana drużyna tonie w gównie. Przerwa na posiłek. Zepsuty bigos. Obżarstwo zostaje ukarane, pierwsze osoby które pognały do ubikacji trafiły tam na pluton egzekucyjny. Surprise, motherfuckers.Następnie… ech, nikt już nie słucha organizatorów. Wszyscy śpiewają „Białego misia”. Izabela Kuna (pracująca na kasie w Biedronce) bzyka się w krzakach z Erykiem Lubosem (lokalny recydywista). Podgląda ich Lech Dyblik. Cwaniaczek Jacek Braciak próbuje wkręcić ludzi z drużyny w piramidę finansową. Dziędziel kapituluje. Nie będzie jednak wycinania swastyk i Gwiazd Dawida w ciasteczkach. Od razu przechodzi do finału. Rozdaje graczom siekiery i mówi, że przeżyć może tylko jeden. Na sali jatka. Ręka, noga, mózg na ścianie. Wszyscy martwi. Chociaż nie, poczekajcie, ktoś jednak wstaje z ziemi. To poczciwina Arkadiusz Jakubik! Poślizgnął się na czyimś jelicie, rozwalił sobie łeb i na chwilę stracił przytomność.Jakubik wychodzi z główną nagrodą - spłaconym w połowie kredycie we frankach na M3 w Łodzi.Wsiada w samochód i odjeżdża do wynajmowanej kawalerki współdzielonej z owdowiałą matką. Po drodze wjeżdża w dzieci idące na poranną mszę. Pijacką jazdę finiszuje dzwonem w latarnię. Samochód staje w ogniu. Jakubik płonie żywcem. Kamera powoli odjeżdża w górę. Netflix wrzuca serial we wtorek
Wychwytuje wodę z powietrza. Pomysł 82-latka ratuje mieszkańców Afryki – Jest w stanie wyprodukować od 50 do 75 l wody dziennie nawet w temp. 40 stopni Celsjusza. Urządzenie wychwytujące wodę z powietrza stworzone przez kreatywnego 82-latka pomoże krajom w Afryce.Urządzenie jest niewielkie – można transportować je za pomocą wózka. Większe okazy będą służyć celom masowym – zaopatrzą wioski i ośrodki nawet w 5 tys. litrów wody dziennie.Enrique Veiga podczas susz, które nawiedzały Hiszpanię stworzył swój pierwszy prototyp maszyny, która miała zbierać wodę z powietrza. - Mieszkańcy wiosek w Namibii byli zachwyceni naszymi urządzeniami. Nie rozumieli, jak one działają i pytali, skąd pobierają wodę.Tymczasem urządzenie wykorzystuje zjawisko kondensacji. Maszyna uzyskuje wodę poprzez schłodzenie powietrza do temperatury, w której powietrze może zostać zamienione w ciecz. Jest to system, który przypomina zjawisko kondensacji w klimatyzatorach.- Naszym celem jest stworzenie urządzenia, które jest nie tylko skuteczne, ale również stanowi wsparcie dla tych, którzy muszą przemierzać wiele kilometrów lub kopać głębokie studnie, aby uzyskać dostęp do wody – tłumaczy inżynier Jest w stanie wyprodukować od 50 do 75 l wody dziennie nawet w temp. 40 stopni Celsjusza. Urządzenie wychwytujące wodę z powietrza stworzone przez kreatywnego 82-latka pomoże krajom w Afryce.Urządzenie jest niewielkie – można transportować je za pomocą wózka. Większe okazy będą służyć celom masowym – zaopatrzą wioski i ośrodki nawet w 5 tys. litrów wody dziennie.Enrique Veiga podczas susz, które nawiedzały Hiszpanię stworzył swój pierwszy prototyp maszyny, która miała zbierać wodę z powietrza. - Mieszkańcy wiosek w Namibii byli zachwyceni naszymi urządzeniami. Nie rozumieli, jak one działają i pytali, skąd pobierają wodę.Tymczasem urządzenie wykorzystuje zjawisko kondensacji. Maszyna uzyskuje wodę poprzez schłodzenie powietrza do temperatury, w której powietrze może zostać zamienione w ciecz. Jest to system, który przypomina zjawisko kondensacji w klimatyzatorach.- Naszym celem jest stworzenie urządzenia, które jest nie tylko skuteczne, ale również stanowi wsparcie dla tych, którzy muszą przemierzać wiele kilometrów lub kopać głębokie studnie, aby uzyskać dostęp do wody – tłumaczy inżynier