Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 7973 takie demotywatory

archiwum – powód

ta miła pani chciała zagłodzić Polskę

ta miła pani chciała zagłodzić Polskę – ale Parlament Europejski zadbał by nie spotkała ją kara

Szokująca relacja młodego Gruzina o tym jak został potraktowany w Biedronce i jaką bezużyteczną mamy policję

 –  Georgii Stanishevskii1 dzień · PubliczneJestem załamany.Wczoraj 23 listopada moja siostra miała swoje 15-ste urodziny. Poszedłem rano, póki jeszcze się nieobudziła, do sklepu, żeby kupić jej kwiaty i rafaelki.Spokojnie wszedłem do sklepu, zrobiłem zakupy nakasie samoobsługowej, żeby nie czekać w kolejce,dostałem paragon, zachowałem go (zawszezachowuję paragon). Spokojnie wyszedłem zesklepu i poruszałem się powoli w kierunkuprzystanku na ulicy Starowiślnej. Byłem już prawiena przystanku, kiedy poczułem trzy mocneuderzenia w plecy - obróciłem się, zobaczyłemgrubego mężczyznę lat 25, który chwycił mnie zaręce i próbował coś z nimi zrobić.Tępo stałem przez kilka sekund, po czymuświadomiłem sobie, że mam do czynienia zochraniarzem, tak pisało na jego specyficznymstroju. Po tym jak zrozumiałem, kim jest ten pan,zapytałem się go z charakterystycznymwschodnim akcentem (no bo inaczej nie potrafię),co się w ogóle tutaj dzieje. Usłyszawszy obcedźwięki, ten pan powalił mnie na ziemię, usiadł namoim kręgosłupie i zaczął zakładać na mniekajdanki. Ja natomiast, wetknięty twarzą dochodnika, dalej wypytywałem, co się dzieje iprosiłem mnie puścić.Ale on mnie nie puszczał, co więcej, zaczął mocnonaciskać swym kolanem, dławiąc mnie całą wagąswojego ciała.JA ZACZĄŁEM KRZYCZEĆ, ŻE SIĘ DUSZĘ,WOŁAŁEM PRZYCHODNIÓW O POMOC, ŻEBYKTOŚ ZADZWONIŁ NA POLICJĘNikt mi nie pomógł. Dosłownie nikt. Krakowianieprzechodzili obok mnie, nawet nie zwracającuwagi. I chociaż nie udało mi się uzyskać reakcjitłumu, reakcja kretyna, który mnie dusił, byłabłyskawiczna. Warknął do mnie: „Zamknij się tyk**wa Ukraińcu", po czym zalał moje oczy obfitąporcją gazu pieprzowego. I ja się zamknąłem, bonie chciałem dostać jeszcze.Nic nie jest bardziej poniżające, niż kiedy idziesz wkajdankach, pchany przez ochraniarza Biedronki, wcentrum Krakowa. Patrzyłem przez łzy na ludziedookoła i nie rozumiałem, czemu mi nikt niepomógł.Ważne jest, by podkreślić, że od momentu, jakzrozumiałem, że ten psychopata jest ochraniarzemBiedronki, mówiłem mu i nawet krzyczałem, że japrzecież mam paragon, PROSZĘ ZOBACZYĆPARAGONZawiódł mnie do jakiegoś pomieszczenia iuśmiechnięty zapytał się „No i gdzie k**wa nibymasz ten paragon". Powiedziałem, że mam go wkieszeni kurtki, że bardzo proszę zobaczyćparagon.O dziwo, zgodził się wyjąc paragon z kieszeni,pewnie myśląc, że go oszukuję. Popatrzywszy napomiętą kartkę przez minutę, zdjął ze mniekajdanki i wypchał z powrotem na halę sklepu. Niepowiedział do mnie nic. Ani przeprosił, anipowiedział, że się pomylił - po prostu mniewypchał.Głośnym krzykiem zacząłem wołać kierownikasklepu. Pani, która przedstawiła się kierownikiemsklepu odmówiła mi żadnej pomocy (miałemokropny ból w oczach, chciałem je przepłukaćwodą). Dopiero jak zadzwoniłem na policję,zostałem dopuszczony do kranu z wodą.Z tego pomieszczenia, w którym był kran z wodą,zostałem, co prawda, wkrótce wyrzucony na poleprzez dwóch chłopów umundurowanych w strojefirmy JUSTUS. Kierowniczka sklepu wmiędzyczasie gdzieś zemknęła. Czekałem więcdalej na polu na policję.Jak myślicie co, jako pierwsze, zrobił policjantzobaczywszy mnie? Zmusił mnie do ubraniamaseczki, no oczywiście.Powiem tylko, że aż do chwili, kiedy w końcu zdjętoze mnie kajdanki, byłem w maseczce, przez co siędusiłem dwa razy mocniej, bo nie mogłemnormalnie oddychać - cała maseczka była zalanagazem.Policjanci wzięli mój dowód, wprowadzili jakieśdane do systemu, poprosili o dowód tego choregopsychicznie ochraniarza i tyle.Zostałem poinformowany, żeby wszcząćpostępowanie muszę stawić się osobiście nakomisariacie na ul. Szerokiej. Poszedłem więc tam.Pani w okienku kazała mi czekać w poczekalni.Siedziałem tam chyba z półgodziny. Potemprzyszedł jeden z policjantów, którzy brali udział winterwencji w sklepie, i kazał mi wsiąść doradiowozu, bo pomylili jakieś dane, i musząponownie wprowadzić je do systemu. Potempowiedział, że i tak niepotrzebnie czekam, bo bezkarty informacyjnej ze szpitala nie będę przyjęty.Poszedłem, więc do szpitala.Żeby już nie wydłużać i tak olbrzymiej monografii,powiem na koniec tylko, że dzisiaj ponownie byłemna komisariacie, żeby złożyć zeznania w tejsprawie, no i znów zostałem odesłany do domu, bomi kazali tym razem przyjść przed godziną 15-stą.P. S. Nikt mnie nie przeprosił, poczynając od tegoochraniarza-sadysty-ksenofoby, a kończąc nakierowniku sklepu. Zostałem pobity i poniżony, awszystko wygląda na to, że nikt nie poniesieżadnych konsekwencji. Zajście miało miejsce wsklepie Biedronka na Joselewicza 28.UPDJestem pod ogromnym wrażeniem reakcjinieobojętnych Iludzi pod tym postem i też wwiadomościach prywatnych. Dziękuję wszystkimza wsparcie. I chociaż Państwo zareagowali na tozdarzenie, wciąż nie otrzymałem żadnejodpowiedzi ze stronyBiedronka . Wysłałem teraz maila na skrzynkębok@biedronka.pl oraz wiadomość w profiluBiedronki na FB. Zobaczymy, jaka będzie reakcjasklepu.UPDSkontaktowała się ze mną pani rzecznik prawkonsumenta z Biedronka . Przeprosiła mnie za toco się stało. Powiedziała też, że zadzwoni do mniejutro, a pojutrze będzie sformułowane już oficjalnestanowisko Biedronki wobec tego pobicia.Przedtem byłem na komisariacie. Rano znówodmówili mi wizyty, bo nie była obecna osoba, doktórej została przydzielona moja sprawa.Popołudniu skontaktował się ze mną natomiast PanPrawnik z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który,dowiedziawszy się, że nie chcą mnie przyjąć nakomisariacie, przyczynił się jakoś do tego, że wkońcu mogłem złożyć zeznania. Sprawa więc jest wtoku. Dziękuję wszystkim za wsparcie!KARTA INFORMACYNASUMA PLN37,28.11139915,99ER VISITING BIEDRONKALLY.
poczekalnia

We wsi jednej pani zepsuło się coś w szambie. Przyjechał fachowiec z "młodym”.

We wsi jednej pani zepsuło się coś w szambie. Przyjechał fachowiec z "młodym”. – Ubrał strój i dał nura w szambo. Wynurza się po chwili i mówi: młody podaj klucz 24. No to młody podał. Fachura znów dał nura i po chwili znów się wynurza cały śmierdzący i krzyczy: młody dawaj 34 płaski. No to młody podał i tak kilka razy się zanurzał i wynurzał wysyłając młodego po klucze. Usterka została naprawiona i kiedy ekipa zbierała sprzęt i szykowała się do powrotu na bazę, śmierdzący i utaplany cały w gównie fachowiec z dumą mówi: "Widzisz młody, tak się to robi! Ucz się ku...a bo całe życie będziesz tylko klucze podawał"
poczekalnia

Prośba do beneficjentów 500+

 –  Joanna@mmagnolia8Jako mama trójki, od Pis dostałamprzez rok 12 tysięcy, od PO zero przez8 lat.O Lubię to!SkomentujA Udostępnij47737 udostępnieńNajtrafniejsze vJan OstrowskiNiech Pani nie stara się o więcejdzieci, bo już nie mam siły na torobić,.. Proszę.D0583 godz. Ha ha Odpowiedzlorootou Wito boreki17 odpownd-

Hitem ostatniego odcinka "Milionerów" była ta pani i pytanie o tysiąc. Kobieta musiała posiłkować się pytaniem do publiczności i stwierdziła, że powieść Dumasa to chyba nie jest popularna powieść

 –
poczekalnia

Jadzia, tylko tym razem ułóż tak, by się klienci nie mylili Oczywiście pani kierownik

Oczywiście pani kierownik –

Żenujące zachowanie niektórych kobiet w reakcji na ujawnienie kryminalnego oblicza uczestnika Top Model. Jeśli nawet one same trywializują tak poważne przestępstwo jak gwałt, to ciężko oczekiwać, by mężczyźni tego nie robili

Żenujące zachowanie niektórych kobiet w reakcji na ujawnienie kryminalnego oblicza uczestnika Top Model. Jeśli nawet one same trywializują tak poważne przestępstwo jak gwałt, to ciężko oczekiwać, by mężczyźni tego nie robili –  Justyna j^HiiHfc*Dobry gwałt nie jest zły ^ / J •58 m    Lubię to! OdpowiedzMonlka^Mka*Hmmm jak z kimś takim to proszę dwa razy v40 m   Lubte to!   Odpowiedz 0Mart* WPrzecież ona się zgodziła y gdzie tam gwałt pani Korwin-Piotrkowska widzi to ja me wiem Jestem ciekawa czy wogóle w kinie była38 m Lub* to! Odpowiedz O^ Olctaa Olciaa Marta Ostrowska no bo może pani Korwin nie czytała.Wioleta IMMNJeśli o niego chodzi może mnie gwałcić sił    & £

W tych czasach strach puścić gdzieś kobietę samą...

 –  Databy Pani rade podjechać o 17 nagranice koło banku Sandatet? 80 niemogę odpalić mojego aula, raz pali araz nie, temu szukam właśnie innego1621 DNo dobrze1622 DJestem przy Santanderze1657 OZa chwile bede16.58 0Za ile Pan będzie?1706 DDziękuję za zmarnowanie mojegoczasu...17:17 BNie uprzedzała Pani ze będzie zchłopakiem1804 oA co to ma za znaczenie?180* DDuże ma znaczenie, myślałem że sięchociaż zapoznamy09:59 oA tu taka niespodzianka09 59 □Proszę Pana. przychodzi Pan kupićauto a nie zapoznawać się. nie byłoto ogłoszenie matrymonialne tylkosprzedażowe, więc proszę pomyślećnastępnym razem co Pan pisze, i nierobić sobiejajzludzi.iow DPrzepraszam bardzo ale chciałemupiec dwie pieczenie na jednym ogniu,jak miałem zaprosić Panią na kawęprzy chłopaku?

Długo myślałem nad tym, kto należy do tajemniczej "grupy doradców kowidowych" Morawieckiego...

Długo myślałem nad tym, kto należy do tajemniczej "grupy doradców kowidowych" Morawieckiego... – Jeśli nie ta Pani, to nie wiem...
poczekalnia

Ania i Jasio

Ania i Jasio – Pani w szkole pyta dzieci.Jasiu kim chcesz być jak dorośniesz?Jak dorosnę chcę zostać prezydentem.Dlaczego Jasiu chcesz być prezydentem?Pan prezydent ma takiego mądrego Pana, który ma kota i mówi mu co ma podpisać. Dobrze Jasiu.Aniu kim ty byś chciała zostać?Żoną Jasia.A dlaczego?Bo Pani prezydentowa jest ubierana przez takich frajerów jak Pani , którzy pracują.Poza tym dostaje pensje za nic nierobienie.

Szkoły są zamknięte, ale osoby do 16 roku życia w dni robocze do godz. 16 muszą przebywać w domach. Oto, co dzieje się, gdy wychodzą

Szkoły są zamknięte, ale osoby do 16 roku życia w dni robocze do godz. 16 muszą przebywać w domach. Oto, co dzieje się, gdy wychodzą – Wirtualna Polska opisuje przykład 14-letniego syna pani Marty z Warszawy. Oto co spotkało go w ostatni poniedziałek. "Chłopak sam jechał autobusem miejskim na lekcję angielskiego. Miał nawet przy sobie zaświadczenie od mamy.Z pojazdu wyrzucili go kontrolerzy biletów. - Powiedzieli, że nie obchodzi ich, gdzie syn jedzie. Ma iść do domu, bo nie ma godz. 16 - opowiada nam pani Marta.Dodaje, że syn chciał nawet zadzwonić do niej, ale nie pozwolili mu. Nie chcieli oglądać też zaświadczenia. - Syn wysiadł z autobusu, bo trudno 14-letniemu chłopcu kłócić się z dorosłym mężczyzną. Na lekcje poszedł na piechotę - 5km. Zdążył na ostatnie 15 minut – żali się kobieta. I dodaje, że kontrolerzy nie mieli prawa wypraszać jej syna z pojazdu. Dziecko nie jest w stanie swoich praw egzekwować przed kimś, kto nie chce go nawet słuchać i traktuje jak zbira - narzeka kobieta".Już nie tylko politycy są chorzy w tym kraju, zwykłym ludziom też odbija...

Tak było!

 –  HALO, PROSZĘ PANI,ZGUBIŁA PANILUNETĘ!
archiwum – powód

Eliza Michalik "Mamy wojnę domową"

"Mamy wojnę domową" – Niezwykle trafne, merytoryczne i mocne nagranie Pani Elizy.Kliknij poniżej na źródło. Komentuj po wysłuchaniu całości albo wcale.

Sytuacja w szpitalach jest gorsza niż mogłoby się wydawać:

 –  Pawel Reszka2dSt3S ipodnsgooodrSfeSiz.d  · Dlaczego umierają„Moja żona ma covida. Modlę się, żeby nie musiała iść do szpitala. Oddziały covidowe to umieralnie” (rezydent anestezjologii) Dokładnie miesiąc temu minister Adam Niedzielski zapowiedział „podwojenie dostępnej bazy łóżek” dla pacjentów zakażonych wirusem. I udało się! Było 15 tys. łóżek, jest 35 tys. W ciągu 30 dni przybyło 20 tys.!Są jednak pytania: czy stoi przy nich odpowiedni sprzęt? Mają dostęp do tlenu? Skąd wzięto lekarzy, pielęgniarki, ratowników, by je obsługiwali? Łóżka są na serio? Czy też dyrektorzy szpitali, by poprawić humor ministrowi, tworzyli je szybkim pociągnięciem pisaka, robiąc np. z interny „internę covidową”?Statystycznie wyglądamy świetnie – tylko 60 proc. łóżek covidowych jest zajętych. Do tego mamy 657 wolnych respiratorów (wypada po 41 na województwo). Zachorowań mniej. Tylko dlaczego bijemy rekordy w liczbie zgonów? Zadzwoniłem do lekarza, który od miesięcy jest na pierwszej linii. Zapytałem, czy tak samo jak premier Morawiecki uważa, że osiągamy delikatną przewagę w walce z wirusem.„Redaktorze,telefon w lekarskim nie milknie. Przez cały dyżur biegam po siedmiopiętrowym szpitalu: laryngologia, okulistyka, chirurgia dziecięca, pulmonologia, ginekologia, chirurgia, ortopedia, onkologia, hematologia, radiologia, pediatria... Konsultacje, wkłucia centralne, reanimacja.Pacjenci umierają. Mój ostatni 24-godzinny dyżur odmierzała śmierć: zgon, zgon... pizza (zdążyłem zjeść połowę, bo mnie wezwali), zgon, zgon... Półtorej godziny snu i znów wezwanie. „Leć, bo się pacjent załamał”. Biegnę. Nie dobiegłem na czas. Taki dyżur to standard.Wieszasz kartkę i jużWiesz, że tych ludzi można byłoby uratować? Na pewno by żyli, gdyby to, co widzisz w statystykach, odpowiadało prawdzie. Mówisz, że „statystycznie” mamy zapas łóżek dla pacjentów covidowych.Opowiem ci, jakie to łóżka. Nasz szpital od początku pandemii przechodzi ciągłe reorganizacje. Najpierw covidowcy leżeli w wydzielonym budynku, potem tworzono miejsca covidowe na poszczególnych oddziałach, potem część pacjentów covidowych przeniesiono do innego skrzydła.To wszystko oznacza chaos. Na laryngologii jest oddział covidowy, laryngologia jest tam, gdzie okulistyka, okulistyka tam, gdzie chirurgia dziecięca, chirurgia dziecięca tam, gdzie pediatria... A jutro może się to zmienić.Każda z tych rotacji przynosi statystyczne zwiększenie liczby łóżek covidowych. Jak? Wieszasz kartkę na drzwiach: „Oddział covidowy” – i już! Ale co to za oddział covidowy bez respiratorów, sprzętu, personelu? Sprzęt w kartonach: cewniki naczyniowe, cewniki pęcherzowe. Personel przypadkowy, z łapanki.                                             ***Zakładam wkłucie centralne. Sam go na jałowo nie założę. Musi ktoś pomagać. Jest pielęgniarka, ale ona nie wie, gdzie co leży:– Doktorze, ja nie jestem z tego oddziału.– Ja też nie.– Może w tych kartonach.– Może.Czas leci. Chory pogarsza się oddechowo.– Co to za pacjent?Milczenie.– Jakie ma obciążenia?Milczenie.Wszystkie pielęgniarki są z innych oddziałów. Nie mają prawa kojarzyć tych pacjentów – cztery dziewczyny na 40 pacjentów!Kolejne wezwanie. Covidowa interna. Pacjent niewydolny oddechowo. Intubuję, reanimuję. 5, 10, 15 minut. Żadnego efektu. Jestem wykończony. W 20. minucie padam, nie jestem w stanie ratować go dalej. Przerywam. Patrzę na niego, całkiem młody gość. Rocznik 65. Myślałem, że się uda.                                            ***Ktoś mnie puka w plecy. Pielęgniarka z interny: – Doktorze, a możesz spojrzeć, bo tam nam się jeszcze jedna pani pogarsza. Babcia. Obrzęki, zmiany pozakrzepowe na kończynach dolnych. Każę ją położyć na brzuchu. Saturacja się poprawia.– Jaki lekarz prowadzi?Nikt nie wie.– Dobra, pani musi tak leżeć.Po kilku godzinach łapie mnie internistka.– Pan reanimował moją pacjentkę?– Ja? Chyba nie…– Taka starsza pani na internie.– Na internie przekładałem jedną panią na brzuch.– O nią chodzi.– Co z nią?– Jak przyszłam, to była martwa… Jakby pan napisał, że była konsultacja anestezjologiczna...Nawet nie zauważyła, kiedy pacjentka jej zeszła! Teraz szuka dupokrytki. I co ja mogę napisać? Brak dalszych wskazań do eskalacji terapii, czyli że była nie do uratowania? Napiszę. Pomogę. Doktor jest sama na oddziale, też musi biegać po całym szpitalu i konsultować internistycznie. Nie ma szans, żeby to ogarnęła.                                                 ***Wzywają mnie do założenia wkłucia centralnego dla covidowca. Dziadek, 80 lat. W bardzo złym stanie. Niewydolny krążeniowo, obrzęknięty. Zakładam wkłucie. Piszę w konsultacji prośbę o wykonanie gazometrii i biegnę. Wzywają mnie na inne oddziały.O godz. 2:45 znów wezwanie do tego samego pacjenta: „Pacjent pogarszający się oddechowo”. Wracam. Dobijam się do drzwi, dzwonię. Na oddziale nie ma personelu. Za drzwiami pacjenci covidowi. Jeden z nich właśnie się załamuje!Idę w zakontaminowanym kombinezonie przez czystą część. Nie powinienem tego robić, ale człowiek chyba tam umiera. Pacjent leży na płasko, na plecach. Monitor obok, czujnik saturacji obok. Stoją sobie. Nie zostały podłączone. Podnoszę wezgłowie, podnoszę pacjenta. Uzyskuję saturację 85. Trzeba pilnie wykonać ileś czynności. Ale tu, kurwa, nie ma nikogo. Komu mam to zlecić?Wychodzę. Mijam pacjentów leżących na łóżkach. Starzy, niedołężni ludzie. Na ścianie kartka: „Telefon do pielęgniarek...”. Wiem, że żaden z pacjentów nie jest w stanie zatelefonować.Te oddziały to umieralnie. Są po to, żeby ludzie nie schodzili na ulicy.                                                  ***A ja? Kiedy ostatnio widziałem swoich pacjentów? A przecież mój oddział to OIOM! Pacjenci na stronie brudnej pod respiratorami, na czystej po wstrząsach, z zapaleniem otrzewnych, trzeba pilnować gospodarki wodnoelektrolitowej. Kiedy mam to robić, skoro konsultuję i reanimuję? Kto jest bez winy?Pamiętam z ostatnich dni jednego z covidowych pacjentów. Konsultowałem go na jakimś oddziale. Jak podszedłem do niego, miał niecałe 60 proc. saturacji. Patrzę, a w jego nogach leżą wąsy tlenowe!– Dlaczego to nie jest podłączone? – krzyczę do pielęgniarki.– A bo nie ma kto mu tego podłączyć, doktorze!Jezu! To zakładam te wąsy. Mija doba. Pacjent niewydolny oddechowo trafia do mnie na OIOM. Leży sobie pod respiratorem, leży, aż się butla z tlenem skończyła. I zmarł. Taka to, kurwa, smutna przygoda się zdarzyła.Dziwisz się? A ja wcale się nie dziwię. Na stronie brudnej na 19 pacjentów są trzy pielęgniarki. Powinno być dziesięć. Jedna na dwa stanowiska. Tlen w butlach, butle na dwukołowych wózkach przywiązane łańcuchami. Tak tu jest.Jeszcze pójdziemy za to siedzieć. To jest przecież sprawa do prokuratury. I co ja powiem: „Pacjent zmarł, bo skończyła się butla z tlenem, bo nie było komu przypilnować, bo jest mało pielęgniarek”? A co to obchodzi żonę tego faceta? Albo pana prokuratora? Jak widzisz, trudno przeżyć w moim szpitalu. Tu musisz mieć szczęście. Jak ktoś spostrzeże, że butla się kończy, będzie OK.Czytaj też: Lekarze alarmują. Zaraz będziemy tu mieli LombardięTlenu nie ma, nikt nie powiedziałDlaczego używamy butli? Brak tlenu w instalacji szpitalnej. Za dużo pacjentów podłączonych do respiratorów. Oczywiście, nikt nam niczego nie powiedział. Wszystko sprawdza się na żywym organizmie. Podłączam pacjenta pod respirator. Nie działa. Drugi? Lepiej. Po chwili dzwoni lekarka: – Coś się dzieje złego z pacjentem. Desaturuje!Sprawdzamy. Respirator nastawiony na 100 proc. podaje tylko w 36 proc. Wtedy wpadliśmy na to, że trzeba sprowadzić butlę, bo w ścianie ciśnienie jest zbyt niskie.                                               ***Na interwencję do drugiego budynku szpitalnego, gdzie jest kilka „lżejszych” oddziałów covidowych, jeździmy karetką. Leczy tam fajny hematolog, miły chirurg, neurolog, nefrolog. Ale nie ma anestezjologów, lekarzy medycyny ratunkowej ani sprzętu. Więc jak się ktoś pogorszy, muszą wzywać nas. Najczęściej wzywają na ostatnią chwilę.Dlaczego? Otóż mają jeden monitor i dwa pulsoksymetry na oddział. Jeśli chory nie jest podłączony do sprzętu, to oni nie widzą, że się pogarsza. Tym bardziej że przy covidzie pacjenci z saturacją 70 proc. potrafią logicznie rozmawiać. Nie widać problemów. Aż nagle bach... Oni reagują, jak nastąpi to bach. Mówiąc wprost – jak pacjent zsinieje, dzwonią po nas.Respirator wziąć. Lifepacka: monitor z funkcją defibrylacji, kardiowersji brać. Plecak z ambu, z lekami, rurkami. Leki z lodówki. Dygam z tym do karetki. Z pielęgniarką przebieramy się w kombinezony. A pacjent się tam dusi.Rzadko udaje się zdążyć. Jesteśmy w drodze i dostajemy informację: „Możecie wracać, już po wszystkim”. Czasami nas nawet nie wołają. Widzą, że i tak nie zdążymy. I to też jest statystyka w praktyce. Na tamtych oddziałach są wyłącznie łóżka covidowe, które widzi w tabelkach pan minister. Ale są to łóżka bez dostępu do tlenu, bez sprzętu pomiarowego i bez personelu.                                                   ***Na interwencję zawsze chcę brać ze sobą pielęgniarkę z OIOM. One są doświadczone, znają się na rzeczy. Gdy trwa reanimacja, chcesz kogoś takiego obok siebie.Proszę je: „No pojedź ze mną” – i chyba nie muszę ci mówić, jaki jest ich stosunek do moich próśb. „Doktor, a może byś znalazł kogoś innego, co?”.Nie mam pretensji. Są upocone, umęczone, ledwie stoją. „Ratowanie życia” brzmi pięknie, ale to ciężka fizyczna praca. Pacjent waży 150 kg. Przenieś go z pielęgniarką na nosze!Wspominałem ci, że z okazji 11 listopada szpital wypłacał nagrody za walkę z covidem? Dostali różni ludzie: pan związkowiec, pani z kadr... Nie dosłała żadna z oiomowych pielęgniarek.                                               ***Anestezjolog ma grubą skórę. Często oglądamy śmierć. Mamy taką pracę. Mówimy: „mogę reanimować i jeść kanapkę”, ale dziś łapię się za głowę. Jesteśmy wykończeni fizycznie i psychicznie. A to nie jest nawet środek epidemii. Miesiące walki przed nami. Wypłaszczanie krzywej widać tylko w ministerstwie. I chyba tylko dzięki sztuczkom matematycznym. Bo u nas jest dramat.Wczoraj zakaziła się moja żona. Ciągle myślę, co zrobić, jak się pogorszy oddechowo. Zostawiać ją w domu? Słać do szpitala? Ale kto się nią tam zajmie, jak nie będzie mnie obok? Czy przepracowany lekarz albo pielęgniarka zauważy, że tlen w butli się kończy? Skoro ja się boję, co muszą przeżywać inni ludzie, którzy nie są lekarzami?Myślę, że niedługo też się zakażę. Prawdę mówiąc, liczę na to. Chciałbym odpocząć od tego burdelu.PozdrawiamP.”Fot. Paweł ReszkaRelacje też na https://www.facebook.com/ReszkaPai polityka.pl
poczekalnia

-Tato, kto to jest feministka? -To taka pani, która bije panów a mówi, że oni biją kobiety

-Tato, kto to jest feministka?-To taka pani, która bije panów a mówi, że oni biją kobiety –

Może ktoś potrzebuje ładny kapelusz, albo po prostu chce zrobić dobry uczynek i pomóc starszej pani w trudnym okresie pandemii? Ten apel o pomoc udostępniło już 11 tysięcy internautów!

 –  Może ktoś potrzebuje ładnykapelusz, albo po prostu chce zrobićdobry uczynek i pomóc starszej paniw trudnym okresie pandemii? Tenapel o pomoc udostępniło już 11tysięcy internautów!Joanna Lis O myśli o: przyszłości w:Lipka Maria, Pracownia Modniarska,Kapelusze, Czapki.1 dzień Kraków, województwo małopolskie ·PubliczneEdit:Dodałam kolejnego posta z częścią informacji iodpowiedziami na najczęściej zadawanepytania..Wiem, że to ostatnio modne i popularne alewciąż skuteczne a o to przecież chodzi.. Mojababcia Marysia prowadzi w Krakowie naFloriańskiej 24 w bramie malutki sklepik zkapeluszamiświatem. Kiedyś dużo nakryć głowy robiła samadziś już ręce nie takie sprwne. Czy upał, czymróz, czy sniegi, czy deszcze chodzi bidulkado tego swojego sklepiku.. Ma swoich stałychklientów, kupują u niej aktorzy@TeatrSlowackiego 2o 9, politycy,adwokaci a, śpiewacy @operakrakow ,rektorzy i wykładowcy @jagiellonian.universityJest on dla niej całymJej stałymi klientkami były Anna Polony czy EwaWarta-Śmietana i wielu artystówi jaksama Babcia mówi pół Krakowa ubrała..Ostatnio jednak z powodu pandemii zaczęłobrakować klientów, nie ma turystów zzagranicy, którzy tak licznie do niej przychodzili iw jakiś dziwny i wspaniały sposób przekazywalisobie pocztą pantoflową namiar na jej sklepik ikupowali tak wiele kapeluszy. Już nieprzychodzą stali klienci, nowych też jak nalekarstwo. Ale Babcia się nie poddaje icodziennie dzielnie maszeruje do pracy..Zbliża się okres Świąteczny, może WaszDziadek, Tata, Babcia, Mama ucieszyliby się ztakiego prezentu jak kapelusz, toczek, beret,kaszkiet. Może ktoś dla siebie chciałby kupićjakieś nakrycie głowy.. Babcia nie ma pojęciajak wiele można zyskać poprzez takie akcje winternecie (jak to Ona mówi w internetach)..pokażmy jej, że faktycznie tak jest..udostępniajcie proszę ten post i pamiętajcie, żesamo udestępnianie nie wystarczy, jakbędziecie w okolicy to wstąpcie do mojej Babcichociaż powiedzieć dzień dobry i pozdrowić amoże coś Wam się spodoba i kupicie przyokazjieDEMOTYWATORY.PL
archiwum

Droga Pani Edyto

Droga Pani Edyto – Proponuję odwiesić foliową czapkę na haczyk i zająć się czymś na czym się Pani zna i do czego ma talent. W ramach rekompensaty chcielibyśmy usłyszeć coś nowego na miarę arcydzieła jakim jest "Litania". Bardziej rockowy charakter bardzo Pani pasuje.

Ściągnie majtki. Pochyli się, zakasła, uniesie jądra, stanie tu, przejdzie tu

Ściągnie majtki. Pochyli się, zakasła, uniesie jądra, stanie tu, przejdzie tu – Komisja to jakaś porażka była, ale to było dawno i ja nie o tym.Pamiętam jak niejednokrotnie szedłem do urzędu coś załatwić. Dorosły facet. Nawet jak już miałem 30 lat to pamiętam baby w urzędach, które były tak zadufane w sobie i miały takie wysokie mniemanie o swojej wyższości, że nie mogło im przejść przez gardło "pan", o proszę i dziękuję już nie wspomnę. Nienawidziłem tego "poczeka", "przejdzie tam" itd.Kiedyś załatwiałem odpis aktu małżeństwa. Miałem chyba ze 35 lat. Baba właśnie tak się odzywała. Znosiłem to aby wszystko załatwić a kiedy już miałem akt w ręce powiedziałem: "dziękuję, pomogła a teraz bierze się do roboty". Mina pani bezcenna.Do dziś nie rozumiem jak można mieć takie kuku w głowie, aby mieć problem z okazaniem podstaw szacunku drugiej osobie. Już wolę jak ktoś mi wali na ty niż "stanie tu"
archiwum

Filmik z zatrzymania Polskiej Babci, czyli dajcie mi człowieka, a paragraf na niego sie znajdzie, nieustannie aktualne.

Filmik z zatrzymania Polskiej Babci, czyli dajcie mi człowieka, a paragraf na niego sie znajdzie, nieustannie aktualne. – Jakiś obrońca policji uzasadni działanie tej służby? Gdyż "Pani tędy nie przejdzie", gdy inni bez problemów przechodzą to za mało, za to podpada pod nękanie i szykany.