Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 210 takich demotywatorów

Kiedy idziesz do przychodni i widzisz kolejkę do domofonu

Kiedy idziesz do przychodni i widzisz kolejkę do domofonu –
0:04

Bolesne słowa lekarza obiegają internet. I co niektórzy próbują wmawiać, że tacy ludzie mało się angażują w pracę...

 –  Jacek Skup·"Kto umrze to umrze i trudno" Właśnie wróciłem do domu po 24 godzinach pracy. Zmęczony, zdenerwowany, wściekły, bezradny.Na 8:00 do przychodni A. 1 porada: izolacja w związku z Covid. 2 porada: oczekiwanie na wynik wymazu. 3 porada: podejrzenie Covid,  skierowanie na wymaz. 4 porada: telefon pacjenta z dodatnim wynikiem testu. 5 porada: uffff, zwykłe nadciśnienie. W międzyczasie system gabinet.gov.pl pada kilkukrotnie. Jadę do przychodni B. Dziś tu nie pracuję, ale umówiłem się z pacjentem na zdjęcie holtera, przecież inne choroby nas nie opuściły. Nastepny punkt,  przychodnia C, zastępstwo, dziś będę tu jedynym lekarzem. Po drodze kupuję 7daysa, bo to jedyne pieczywo na stacji, do sklepu nie pójdę bo godziny dla seniorów. Wchodzę,  w poczekalni pacjent z żoną,  widzę że stan jest poważny. Ubieram się szybko w strój kosmonauty i przyjmuję. Diagnoza: ciężka niewydolność oddechowa. Sąsiedzi pacjenta covid+. Wzywam karetkę,  przyjechali bardzo szybko. Ustalają miejsce, nie ma żadnego na oddziale wewnętrznym w promieniu 50km od przychodni. Pacjent ZATRZYMUJE SIĘ! Przestaje oddychać,  przestaje bić serce. RKO, adrenalina, udaje się, ruszył.  Podwójna radość, pierwsza, że żyje,  druga, że teraz wymaga pobytu na oddziale intensywnej terapii, gdzie miejsce jest bliżej. Jedzie. Musimy zamknąć czasowo dzwi do przychodni, sterylizacja pomieszczeń,  zmiana ubrań.  W tym czasie mogę udzielac jedynie teleporad. Kolejny telefon, żona podaje, że jej mąż jest w ciężkim stanie. Pytam: - kaszle? -nie. -gorączkuje? -nie. Jadę do domu pacjenta ubrany we wszystkie konieczne środki ochrony. Stan pacjenta faktycznie jest ciężki. Gorączkuje. Kaszle... jest odwodniony, niewydolny oddechowo. Wzywam karetkę. Panowie nie zabierają pacjenta, bo nie mają dokąd, miejsc w szpitalu nie ma, a stan jest na tyle ciężki że nie rokuje przeżycia, zagraża zgonem podczas objazdu województwa w poszukiwaniu miejsca w szpitalu. Nie mam wyjscia, muszę podjąć leczenie w domu. Stosuję kilka metod z leczenia hospicyjnego, nie mam możliwości podłączenia tlenu, bo skąd. Mam nadzieję, ze pacjent nie będzie cierpiał. Później jest spokojniej.Wracam na chwilę do domu, pies od 7.30 nie był na spacerze. Pewnie gdyby umiał,  to spakowałby walizki i się wyprowadził. Nie umie i jest ze mną.  Idziemy na bardzo krótki spacer. Myślę sobie,  że może to dobrze, że nie mam rodziny,  bo by się już rozpadła przez to, że ciągle jestem w pracy. Jadę na nocny dyżur do Szpitala. Po drodze wstępuję do przychodni B, chcę sprawdzić wyniki wymazów zleconych we wtorek. Wczoraj ich nie było.  Dziś system nie działa. Niestety, pacjenci będą w niepewności przez cały weekend. W międzyczasie ok 10 konsultacji dla rodziny, znajomych, znajomych znajomych i ludzi, którzy nie odzywali się od 10 lat.Wchodzę do Szpitala. Przez 14 najbliższych godzin będę odpowiedzialny za zdrowie ok 60 000 osób. Pacjenci przychodzą,  rozpoznaję zaburzenia rytmu serca, biegunki, bole brzucha, złamanie podstawy czaszki i zespoły abstynencyjne, wczoraj przecież były imieniny Jadwigi, trzeba się było skuć jak świnia na cześć żony czy bratowej. Leczę pokornie, pacjentom nie mówię nic oceniającego itp. Nareszczie północ, mam trochę czasu dla siebie. Zjadam zakupionego przed poludniem 7daysa, znajduję chwilę na różaniec, który i tak idzie mi z oporem, a zamiast "módl się za nami grzesznymi" odmawiam "módl się za nami bezradnymi". Zdążyłem odmówić tajemnicę, słyszę dzwonek do drzwi. Ten dźwięk stawia mnie na równe nogi. Młody człowiek,  silny ból brzucha. Podaje, że zjadł grzyby przypominające kanie. Jest w złym stanie. Dzwonię na toksykologię z prośbą o szybkie przyjęcie i zostaje olany ciepłym moczem, mam sobie radzić sam. Na szczęście pomaga mi dyżurny chirurg i bierze pacjenta na Oddział.  W nocy jeszcze kilka interwencji. Dyżur kończę stwierdzeniem zgonu 92latki.Wracam do domu, pies się cieszy. Chwila przerwy. W niedzielę zaczynam pracę o 7.30 i kończę we wtorek o 18. W tym czasie media publiczne za głosem ministra Sasina pewnie wyleją na mnie i moje środowisko pomyje, bo "jesteśmy mało zaangażowani"Jeśli doczytałeś do tego momentu to błagam,  proszę,  zakładaj maskę i nie wychodź z domu jeśli nie musisz. Nie każ mi mówić patrząc prosto w oczy, że ktoś z Twojej rodziny umrze w domu,  bo nie ma dla niego miejsca w szpitalu. To ponad moją wytrzymałość.Systemu już nie ma, zostało chałupnictwo. Słowa premiera spełniają się na naszych oczach.

To uczucie, kiedy po 3 latach oczekiwania na wizytę u specjalisty, 3 miesiące przed nią, przychodzi SMS, że przychodni skończył się kontrakt z NFZ

To uczucie, kiedy po 3 latach oczekiwania na wizytę u specjalisty, 3 miesiące przed nią, przychodzi SMS, że przychodni skończył się kontrakt z NFZ –  wczoraj • 14:51Dzien dobry. Wizyta w poradniendokrynologicznej z dnia29.01.2021 nie bedzie moglabyc zrealizowana z powoduwygasniecia kontraktu z NFZ.Leczniceśr., 14:51DEMOTYWATORY.PLTo uczucie, kiedy po 3 latachoczekiwania na wizytę u specjalisty,3 miesiące przed nią, przychodzi SMS, że przychodni skończył siękontrakt z NFZ.

Grunt to dystans do siebie

Grunt to dystans do siebie – Nie jesteś chory, ciało może być chore, Nie jesteś ciałem, ciało jest twoje PACJENCIE !!!Zachovaj odległość 1,5metra od siebie !

Świat stanął na głowie...

 –  PACJENCI Z OBJAWAMIPRZEZIĘBIENIA ZOSTANĄPOPROSZENI O OPUSZCZENIEPRZYCHODNI.PROSIMY NIE WCHODZIĆ.Dziękujemy.

Tarnobrzeg. Pacjenci walą kijem w parapet przychodni, żeby odebrać skierowanie na badania

Tarnobrzeg. Pacjenci walą kijemw parapet przychodni, żebyodebrać skierowanie na badania – A wystarczyłoby zainwestować 30 zł w dzwonek bezprzewodowy, ale nie, bo musi być ekologicznie

W Tarnobrzegu żeby dostać skierowanie, trzeba walić kijem w parapet okna na tyłach przychodni

W Tarnobrzegu żeby dostać skierowanie, trzeba walić kijem w parapet okna na tyłach przychodni – Jak wynika z relacji internautki - kij służy bowiem do "kontaktu" z pielęgniarkami, od których chcemy otrzymać skierowanie do specjalisty. "Po uderzeniu kijem w parapet, okienko się otwiera i pani rzuca skierowanie"

Teleporady

Teleporady –  Jestem dyrektorem przychodni zdrowia,nasza przychodnia się pali!!!! Proszę dokładnie opisać płomienie,ich kolor i rozmiar,na tej podstawie udzielimy panu teleporady w jaki sposób pan i pana koledzy lekarze możecie ugasić pożar.

Skoro do przychodni, aby wejść nie można mieć gorączki, bo ją sprawdzają, to gdzie mają iść chorzy, skoro tylko zdrowi mogą wejść...

Skoro do przychodni, aby wejść nie można mieć gorączki, bo ją sprawdzają, to gdzie mają iść chorzy, skoro tylko zdrowi mogą wejść... –

Podstawa prawna a normy zwyczajowe

Podstawa prawna a normy zwyczajowe –  Proszę o odpowiedź: kto w miejscachpublicznych (np. przychodnia) mapierwszeństwo: kobieta z małym dzieckiemczy ciężarna?Jest jakaś podstawa prawna?S00 734246 komentarzy 8 udostępnieMadka z bombelkiem ma zawszeTomaszpierszeństwo. Lambadziara, co nie urodziła jeszcze nie mapierszeństwa, bo może się okazać, że rodzi przez cesarke i wtedy tonie jest prawdziwa madka i się jej nie nalerzy!Lubię to! - Odpowiedz 1 d EdytowanoJOE MONSTER

Czy ze względu na pozamykane przychodnie i oddziały szpitalne, mogę moje składki zdrowotne płacić bezobjawowo?

Czy ze względu na pozamykane przychodnie i oddziały szpitalne, mogę moje składki zdrowotne płacić bezobjawowo? –

Jak ci ruscy pranksterzy takie cwaniaki, to niech spróbują dodzwonić się teraz do przychodni w Polsce

Jak ci ruscy pranksterzy takie cwaniaki, to niech spróbują dodzwonić się terazdo przychodni w Polsce –

Jak czytam tego typu posty to szlag mnie trafia, w jakim ja ku*wa kraju żyję...

 –  Dariusz Misiuna28 marca o 21:28 · DŁUGI TYDZIEŃ W PIEKLE CZYLI W POLSCEPiątek: Rano przywożę matkę z warszawskiego szpitala-widmo na ul. Banacha, gdzie miała „prosty zabieg” bronchoskopii w związku z komplikacjami choroby nowotworowej. W szpitalu wybuchła epidemia, lekarze jednak nie używali maseczek. Dowiaduję się za to, że pomimo jej zerowej odporności kazano jej długo czekać w Izbie Przyjęć oraz przechodzić przez salę z brudną pościelą. Po powrocie do domu dostaje wysokiej gorączki. Myślimy, że to może być reakcja organizmu po zabiegu, choć wzbudza to w nas niepokój.Sobota: Matka rano ma 40 stopni. Dochodzi uporczywy kaszel. Próbuję dodzwonić się do przychodni, nikt nie odbiera. Pojawia się we mnie myśl, że należałoby sprawdzić, czy nie zarażono jej koronawirusem. Wydzwaniam też do Wojewódzkiej Stacji Epidemiologicznej, również bez skutku. Telefoniczny konsultant Narodowego Funduszu Zdrowia twierdzi, że należy uderzać do WSE lub do szpitala zakaźnego. Dzwonię więc na Wolską, nikt nie odbiera. Próbujemy zbić temperaturę paracetamolem. Obniża się o kilka stopni by po kilku godzinach rosnąć do 40. Kaszel się nasila.Niedziela: Matka rano ma 40,5 stopni. Dzwonimy na pogotowie. Dowiadujemy się byśmy „nie blokowali linii”, ponieważ „jak ktoś ma białaczkę i chłoniaka, to nie jest powód dla wzywania pogotowia, zajmujemy się tylko koronawirusem”. Przychodnia milczy. Instytut Hematologii, w którym przechodziła chemioterapię, również milczy. Lekarz kontaktowy z Banacha jako jedyny odbiera telefon. Mówi, że bardzo mu przykro, ale system jest niewydolny i dopóki u matki nie wykluczą koronawirusa, nie przyjmą jej do Instytutu Hematologii. Sugeruje jak najszybsze wezwanie karetki do zakaźnego, ponieważ przejazd samochodem wiąże się z dłuższą ścieżką oczekiwania, której może nie przeżyć. Ponieważ na Wolskiej ani Wołoskiej nikt nie odbiera, piszę mail do Wojewódzkiej Stacji Epidemiologicznej. Matka kaszle i ledwie łapie oddech.Poniedziałek: Matka niknie w oczach. Raz jeszcze dzwonię na pogotowie i mówię o dusznościach. Bardzo niechętnie, ale przyjmują zlecenie. Przyjeżdża wóz pancerny. Ratownicy ubrani w potrójne mundury najpierw rozmawiają ze mną przez megafon, potem opieprzają za to, że mój 95-letni ojciec i zatrudniona opiekunka nie noszą maseczek, w końcu zaś po bardzo niemiłej rozmowie zabierają matkę do szpitala na Szaserów, gdzie robią jej test na koronawirusa. Po półtoragodzinnym oczekiwaniu na powrotny transport medyczny, wraca do domu. Temperatura rośnie do 41 stopni, a mnie gotuje się krew i pęka serce.Wtorek: Czekamy na wyniki testu, które obiecano nam przedstawić w ciągu jednego lub dwóch dni. W międzyczasie dodzwaniam się do lekarza rodzinnego i proszę o jakąkolwiek pomoc, ponieważ matka tak koszmarnie się czuje, że może nie doczekać wyników badań. Słyszę, że nie może narażać swojego zdrowia oraz innych pacjentów, a poza tym to, wbrew temu co mówią w telewizji, nie jest zobowiązana do całodobowego dyżuru pod telefonem, tylko pracuje do 14. W radiu słyszę głos kogoś z rządu o wielkich sukcesach w walce z epidemią oraz o tym, że warto być cierpliwym, ponieważ „cierpliwość to dobro”. Jestem zły, jestem wściekły, jestem wkurwiony. Patrzę na zegar, jak klik, klik, minuta po minucie ucieka życie, nie dzwoni nikt z wynikami testu. Nie mam już serca rozmawiać ze „służbą” zdrowia. Telefon chwyta Samuela. Dzwoni od instytucji do instytucji, od lekarza do lekarza. Słyszymy dziesiątki pustych słów o procedurach, niemocy, wyższej konieczności. Zapisujemy kolejne numery telefoniczne. Nie sposób dociec, gdzie można otrzymać wyniki testu.Środa: Nad ranem dzwoni pani z WSE. Trzy dni od zgłoszenia. Prosi o nasze dane i mówi, że zostaniemy objęci kwarantanną. Pytam, czy mogą nam dostarczyć jakąś pomoc? Słyszę, że oni nie są od tego. Dziękuję pięknie za rozmowę. Kolejne telefony. Kolejne puste słowa. Zbywanie, ignorowanie, zabawa w gorący kartofel. Opiekunka rodziców ucieka na Ukrainę. Matka już niemal kona.Czwartek: Ostatecznie udaje się nam dodzwonić na Oddział Dermatologii szpitala na Szaserów przerobiony na punkt badań zakaźnych. Słyszymy, że matka nie ma wirusa. Możemy więc działać dalej. Tylko że nikt nie odbiera telefonów. A matka niknie. W końcu dodzwaniamy się do Instytutu Hematologii. Jeśli otrzymamy potwierdzenie na piśmie, że matka nie ma wirusa, przyjmą ją do siebie… w poniedziałek. Czy was do reszty porąbało, przecież moja matka może nie dożyć poniedziałku? Nasze argumenty zostają wysłuchane. Po dość trudnej rozmowie ze szpitalem na Szaserów i tekstach o procedurach, wyższej konieczności i niemocy, okazuje się, że jednak można wydrukować dany dokument i ktoś może go podpisać. W szpitalu nie ma skanera, więc jedziemy i odbieramy go sami.Piątek: Matka na w pół przytomna trafia do Instytutu Hematologii. Muszę zawieźć ją sam, gdyż karetka mogłaby ją zawieźć tylko do najbliższego szpitala. W drodze, co kilka minut, spoglądam na nią, czy jeszcze oddycha. Przetaczają jej krew. Podłączają pod aparat tlenowy. Trzymają na pustym oddziale. Robią kolejny test na obecność wirusa.

Na stacji Metro Młociny stanęła bezpłatna mini przychodnia

Na stacji Metro Młociny stanęła bezpłatna mini przychodnia – Można w niej zbadać stan układu krążenia (tętno, saturacja krwi, częstotliwość oddychania), ciśnienie krwi i temperaturę oraz przeprowadzić analizę składu ciała - sprawdzić wskaźniki BMI i WHR, wiek metaboliczny, zawartość tkanki tłuszczowej, podstawowe tempo metabolizmu czy zapotrzebowanie energetyczne. Przychodnia działa od października i jak na razie cieszy się dużym powodzeniem

Odpocząwszy i nabrawszy sił na działkach emeryci jesienią wracają do przychodni

Odpocząwszy i nabrawszy sił na działkach emeryci jesienią wracają do przychodni –
archiwum

Służba zdrowia w "państwie z tektury" W tej Warszawskiej publicznej przychodni dnia 16.08.2019 wszyscy lekarze podstawowej opieki zdrowotnej zachorowali i nie było ich w pracy.

W tej Warszawskiej publicznej przychodni dnia 16.08.2019 wszyscy lekarze podstawowej opieki zdrowotnej zachorowali i nie było ich w pracy. – Dziwnym trafem był wtedy piątek w długi weekend, ładna pogoda.... "Taki mamy klimat", bez zmian.W prywatnej firmie to by nie przeszło.
archiwum

Trudności rodzica, który CHCE zaszczepić swoje dzieci

 – jak rodziców, chcących zaszczepić swoje dzieci, traktuje się jak bydło do zakolczykowania, to nie ma się co dziwić, że coraz więcej rodziców nie szczepi swoich dzieci, lub odwleka szczepienia
Źródło: (strzykawka i igła z demotywatory.pl)

I choćby dlatego warto oddawać krew!

 –