Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 20 takich demotywatorów

Shakira umieściła manekina w stroju wiedźmy na swoim balkonie i skierowała go w kierunku domu mamy Gerarda Pique. Matka Pique jest sąsiadką Shakiry –
archiwum
Na 16 listopada dzień wiedźmy przypada. –
Wesprzemy wiedźmy bojowymi ołtarzami polowymi i różańcem wzdłuż granicy, a Putina żadna forteca energetyczna nie uratuje –  Myślozbir @myslozbir • 4 g.#ezo #julka próbowała rzucić klątwę na#VladimirPutin, ale ma on wokół siebie"fortecę energetyczną".Polskie wiedźmy pracują jednak nadkolejną ofensywą.
archiwum
Ten moment w którym nie lubisz koleżanek żony więc robisz chrześcijańską sektę która przez przypadek "namierzyła" wiedzmy w 2022 roku.... – Już chyba nawet Czerwona Panika była lepsza...

Kiedyś to było, teraz już nie ma

Kiedyś to było, teraz już nie ma – Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze... na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał.Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, "masz, kurna, drugą, nie"? Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nasbywał. Chyba że u babci – po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów – jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów – jedliśmy mrówki. Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta – różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle. Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, "lepiej lanie niż śniadanie". Nikt nie narzekał.Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, MURZYN, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia. Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.Nikt nie narzekał.
archiwum
Może by ktoś tak zakopał jakieś zwierzęce szczątki przed domem Jarosława K.? –

Oto casting na rolę czarnego kota w filmie "Tales of Terror", który odbył się 15 grudnia 1961 roku.

Oto casting na rolę czarnego kota w filmie "Tales of Terror", który odbył się 15 grudnia 1961 roku. – Jak się pewnie domyślacie po tytule samego filmu, czarny kot nie grał tam jakiejś wyjątkowo wesołej roli. W jednej ze scen miał zostać omyłkowo zamurowany we wnęce piwnicy. Oczywiście, biały kot w żadnym wypadku nie zagrałby tak dobrze tej kreacji. Ani też żaden inny. Czarne koty są bowiem owiane złą sławą od kilku stuleci i doskonale nadają się do odgrywania mrocznych postaci oraz złowieszczych omenów. Jednak, wbrew pozorom, ich kulturowe konotacje wciąż stanowią ogromny problem, i to nie tylko w masowym odbiorze na wielkim ekranie. Zarówno bowiem statystyki, jak i dane naukowe jednoznacznie wskazują na to, że to właśnie czarne koty spędzają najwięcej czasu w schroniskach, najrzadziej są adoptowane i najczęściej poddawane są eutanazji. Wygląda więc na to, że to nie ludzie mają pecha z powodu kotów, lecz koty z powodu, cóż, ludzi.Jak to się właściwie zaczęło? Otóż, według pewnej brytyjskiej legendy sprzed pięciuset lat, pewnego razu wędrujący nocą ojciec i syn natknęli się na czarnego kota, który przeciął im drogę. Nagłe pojawienie się w ciemnym lesie małej i podejrzanej kreatury z odblaskiem w oczach i sierścią w kolorze przywołującym najgorsze sceny z piekieł zrobiło na wędrowcach niemałe wrażenie. Oczywiście, negatywne wrażenie. Przestraszyli się oni tak bardzo, że rzucili się na kota z kamieniami. Zranione i spłoszone zwierzę czym prędzej czmychnęło do pobliskiej chaty, którą - jak na ironię losu - zamieszkiwała kobieta, w otoczeniu uznawana za pustelniczkę. Kiedy rankiem kolejnego dnia odkryto, że jest ona poraniona i kuleje, bez wahania wydedukowano, że z pewnością musi być czarownicą umiejącą przeobrazić się w kota. Czarnego kota, bo to przecież ewidentna ingerencja sił nieczystych.No i tak to się właśnie zaczęło. A przynajmniej, tak twierdzi legenda. Przekonanie o tym, że niektóre kobiety są w stanie zamieniać się w koty i później z powodzeniem hasać sobie po miejskich ulicach lub po lasach było jednym z powodów, którymi motywowano polowanie na czarownice, tak rozpowszechnione w XVII wieku. Oczywiście polowano także na czarne koty wierząc, że są nimi zaklęte wiedźmy. Dane historyczne wskazują na to, że we Francji do 1630 roku miesięcznie palono regularnie aż kilka tysięcy kotów! Co ciekawe, w żadnym stopniu nie wpływało to na zmniejszenie się liczby narodzin czarnych osobników.Oczywiście, z czasem polowań zaprzestano, jednak przesąd o czarnym kocie przetrwał i pozostał żywy w kulturze wielu krajów. Żywy do tego stopnia, że wciąż stanowi realny problem. Kwestia utrudnionej adopcji to tylko jeden aspekt tego absurdalnego casusu. Niektóre schroniska w Stanach celowo zawieszają lub ograniczają adopcję czarnych kotów w okolicach Halloween, z obawy, że zwierzęta będą wykorzystywane do tortur lub do "żywych dekoracji", a następnie - porzucane. Czarne koty dużo częściej są także zwracane do schronisk, ponieważ - o zgrozo! - nie fotografują się tak dobrze, jak osobniki innego koloru, co dla niektórych właścicieli, lubujących się we wspólnych selfie z pupilem, jest warunkiem sine qua non. Dane? Królewskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami (RSPCA) podaje, że w ciągu ostatnich lat aż 70% porzuconych kotów, które trafiły pod jego opiekę miało czarne umaszczenie.I to właśnie z powodu tego jakże przykrego "syndromu czarnego kota" włoskie Stowarzyszenie Obrony Zwierząt i Środowiska oraz Ruch Obrony Czarnych Kotów zdecydowały się wyznaczyć w kalendarzu Dzień Czarnego Kota, który w Polsce obchodzimy właśnie dzisiaj. Jego celem jest poprawa losu i wizerunku czarnych kotów, które z powodu zupełnie absurdalnych ludzkich wymysłów cierpią, choć nie zrobiły niczego złego.
Im starszy jestem, tym bardziej rozumiem wiedźmy z bajek, które osiedlały się w lasach i zabijały każdego, kto im przeszkadzał –
archiwum
 – Żona, wychodząc, kazała mi zrobić pranie... Cóż, wrzuciłem wszystko do pralki, wyprało, rozwiesiłem. Gdy wróciła, rzuciła okiem na na suszarkę... I zaczęła karczemną awanturę. Ogólnie, chodziło Jej o to, jak mogłem razem uprać koszulki burgundowe, siena paloma, bahama i kanarkowe razem? Przecież wszystko się przebarwi!Ja głupi nie jestem, wierzcie mi, na czym jak na czym, ale na geografii to się znam. I wiem, że Burgundia to kraina we Francji, Siena to włoskie miasto, Bahamy leżą na Karaibach a z kanarkową koszulką chodzi o hiszpańskie Wyspy Kanaryjskie. Chcąc nie chcąc, przeczytałem wszystkie metki, dwa razy! Na żadnej, ale to żadnej nie było made in France, made in Italy, made in Bahamas ani made in Spain. Wszystkie, bez wyjątku, miały wypisane: made in China! Proszę, pomóżcie, jak przekonać żonę, że potrzebuje pomocy? I gdzie Ją skierować? Psycholog? Psychiatra? A może... Przepraszam za wyrażenie, ale wiedźmy to chyba do egzorcysty się prowadzi?
Źródło: internet
 –  Piotr Weltrowski^J^F 21 godz. • łf*Kiedy chcesz zabłysnąć prawicowym HE HE humorkiem,ale zapominasz, że piszesz o filmie przedstawiającymlosy pary mężczyzn śpiących razem pod jednym dachemi wychowujących adoptowanego smoka, a wśród wątkówpobocznych masz bezdzietne małżeństwo, gdzie żonawybrała karierę wyemancypowanej wiedźmy, kolejnebezdzietne małżeństwo, gdzie żona trzyma twardą rękąmęża nieudacznika oraz prześmieszny oddział ONRszturmujący wciąż bez skutku osadę wyżejwymienionych i chcący wprowadzić tam wojskowy sznyt."KAJKO I KOKOSZ" TO WSTYDI DEMORALIZACJA. TRZEBAICH POPRAWIĆObejrzałem pierwszy odcinek serialu"Kajko i Kokosz" i wciąż nie mogę wyjść zoburzenia. Jak to się stało, że popularnyserwis streamingowy dopuścił dzieło takarchaiczne, tak niepoprawne, takwsteczne, tak zmaskulinizowane? Miejmynadzieję, że twórcy wkrótce zostanąprzywołani do porządku i to ewidentneprzeoczenie naprawią.Wiktor ŚwietlikWIKTOR ŚWIETLIK I Dzisiaj, 3 marca (11:55)
archiwum – powód
Z biegiem lat coraz bardziej rozumiem wiedźmy z bajek, które zabijały każdego za zakłócanie im spokoju –
"Najpierw gramy piękne królewny, potem złe królowe, a na koniec wiedźmy" - Anna DymnaPani Agnieszka Wagner cały czas może grać królewnę. – Jest przykładem, że kobiety są jak wino - oczywiście pod warunkiem, że dbają o siebie*, a wino jest odpowiednio leżakowane.* nie mylić z chirurgią plastyczną
 –  WIEDŹMIN -doskonała gra aktorska -przystojny, długowłosy bohater tytułowy -urocza dziewczynka, która wyrośnie na piękną wojowniczkę -zapierające dech w piersiach sceny walki -piękne krajobrazy Polski (np. Kadzielnia) -złocisty, transformujący sie smok -ważna misja głównych bohaterów -magia i czary na każdym kroku -poruszane ważne kwestie rasy i płci -zabawne krasnoludy GRA O TRON -drewniane aktorstwo -włochaty, zarośnięty niewiadomokto -ślepy, brzydki i brudny babochłop żebrający po ulicach -napierdalanie się na oślep mieczami -powojenne pustkowia Irlandii Północnej -jaszczurka koloru gówna gdzieś na pustyni -wszyscy próbuja się dopchać do koryta -jakieś naszyjniki starej wiedźmy -seksizm i instrumentalne traktowanie kobiet -pijane karły
To były czasy! –  My, urodzeni w przeszłości, z nostalgią wspominamy tamten czas. Nikt nie narzekał.Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze... na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał.Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, "masz, kurna, drugą, nie"? Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nas nie bywał. Chyba że u babci – po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów – jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów – jedliśmy mrówki. Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta – różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle. Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, "lepiej lanie niż śniadanie". Nikt nie narzekał.Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, MURZYN, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia. Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.Nikt nie narzekał.

15 pięknych aktorek, które pozwoliły się oszpecić aby dostać wymarzoną rolę filmową (16 obrazków)

Życie to nie bajka –  Nareszcie! Przybył książę izdjął ze mnie pocałunkiemklątwę złej wiedźmy!Drogi pamiętniczku:Dzisiaj próbowałem zerżnąć martwą laskę i nie uwierzysz co się stało!
Zestaw startowydla początkującej wiedźmy –
Co zrobić gdy zapuka do Ciebie dziecko przebrane w strój halloweenowy? – "Wspaniała" rada od nieocenionej Frondy Czasami do naszych drzwi mieszkalnych zapukać mogą dzieci przebrane w upiorne stroje i bawiące się w halloweenowe zabawy. Jak powinniśmy się w takim momencie zachować?Magazyn "Miłujcie się" przygotował ciekawą, wręcz edukacyjną akcję skierowaną do dzieci, które bawią się w Halloween i pukają po domach i proszą o cukierek.Każdy chrześcijanin powienien się cieszyć, gdy odwiedza go ktoś potrzebujący ewangelizacji. Dzieci, które zaczynają się bawić w haloweenowe zabobony, rozpaczliwie potrzebują Chrystusa. Kiedy pukają do naszych drzwi, nie wolno nam zmarnować szansy. Pamiętajmy, że niektórzy z nich w ogóle nie chodzą do kościoła ani na lekcje religii, więc to może być ich ostatnia szansa usłyszenia Ewangelii!!!Wydaje się, że najlepsze jest zadawanie pytań. Patrząc w oczy takiego dziecka warto zapytać go o jego wiarę: czy chodzi do kościoła, czy przyjmuje Komunię św., kiedy ostatni raz był u spowiedzi. W zależności od odpowiedzi i zachowań można kontynuować z pytaniami natury duchowej: czy dziecko wie, co to jest opętanie; czy widział kiedyś, jak zachowuje się człowiek opętany; czy chciałby mieć co nocy koszmary i skończyć w domu wariatów.Ale absolutnie konieczne jest zadanie pytania najwazniejszego dla każdego człowieka: Kim jest dla ciebie Jezus? Niezależnie od odpowiedzi mamy obowiązek wyjaśnić dziecku, że Jezus oddał życie na krzyżu, by wyzwolić nas z władzy śmierci i szatana, natomiast przebieranie się za wiedźmy i upiory oddaje nas z powrotem w moc złego. Warto zaproponować dzieciakom wspólna modlitwę, dać im jakiś obrazek z modlitwą (np. koronką do Miłosierdzia Bożego), i na pewno koniecznie trzeba za nich się pomodlić tego wieczoru, i przynajmniej przez kilka następnych dni.Nie zrażajmy się, jeśli dzieciaki będą niegrzeczne, zaczną się z nas naśmiewać lub powiedzą coś obrzydliwego. Skorzystajmy z możliwości zasiania w ich sercach ziarna Ewangelii i módlmy się, by Bóg dał wzrost.
Małe księżniczki żyją w chmurach – Gdy dorastają, chmury się rozstępują i księżniczki z wielkim hukiem  spadają na ziemię zamieniając się w wiedźmy. Małe księżniczki żyją w chmurach – Gdy dorastają, chmury się rozstępują i księżniczki z wielkim hukiem  spadają na ziemię zamieniając się w wiedźmy.

1