Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 2168 takich demotywatorów

poczekalnia
Jutro Lech zagra z izraelskim klubem  Hapoel Beer Szewa. Do Polski nie został jednak wpuszczony jeden z piłkarzy naszych przeciwników, Magomied Szapi Sulejmanow. Było to spowodowane wyłącznie tym, że jest on Rosjaninem. – Ta decyzja jest wizerunkowym samobójem. Wiadomo, to wina władz, a nie Lecha, ale niesmak pozostanie. Nadal w świecie utrzyma się wizerunek Polski jako kraju, do którego wjazdu zabrania się na podstawie pochodzenia. O ile wcześniej wjazdu zabraniano w zasadzie tylko czarnym i muzułmanom, to teraz do tego grona dołączyli Rosjanie. Wiadomo, rząd chętnie zabroniłby wjazdu również Niemcom i narodom skandynawskim, ale tu nie ma podstawy, bo to strefa Schengen. Ale ku**a, to nawet nie żołnierz, polityk itp., a piłkarz. Czy piłkarz jest winny temu, że jest wojna? Nie. Tak samo jak my, przeciwnicy rządu nie jesteśmy winni tego, że kraj upadł, jesteśmy dyktatura, a z Niemcami jesteśmy w stanie wojny. Jest to zwykła dyskryminacja i pokaż hipokryzji. Pochodzenie nie może być podstawą zakazu wjazdu, a kibole i tak będą wywieszać transparenty o przyjaźni z Węgrami, na co rząd będzie klaskać. A Węgry to praktycznie to samo co Rosja.
poczekalnia
a co tam u pani Cichopek słychać? – nadal zakochana i poucza Polki jak żyć?

Całe to grzybobranie to jest dla jakichś psycholi

 – Rośnie to w lesie przy samej ziemi, lisy na to szczają — i nie tylko lisy, i nie tylko szczają.Jagód z lasu pod żadnym pozorem nie jedz bez dokładnego umycia, bo lis oszcza i bąblowica murowana, ale borowika to pod żadnym pozorem nie myj, bo smak wypłuczesz, tylko pędzelkiem omieć i możesz omnomnować na surowo.Widziałeś kiedyś dwa nagie ślimaki kopulujące na jagodzie? No raczej nie, bo się na niej nie zmieszczą, ale taki kapelusz grzyba to dosłownie łóżko w leśnym burdelu.A ty narażasz się na kleszczowe zapalenie mózgu, pobłądzenie, utonięcie w bagnie, kradzież auta zostawionego pod lasem, gwałt, walkę na śmierć i życie z dzikimi zwierzętami, przygniecenie przez drzewo, weekend we wnykach, postrzelenie przez niedowidzącego myśliwego, rozerwanie przez niewypał, klasyczne zjedzenie przez czarownicę, mimowolny udział w gangsterskich porachunkach, młodzieżowej orgii, kibolskiej ustawce, czarnej mszy lub nazistowskim zlocie — nie wspominając już o nieludzkim wstawaniu o czwartej nad ranem, żeby inni cię nie ubiegli — tylko po to, aby już w zaciszu własnego domostwa raz jeszcze położyć swe kruche człowiecze życie na szali, racząc podniebienie zebranymi plechowcami.Popatrz na taki kebab — mały, średni, duży, XXL zemsta faraona, rollo, w bułce, w picie, w boxie, z sosem łagodnym, ostrym — jakiego nie wybierzesz, p r a w i e nic ci nie będzie.Z pieczywem, słodyczami, nabiałem i tym zielonym z pola sytuacja ma się podobnie.Ale z grzybami to oczywiście zupełnie inna śpiewka — połowa chcę cię zabić od razu, a reszta niekoniecznie chce, ale może, jak się będziesz z nimi niewłaściwie obchodził.Do reklamówek i wiader nie zbieraj, bo, wiadomo, bakterie w plastiku mnożą się jak poeci w Internecie — zatrucie murowane.Przechowywanie, wiadomo, maksimum jeden dzień w lodówce, bo inaczej rozkład białek, mordercze pleśnie i nawet jadalny może cię zabić.Nie dogotujesz, wiadomo, śmierć w agonii.Połączysz niewłaściwego z alkoholem, wiadomo, wątroba po jednym posiłku jak po dekadzie picia denaturatu.Oczywiście każdy smaczny grzyb musi mieć swojego toksycznego sobowtóra, żeby był dreszczyk emocji, nierzadko poprzedzający dreszcze przedśmiertne.Jakby tego było mało, że połowa to istne fabryki trucizny, to wszystkie są prawdziwymi składowiskami metali ciężkich wyciąganych z otoczenia — no po prostu nie może być inaczej.Ale metale ciężkie to nic, bo przecież są jeszcze metale lekkie, a zwłaszcza alkaliczne, o których nikt nie pamięta — taki na przykład radioaktywny izotop cezu o liczbie masowej 137, obecny w polskiej przyrodzie od 1986, kiedy to nasi sąsiedzi zza Buga odtworzyli w Czarnobylu katastrofę atomową na podstawie fabuły tego znanego serialu HBO.Oczywiście cez-137 najlepiej magazynują najpopularniejsze grzyby wszech czasów, tak zwane „czarne łebki” — innymi słowy, do jakiegoś 2136 roku konsumpcja podgrzybków w województwie olsztyńskim to igranie ze śmiercią, a w opolskim to już nawet nie igranie, a walka MMA w occie, na maśle i w śmietanie.Całe to zbieranie grzybów to taka uproszczona wersja rosyjskiej ruletki — z użyciem dubeltówki zamiast rewolweru: czarne albo czerwone; wóz albo wywóz; niebo w gębie albo piekło za życia.Atlasów narobili książkowych, poradników internetowych, nawet aplikacji na smartfona, a ludzie nadal zajadają się na śmierć muchomorami.Może to dlatego, że dla amatorów zostają tylko trujaki, bo zawodowcy zrywają na potęgę, wszystko jak leci, pięćdziesiąt kilo w jeden dzień — „białko w lesie za darmo rozdajo, biere wszysko, blaszki nie blaszki, Baśka, nic to, trzy razy obgotuje i do wudeczki bendzie jak znalas”.Normalnie zbierać, nie umierać.Tak że naginasz pół dnia po lesie, sadząc przysiady i nerwowo oglądając się na kleszcze, żmije, wilki, gwałcicieli i myśliwych, a potem stoisz całą noc nad zlewem i omiatasz sobie grzyba pędzelkiem.Ale i tak najciekawszą częścią rytuału jest ta, kiedy stajesz nagi przed lustrem i ze światełkiem w ręku wyginasz śmiało ciało, zaglądając w największe zakamarki siebie, żeby sprawdzić, czy ci czasem coś gdzieś nie wlazło.Całkowicie normalne, nie powiem.Las to w ogóle specyficzne miejsce — z dala od cywilizacji, posterunków policji i monitoringu, a możesz na legalu przemieszczać się z nożem i to w garści.Pewnie dlatego to takie popularne zajęcie w tych nerwowych czasach.A teraz jeszcze przyszła jesień, ludzie na Facebooku spamują na lewo i prawo, ile to nie zebrali, ledwo wysiedli z samochodu, ba, niektórzy to drzwi uchylili, a złoto lasu samo im się kilogramami do środka ładowało.Naczyta się tego i naogląda normalny człowiek i też go nachodzi ochota na igraszki ze śmiercią, bo przecież w sklepie trzy ususzone kapelusze o łącznej wadze dwudziestu gramów kosztują dziesięć polskich złotych, a parę kilometrów dalej wystarczy parę przysiadów i fortuna zostaje w kieszeni.Co w ogóle można zrobić z dwudziestu gram grzybów? Okłady na oczy?W ten właśnie sposób sam poczułem gorączkę grzybni i wylądowałem na leśnym parkingu.To tutaj trafiają wszyscy amatorzy.Zawodowcy strzegą najbogatszych grzybowisk lepiej niż oczu w głowie — prawdopodobnie znaleźli te miejsca, jak zakopywali tam zwłoki.Na parkingu tymczasem tłok jak pod Ikeą w czasie pandemii. Najbliżej stoją jakieś dziewczyny w wyzywających strojach.Ubrały się tak, żeby były dobrze widoczne w lesie, a teraz pewnie handlują grzybami — myślę.- Ile? – pytam.- W pipu osięsiąt, do papu pięsiąt.- Nie rozumiem – ponawiam pytanie: – Grzybki po ile?- My badanu a czystu, ne ma grzybku.Biedne grzybiarki — myślę — Nic nie nazbierały, nic nie sprzedadzą, nie będą miały co do ust włożyć.Ale już moją uwagę zwraca biały SUV, z którego wysiada lalunia w białym dresiku i białych adidaskach. Za nią buja się popisany ochroniarz z buldogiem francuskim na smyczy i designerskim koszykiem wyplecionym z kolorowej wikliny przez chińskie dzieci za miskę ryżu zgodnie ze staropolskim wzorem i nowopolską strategią gospodarczą. Lalunia rusza w las, ochroniarz z buldogiem za nią.Za tymi nie ma sensu iść, chyba że chcesz zostać mistrzem drugiego planu w relacji na Instagramie, bo co chwila przystają, ale nie żeby podnieść grzyba, tylko żeby nadać internetowy przekaz dla innych przedstawicieli swojego gatunku:„Grzybuw nie ma ale i tak jest zaebiście”.Oczywiście grzyby są, tylko oni ich nie widzą, bo widzieć nie chcą, a jeść czegoś, co rośnie w lesie, na pewno nie zamierzają.Kawałek dalej jakiś koleś wali pokłony przed grzybem.- Wszystko w porządku? – pytam.- Szatan – odpowiada i zaczyna lizać grzyba pod kapeluszem.- Rozumiem – kłamię, kreślę znak krzyża w powietrzu i odchodzę.Ale wtem kątem oka dostrzegam cień przemykający między drzewami.Ruszam za nim i po chwili widzę dokładnie:Stary sweter w jodełkę, spodnie moro, kalosze, bagnet za pasem, wiadro po farbie z ołowiem, pordzewiały rower marki Ukraina.Widzę tutaj dwie opcje — typ albo idzie na grzyby albo wraca do porzuconych w lesie zwłok na kolejną porcję pośmiertnych amorów.Wiem, że jeśli chcę znaleźć grzyby, muszę za nim iść, ale doskonale zdaję sobie również sprawę, że mogę już nie wrócić.Zakładam, że to jednak mistrz ceremonii i ruszam za nim w bezpiecznej odległości. Gość tymczasem doskonale zdaje sobie sprawę, że ma ogon, bo co jakiś czas odwraca się i posyła mi to podejrzany uśmiech, to podstępne spojrzenie.Idę dokładnie za nim i jakimś cudem to ja zbieram twarzą pajęczyny.Wtem rozpływa się między drzewami.No, dobra, jestem w lesie, teraz tylko znaleźć jakieś grzyby i wyjść z tego cało.Halo, czy są tu jakieś grzyby?Kurde, no są.Rosną sobie ot tak sobie. Jak gdyby nigdy nic.I to jeden nieopodal drugiego.Dziwne… Może mi w to nie uwierzycie, ale w dwie godzinki nazbierałem pełen koszyk i to bez żadnych niebezpiecznych sytuacji!No dobra, teraz tylko odnaleźć drogę powrotną do auta i dotrzeć do niego w jednym kawałku.Kurde…Przecież moje auto widać stąd, gdzie stoję…Idę i zastanawiam się nad tym wszystkim.Jak bym nie próbował tego ugryźć, za każdym razem wychodzi mi, że po prostu miałem niebywałe szczęście.Nieopodal parkingu ten sam koleś co wcześniej wali pokłony przed innym grzybem.- Szatan? – pytam.- Papierzak – odpowiada.- Religijny człowiek – mówię do siebie.Wracam do domu.Myślę, czy by może nie odpocząć, ale przecież nie ma chwili do stracenia.Biorę szczoteczkę do zębów i zabieram się za czyszczenie.Po kilku godzinach grzyby lśnią jak nowe.Pora je sprawdzić.Aplikacja w smartfonie pokazuje, że połowa to pieczarki, a połowa muchomory.Wyrzucam połowę.Dla pewności otwieram lodówkę i skanuję grzyby na pizzy z Biedronki.Też muchomory.Wyrzucam pizzę i aplikację.Połowy połowy sam jednak nie jestem pewien, więc i ta ląduje w koszu. Tymczasem połowa połowy połowy jest obgryziona przez ślimaki.Nie no, przecież samiec alfa i omega ze szczytu łańcucha pokarmowego nie będzie dojadał resztek po jakimś mięczaku-obojnaku.Wyrzucam.Rozcinam pozostałe i okazuje się, że w połowie połowy połowy połowy robale dokazują jak patusy pod Żabką w niedzielę wolną od handlu.Wyrzucam.Nie jest tak źle, zostały mi dwie garści grzybów!W mojej głowie powoli układa się genialny plan:Jedną garść usmażę, drugą — ususzę.Wpisuję w wyszukiwarkę: „gesler, grzyby, przepis, łatwy, zanzibar”.„Najpierw obgotuj przez 10 minut i wylej wodę. Potem obgotuj przez następne 10 minut i wylej wodę. Potem już tylko na 10 minut na rozgrzaną patelnię”.Kierując się zdrowym rozsądkiem i rozsądnymi instrukcjami, z mojego koszyka grzybów wyszły mi dwie garści grzybów, a z jednej z nich trzy czwarte łyżki stołowej.Coś musiałem źle zrobić, bo przecież nie wyparowały…W końcu nadchodzi ta wiekopomna chwila:Nabieram je na łyżkę i zjadam — na raz, bez chlebka, z namaszczeniem.Mm… O tak… Kawior lasu…Hm…Smak chyba wylałem razem z wywarem…Trudno — suszenie na pewno się uda.W imię intensywnego grzybowego aromatu!Zgodnie z zaleceniami — piekarnik na 40 stopni i idę spać.Wstaję rano, w mieszkaniu unosi się intensywny grzybowy aromat.Udało się! — myślę.Ochoczo otwieram piekarnik.Szukam moich grzybów, ale ich nie widzę.Wchodzę do Internetu i tam również szukam.W Internecie moich grzybów nie ma, ale wychodzą na jaw nowe informacje:92% wody, no kto by pomyślał.Ołów, kadm, rtęć i arsen.Radioaktywny izotop cezu.Rabdomioliza.To całe grzebanie to jest dla jakichś psycholi!Grzybobranie.Grzybobabranie
poczekalnia
Nie jest ważne, czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy będzie dobrobyt – najważniejsze, aby Polska była katolickaHenryk Goryszewski – Mam wrażenie, że to motto nadal wyznawane przez władze, kościół i solidarnościowców
poczekalnia
Mężczyzna z Nebraski spędził swoje 60 urodziny wiosłując 38 mil wewnątrz wydrążonej dyni – Duane Hansen mówi, że wiedział, iż jeśli chce pobić rekord świata w żeglowaniu na dyni, musi ją sam wyhodować i przygotować tak by unosiła się na wodzie. Rolnik z Nebraski, który od dekady uprawia 200-400 funtowe dynie (1 funt to 0,4 kg) wydawał się dobrze przygotowany do tego zadania.Kiedy więc jego gigantyczna dynia „Berta” (nawet nadał jej imię), zaczęła przybierać na wadze po 15 funtów dziennie, zabrał się do pracy nad planem przekształcenia jej w prowizoryczną łódź na, której, jak twierdzi, przepłynie 38 mil w dół rzeki Missouri, z Bellevue do Nebraska City.W minioną sobotę, w ważącej 846 funtów dyni, dzień po tym jak skończył 60 lat, wyruszył w rejs, mając nadzieję na pobicie światowego rekordu Guinnessa, który wynosi 25 mil.By móc przygotować się do pobicia rekordu, zbudował więc cementową gorącą wannę, aby przetestować pływalność swojej dyni. Póki co nie ma oficjalnego potwierdzenia z biura księgi rekordów Guinnessa czy Duane pobił nowy rekord.
poczekalnia
A ruskie szampany nadal na półkach :) – Bo takie one "ruskie" są.
archiwum – powód
Kolejny skandal w diecezji abp. Jędraszewskiego. Tym razem chodzi o molestowanie chłopca. – "Teraz, po obywatelskim zatrzymaniu kościelnego Karola B. i postawieniu mu zarzutów przez prokuraturę, katolicy z Regulic udali się do kurii z żądaniem odwołania proboszcza Pasteczko. Ten nadal prowadzi katechezę w lokalnej szkole – dlatego część rodziców zdecydowała się nie wysyłać swoich dzieci na te zajęcia. Z ustaleń Onetu wynika, że abp Jędraszewski nie zamierza odwoływać ks. Pasteczko z parafii w Regulicach." To nie pierwsza sytuacja, gdy nazwisko abp. Marka Jędraszewskiego pojawia się w kontekście ukrywania przestępczości seksualnej w Kościele.  Kilkanaście dni temu członek Episkopatu został przesłuchany przez prokuraturę w związku z molestowaniem seksualnym, którego na umierającej kobiecie dopuścił się jeden z jego podwładnych.
archiwum
Cały tenisowy świat żyje w ten weekend Londyńskim pożegnaniem Rogera Federera podczas Laver Cup... – Szwajcar zaprosił do swojego Team Europe najlepszych tenisistów świata, a o bycie kapitanem tego zespołu poprosił legendarnego Bjorna Borga.Szwed, tak jak teraz Federer i Nadal w czasach swojej świetności także miał swojego wspaniałego przeciwnika, którym był legendarny John McEnroe. Ich pojedynki rozpalały publiczność tak jak teraz działo się to w przypadku spotkań Rogera Federera z Rafaelem Nadalem W trwającym Laver Cup John McEnroe został poproszony o bycie kapitanem Team World, więc dwaj seniorzy postanowili wykorzystać wyjątkową okazję i zrobić coś niesamowitego...Odtworzyli bowiem swój legendarny Finał Wimbledonu z 1980 w strojach z tamtej epoki!.  Po 42 latach na korcie Centralnym!
Źródło: ON THE MOVE
Duda wbrew przepisom nadał order Orła Białego czynnemu posłowi –  Dziedzic Pruskidziedzic ruski
archiwum
Są zdjęcia warte 1000 słów. Roger Federer i Rafael Nadal to Bogowie Tenisa. Od prawie 20 lat ich pojedynki były smakowitymi kąskami, a obaj Panowie po prostu niepodzielnie rządzili w całym Tourze... – ...W Londynie podczas Laver Cup trwa oficjalne zakończenie sportowej kariery Rogera Federera. Wielki mistrz zaprosił najlepszych tenisistów świata, a w ostatnim swoim meczu ever, czyli pojedynku deblowym poprosił aby jego partnerem był Rafael Nadal. Były łzy wzruszenia, było piękne pożegnanie wielkiej legendy.I kolejny w historii dowód na to, że najwięksi przeciwnicy sportowi mogą zostać wspaniałymi kumplami, a sportowa rywalizacja i walka może przerodzić się we wzajemny szacunek i przyjaźń.Bo w życiu tak właśnie jest, że często denerwujesz się i wkurzasz, że znowu przegrałeś ze swoim największym przeciwnikiem... ale gdy nagle on znika całkowicie z areny okazuje się, że właśnie te emocje, pragnienie walki i wygrania z nim, były najlepszym, co spotkało cię w sportowym życiu...
Źródło: ON THE MOVE
Kiedy twój największy rywal płacze razem z tobą, gdy przechodzisz na sportową emeryturę, wiesz, że dobrze postąpiłeś –
Z boku, trochę mniej na widoku, a nadal dając z siebie wiele –  JAKO INTROWERTYK NIE LUBIĘ BYĆ NADMIERNIE W CENTRUM UWAGI. ZDECYDOWANIE BARDZIEJ WOLĘ DZIAŁAĆ WE WŁASNYM TEMPIE.
Źródło: introwertykalni.pl
I co? Jaki to kolor?Nadal ufasz swoim oczom? –
archiwum

"Zrobiłam dzisiaj mojemu 10-letniemu synowi test z matematyki. Spędził nad nim prawie godzinę. Do każdego zadania bardzo się przykładał i gdy skończył wziął głęboki oddech i podał mi go do oceny Szybko sprawdziłam jego test i obliczyłam wynik. Uzyskał 89 punktów, czyli wychodziła z tego mocna czwórka

Szybko sprawdziłam jego test i obliczyłam wynik. Uzyskał 89 punktów, czyli wychodziła z tego mocna czwórka – Na co jego oczy natychmiast wypełniły się łzami. Zrobił wszystko, co w jego mocy, bardzo się starał, by dobrze go wypełnić, a mimo to nadal zabrakło mu punktów do piątki.Spojrzałam na mojego chłopca i na jego test, który po chwili rozdarłam na kawałki.Mój syn jest niesamowity w kuchni. Potrafi bez wysiłku ugotować posiłek dla całej rodziny.Mój chłopak jest niesamowity w składaniu różnych rzeczy. Używa narzędzi jak zręczny rzemieślnik.Mój chłopiec jest członkiem-założycielem grupy dyskusyjnej matka i syn (to akurat właśnie wymyśliłam), bo jest wstanie mnie przekonać do zrobienia rzeczy, których nigdy nie planowałam zrobić.Mój syn jest przezabawny. Zawsze pierwszy zaczyna żartować, gdy zasiadamy do stołu.Mój chłopiec jest wrażliwą osobą. Jest miły i delikatny, kiedy wymaga tego sytuacja.Mój chłopiec jest pracowity. Zawsze pracuje nad czymś tak długo, dopóki nie poczuje, że jest to zrobione, tak dobrze, jak to tylko możliwe.Mojego syna NIE określa ocena, jaką uzyskał z testu matematycznego.Po tym, jak podarłam test spojrzałam mojemu dziecku w oczy i powiedziałam, że przez cały czas go obserwowałam. Widziałam, że dał z siebie wszystko, jak rozważał każdy problem. Wszystko dokładnie sprawdzał dopóki nie rozwiązał zadania. Patrzyłam, jak poprawia zadania, których nie był pewien. Jak wkłada cały swój wysiłek w ten test.Powiedziałam mu, że nigdy nie byłam z niego bardziej dumna.Dzieci to o wiele więcej niż wyniki ich testów. Nie definiuje ich np. tylko poziomem umiejętności czytania.Edukacja i szkoła są ważne, ale nie najważniejsze.Bardziej interesuje mnie to, jak mój syn traktuje innych, to czy jest uczciwy i jego pragnienie czynienia dobra, niż jakikolwiek wynik testu.Bardziej interesuje mnie jego zdolność uczenia się, to jak wykorzystywać swoje talenty, aby w przyszłości mógł utrzymać swoją rodzinę.Bardziej interesuje mnie jego charakter, który cały czas się kształtuje, niż to co wyszło z tego testu.Nasze dzieci powinny mieć możliwość pokazania nam, w czym są najlepsze, kiedy są jeszcze w szkole podstawowej.Byłam zszokowana presją, jaką czuł, czy dobrze sobie poradził z tym testem. Nigdy nie sądziłam, że może być rozczarowany swoim wynikiem i płakać z tego powodu. Podziwiam go za ambicję i to, że zależy mu na osiąganiu dobrych wyników.Nigdy nie byłam bardziej dumna, tak jak teraz z tych 89 punktów uzyskanych z testu matematycznego"
Czas leci, aktorzy się starzeją, ale serial nadal się dobrze trzyma –
archiwum
Jesli zrobisz  krzywde innemu czlowiekowi, nalezy ci sie kara  o takiej samej wartosci. Mozesz czasem  kare zamienic na zadoscuczynienie, lub liczyc na wybaczenie pokrzywdzonego. – Katolik krzywdzi innego czlowieka, po czem idzie do spowiedzi i jak  dobrze pokombinuje  to  placi na kosciol, poklepie kilka pacierzy i ma " odpukane". Moze nadal krzywdzic innych.  Bedzie  przeciez odpuszczone . Co ciekawe - przez osobe, ktora z dana krzywda nie miala nic wspolnego.
Oboje ukończyli studia razem.I nadal są najlepszymi przyjaciółmi –
Cristiano Ronaldo odpowiedział: – "Moja matka mnie wychowała i poświęciła dla mnie swoje życie. Chodziła spać głodna, tylko po to, żebym mógł jeść. W ogóle nie mieliśmy pieniędzy.Pracowała 7 dni w tygodniu i nocami jako pokojówka, żeby kupić moje pierwsze buty, żebym mógł zostać graczem. Cały mój sukces jest poświęcony jej i dzięki niej i tak długo, jak ma życie, zawsze będzie przy mnie, ma wszystko, co mogę dać.Ona jest moim schronieniem i moim największym darem"
archiwum
Obaj lubiliśmy gruzińskie wina.On przestał...Ja nadal lubię... –
 –  Ma 30 lat i nadal jest kelnerem? To nieźle sobie życie przejebał.Kelner to taka sama praca jak każda inna