Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 76 takich demotywatorów

Kolejna tragedia na polskich drogach

Kolejna tragedia na polskich drogach – Minuta ciszy dla pijących [*] MariaSuszą! Szczecin30 min temu .*Płonia zweżka #wiadukt kijewo w stronęSzczecin ze Stargardu leży rozbita paleta zpiwem
archiwum – powód

Polska paleta kolorów

Polska paleta kolorów –

Paleta kolorów pt. "Polska w zimę":

 –
archiwum

Teraz na pewno zrozumie po co szef kazał mu owijać folią każdą paletę

Teraz na pewno zrozumie po co szef kazał mu owijać folią każdą paletę –
0:13

Naukowy fakt: To niemożliwe, żeby facet normalnie podjechał i zabrał kolejną paletę bez mocnego zastanowienia się czy by nie użyć tego jak hulajnogę

To niemożliwe, żeby facet normalnie podjechał i zabrał kolejną paletę bez mocnego zastanowienia się czy by nie użyć tego jak hulajnogę –

Jedź do Holandii, mówili... Będziesz spał na Euro, mówili...

Będziesz spał na Euro, mówili... –

Takie tam z zaskoczenia... Racja - to nie tak, że dzisiejsze dziewczyny nie mają żadnego hobby. Ale jeżeli jedynym zainteresowaniem niewiasty jest fotografowanie własnego koślawego odbicia w upieprzonym kosmetykami łazienkowym lustrze, to już trudno powiedzieć, co gorsze. Najlepiej wymalować się jak cała paleta kolorów w GIMP-ie, wypiąć kretyński dzióbek, rozprasować czoło i mizdrzyć się do odbicia, by potem wrzucić zdjęcie do internetu i podpisać "takie tam z zaskoczenia" Z zaskoczenia to w styczniu na drogach śnieg leży

Racja - to nie tak, że dzisiejsze dziewczyny nie mają żadnego hobby. Ale jeżeli jedynym zainteresowaniem niewiasty jest fotografowaniewłasnego koślawego odbicia w upieprzonym kosmetykami łazienkowym lustrze, to już trudno powiedzieć, co gorsze. Najlepiej wymalowaćsię jak cała paleta kolorów w GIMP-ie, wypiąć kretyński dzióbek, rozprasować czoło i mizdrzyć się do odbicia, by potem wrzucić zdjęcie do internetu i podpisać "takie tam z zaskoczenia"Z zaskoczenia to w styczniu na drogach śnieg leży –

To nagranie z oszustwa podbija sieć. W taki oto sposób truskawka z Hiszpanii "zamienia się" w polską!

To nagranie z oszustwa podbija sieć. W taki oto sposób truskawka z Hiszpanii "zamienia się" w polską! –

Tak wygląda miliard dolarów, około 12 pełnych palet w 100 dolarowych banknotach. Wyobraź sobie, że jeżeli by spieniężyć majątki 10 najbogatszych ludzi świata, było by tych palet ok. 8928 palet pieniędzy w 100 dolarowych banknotach w rękach 10 ludzi

Tak wygląda miliard dolarów, około 12 pełnych palet w 100 dolarowych banknotach.Wyobraź sobie, że jeżeli by spieniężyć majątki 10 najbogatszych ludzi świata, było by tych palet ok. 8928 palet pieniędzy w 100 dolarowych banknotach w rękach 10 ludzi – (Kierując się rankingiem Forbes 2018)

Od złości przez smutek aż po radość. Cała paleta dziecięcych emocji podczas meczu hokeja

Od złości przez smutek aż po radość. Cała paleta dziecięcych emocji podczas meczu hokeja –
archiwum

Dlaczego anime jest gatunkiem, które urzekło sporą liczbę osób?

Dlaczego anime jest gatunkiem, które urzekło sporą liczbę osób? – Dlatego, że w przeciwieństwie do większości kreskówek w anime każdy detal jest starannie dopracowany od scenografii po postacie, wraz z o wiele szerszą paletą barw. Bohaterowie mają bardziej złożone i wyraziste osobowości, a  wszędzie włożony jest ogrom wyobraźni i kreatywności.

Zajęło mi to dwa dni, ale było warto! Nareszcie skończyłem i jestem z siebie dumny Z designerskiego stolika do kawy zrobiłem paletę Euro

Z designerskiego stolika do kawy zrobiłem paletę Euro –

Przetrwałem straszliwą apokalipsę pierwszej niedzieli z zamkniętymi sklepami

Przetrwałem straszliwą apokalipsę pierwszej niedzieli z zamkniętymi sklepami – W moim przypadku kluczowa okazała się sobota rano. Ledwie kilka godzin wcześniej gruchnęła wiadomość, że sklepy mają być zamknięte w całą drugą niedzielę marca aż do poniedziałku. Kilkadziesiąt godzin skondensowanego piekła. Wstałem jak co rano, jak co rano się ubrałem i jak co sobotę ruszyłem do Lidla. Parking pod sklepem, zazwyczaj senny o tej porze, przypominał zaatakowany przez szerszenie ul.Tłoczące się wszędzie samochody wypełniały – niemałą przecież – przestrzeń do ostatniego miejsca. Ludzie przemykali pomiędzy nimi pośpiesznie, chcąc czym prędzej zrobić zapasy. Niektórzy omijali auta ostrożnie, ale inni – ci, którzy nie potrafili zachować zimnej krwi – nie mieli tyle szczęścia i ginęli pod kołami rozpędzonych do 20 kilometrów na godzinę samochodów. Widząc upiorne zagęszczenie, właściciele aut rezygnowali nawet z podjeżdżania pod same drzwi sklepu, nie tarasowali wejścia swoimi budzącymi zachwyt maszynami, tylko zatrzymywali się w najdalszych zakamarkach parkingu, w miejscach, z których wyrastały dwumetrowe chaszcze. Dalej za to stawali na trawnikach. Wybiegający ze sklepu ludzie, czekający na otwarcie od wczesnych godzin porannych, usiłowali wskrzesić w sobie choć wspomnienie człowieczeństwa na tym wybiegu ludzkich pragnień i ostrzegali, by nie wchodzić do środka, bo tam rozgrywa się dramat, który będzie śnił się nam po nocach. Nie chciałem wierzyć, ale oni nie cofali się nawet po wypadające z siatek ziemniaki. Uwierzyłem. Nikomu jednak nie przyszło nawet do głowy odejść, przeczekać, przyjść później. Przecież już wstali, już się ubrali, może nawet nagrzali samochód w ten chłodny poranek. Wszyscy wiedzieli, że to najpoważniejsza gra – gra, która toczy się o ich życie i życie ich bliskich. Zamknięty w potrzasku zbiorowy umysł, który będzie parł dopóki nie osiągnie swojego celu. Wszyscy wiedzieliśmy, że pisowski reżim nie zatrzyma się, więc i my nie mogliśmy się zatrzymać. Łudziliśmy się, że opór coś zmieni. Choć sytuacja wyglądała potwornie, ruszyłem i jakimś cudem udało mi się wejść do sklepu.Nawet będąc pomnym sytuacji na parkingu, tliła się we mnie nadzieja, że nie jest tak źle. Nie może być. Przecież jesteśmy ludźmi. LUDŹMI, DO DIABŁA. Ale ci od wypadających ziemniaków nie kłamali – w „moim” Lidlu rozgrywały się dantejskie sceny. Od wejścia uderzył mnie odór ciepłej krwi. W tym momencie utraciłem wszelką nadzieję. W myślach pożegnałem się z żoną i dziećmi, ale wiedziałem, że dla nich muszę podjąć tę, być może ostatnią w życiu, walkę. Tu nie szło o jakiegoś tam karpia czy Crocsy. Chciałem, żeby byli ze mnie dumni. Tylko jak długo przetrwają, gdy mnie zabraknie? Myśli zaczęły wędrować z złym kierunku, traciłem czas, więc czym prędzej ruszyłem po bułki. Próbowałem nie patrzeć na półki z herbatą i dżemem, pod którymi leżały zwłoki kilku kobiet w średnim wieku. Najwidoczniej walczyły o ostatnie opakowanie earl greya. „Jezu, to krew czy powidła śliwkowe?” – natychmiast odsunąłem od siebie makabryczną myśl, bo na horyzoncie pojawiło się stoisko z pieczywem. Są jeszcze nasze ulubione bułki gryczane! Tylko co tam robi ten facet? Chryste, gryzie rękę kobiety, która dokłada pieczywo! Błagam, niech mnie tylko nie zauważy, bym mógł zapakować kilka bułek i ruszyć dalej. Gdzie są torby papierowe?! Nie ma papierowych – są tylko foliówki. Czy to już ostateczna granica upodlenia? Przecież dopiero tu wszedłem. Oczami wyobraźni widzę wszystkie żółwie z Pacyfiku, które połkną tę foliówkę. Przepraszam, ale albo wy, albo ja i moja rodzina. Obyście trafiły w lepsze miejsce. Nie mam czasu na dłuższy rachunek sumienia. Ominąwszy ukradkiem żarłacza białego w ludzkiej skórze, przechodzę obok uderzającego miarowo w ścianę wózka elektrycznego prowadzonego wcześniej przez młodego chłopaka, który teraz zwisał przez kierownicę martwy, z porem w oku, i zdaję sobie sprawę z tego, że zbliżam się do stoiska z warzywami. Wokoło słychać krzyki ludzi, trzask łamanych kości i brzęk tłuczonych butelek, ale staram się nie zwracać uwagi na rozgrywające się wokoło dramaty. Uwaga, lecące jabłko. Niewiele brakowało. W końcu dotarłem do warzyw i owoców. Jakieś nogi wystające spod skrzynek z bananami trzęsą się w rytm zapewne ostatniego tchnienia właściciela kończyn. Może ulżę mu choć trochę – odciążam skrzynie i ładuję kiść bananów do koszyka. W międzyczasie strząsam dłoń, która chwyta mnie za nogę nie wiadomo skąd. Idę po awokado. Kurwa, znowu twarde. Jakiś dzieciak zaczyna szarpać mnie za rękaw. Oczy ma zapłakane, nie potrafi wydusić z siebie słowa, wskazuje tylko na coś palcem. Podnoszę wzrok i widzę całkiem młodą kobietę, która pyta drugą, czy ta nie mogłaby oddać jej mrożonego pstrąga, którego ma w koszyku, bo ojciec tej pierwszej „uciekł z jakąś bezdzietną lambadziarą, a czasy dla młodych matek są trudne, a synek by się ucieszył, bo tak lubi pstrąga”, na co ta z pstrągiem odpowiada, że nie bardzo, bo też lubi pstrąga, a poza tym była pierwsza, na co pytająca reaguje słowami: „To się pierdol, po co się obnosisz tak z tym pstrągiem?!”. Patrzę z powrotem na dzieciaka. Oddaję mu awokado, ja i tak nie będę miał czasu czekać, aż dojrzeje. Przed oczami widzę obraz własnych dzieci. Muszę ruszać dalej.Czekała mnie trudna decyzja: wybrać krótszą, ale bardziej ryzykowną drogę pomiędzy warzywami a zamrażarkami, czy dłuższą, ale bezpieczniejszą drogę wzdłuż ściany z przyprawami? Wąska droga przez szlak warzywno-zamrażarniczy to doskonałe miejsce na zasadzkę. Droga Cynamonowa wzdłuż półki daje z kolei lepszą widoczność, ale tam tłum ludzi kotłuje się o ostatnią butelkę przyprawy do zup w płynie. Czas ucieka, podejmuj decyzję. Niech będzie Przewężenie Bakłażana. Ruszam ostrożnie, za pas zatykam pora niczym wielki wojownik swój miecz. Procentuje doświadczenie zebrane przy wózku elektrycznym chwilę wcześniej. Podchodzę, zbliżam się do przewężenia, ostrożnie wychylam się zza stoiska za papryką. SZAST! Przed oczami przelatuje mi podstarzały ochroniarz. Chyba próbował uspokoić sytuację na stoisku z produktami „deluxe”, gdzie właściciel terenowego volvo, którego minąłem na parkingu, ładował już trzeci wózek chałwy. Pozostawione przez wózek ślady krwi dały mi jasno do zrozumienia, że ten człowiek bardzo lubi chałwę. Odwróciłem szybko wzrok. Nie chciałbym lubić chałwy aż tak mocno. Na szczęście udało mi się przedostać na wędliny bez większych problemów. Tam szybko biorę opakowanie Żywieckiej i filetu z kurczaka i mknę na nabiał. „Po co ci glebogryzarka o 8 rano, człowieku?!” – myślę sobie na widok nieszczęśnika w średnim wieku omamionego „promocją z gazetki”. Po drodze chwytam duże opakowanie goudy. Jednak los się do mnie dzisiaj uśmiecha. Za wcześnie! Skup się, masz rodzinę, która na ciebie liczy. Ale fakt, już niedaleko. Przede mną najtrudniejsza część przeprawy: dział z alkoholem.Zdyszany docieram do Kanionu Wysokich i Niskich Oktanów. Gdybym nie znajdował się w Lidlu, to przysiągłbym, że jakimś cudem dotarłem na plan filmowy „Hooligans”. Ludzie pakują do wózków wszystko. Przy półce z winem dostrzegam sąsiadkę, która zazwyczaj gardzi winami poniżej pięciu dych za butelkę, ale teraz pakuje każdą ocalałą Kadarkę. Na podłodze szkło, okaleczeni ludzie wiją się z bólu. Ktoś próbował wyjechać z paletą Argusa na wózku widłowym, ale został zatrzymany i zjedzony na miejscu. Przeskakuję między ciałami i – na tyle, na ile to możliwe – ostrożnie zbliżam się do kas. Kątem oka dostrzegam jeszcze butelkę piwa rzemieślniczego. Czy to możliwe? Czy promień słońca naprawdę rozświetlił to mroczne miejsce? Udaje mi się, chwytam butelkę. Jestem już przy kasach. Jezu, jak dobrze, że nie działają, 6 złotych za pilsa – kto to widział? Zrównuje się ze mną mężczyzna, na oko w moim wieku. Patrzymy na siebie, potem na swoje zakupy. Gość uśmiecha się z politowaniem, ja jestem pod wrażeniem kilkudziesięciu opakowań mięsa mielonego, czterech zgrzewek niegazowanej wody Saguaro, worka ziemniaków, kartonu kasz, trzech litrów oleju rzepakowego, dziesięciu bochenków chleba i opakowania mentosa, które miał w swoim wózku. Mentosy! Chwytam jeszcze jakieś słodycze znajdujące się przy kasach i kieruję się do wyjścia. Koleś od wózka zaklinował się przy przejściu między kasami i desperacko próbuje się uwolnić. Zauważam biegnących w jego kierunku ludzi o wygłodniałych spojrzeniach. Nie czuję triumfu. Na wszelki wypadek chwytam leżący przy kasie egzemplarz nowej książki Okrasy i im go rzucam. Wybiegam na parking, a zza pasa wylatuje mi por, o którym zdążyłem dawno zapomnieć. Niewiele się tu zmieniło – może poza rosnącą liczbą ciał. Krzyczę do przebiegających obok ludzi, żeby nie wchodzili, ale oni nie słuchają. Teraz wszystko rozumiem. Biorę oddech świeżego powietrza i wracam do domu.Udało mi się wrócić do rodziny. Zabarykadowaliśmy się w mieszkaniu i resztę dnia spędziliśmy na wspominaniu lepszych czasów. W niedzielę nie wyszliśmy z domu, bo się baliśmy. Podobno po to właśnie wprowadzono nowe prawo – by ludzie mogli cieszyć się wspólnie spędzonym czasem. Jestem pewien – chciałbym być – że prawodawcy nie przewidzieli jednak rozmiaru skutków ubocznych swoich własnych działań. Zasunęliśmy rolety w mieszkaniu, żeby nie widzieć kłębów dymu. Z radia dowiedzieliśmy się o zamieszkach, o policji, która używa ostrej amunicji wobec demonstrantów i szabrowników. Niektórzy nie zdążyli zrobić zakupów i usiłowali plądrować sklepy. Wiele osób umarło z głodu. Odgłosy wystrzałów i syren zagłuszaliśmy radiem. Modliliśmy się o to, by nikt nie zapukał do naszych drzwi.Niepokój rośnie. Nikt nie wie, co będzie dalej. Pierdol się, pisowski reżimie

Paleta cieni

 –
Źródło: AHGSFDS
archiwum

Różnorodność jest piękna. To paleta fascynujących kultur, obyczajów i tradycji. Podróż kosmiczna ! Kiedyś wszyscy się wymieszamy. Różnorodność i piękno nadal pozostaną w myśleniu, a tradycje zostaną kompendium naszego dorobku.. Jednak nikt dzisiaj nie będzie nami manipulować i wyrywać tych tradycji na siłę..

Kiedyś wszyscy się wymieszamy. Różnorodność i piękno nadal pozostaną w myśleniu, a tradycje zostaną kompendium naszego dorobku.. Jednak nikt dzisiaj nie będzie nami manipulować i wyrywać tych tradycji na siłę.. – Globalizm, multikulturalizm, monopol polityczny, wyrwane korzenie, brak tożsamości, zagubienie, łatwość manipulacji pustka, tempo... tempo...
archiwum

Równouprawnienie kończy się, gdy... Trzeba przewieźć paletę ważącą blisko pół tony

Trzeba przewieźć paletę ważącą blisko pół tony –

Ulubiony męski kolor?

Ulubiony męski kolor? – "No w sumie może być"

Kochanie pamiętasz te palety z piwnicy?

Kochanie pamiętasz te palety z piwnicy? –
archiwum

Opublikowano właśnie wyniki tegorocznych matur. Ze wszystkich przedmiotów najgorzej wypadł egzamin z „wiedzy o społeczeństwie”. Średni wynik z WOS-u na poziomie rozszerzonym to 19 na 60 punktów. W technikach 11 na 60 punktów. A w liceach 30 na 60 punktów.

Opublikowano właśnie wyniki tegorocznych matur. Ze wszystkich przedmiotów najgorzej wypadł egzamin z „wiedzy o społeczeństwie”. Średni wynik z WOS-u na poziomie rozszerzonym to 19 na 60 punktów. W technikach 11 na 60 punktów. A w liceach 30 na 60 punktów. – To by dużo tłumaczyło, jeżeli chodzi o aktywność polityczną pokolenia Uniwersytetu Jutuba, wchodzących w dorosłość poddanych krula, licealnych woJOWników mężnie hejtujących system i innych plecakowiczów walczących z całą paletą zdrajców ojczyzny i przeróżnych wyimaginowanych najeźdźców.
archiwum

Pochód Neo-Komunistów w Warszawie 18/03/2016

Pochód Neo-Komunistów w Warszawie 18/03/2016 – Zamaskowane twarze w rękach sztachety imitujące kijki do flag a także cała paleta wulgaryzmów tak wyglądały w piątek Żółwie Ninja i Szredery z Antify w  Warszawie. Nie zabrakło oczywiście reprezentantów KOD-u na wiecu tych anarchistycznych zwolenników wszystkich dragów i mieszkańców skłotów oraz organizacji typu Amnesty International w postaci Pani Draginij Nadażin czyli muzułmanki zajmującej się Islamizacją Polski.