Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 2761 takich demotywatorów

Sprzedam strój do biegania po lesie

Sprzedam strój do biegania po lesie –  Polski Janusz
poczekalnia

Ciężki los matki...

Ciężki los matki... –  Cała rodzina podczas izolacji:Mamy podczas izolacji:
poczekalnia

Los Angeles przed i w trakcie kwarantanny. Zwróćcie uwagę na różnicę w czystości powietrza

 –

Żołnierz niosący osła w czasie I wś. Nie niesie go dlatego, że jest miłośnikiem zwierząt. Żołnierze idą przez oznakowane pole minowe. Osioł puszczony samopas wszedłby na minę i ranił innych żołnierzy Jaki z tego płynie morał na dziś? W ciężkich czasach musimy trzymać krótko osły, które nie myślą i nie rozumieją co się do nich mówi, i mają w dupie los innych

Jaki z tego płynie morał na dziś?W ciężkich czasach musimy trzymać krótko osły, które nie myślą i nie rozumieją co się do nich mówi, i mają w dupie los innych –
archiwum – powód

W związku z tym co się dzieje daję wam na rozluźnienie byle jaki rebusik

W związku z tym co się dzieje daję wam na rozluźnienie byle jaki rebusik –

Maria Konopnicka - Rota 2020

Maria Konopnicka - Rota 2020 – Nie wyjdziem z mieszkań skąd nasz czynsz!Nie damy się zarazić.Czyścimy ręce, będziem żyćTu los nas wszystkich się waży.Nie damy się dziś COVIDOWIPozostaniemy zdrowiPozostaniemy zdrowiStarszym póki nam starczy siłPomoc dziś nieśmy w zakupach,Aż się rozpadnie w proch i w pyłKorony zawierucha.Twierdzą nam będzie samotność!Patogen powie dość!Patogen powie dość!Nie będzie wirus pluł nam w twarzNi dzieci nam zarażał,Sterylny stanął hufiec nasz,Dłonie i klamki odkaża.Wyjdziemy, gdy będzie na to czas!Dziś w domu każdy z nas!Dziś w domu każda z nas!
archiwum – powód

Skończyłam szkołę podstawową Jestem z rodziną na wczasach.

Jestem z rodziną na wczasach. – Mam 15 lat .  Nie wiem co mi los zgotuje.Lepiej jest nie wiedzieć.

Chińczycy się nie patyczkują Złamała zasady kwarantanny, więc zostanie wyrzucona z kraju

Złamała zasady kwarantanny,więc zostanie wyrzucona z kraju – Taki los spotkał Australijkę chińskiego pochodzenia, która w czasie kwarantanny domowej wyszła pobiegać po ulicach Pekinu. Nie założyła nawet maseczki ochronnej. Kobieta straciła pracę i pozwolenie na pobyt w Chinach
archiwum – powód

"I don't like the drugs but the drugs like me" - Major Suchodolski

"I don't like the drugs but the drugs like me" - Major Suchodolski – "I don't like the drugs but the drugs like me" - Major Suchodolski
Źródło: Oczywiste Nieoczywiste Youtube Channel
archiwum

Ciężki los złodzieja...

Ciężki los złodzieja... – Coronowirus wszędzie!Zostań w domu!Nie wychodź z domu!I jak tutaj uczciwie ludzi okradać?

Smutna wiadomość. Na wieczną wartę odszedł Wiktor Humięcki ps. "Kordian", żołnierz batalionu "Parasol", powstaniec warszawski, podopieczny Fundacji Red is Bad

Smutna wiadomość. Na wieczną wartę odszedł Wiktor Humięcki ps. "Kordian", żołnierz batalionu "Parasol", powstaniec warszawski, podopieczny Fundacji Red is Bad – Urodzony w Piotrkowie Trybunalskim, od najmłodszych lat sercem związał się z Warszawą. Do konspiracji wstąpił już w 1939 roku, aktywnie walcząc do 1944 roku w Kedywie KG AK, w legendarnej kompanii „Pegaz".Po wybuchu Powstania Warszawskiego wstąpił do 1. kompanii batalionu „Parasol" zgrupowania „Radosław". W trakcie walk, przeszedł do plutonu 1140 3.kompanii zgrupowania WSOP „Kryska".„Kordian” brał udział w najcięższych i najbardziej krwawych bojach powstańczych o Warszawę. Przeszedł bardzo ciężki szlak bojowy - walczył o Wolę, Stare Miasto, Śródmieście, Górny Czerniaków. Los nie oszczędził mu morderczej przeprawy najgorszą z możliwych dróg - kanałami.

Kiedy chciałeś tylko zapytać człowieka o drogę, ale trafiłeś na wyjątkowo nieśmiałego osobnika

Kiedy chciałeś tylko zapytać człowieka o drogę, ale trafiłeś na wyjątkowo nieśmiałego osobnika –

Sytuacja we Włoszech jest o wiele gorsza, niż podają media. Oto relacja włoskiego lekarza z Bergamo:

Sytuacja we Włoszech jest o wiele gorsza, niż podają media.Oto relacja włoskiego lekarza z Bergamo: – Jak podaje portal polskiateista.pl: W mailach z wytycznymi, które obecnie codziennie otrzymuję z departamentu zdrowia, jest także akapit zatytułowany „Odpowiedzialność społeczna” – zawiera zalecenia, które w pełni popieram. Długo zastanawiałem się, czy opisać to, co się dzieje u nas i uznałem, że milczenie jest dalekie od odpowiedzialności. Postaram się więc opisać ludziom „nie zaangażowanym w sytuację” i bardziej odległym od naszej rzeczywistości, jak naprawdę wygląda sytuacja w Bergamo w ciągu ostatnich dni pandemii Covid-19. Rozumiem potrzebę powstrzymywania paniki, ale czuję powinność, aby przekazać informację o zagrażającym niebezpieczeństwie. Kiedy słyszę o osobach, które narzekają, że nie mogą chodzić na siłownię, albo nie mogą zagrać meczów piłkarskich, drżę. Rozumiem także szkody ekonomiczne i również martwię się sytuacją gospodarczą. Po epidemii, tragedia zacznie się na nowo.Jednakże, pomimo faktu, że w zasadzie dewastujemy także ekonomicznie nasz system opieki zdrowotnej, wykorzystam swoje prawo do wypowiedzi, aby ostrzec o niebezpieczeństwie dla zdrowia, które prawdopodobnie dotknie cały kraj. Przyprawia mnie o dreszcze fakt, że czerwone strefy nie zostały jeszcze wyznaczone dla regionów Alzano Lombardo i Nembro, pomimo wyraźnych zaleceń (zaznaczam, że jest to wyłącznie moja osobista opinia). Jeszcze w zeszłym tygodniu, sam ze zdumieniem patrzyłem na reorganizację całego szpitala, gdy nasz wróg jeszcze pozostawał w cieniu: oddziały powoli pustoszały, wybrane procedury medyczne przerwano, przygotowywano jak najwięcej wolnych łóżek na intensywnej terapii.Wszystkie te nagłe zmiany wniosły na szpitalne korytarze atmosferę surrealistycznej ciszy i pustki, której jeszcze w tamtym czasie nie rozumieliśmy, oczekując na wojnę, która dopiero miała się rozpocząć, a wiele osób (także ja) nie przypuszczało, że przyjdzie nam się zmierzyć z tak zaciekłym wrogiem (nawiasem mówiąc: wszystko to działo się w ciszy, bez szumu medialnego, zaledwie kilka gazet miało odwagę stwierdzić, że prywatna służba zdrowia nie jest wystarczająco przygotowana).Nigdy nie zapomnę mojego nocnego dyżuru tydzień temu, na którym nawet nie zmrużyłem oka, czekając na telefon od laboratorium mikrobiologii w Sack. Czekałem na wynik wymazu pierwszego podejrzanego pacjenta w naszym szpitalu, zastanawiając się nad tym, jakie konsekwencje będzie to miało dla nas i dla kliniki. Teraz kiedy o tym myślę i po tym wszystkim, co już widziałem, moje poruszenie spowodowane tym jednym podejrzanym przypadkiem wydaje się wręcz śmieszne i nieuzasadnione.Mówiąc wprost, sytuacja jest dramatyczna. Żadne inne słowa nie przychodzą mi na myśl, aby to opisać. Dosłownie wybuchła wojna – w dzień i w noc toczymy nieprzerwaną walkę. Jedni po drugich, nieszczęśni pacjenci przychodzą na szpitalne oddziały ratunkowe. Ich powikłania są dalekie od powikłań przy grypie. Należy przestać mówić, że to „gorsza” grypa. W ciągu tych ostatnich dwóch lat już się nauczyłem, że chorzy ludzie w Bergamo nie przychodzą do szpitala. Tak samo było i tym razem. Przestrzegali podanych zaleceń: tydzień albo dziesięć dni w domu z gorączką bez wychodzenia, aby nie ryzykować zakażania innych – ale tym razem nie dają rady. Nie mogą oddychać, wymagają tlenoterapii.Jest zaledwie kilka lekarstw, którymi można próbować leczyć wirusa.Przebieg choroby zależy głównie od naszego organizmu. Jedyne, co możemy zrobić, to wspierać go, kiedy już nie daje rady. Mówiąc wprost, przeważnie po prostu mamy nadzieję, że organizm sam pozbędzie się wirusa. Dostępne terapie antywirusowe są eksperymentalne i codziennie otrzymujemy nowe informacje na temat zachowania się wirusa. Pozostawanie w domu do czasu, kiedy objawy się pogorszą, nie wpływa na postęp choroby.Niestety teraz borykamy się jeszcze z dramatyczną sytuacją ze względu na brak wolnych łóżek. Opustoszałe oddziały, jeden po drugim zapełniły się w niesamowitym tempie. Ekrany wyświetlające nazwy pacjentów i przydzielające kolor poszczególnym przypadkom w zależności od tego, jak poważny jest ich stan i na który oddział mają zostać przydzieleni – świecą teraz całe na czerwono, a my zamiast wykonywać operacje dokonujemy diagnozy, która ciągle powtarza cztery przeklęte wyrazy: „obustronne śródmiąższowe zapalenie płuc”. Proszę mi powiedzieć, który wirus grypy w takim tempie powoduje taką tragedię.Jest różnica (muszę zagłębić w techniczne szczegóły): w klasycznej grypie, poza faktem, że zaraża dużo mniej osób w ciągu kilku miesięcy, powikłania zdarzają się dużo rzadziej, wyłącznie, kiedy wirus zniszczy barierę ochronną płuc, sprawiając, że bakterie atakują górne drogi oddechowe i oskrzela, powodując poważniejsze przypadki powikłań. U wielu młodych ludzi Covid 19 ma łagodne skutki, ale dla wielu starszych ludzi (ale nie tylko), jest jak Sars – niszczy pęcherzyki płucne i prowadzi do ich infekcji, upośledzając ich funkcjonowanie. Niewydolność oddechowa, będąca następstwem, jest często bardzo poważna i wymaga kilku dni hospitalizacji, zwykłe podanie tlenu na oddziale może nie wystarczyć. Przepraszam, ale mnie jako lekarza nie uspokaja stwierdzenie, że poważne przypadki zdarzają się głównie u ludzi starszych z innymi chorobami. Populacja ludzi w podeszłym wieku w naszym kraju stanowi najliczniejszą grupę społeczną i ciężko byłoby znaleźć kogoś, kto powyżej 65 roku życia nie zażywa tabletki na nadciśnienie albo cukrzycę.Zapewniam także, że widok młodych ludzi, którzy kończą zaintubowani na intensywnej terapii, albo jeszcze gorzej podpięci do ECMO – maszyny do ciągłego pozaustrojowego natleniania krwi – czyli urządzenia, które w najgorszych przypadkach pobiera od pacjenta krew, ponownie ją natlenia i wtłacza z powrotem do organizmu, po czym czekamy w nadziei, że organizm sam uzdrowi płuca – w takich przypadkach cały ten spokój odnośnie waszego młodego wieku mija. W tym samym czasie, kiedy w mediach społecznościowych nadal są osoby, które szczycą się tym, że nie uważają na siebie i ignorują zalecenia, buntując się przeciwko zaburzeniu ich codziennych przyzwyczajeń – w tym samym czasie jesteśmy świadkami katastrofy epidemiologicznej, która dzieje się na naszych oczach. I nie mamy więcej chirurgów, urologów, ortopedów – jesteśmy tylko lekarzami, którzy nagle stali się częścią samotnego zespołu, który musi zmierzyć się z tsunami, które nas przerasta.Przypadki się mnożą, doszliśmy do poziomu 15-20 hospitalizacji dziennie, wszystkie z tego samego powodu. Wyniki wymazów przychodzą teraz jeden po drugim: pozytywny, pozytywny, pozytywny. Nagle szpitalny oddział ratunkowy nie daje rady. Wprowadzone są procedury awaryjne: potrzebna jest pomoc na izbie przyjęć. Szybkie spotkanie, aby przeszkolić nowe osoby, jak działa oprogramowanie i za chwile pomagają pracownikom na dole, kolejni wojownicy na froncie wojny. Objawy dające podstawy do przyjęcia na oddział są zawsze takie same: gorączka i trudności z oddychaniem, gorączka i kaszel, niewydolność oddechowa itd… Badania, zdjęcia rentgenowskie cały czas dają tę samą diagnozę: obustronne śródmiąższowe zapalenie płuc. Wszystkie przypadki muszą być hospitalizowane. Ktoś już zaintubowany trafia na oddział intensywnej terapii. Jednak dla innych jest już za późno. Oddział intensywnej terapii się zapełnia, choć stale jest poszerzany.Jest to dla mnie nie do pojęcia, a przynajmniej mówię z puntu widzenia szpitala Humanitas Gavazzeni (w którym pracuję) – jak to jest możliwe, że wymaga się przemieszczenia i reorganizacji zasobów, które przecież projektowano właśnie po to, żeby radzić sobie w przypadkach takich katastrof.Każda reorganizacja łóżek, oddziałów, personelu, zmianowości i zadań jest nieustannie poprawiana, abyśmy mogli dać z siebie wszystko i jeszcze więcej. Oddziały, które przedtem wyglądały jak oddziały duchów są teraz przepełnione. Personel jest na skraju wytrzymałości. Widziałem zmęczenie na ich twarzach jeszcze zanim zostali tak ogromnie przeciążeni pracą. Widziałem osoby, które kończą pracę coraz później i później, nawet biorąc pod uwagę nadgodziny, które teraz już weszły nam w nawyk. Widziałem naszą solidarność i ciągłą gotowość do pomocy kolegom internistom oraz pytania „jak mogę ci teraz pomóc?” albo chęć pomocy, kiedy słyszę „zostaw mi tę hospitalizację”.Lekarze, którzy muszą przewozić łóżka i przenosić pacjentów. Pielęgniarki ze łzami w oczach, kiedy nie mogą uratować wszystkich chorych i ciężkie objawy pacjentów w stanie krytycznym, które zwiastują nieunikniony ich nieunikniony los.Życie społeczne dla nas nie istnieje. Jestem poza domem od kilku miesięcy i zapewniam, że zawsze robiłem wszystko, aby zobaczyć się z moim synem, nawet kiedy pracowałem w dzień i w nocy, bez snu i przekładając sen na później, dopóki nie zobaczę swojego dziecka – ale od dwóch tygodni z własnej woli nie widziałem ani swojego syna, ani swoich bliskich, z obawy, żeby ich nie zarazić, co w konsekwencji mogłoby doprowadzić do zarażenia starszej babci albo krewnych z innymi problemami zdrowotnymi. Wystarczają mi zdjęcia mojego syna, które oglądam przez łzy i kilka rozmów wideo. Więc również bądźcie cierpliwi, jeśli nie możecie wyjść do teatru, muzeum lub na siłownię. Miejcie litość nad słabszymi starszymi ludźmi, których możecie skazać na śmierć
archiwum

Stado maka... znaczy ten... Pokrzywdzone przez los ofiary białej dominacji.

Stado maka... znaczy ten... Pokrzywdzone przez los ofiary białej dominacji. –

Każdy jest kowalem swojego losu

Każdy jest kowalem swojego losu – Niektórzy na starcie otrzymują dobrze wyposażoną kuźnię
archiwum

Kiedy wjeżdżasz do Los Santos Customs

Kiedy wjeżdżasz do Los Santos Customs –
0:06

Najważniejsza w życiu jest decyzja

Najważniejsza w życiu jest decyzja – Reszty dokona przypadek
0:04

Historia z lat 90. o kupnie telewizora

Historia z lat 90. o kupnie telewizora – Żona powiedziała mężowi, żeby kupił nowy telewizor, bo stary się psuje. Poza tym prawie wszyscy sąsiedzi od dawna mieli już Panasonica, a małżeństwo wciąż miało radzieckiego weterana.Mężczyzna zgodził się, poszedł do sklepu i kupił nowy telewizor. Postawił w domu, podłączył i pyta żonę, co zrobić ze starym. Żona stwierdziła:  "Wynieś go pod śmietnik, ale postaw obok to może ktoś go sobie weźmie". Mąż tak zrobił i poszedł spaćRano wychodząc do pracy i mijając śmietniki, zobaczył, że telewizor wciąż stoi tam gdzie stał. Nawet zaczął trochę współczuć staruszkowi, w końcu przez tyle lat wiernie służył, ale musieli go wyrzucić, bo szwankował. Po chwili namysłu stwierdził, że jeśli wieczorem wciąż będzie stał w tym samym miejscu, to zabierze go i zawiezie do rodziców na wieś.Wieczorem, po powrocie z pracy zauważył, że telewizor wciąż stoi obok śmietników. Cóż, więc widocznie los tak chciał, więc facet wziął telewizor z powrotem, położył na tylnym siedzeniu w samochodzie, aby rano zawieźć na wieś.Rano on i jego żona zebrali się, aby odwiedzić rodziców. Po wyjściu z bloku zobaczyli, że tylna szyba auta jest wybita, a telewizora brak. Ktoś go ukradł w nocy...

"Ministrancki los" - przeróbka hitu Zenka Martyniuka w wykonaniu ministrantów powoli staje się przebojem w internecie

"Ministrancki los" - przeróbka hitu Zenka Martyniuka w wykonaniu ministrantów powoli staje się przebojem w internecie –