Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 6328 takich demotywatorów

30 zachwycająco pięknych i inspirujących fotografii #18 (31 obrazków)

archiwum
Konopie na ratunek zwierzakom! – Uspokaja i wyciszaZwiększa odpornośćZmniejsza bólRedukuje stany zapalneZwiększa apetytCBD kompleksowo wspomaga organizm Twojego pupila, dbając o jego kondycję oraz zdrowie psychiczne i odporność.
 –  Od 4 nad ranem słychać było szczekanie psa. Nasilało się ono z każdą minutą, denerwując przy tym wszystkich ludzi, którzy akurat wstawali do pracy. Jakiś mężczyzna z kobietą wyszli zobaczyć, co się dzieje.Kiedy podeszli w stronę garażów, zobaczyli, że obok szczekającego psa leży na ziemi mężczyzna. Od razu ruszyli na pomoc, ale im bliżej byli, tym szczekanie owczarka było bardziej agresywne. Kobieta zaproponowała, że zadzwoni po karetkę.Karetka przyjechała szybko. Z samochodu wysiadło dwóch sanitariuszy Para uprzedziła ich, że obok mężczyzny stoi groźny pies, ale ten akurat przestał szczekać, gdy tylko zobaczył karetkę.Jeden z medyków zaczął ostrożnie zbliżać się do mężczyzny, a drugi stał niedaleko i w razie zagrożenia miał prysnąć psa gazem.Mężczyzna, dość młody, około 35 lat, stracił dużo krwi, ale na szczęście żył. Jeden z medyków otworzył apteczkę, opatrzył go, a drugi wziął dwie strzykawki i zrobił mu zastrzyki. Pies cały czas przyglądał się uważnie.Jeden z sanitariuszy przyszedł z noszami i delikatnie położyli na nie mężczyznę, po czym razem wnieśli go do karetki. Psa nie można było zabrać, wiadomo, zasady... Dla niego akurat nie stanowiło to dużej przeszkody, bo przez całą drogę do szpitala biegł obok karetki.Ambulans zatrzymał się przed wjazdem do szpitala. Strażnicy podnieśli szlaban, karetka wjechała, a pies musiał zostać. Jeden ze strażników krzyknął do psa: „Siad! Zostań tu!" Pies był trochę zdezorientowany, ale posłuchał poleceń, siadł obok szlabanu i patrzył jak karetka z jego właścicielem odjeżdża.Po jakiejś godzinie czekania pies położył się blisko krawędzi ogrodzenia, żeby nie przeszkadzały mu samochody.Nastał kolejny dzień, a pies nadal leżał tam, gdzie wczoraj. Jeden facet, z nowej zmiany, zaproponował, że pójdzie zobaczyć, co się dzieje z właścicielem psa i przyniesie coś owczarkowi do jedzenia. Okazało się, że mężczyzna był operowany, jest na intensywnej terapii i powoli dochodzi do siebie.Minął tydzień i właściciel psa powoli wracał do zdrowia, ale nie było nikogo, kogo mógłby zapytać o swojego pupila i to go bardzo smuciło.Mieszkali razem odkąd trafił do rezerwy z powodu kontuzji po postrzale. Razem służyli, razem poszli na emeryturę. Miał nadzieję, że taki mądry pies nie przepadnie.Owczarek tymczasem przeniósł się spod płotu pod drzewa. Stamtąd równie wygodnie mógł obserwować wjazd. Strażnicy ciągle przynosili mu jedzenie. W końcu jeden z nich poszedł do właściciela powiedzieć mu, że jego pies czeka na niego pod szpitalem. Opowiedział mężczyźnie o tym, co się działo z psem podczas jego rekonwalescencji. Pacjent bardzo się ucieszył i wykrzyknął: „To moja psina!!! Moja kochana Alma... Służyliśmy razem. Jest dobrze wyszkolona. To bardzo mądry pies!"Właściciel owczarka poprosił również o pewną przysługę. Wziął serwetkę, przetarł nią twarz i ręce, a później dał ją strażnikowi ze słowami: „Włóż serwetkę do tego woreczka i daj ją Almie, proszę, ona zrozumie!"Ochroniarz wyszedł z terenu szpitala i podszedł pod drzewa, przy których siedziała Alma. Położył woreczek na ziemi, otworzył i odsunął się na bok. Alma podeszła i długo wąchała materiał. Potem wyciągnęła ostrożnie serwetkę, poszła pod swoje drzewo, położyła ją na łapach i przycisnęła do niej swój łepek.W końcu mężczyzna wyszedł ze szpitala, a Alma cały ten czas czekała na niego. Radości było tak wiele, że nie sposób tego opisać. Już nie raz ratowali się nawzajem i wiedziała, że trzeba cierpliwe czekać. I czekała.
Wg wicepremiera Gowina osoby zaszczepione mogłyby już w maju korzystać z usług restauracyjnych, dodał, że „jest zdeklarowanym zwolennikiem takiego rozwiązania” – "Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych" ... Konstytucja gwarantująca równość jest tylko papierkiem dla wicepremiera?
Madka roku w świecie zwierząt – Gołąb wije gniazdo obok gniazda sokoła wędrownego, swojego naturalnego wroga
archiwum
NIE KRADĘ- nazywają mnie nienormalnymDBAM O EDUKACJĘ DZIECI- nazywają mnie nienormalnymDBAM O EKOLOGIĘ- nazywają mnie nienormalnymDBAM O ZWIERZĘTA DOMOWEI LEŚNE- nazywają mnie nienormalnymSZANUJĘ PRAWA LUDZI- nazywają mnie nienormalnymWIERZĘ W NAUKĘ I ROZWÓJ SPOŁECZEŃSTWA- nazywają mnie nienormalnymNIE ZNOSZĘ ZŁODZIEJSTWA- nazywają mnie nienormalnymNIE ZNOSZĘ KŁAMSTWA- nazywają mnie nienormalnymNIE ZNOSZĘ GŁUPOTY- nazywają mnie nienormalnymJESTEM DUMNY ŻE JESTEM NIENORMALNY!!! –  NIE KRADĘ- nazywają mnie nienormalnymDBAM O EDUKACJĘ DZIECI- nazywają mnie nienormalnymDBAM O EKOLOGIĘ- nazywają mnie nienormalnymDBAM O ZWIERZĘTA DOMOWE I LEŚNE- nazywają mnie nienormalnymSZANUJĘ PRAWA LUDZI- nazywają mnie nienormalnymWIERZĘ W NAUKĘ I ROZWÓJ SPOŁECZEŃSTWA- nazywają mnie nienormalnymNIE ZNOSZĘ ZŁODZIEJSTWA- nazywają mnie nienormalnymNIE ZNOSZĘ KŁAMSTWA- nazywają mnie nienormalnymNIE ZNOSZĘ GŁUPOTY- nazywają mnie nienormalnymJESTEM DUMNY ŻE JESTEM NIENORMALNY!!!
Zwierzę nigdy nie pozwoliłoby,by prowadził je najgłupszy ze stada –
Słonica o imieniu Mary została skazana na karę śmierci i powieszona przy użyciu dźwigu za zabicie pomocnika swojego tresera – Egzekucji dokonano 13 września 1916r. przy 2.500 tysięcznej publiczności. Podczas pierwszej próby zerwał się łańcuch, w wyniku czego zwierzę upadło, łamiąc nogi. Druga próba powieszenia Mary zakończyła się sukcesem. Zwierzę zostało pochowane przy torach, nieopodal miejsca egzekucji. Jaki był dokładny przebieg zabicia pomocnika tresera przez słonice?Najprawdopodobniej podczas gdy zwierzę spożywało arbuzy, treser o imieniu Red Eldridge dotknął je za uchem i właśnie to rozjuszyło słonice, która chwyciła opiekuna trąbą a następnie rzuciło o ziemię i gdy ten leżał nieprzytomny, Mary zmiażdżyła jego głowę nogą.Nie od dzisiaj wiemy, że zwierzęta występujące w cyrku są poddawane bardzo wyczerpującym treningom i bardzo często dochodzi do przemocy wobec zwierząt. Można spekulować, że treser znęcał się nad biedną słonicą, a zwierzę było tak przewrażliwione i przestraszone, że zaczęło się po prostu bronić

To były czasy!

To były czasy! –  My, urodzeni w latach 50-60-70-80 tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych.Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za smarowanie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy.Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął.Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby.Skakaliśmy z balkonu na odległość. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie. Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał do szkoły. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy, chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię.Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z opiekunką.Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł.W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego – codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami.Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw.A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
W Holandii działają Dierenambulances. To karetki pogotowia dla zwierząt - pełnoprawne, z dobrym wyposażeniem i sygnałami uprzywilejowania – Można je wezwać odpłatnie do swojego podopiecznego, ale też bezpłatnie do zwierząt bezdomnych, rannych itd. Mają jeden, centralny numer telefonu alarmowego (144) i stanowią element ogólnokrajowego systemu opieki nad zwierzętami finansowanego z kasy publicznej i pieniędzy prywatnych.W Polsce powstaje podobna inicjatywa. Aplikacja Animal Helper ma być numerem 112 dla zwierząt. Trwa zbiórka i poszukiwanie sponsorów na utrzymanie centrali. Zebrano już 50 tys zł. z potrzebnych 105 tys. zł. Do końca zbiórki jeszcze 10 dni
Przestraszone stado reniferów, po tym jak weterynarz zamierzał zaszczepić je przeciwko wąglikowi, utworzyło formację przypominającą cyklon. Zwierzęta biegały w kółko, otaczając znajdujące się w środku jelonki – Takie zachowanie ma na celu ochronę stada przed atakami drapieżników. Zdezorientowany napastnik nie jest wtedy w stanie śledzić swojej ofiary
W listopadzie zamknięte były restauracje, a w hotelach przebywać mogli tylko ci, co musieli. W jednej z knajpek zauważono jednak poruszenie. Jak się później okazało, na kolacji spotkali się poseł Kamil Bortniczuk, burmistrz Nysy i jego zastępca. – Jak tłumaczył parlamentarzysta, samorządowcy wpadli tylko na chwilkę. A wiadomo, że jak tylko na chwilkę to można. Poza tym, to była kolacyjka służbowa, więc też można. Wezwana na miejsce policja przez kilka miesięcy zastanawiała się, jak wybrnąć z sytuacji. Ostatecznie, zdecydowała się nie składać do sądu wniosku o ukaranie panów w podróży służbowej. Wszytkie zwierzęta są równe. Niektóre są tylko równiejsze.
„Pierwszy wieczór po wizycie w schronisku!Najpiękniejsze zdjęcie adopcyjne, jakie kiedykolwiek widziałem! Tak to wygląda, kiedy ratujesz życie. Proszę nie kupujcie zwierząt. Adoptujcie je!” –
Słoń podwozi małpę na brzeg rzeki, gdzie czekała jej rodzina. Z powodu ostatnich powodzi w RPA, zwierzęta lądowe zostały rozproszone, a ta małpa utknęła po niewłaściwej stronie rzeki na wiele dni –
 –
archiwum
śmieszne i słodkie psiaki. – Kompilacja śmiesznych psów. Spróbuj się nie zaśmiać :)
archiwum
60 lat po locie Gagarina nauczycielka i jej świnki morskie przypominają, jakie gatunki zwierząt poleciały w kosmos przed człowiekiem –
Źródło: youtube.com
Obrońcy praw zwierząt nie mają wyboru - muszą zacząć mordować koty –  Naukowcy: co roku kotyzabijają w Polsce milionyssaków i ptaków
Maritza Rubalcava poświęca 40 minut czasu na doczepianie tipsów swojemu psu chihuahua. Niektóre kobiety chcą stosować podobne zabiegu swoim pupilom. Moda, modą, ale czemu jej ofiarami muszą być zwierzęta? –