Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 43 takie demotywatory

poczekalnia
Zauważyłem, że często w życiu jest tak, – że największe szuje i ludzie, którzy poczynili wiele zła, często operują "złotymi frazesami". Mówią dużo o dobroci serca i wszystkie te frazezy z dupy powielają i udostępniają gdzie się tylko da. Mają jakby wrodzoną potrzebę pierd....enia w kółko o dobroci i na pozór dla obcych, mogą wydać się naprawdę dobrymi ludźmi. Ale jeśli znasz i trochę bliżej, to wiesz doskonale że są zgnici w środku i przebimbali całe życie niszcząc wszystko do okola. Ta hipokryzja sprawia, że kiedy słyszysz, widzisz te pierd...ne frazesy, to aż cię zbiera na wymioty. Tfu
archiwum
Gospodarz Mundialu odpadł bardzo szybko – Następnym razem powinien zażądać bardziej stosownego towarzystwa w swojej grupie.
Źródło: Internet
archiwum
Kiedy czytasz w TVP Info pasek – że opozycja nakręca spiralę nienawiści
archiwum – powód
 –  moja myszko chciałbym cię przytulać
 –
Nowy trend u "naturalnych" dietetyków –  TWARZ GLUTENOWAzmarszczkina czoleworki podoczamipękającenaczynkaTWARZ CUKROWAszaraskórakurzełapkitrądzikDAMIANPAROLICOMTWARZ NABIAŁOWAplamyna czoleobrzękniętepowiekizaskórnikiTWARZ ZNIESMACZONAzbieranie sięna wymiotyod tegopieprzenia
 –  Moja myszko ; * chciałbym Cię przytulać i całować Twoje słodkie usteczka, ty moja księżniczko już zawsze będziemy razem mój słodki króliczku kc
archiwum
 –
 –
archiwum

Podróżujący człowiek przypadkiem trafił do raju. W hinduskiej koncepcji raju są drzewa życzeń, kalpataru. Siadasz pod nimi, zapragniesz czegoś i natychmiast życzenie zostaje spełnione, nie ma przerwy między pragnieniem i jego spełnieniem. Myślisz i natychmiast to staje się faktem, myśl automatycznie się urzeczywistnia. Kalpataru to tylko symbol umysłu. Umysł jest twórczy, tworzy swoimi myślami.

Podróżujący człowiek przypadkiem trafił do raju. W hinduskiej koncepcji raju są drzewa życzeń, kalpataru. Siadasz pod nimi, zapragniesz czegoś i natychmiast życzenie zostaje spełnione, nie ma przerwy między pragnieniem i jego spełnieniem. Myślisz i natychmiast to staje się faktem, myśl automatycznie się urzeczywistnia. Kalpataru to tylko symbol umysłu. Umysł jest twórczy, tworzy swoimi myślami. – Ten człowiek był zmęczony, zasnął więc pod drzewem życzeń. Gdy obudził się, był bardzo głodny, rzekł więc: "Chciałbym dostać coś do zjedzenia". Natychmiast znikąd pojawiło się jedzenie płynące w powietrzu, smakowity posiłek. Zaczął jeść, a kiedy poczuł się nasycony, pojawiła się w nim inna myśl: "Gdybym mógł czegoś się napić...". W raju nie ma prohibicji, więc natychmiast pojawiło się cenne wino.Pijąc wino, odprężony w chłodnym powiewie rajskiego wiatru, w cieniu drzewa, zastanawiał się: "Co się dzieje? Czy to sen, czy jakieś duchy ze mną igrają?" I pojawiły się duchy, dzikie, straszne, przyprawiające o wymioty. Zaczął się trząść, pojawiła się w nim myśl:" Na pewno zginę, zabiją mnie".I został zabity.Myśliciel tworzy swoimi myślami - oto jedna z najbardziej fundamentalnych prawd, jakie trzeba zrozumieć. Wszystko, czego doznajesz, jest twoim wytworem. Najpierw to tworzysz, potem tego doświadczasz, a potem zostajesz przez to przeżycie pochwycony ponieważ nie wiesz, że w tobie istnieje źródło wszystkiego.Ta pradawna opowieść ma ogromne znaczenie. Twój umysł jest drzewem życzeń, cokolwiek pomyślisz, wcześniej czy później stanie się to. Czasem ta przerwa jest tak duża, że zupełnie zapominasz o tym, że kiedyś tego pragnąłeś. Czasem są to lata, a czasem żywoty, nie możesz więc dotrzeć do źródła. Ale jeśli przyjrzysz się dobrze, stwierdzisz, że wszystkie twoje myśli tworzą ciebie i twoje życie. Tworzą twoje piekło i twoje niebo. Tworzą twoje cierpienie i radość. Tworzą negatywność i tworzą to, co pozytywne. Każdy jest czarodziejem, czyni wokół siebie czary, a potem sam w nie zostaje pochwycony. Pająk zaplątał się we własnej sieci.Gdy zrozumiesz, wszystko zacznie się zmieniać. Wtedy możesz cieszyć się; możesz zmienić swoje piekło w niebo, to tylko kwestia namalowania go z innej perspektywy (stosowana jest ta "technika" w nowoczesnych metodach terapeutycznych np. w One brain, ustawieniach hellingerowskich- zmieniasz myślenie o danej sprawie). A jeśli tak bardzo kochasz niedolę, możesz jej stworzyć tyle, ile zechcesz, do upojenia. Ale wtedy nigdy nie narzekasz, ponieważ wiesz, że to twoja kreacja, twój obraz, nikogo za niego nie możesz obarczać odpowiedzialnością. Za wszystko sam bierzesz odpowiedzialność.Wtedy pojawia się nowa możliwość: możesz poniechać tworzenia świata, możesz przestać go stwarzać. Nie trzeba tworzyć nieba i piekła, nie trzeba tworzyć w ogóle. Twórca może odprężyć się, udać się na spoczynek. Ten spoczynek umysłu to medytacja.z nauk Osho

„Jest mi niedobrze, zbiera mi się na wymioty na widok polskich flag, osiłków z kotwicami na ramieniu, idiotek w T-shirtach z napisami „Chwała bohaterom — Pamiętamy”.

„Jest mi niedobrze, zbiera mi się na wymioty na widok polskich flag, osiłków z kotwicami na ramieniu, idiotek w T-shirtach z napisami „Chwała bohaterom — Pamiętamy”. – Wszystko to tak tandetne, płytkie, podszyte diso polo, tanie, na pokaz, tromtadrackie. Cały ten patriotyzm pomylony z faszyzmem, z nacjonalizmem i nienawiścią do innych, obcych. To machanie szabelką pod niemieckim nosem i ta naklejka z kotwicą na 10-letnim audi kupionym na szrocie w Niemczech. To odwaga w walce o prawdziwą polskość: z żydostwem, którego nie ma, z gejami, którzy masturbują dwulatki, z muzułmanami, których kebaby wpieprza się z sałatką z ogórka.Ten honor pisany przez „ch”, ten bóg, który nie mógł być Żydem, ta ojczyzna, której należą się niesprzątane psie kupy, niepłacone podatki i taki prawdziwy mąż, który bije, bo kocha.Obrzydzenie, to jest to uczucie, które czuję każdego pierwszego sierpnia, gdy patrzę, jak idą przez Warszawę. Żadnych innych uczuć. Obrzydzenie.Zawłaszczyli symbole i zawłaszczyli pamięć. Nasrali na groby. Zrobili z rocznicy piknik z racami i maskaradę z symbolami.I my bezradni. Bezsilni. Poddani. Kilkuset maszeruje w milczeniu.Nie wiemy co robić z tymi kotwicami na owłosionych łydkach, z tym pięściami wycelowanymi w niebo przeciw wszystkim, przeciw tolerancji, otwartości, oświeceniu. Milczymy. Boimy się przemocy. Piszemy oburzone posty. Jeszcze można pisać.Jeszcze można.Co z tym zrobić? Nasz kraj zabrali faszyści, ciemniacy i chamy. Tańczą chocholi taniec. Robią swoje porządki. Malują swoje swastyki i „pedały do gazu”. Europie mówią coraz głośniej, żeby się do nas nie wpier*alali, tak po prostu. Coraz głośniej, bo złączyli ręce z Orbanami, Trumpami, Bolsonaro, Putinami. Czują siłę swoich owłosionych muskułów. Już się nie wstydzą pustki w głowie. To, co mają w głowach, im się podoba, do życia wystarczy. Historia umalowana jak dziwka, nauka usadzona do kąta, jak zbity pies, i w zamian drewniany karabin i zabawa w partyzantów. I mundur koniecznie z kotwicą lub błyskawicą i w domyśle skrzydła husarii.Wojna z rozumem, wojna z elitami, wojna z postępem. Konserwowanie tego, co jest, żeby było tak zawsze, znajomo: wódka, zakąska, kościół, schabowy. Żadnych nowinek, żadnych rowerów, żadnych warzyw. Kobieta to matka, matka to dom. Ojciec to mężczyzna, musi uderzyć. Rodzina to świętość, krew i łzy też.Barbarzyńcy nadeszli. A my? Praca, dom, działka i pieczenie chleba oraz dobry serial na Netflixie. Nas to nie dotyczy, choć ten świat się zawęża, zawęża, zawęża. Jest coraz duszniej, coraz mocniej śmierdzi. Już niedługo przed wejściem do banku mogą zacząć sprawdzać napletki. W szpitalu każą odmawiać zdrowaśki. W restauracji zlikwidują jarskie. Zamiast hulajnóg postawią w miastach squady, na biletach do metra wydrukują kotwice. I Netflixa zastąpią Bogiemifliksem.Nikt nie ma pomysłu co z tym zrobić. Mówimy, że tylko edukacja może pomoc, ale oni już to przewidzieli. W edukacji posadzili swoich szturmfirerów. Ubrali dzieci w mundury. Zbudowali klatki z programów i uczą o bogu przez u zwykle i honorze przez „ch". Następcy wygoleni ponad uszy niosą w rękach z opaskami polskie flagi, od których jest mi niedobrze. Które łopoczą z łoskotem w faszystowskim wietrze, w takt rytmicznych kroków i okrzyków z przepastnych gardeł: to nasz czas, nasz czas, nasz czas.Jeśli czegoś z tym nie zrobimy, jeśli nie wstaniemy z kanap i nie okażemy odwagi sprzeciwu, to nam wejdą do zupy, pod kołdrę i na biurko. Naplują, skopią, zelżą. Będą nam obcinać symboliczne pejsy na ulicach i ciągać za chałat. Nie łudźmy się, że nie będą. Robili to wtedy, zrobią i teraz.Jak nas wszystkich dobrych ludzi obudzić i przekonać, że nie mogą się już kłaść, spać spokojnie? Że musimy coś zrobić wszyscy razem, my, którzy jeszcze nie jesteśmy z nimi."
Dlaczego kościoły w Kanadzie płoną i co działo się w przykościelnych sierocińcach? – "W szkole świętej Anny w Fort Albany używano krzesła elektrycznego, do którego przywiązywano dzieci, by razić je prądem o różnej mocy. Dzieci często padały ofiarami chorób, bo brakowało opieki lekarskiej, a pomieszczenia nie były ogrzewane. Mająca zajmować się dziećmi siostra Anna Wesley zmuszała je do zjadania swoich wymiocin wprost z podłogi „jak psy”.""On uniósł swoją sutannę i wepchnął penisa w moje usta. Bałam się, strasznie się bałam. Cała aż się trzęsłam. Kopnęłam go. Uciekłam i schowałam się […]. Ale spowiedź odbywałyśmy co niedziela i każdej niedzieli powtarzało się to samo […]. On dotykał mnie wszędzie i kiedy szczytował, wytryskiwał na moje usta. Byłam całkowicie splugawiona. Zakonnicom mówił, że pobrudziłam sobie usta, bo wymiotowałam. W końcu stało się to prawdą i miałam wymioty. Każdej niedzieli byłam chora, idąc do kaplicy, i mdlałam, gdy nadchodziła moje kolej do spowiedzi. I w każdą niedzielę siostry zakonne zabraniały mi z tego powodu kontaktu z rodzicami, którzy przyjeżdżali w odwiedziny. Trwało to trzy lata. Ksiądz nakazał mi milczenie. Powiedział, że gdy je przerwę, przyjdzie Bóg i zabije mnie we śnie, zabierze moich rodziców, uśmierci moich braci i siostry"
Źródło: "27 śmierci Toby’ego Obeda"
 –
archiwum
Rzygać mi się chce jak widzę kampanie społeczne dotyczące ochrony środowiska. – Pojawiają się co jakiś czas bo ktoś płaci za nie grubą kasę. Płynie z nich taka hipokryzja, że aż na wymioty zbiera. Sprzątaj las, nie używaj plastiku, nie jeździj autem tylko rowerem albo komunikacją miejską, jedz mniej mięsa, oszczędzaj wodę a jak wracasz z lasu to zabieraj cudze śmieci. To takie proste mówią. A później jadą do roboty furą, po drodze zahaczając srakdonalda czy co tam jeszcze. Świecą się i pachną tak, że już widzę jak sami wodę oszczędzają. Normalnie codziennie widzę kogoś znanego w MZK i na rowerach. Prawda jest taka, że powie taki co mu każą, zgarnie kasę i żyje dalej swoim życiem. Takie kampanie powinny trwać latami jak mantra. Jak telewizji tak zależy to powinna je emitować za free z własnej inicjatywy. Ten świat jest przeżarty hipokryzją do szpiku kości. Nigdy nie zostawiłem najmniejszego śmietka w lesie. Od małego mi to wpojono. Nigdy też w lesie nie dałem ryja bo powiedziano mi jako dziecku, że w lesie trzeba się zachować. Nie potrzebowałem specjalnych kampani
Strach się bać... –  Maciejcałym syfie. Tam naprawdę jest sporo możliwych skutkówubocznych e Obrzęk naczynioruchowy, ciężkie zmiany skórne,nudności, wymioty, trombocytopenia, agranulocytoza, ostreuszkodzenie wątroby czy skurcz oskrzeli, a to tylko te, których nieukrywają. Nie ma żadnej pewności, że to w ogóle pomoże, dawkitrzeba powtarzać, a nie wiadomo, co tam tak naprawdę sięznajduje i czym nas faszerują.Jestem przerażony, a to dopiero ulotka apap.Chciałem się trochę dokształcić w tymOD 1,2 tys.
Naukowiec codziennie karmi komary swoją krwią dla dobra nauki i dobra ludzkości – Perran Ross to australijski naukowiec, który dziennie karmi około 5000 komarów zarażonych Wolbachią. Naukowiec ten robi to wszystko po to, aby pozbyć się gorączki denga. Wirus ten jest przenoszony z komara na człowieka. U człowieka objawy dengi to: bóle głowy, bóle mięśniowe, wymioty czy wysypka. Z roku na rok jest coraz więcej osób zarażonych dengą. W 2019 roku przez WHO zostało odnotowane aż 4.2 mln osób zarażonych tym wirusem. Bakteria Wolbachii, ( którą zarażone są komary, które karmi Perran) w naturalny sposób blokuje przenoszenie się gorączki denga, również przy tym nie szkodząc człowiekowi. Wolbachia nie tylko obniża wskaźniki infekcji dengi, ale również ogranicza przenoszenia się innych chorób przenoszonych przez komary. 5000 komarów wypija około 16ml krwi

Wspaniała, bohaterska postawa mężczyzny pośród powszechnej znieczulicy:

 –  Kacper Mikołajczyk25 czerwca o 00:17 · Na wstępie chciałbym tylko powiedzieć, że ten post nie ma na celu pochwalenia się czymkolwiek, czy szczycenia się czymś, a zwrócenie uwagi na ważny problem. Jeżeli ja publikuję gdziekolwiek swoje wypociny to wiedz, że coś się dzieje.Jakieś dwa tygodnie temu wracałem autobusem do domu z centrum, dzień jak codzień. Tym razem jednak było inaczej. Przystanek Kino Femnia. Z autobusu zobaczyłem, że na przystanku jakiś mężczyzna bije innego, leżącego chłopaka. Oczekujący na przystanku odsunęli się, albo obserwowali zdarzenie z bezpiecznej odległości. Na ile bezpiecznej? Na tyle, że nikt nie zaregował: nikt nawet nie krzyknął, nikt nie próbował nikogo rozdzielać. Wszyscy biernie stali. Widziałem już w życiu parę pobić, jednak takich emocji, nienawiści, takiej siły jeszcze nigdy. Kierowca autobusu jedyne co zrobił to zwolnił, chyba tylko po to, żeby się przyjrzeć. "Heroicznie" kazałem mu się zatrzymać i otworzyć mi drzwi. Wysiadłem. W końcu jakiś jeden jedyny chłopak wyłonił się z tłumu i zdecydował się zatrzymać w kolejnych czynach bijącego, przy czym sam od niego oberwał. Ten bijący uciekł. Jestem po paru latach nauki pierwszej pomocy, paru konkursach, wielu szkoleniach i pokazach. Zawsze zdawałem sobie sprawę z potrzeby znajomości szybkiego reagowania przed przyjazdem pogotowia, ale jeszcze nigdy nie miałem szansy pomóc komuś w praktyce. Jakaś inna dziewczyna zaczęła dzwonić na pogotowie, a ja poczułem potrzebę pomocy. Chciałem zorganizować apteczkę - i tu właśnie zaczynają się schody. Pierwsza myśl - w autobusie apteczka pewnie jest. Zdążyłem podbiec jeszcze do tego samego autobusu, z którego wysiadłem. Myślę sobie - autobus, czyli apteczka musi być. Nie, kierowca mówi, że apteczki nie ma. Jakim cudem w autobusie komunikacji miejskiej nie ma apteczki? Otóż tak, prawo tego nie wymaga. Wymaga tego jedynie ZTM, jednak wymaga tego od ajentów prywatnych - MZA apteczek nie ma. Tak, w XXI wieku, przy tylu drogowych sytuacjach i wypadkach w niektórych środkach transportu publicznego nie ma apteczki! Dałem spokój. Biegnę do McDonalda, jedyny bliski otwarty punkt. Tam za ladą sami obcokrajowcy. Najpierw mówię do nich po polsku, że potrzeba szybko apteczki. Później próbuję mówić po angielsku. Też nikt do pomocy chętny nie był. W ciągu paru sekund przyszedł manager - wyszedł za mną, ale apteczki nie dał i tak samo szybko do lokalu wrócił. Czy tak ciężko jest pożyczyć na pół godziny apteczkę, gdy wokół człowieka jest cała kałuża krwi, a on leży na ławce półprzytomny? Starałem się poradzić sobie bez apteczki. Krew z głowy tamowaliśmy chusteczkami. Po paru minutach zauważyłem przejeżdżającą Straż Miejską. Zamachałem, zatrzymali się na przystanku. Szybko mówię im, że potrzeba pomocy - na szczęście oni mieli i dali mi apteczkę. Ale w tamtym momencie ważniejsze było dla nich to, że stoją na jezdni, a zaraz na przystanek podjedzie autobus - tak! Zrobiłem to co należy, chusteczki zamieniliśmy na gazy, mogłem też zatamować pobitemu krwotok z nosa. Straż Miejska podeszła. Nie usłyszałem pytania, czy wiem jak mam pomóc, czy wiem co mam po kolei robić, tylko zapytali się, gdzie uciekł sprawca całej sytuacji. Pobiegli gdzieś za nim, w nieznanym przeze mnie kierunku - po prostu zniknęli, a ja zostałem. No i przyjechała Policja. Sprawcę złapali, a Straży Miejskiej dalej nie było (xd). No i teraz bardzo zaszczytne parę zdań dotyczących pracy samej policji. Zareagowali dość szybko, wysiedli z radiowozu i myślałem, że ja mogę kawałek się odsunąć i grzecznie poczekać. Facet cały czas krwawi, głowa pochylona do dołu i uciśnięte skrzydełka nosa - czyli tak, jak należy. Policjant kazał pobitemu jednak przyłożyć do nosa chusteczkę i odchylić głowę do tyłu - czyli spodować potencjalne zachłyśnięcie czy nawet wymioty. Jestem ogromnie zniesmaczony, a raczej negatywnie zaskoczony, postawą policjantów i tym, że usilnie łamali zasady pierwszej pomocy m.in. każąc nie trzymać gaz przy krawiących ranach na głowie. W pierwszej kolejności spisali Panią, która dzwoniła na pogotowie, co jest całkiem zrozumiałe. Ja czekałem kolejne minuty. W pobliżu była już karetka, było ją słychać. No i w końcu pytam policjanta, czy jestem jeszcze potrzebny i czy będą spisane moje dane. Policjant - podobnie jak ja - był wyraźnie zmęczony, więc nawet chyba nie chciało mu się mnie prosić o dane i stwierdził, że nie jestem już potrzebny i mogę jechać. Ja chciałem inaczej, ale już nawet nie miałem siły na podważanie zdania policjanta.Czemu miał służyć ten post? Nie chciałem się niczym chwalić. Banalnie mówiąc: postąpiłem tak, jak powinien postąpić każdy inny - udzieliłem niezbędną pomoc i nie przeszedłem obojętnie tak jak inni. Ale rzecz w czym innym. Rzecz w tym, że na facebooku udostępniamy posty o korytarzach życia, udostępniamy zbiórki na medycynę, udostępniamy filmiki z różnych niebezpiecznych sytuacji. Ale tak naprawdę do tej pory panuje ta niewidoczna (nie lubię tego słowa) "znieczulica". Dalej nie jesteśmy chętni do pomocy. Policjanci, strażnicy miejscy, którzy są zatrudnieni za nasze pieniądze i szkoleni w specjalnych jednostkach, na specjalnych szkoleniach, nie są w stanie poprawnie pomóc człowiekowi i udzielić mu pierwszej pomocy. Pracownicy punktów, które mogą pomóc, bo jak każdy zakład pracy mają apteczki, nie chcą tego zrobić i zwyczajnie ignorują niemal błagalne i opresyjne prośby.Podsumowując: pierwsza pomoc jest faktycznie przydatna. Warto było przez tyle lat tłuc parę zasad, których czasami miałem dość. Ale pierwszej pomocy nie wykonamy bez zwyczajnej bezinteresowności i czynności.Przestańmy być bierni i pomyślmy, że nam też mogło się coś takiego przydarzyć, a nikt by nie zareagował.
Zwierzęta domowe psy, koty, norki zarażają się od ludzi chorych na wirus COVID19 i mogą przenosić chorobę koronawirusa na inne zwierzęta oraz ludzi – Nie do końca jednak wiadomo, jakie objawy daje ludzki koronawirus u zwierząt. W wytycznych dla lekarzy napisano, że mogą to być katar, trudności z oddychaniem, wymioty, biegunka. - Podobnie jak u ludzi prawdopodobne jest również wystąpienie łagodnych objawów lub ich brak
 –  Nie polecam. Byłam z synem 4 letnim i jesteśmy rozczarowani. Małpy waliły o szybę syn się wystraszył i płakał. Chciał dać misiowi kawałek pączka bo wystawiał łapki to go facet z obsługi zoo okrzyczał i też płakał. Wszystkie atrakcje dodatkowo płatne. Ułbikacje brudne musieliśmy wyjść i załatwić potrzebę za budynkiem bo syna rwało na wymioty. Zwierzęta śmierdzą i chodzą tak daleko że nie można ich zobaczyć z bliska. Powinny być informacje przy kasie, że nie wszystko jest w cenie biletu. Chociaż gofra z cukrem pudrem dziecko powinno dostać gratis. Wyjście które miało być przyjemnością dla syna przerodziło się w traume
Pierwszy przypadek kota, który zachorował na koronawirusa – Odkrycia dokonali naukowcy z wydziału weterynarii Uniwersytetu w Liege. Właścicielka wróciła z Włoch i po tygodniu zaniepokoiła się stanem zdrowia swojego pupilka. Pojawiły się problemy z oddychaniem, biegunka oraz wymioty