Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 334 takie demotywatory

archiwum
Gdy tak usilnie chcesz zbawiać świat – że sam stanowisz problem z nimże walczysz
Trafił mi się kierowca bez zdjęcia profilowego? –
0:11
archiwum
Wielki przeciwnik niewolnictwa i zbawca ciemnoskórych? Niewolnicy byli tylko narzędziem, który miał głęboko w nosie. Uzyskali wolność szczęśliwym zbiegiem okoliczności. – Fragment listu z sierpnia 1862 do Horace’ego Greeleya, redaktora gazety „New-York Tribune": Nie chciałbym pozostawiać już jakichkolwiek wątpliwości. (…) Moim najważniejszym celem w tej walce jest utrzymanie jedności Unii, nie zaś zachowanie czy likwidacja niewolnictwa. Gdybym mógł utrzymać jedność Unii, nie uwalniając żadnych niewolników, zrobiłbym to; gdybym mógł ją utrzymać, uwalniając wszystkich niewolników, uczyniłbym to bez wahania; gdybym mógł to zrobić uwalniając część z nich, a zostawiając w niewoli innych, tak właśnie bym postąpił. Wszystko, co robię odnośnie do niewolnictwa i ludności kolorowej, robię, aby zachować Unię, a jeśli z czegoś rezygnuję, czynię to, bo nie wierzę, że pomoże to zachować Unię.
Źródło: Wikimedia Commons
archiwum
-Panie, co to się dzieje w tym kraju. Wsiadłem dziś do autobusu, miejsc siedzących już nie ma, a Murzyn siedzi. Spojrzał tylko na mnie i nie ustąpił miejsca. Białemu nie ustąpił! –
Teraz chyba wszyscy będą go szukać –  szukam filmu jedzie samochód i murzyn go zobaczył
 –
0:20
Teraz widziałeś już wszystko –
archiwum
Mało kto wie, skąd wzięło się słowo "murzyn" – Pochodzi ono od imienia króla Przylądka Dobrej Nadziei, Temudżyna. Jedynym Polakiem, który płynął statkiem Vasco da Gamy, odkrywcy tego przylądka, był Wacław Gomółka, sławny marynarz. Po powrocie do domu opowiedział on znajomemu o Temudżynie, jednak on przesłyszał się i nazwał go "ten mudżyn". Po tym, jak spisano jego przekaz, wszystkich czarnoskórych zaczęto w Polsce nazywać mudżynami, a później murzynami.
archiwum – powód
Właściwie to po co mu w ogóle spodnie? –
0:14

Kiedyś to było, teraz już nie ma

Kiedyś to było, teraz już nie ma – Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze... na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał.Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, "masz, kurna, drugą, nie"? Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nasbywał. Chyba że u babci – po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów – jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów – jedliśmy mrówki. Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta – różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle. Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, "lepiej lanie niż śniadanie". Nikt nie narzekał.Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, MURZYN, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia. Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.Nikt nie narzekał.
Prawdziwie czarny humor w każdym wymiarze – "Tosty są jak rodzice.Jeśli oba są czarne, to nie masz co jeść"
0:10
archiwum
Oglądałem serial na netflix. – Jeden murzyn w całym filmie, jeszcze umarł.
archiwum
Jak tym dwóm udało się ujść z życiem na Marszu Niepodległości? Przecież tam sami faszyści i rasiści. –
archiwum
google i multi-kulti – Hinduska pomaga białej staruszce - no okbiały facet trzyma murzynce drabinę, ale nie dośc że trzeba murzynom pomagać to jeszcze on na siebie cały ciężar bierze zamiast o coś oprzeć. Bez sensu. Ale to dobra analogia, bo nie ma o co oprzeć bo ta murzynka do niczego nie dotrze.dalej jest rudy, on ma być sam, nawet niech nie pomagapotem biała kobieta wciąga Hinduskę, ta o mało się nie wyjebie. I też dobra analogia, bo Hindusom nie trzeba pomagać, ona coś innego chciała robić.na końcu ruda - może nie być sama, ale musi to być murzyn na wózku
Źródło: screenshot
A ona myślała, że tobędzie związek na całe życie –  Poznanianka ostrzega przed czarnoskórym chłopakiem podrywającym młode Polki. "Nagrał jak uprawiamy seks i zniknął"
archiwum
murzyn patrzy –
Kiedyś lektura obowiązkowa – Dzisiaj rasistowski tekst propagandowy z połowy XX wieku BamboMurzynek Bambo w Afryce mieszka,czarną ma skórę ten nasz koleżka.Uczy się pilnie przez całe rankize swej murzyńskiej pierwszej czytanki.A gdy do domu ze szkoły wraca,psoci, figluje – to jego praca.Aż mama krzyczy: - Bambo, łobuzie.A Bambo czarną nadyma buzię.Mama powiada: - Napij się mleka.A on na drzewo mamie ucieka.Mama powiada: - Chodź do kąpieli.A on się boi, że się wybieli.Lecz mama kocha swojego synka,bo dobry chłopak z tego Murzynka.Szkoda, że Bambo czarny, wesolynie chodzi razem z nami do szkoly.Murzyn-Murzynekkolega-koleżkaczyta-czytanka153
- Co podać najjaśniejszy panie? –
 –
archiwum
Wojska murzyńskodesantowe –