Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 72 takie demotywatory

 –  Pewnego dnia zdasz sobie sprawę, że ludzie których wyśmiewałeś i nazywałeś foliarzami i antyszczpionkowca mi, to byli Twoi przyjaciele, którzy w trosce o ciebie i o naszą Ojczyznę mówili Ci prawdę.
 –  MosKosw ostatnim tygodniuitlckick Ta knajpa to jakaś kpina! Po całym dniu spacerowania ze znajomymi przyszedłem do tego przybytku (ubytku) gastronomicznego,
Tablica grozy z bałtyckiej plaży – Piwo 9 zł za 0.5 litra, frytki 8 zł, zapiekana 12 zł, lody 5 zł. I to wszystko  bez przechodzenia za wydmę. Bezpośrednio na plaży. Obok stałą druga większa knajpa z namiotem i podobnymi cenami. To tyle w temacie wakacyjnych "paragonów grozy" pokazywanych na FB i gdzie tylko się da
Źródło: Plaża w Międzywodziu.
To dopiero jest knajpaz zajebistym widokiem –
Zróbmy masową akcję odwiedzania tej knajpy, by wesprzeć pracowników, którzy przez homofoba boją się o swoją przyszłość – Belwederska 44, Warszawa - "Smak Curry" „Pracujemy tak ciężko każdego dnia, aby przetrwać w tych trudnych czasach, z tym, co dzieje się na całym świecie. Utrzymywaliśmy się podczas pandemii, a teraz przy inflacji i wojnie. I z powodu czyjegoś działania niszczy się całą naszą pracę i reputację. My nie znamy tego człowieka i nie mieliśmy pojęcia, co będzie robił". Pracownicy knajpy, z której 3akimowicz wziął krzesło do 41111illisPzerwania tęczowej flagi. Nazwał ją „zaprzyjaźnioną indyjską knajpą"
 –
 –  Proszę państwa, to jest Tamara. Tamara jest Rosjanką, mieszka w Polsce od 15 lat i prowadzi na warszawskiej Pradze, tuż obok miejsca, gdzie mieszkam, restaurację z rosyjską kuchnią - "Skamiejka" .Przyjaźnimy się z Tamarą chyba już sześć albo siedem lat i z ręką na sercu mówię, że jest to osoba wspaniała, gościnna, do tego świetnie gotuje i nie ma w niej za grosz imperializmu. Więcej, jest ukrainofilką i, od kiedy pamiętam, zatrudnia głównie Ukraińców. Niestety, tacy ludzie, jak ona, obrywają teraz rykoszetem za konflikt, który rozpętał Putin. Od kilku dni Ukraińcy w Skamiejce odbierają telefony, gdzie różny ludzie, w niecenzuralny sposób, każą im (i Tamarze) wyjeżdżać do Rosji. Wzorem akcji z Moskwy, internauci postanowili też wkleić na stronę Tamary w google'u kilka drastycznych obrazków z wojny.Proszę państwa. Świat jest trochę bardziej skomplikowany niż by niektórzy chcieli, a Skamiejka to naprawdę niewłaściwy adres do ataków. Tamara to człowiek, który pokazuje, jak mogłyby wyglądać relacje polsko-rosyjski-ukraińskie, gdyby w Moskwie rządził ktoś normalny. To taki typ Rosjanina, jakiego trzeba szanować i wspierać. Chuchać i dmuchać i cieszyć się, że jest.A Skamiejka to oaza fajnej rosyjskości. Lecą tam z winyli Okudżawa i Wysocki. A człowiekowi zaczyna się tęsknić za lepszą wersją siebie samego.Kto był w Skamiejce? Przyznać mi się tu
 –  W KAŻDEJMIĘSNEJKNAJPIE JESTOPCJAWEGAŃSKA ALEW ŻADNEJWEGAŃSKIEJKNAJPIE NIE MAOPCJI MIĘSNEJ.
 –
0:15
 –
 –
Z dość nietypowym doświadczeniem spotkał się Mick Jagger w jednymz barów w Północnej Karolinie – Jeden z najbardziej znanych muzyków na świecie pozostał niezauważony i nie wzbudził zainteresowania swoją osobą wśród innych klientów.Gwiazdor rocka budzi zazwyczaj wielkie zainteresowanie wśród fanów muzyki i przechodniów. Tym razem było jednak zupełnie inaczej. Artysta mógł w samotności napić się piwa, stojąc nieopodal innych klientów.Okazuje się, że ludzie na prawo od niego na tym zdjęciu mieli bilety na koncert i nawet nie zdawali sobie sprawy,że to on - napisał na Twitterze współwłaściciel baru.
Jeżeli w toalecie w knajpie są cztery rolki papieru toaletowego, nie ciesz się – Pewnie mają kiepskiego kucharza
 –  Moja rodzina pochodzi z Podkarpacia. Kiedyś wszyscy pędzili u siebie bimber. Teraz ta znakomita sztuka zanika. Z rodziny pędzi już tylko wujas. Ale bimber przedni! Kaca na następny dzień nie ma żadnego! Cała rodzina ustawia się w kolejce, a i ja mam zamówienia dla moich znajomych, bo rzeczywiście alko świetne. W sklepie takiego nie znajdziecie.Pojechaliśmy na 30-lecie małżeństwa mojej ciotki i wujka (nie tego wujasa od bimbru, ale on też tam był). Impreza z rozmachem, takie małe wesele: knajpa, grajki, wszystkie ciotki, kuzynki w nowych sukniach, po fryzjerach, chłopy w garniturach. Oczywiście, wcześniej zrobione było zamówienie na bimberek u wujasa. Na każdym stole buteleczka, co chwilę donoszona nowa. Elegancko.Wszyscy bawili się do rana. Wszyscy dobrze się wstawili, ale żadnego mordobicia nie było. Impreza udana. Nocowaliśmy u dziadków w domu. Rano wbiega babcia, że z dziadkiem trzeba do szpitala. Mama zdenerwowana zbiega na dół do niego. On mówi, że nie widzi. Wszyscy myślą jedno: metanol. Wujas spieprzył i dziadek oślepł.No ale jak metanol, jak wszyscy pili? Poza tym dziadek wypił takie ilości, że powinien zejść z tego świata, a nie tylko oślepnąć.Babka już pakuje torbę, bo jadą do szpitala. Matka prawie ryczy, a mi tu coś nie pasuje.Podchodzę do dziadka i mówię mu, że to nie może być od bimbru. Ten przyznaje mi rację. "To od czego?" - pytam. A on na to: "A boja po prostu nie mogę patrzeć na cierpienie kobiet i dzieci na polsko-białoruskiej granicy".
Skoro knajpy już otwarte, to ja też chcę się napić jak człowiek –
Chmielowa dobra na każdą pogodę –
Po II wojnie światowej, w krakowskiej kamienicy (należącej do Związku Literatów Polskich) przy Krupniczej 22 zamieszkało wielu pisarzy i poetów (Hartwig, Kruczkowski, Zawieyski...) – Ważnym miejscem była stołówka, zwłaszcza że mieszkania pozbawione były kuchni. Jakiś profesor UJ, który przychodził tam na obiady, zapytał Gałczyńskiego:- Jaka dzisiaj zupa, bo nie mogę rozczytać?- Chujowa - odpowiedział bez zająknięcia. (...)Barwne to było towarzystwo. Kiedy po nocnym pijaństwie w którejś z krakowskich knajp Andrzejewski, Dygat, Wyka i Promiński najęli węglarza, aby odholował ich na Krupniczą swoim wozem, ten, zobaczywszy na miejscu szyld Związku Literatów, odrzekł tylko:- Jeszcze takiego towaru nie wiozłem! Ważnym miejscem była stołówka, zwłaszcza że mieszkania pozbawione były kuchni. Jakiś profesor UJ, który przychodził tam na obiady, zapytał Gałczyńskiego:- Jaka dzisiaj zupa, bo nie mogę rozczytać?- Chujowa - odpowiedział bez zająknięcia. (...)Barwne to było towarzystwo. Kiedy po nocnym pijaństwie w którejś z krakowskich knajp Andrzejewski, Dygat, Wyka i Promiński najęli węglarza, aby odholował ich na Krupniczą swoim wozem, ten, zobaczywszy na miejscu szyld Związku Literatów, odrzekł tylko:- Jeszcze takiego towaru nie wiozłem!
Bierzcie i pijcie sobie wszyscy –
0:28
Siedzisz sobie zrelaksowany w knajpie i jesz dobre jedzonko, a tu nagle przypominają ci się twoje wszystkie niezręczne sytuacje, w których czułeś się jak piąte koło u wozu i nagle łapiesz dola zastanawiając się, dlaczego mózg ci to zawsze przypomina, gdy jesteś w dobrym nastroju –
archiwum
Nie... nie mam drobnych! –