Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 69 takich demotywatorów

archiwum

Znacie biblijną przypowieść o synu marnotrawnym?

Znacie biblijną przypowieść o synu marnotrawnym? – Poznajcie ją w wersji... Trudnych Spraw!
archiwum

Szczęście, nieszczęście ? Przypowieść o chińskim wieśniaku.

Szczęście, nieszczęście ? Przypowieść o chińskim wieśniaku. –
Źródło: youtube
archiwum – powód

to dokładnie tak samo jak w katolickiej Polsce...

to dokładnie tak samo jak w katolickiej Polsce... – dla hejterów : pamiętacie przypowieść o belce w oku brata ?
archiwum

Polsce zagraża jedno z największych światowych mocarstw. Normalne jest, że szukamy sojusznika wśród dwóch pozostałych. Ale czy na pewno wybraliśmy dobrze? Cieszy mię ten rym: "Polak mądr po szkodzie"; Lecz jesli prawda i z tego nas zbodzie, Nową przypowieść Polak sobie kupi, Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

Cieszy mię ten rym: "Polak mądr po szkodzie";Lecz jesli prawda i z tego nas zbodzie,Nową przypowieść Polak sobie kupi,Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi. – Jan Kochanowski, pieśń V
Źródło: własne

Niestety, to nie ta przypowieść

 –  EnricoPucciPodoba mi się jak otwiera nogi, ale podobałoby mi się jeszcze bardziej, gdyby otworzyła swe serce na słowo boże
archiwum

Obraz Konstytucja 3-go Maja Jana Matejki

 – Nową przypowieść Polak sobie kupi,Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.
archiwum

Niby tylko przypowieść

Niby tylko przypowieść –
archiwum

Cieszy mię ten rym: "Polak mądry po szkodzie"; Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie, Nową przypowieść Polak sobie kupi, Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

Cieszy mię ten rym: "Polak mądry po szkodzie";Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,Nową przypowieść Polak sobie kupi,Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi. – Jan Kochanowski , Pieśni księgi wtóre, Wydawnictwo Drukarnia Łazarzowa, Kraków 1586.

Niezwykle ważna przypowieść o logice i sensie życia W połowie lat 20-tych młody Żyd przyszedł do znanego nowojorskiego rabina i powiedział, że chce uczyć się Talmudu

W połowie lat 20-tych młodyŻyd przyszedł do znanego nowojorskiego rabina i powiedział,że chce uczyć się Talmudu – - Znasz aramejski? - zapytał rabin.- Nie.- A hebrajski?- Nie.- A Tory w dzieciństwie się uczyłeś?- Nie, rebe. Ale nie martw się. Ukończyłem wydział filozoficzny Berkeley i właśnie obroniłem doktorat z logiki o filozofii Sokratesa. A teraz, aby wypełnić białe plamy w mojej wiedzę, chcę trochę pouczyć się Talmudu.- Nie jesteś gotowy uczyć się Talmudu - powiedział rabin. - To najgłębsza książka ze wszystkich, napisanych przez ludzi. Ale skoro nalegasz, zrobię ci test na logikę: uporasz się - będę ciebie uczył.Młody człowiek zgodził się i rabin kontynuował.- Dwie osoby spuszczają się w dół komina. Jeden wychodzi z czystą twarzą, inny - usmarowany sadzą. Kto z nich pójdzie się myć?Młody filozof oczy wybałuszył.- To jest test na logikę?!Rabin skinął głową.- No, oczywiście, ten, kto ma brudną twarz!- Niepoprawnie. Oba pójdą się myć. Pomyśl logicznie: ten, kto ma czystą twarz, patrzy na tego, kto ma twarz brudną, i uzna, że jego twarz też jest brudna. A ten, czyja twarz jest brudna, zobaczy, że drugi poszedł się myć, zrozumie, że ma brudną twarz, i też pójdzie się myć.- Nie pomyślałem o tym! Niesamowite - popełniłem błąd logiczny! - Rebe, zróbmy jeszcze jeden test.- Dobra. Dwie osoby spuszczają się w dół komina. Jeden wychodzi z czystą twarzą, drugi - z zabrudzoną. Kto z nich pójdzie się myć?- No... Oba pójdą się myć.- Niepoprawnie. Myć się nie pójdzie żaden z nich. Pomyśl logicznie: ten, kto ma twarz brudną, spojrzy na tego, czuja twarz jest czysta, i nie pójdzie się myć. A ten, u kogo twarz czysta, zobaczy, że ten, u kogo twarz brudna, nie idzie się myć, zrozumie, że jego twarz jest czysta, i też nie pójdzie się myć.Młody człowiek wpadł w rozpacz.- Uwierz mi, mogę uczyć się Talmudu! Zapytaj o coś więcej!- Dobra. Dwie osoby spuszczają się w dół komina...- O mój Boże! Żaden z nich nie pójdzie się myć!!!- Niepoprawnie. Teraz już przekonałeś się, że wiedzy logiki Sokratesa jest za mało, aby uczyć się Talmudu? Powiedz mi, jak może być to, że dwie osoby spuszczali się po tej samej rurze i jeden z nich ma zapaćkaną twarz, a drugi nie?! Czy ty nie rozumiesz? Całe to pytanie - nie ma sensu, a jeśli zmarnujesz życie, szukając odpowiedzi na bezsensowne pytania, to wszystkie twoje odpowiedzi będą również pozbawione sensu!

Pewien mężczyzna poszedł, jak co miesiąc, do fryzjera. Zaczęli rozmawiać o różnych sprawach. Ni z tego ni z owego, wywiązała się rozmowa o Bogu. Fryzjer powiedział:

Pewien mężczyzna poszedł, jak co miesiąc, do fryzjera. Zaczęli rozmawiać o różnych sprawach. Ni z tego ni z owego, wywiązała się rozmowa o Bogu.Fryzjer powiedział: – -Wie Pan, ja nie wierzę, że Bóg istnieje.-Dlaczego Pan tak uważa??? – zapytał klient.-Cóż, to bardzo proste. Wystarczy tylko wyjść na ulicę, żeby się przekonać, że Bóg nie istnieje. Gdyby Bóg istniał, myśli Pan, że istniałoby tyle osób chorych? Istniałyby opuszczone dzieci? Gdyby istniał Bóg, nie byłoby bólu, cierpienia… Po prostu nie mogę sobie wyobrazić Boga, który na to wszystko pozwala.Klient pomyślał chwilę, chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Nie chciał wywoływać niepotrzebnej dyskusji. Gdy fryzjer skończył, klient zapłacił i wyszedł. I w tym momencie zobaczył na ulicy człowieka, z długą, zaniedbaną brodą i włosami. Wyglądało na to, że już od dłuższego czasu jego włosy i broda nie widziały fryzjera. Był zaniedbany i brudny. Wtedy klient wrócił i powiedział:-Wie Pan co? Fryzjerzy nie istnieją!Bardzo śmieszne! Jak to nie istnieją??? – zapytał fryzjer – Ja jestem jednym z nich!Nie! – odparł klient – Fryzjerzy nie istnieją, bo gdyby istnieli, nie byłoby ludzi z długimi włosami i brodą, jak ten człowiek na ulicy.A, nie, fryzjerzy istnieją, to tylko ludzie nas nie poszukują, z własnej woli.No właśnie! – powiedział klient – Dokładnie tak. Bóg istnieje, to tylko ludzie go nie szukają, i robią to z własnej woli, dlatego jest tyle cierpienia i bólu na świecie

Szło sobie pewnego razu Szczęście i wpadło do ogromnego dołu. Siedzi i płacze. Przechodził tamtędy człowiek. Szczęście usłyszało kroki i woła:

Szło sobie pewnego razu Szczęście i wpadło do ogromnego dołu. Siedzi i płacze. Przechodził tamtędy człowiek. Szczęście usłyszało kroki i woła: – - Dobry człowieku! Wyciągnij mnie stąd!- A co mi za to dasz? – zapytał człowiek.- A co byś chciał? – spytało Szczęście.- Chce mieć piękny dom z widokiem na morze.Szczęście sprezentowało człowiekowi dom, człowiek ucieszył się i pobiegł pochwalić się znajomym, o Szczęściu zapomniał.Siedzi Szczęście w dole i płacze jeszcze głośniej. Usłyszało kroki.- Dobry człowieku! Wyciągnij mnie stąd!- A co będę z tego miał? – zapytał człowiek.- A co byś chciał? – spytało Szczęście.- Chcę piękny samochód, dużo pięknych samochodów!Szczęście spełniło życzenie drugiego człowieka. Ten się bardzo ucieszył, zapomniał o Szczęściu, wsiadł w samochód i odjechał.Szczęście całkiem straciło nadzieję. Nagle słyszy – idzie kolejny człowiek.- Dobry człowieku! Wyciągnij mnie stąd!Człowiek wyciągnął Szczęście z dołu i poszedł sobie dalej. Szczęście pobiegło za nim, pyta:- Człowieku! Co chcesz za to, że mi pomogłeś?- Nic. – powiedział człowiek.Od tamtej pory Szczęście wiernie mu towarzyszy i spełnia każde jego życzenie. Ale ciiiii… Człowiek nic o tym nie wie…"

Są takie dni, kiedy wychodzę popatrzeć na pewnego kamieniarza, który wali młotem w swój kamień, choćby i ze sto razy, a na skalnym bloku nie widać nawet rysy

Są takie dni, kiedy wychodzę popatrzeć na pewnego kamieniarza, który wali młotem w swój kamień, choćby i ze sto razy, a na skalnym bloku nie widać nawet rysy – A jednak za sto pierwszym uderzeniem bryła zawsze pęka na dwoje; ja zaś wiem, że nie stało się to od ostatniego uderzenia,ale od tych wszystkich poprzednich

Piękna przypowieść o osiołku, która uczy nas nie zrażać się przeszkodami, tylko wykorzystywać je w dobrym celu

Piękna przypowieść o osiołku, która uczy nas nie zrażać się przeszkodami, tylko wykorzystywać je w dobrym celu – "Pewnego dnia osioł farmera wpadł do głębokiej studni. Zwierzę krzyczało żałośnie godzinami, podczas gdy farmer zastanawiał się, co zrobić. W końcu zdecydował: zwierzę i tak jest stare, a studnię i tak trzeba już zasypać. Nie warto więc wyciągać z niej osła. Zwołał wszystkich swoich sąsiadów do pomocy. Wzięli łopaty i zaczęli zasypywać studnię śmieciami i ziemią. Początkowo osioł zaczął krzyczeć przerażony. Nagle, ku zdumieniu wszystkich, uspokoił się. Kilka łopat później farmer zajrzał do studni i zdumiał się tym, co ujrzał: za każdym razem, kiedy kolejna porcja śmieci spadała na ośli grzbiet, ten robił coś niesamowitego – otrząsał się i wspinał o krok ku górze. W miarę jak sąsiedzi farmera sypali śmieci i ziemię na zwierzę, ono otrzepywało się i wspinało o kolejny krok. Niebawem wszyscy ze zdumieniem zobaczyli, jak osioł przekracza wrąb studni i szczęśliwy oddala się truchtem.Życie czasem rzuca kłody pod nogi – Ty jednak stań na nich. Potraktuj je jako kolejny stopień do tego, by piąć się jeszcze wyżej."
archiwum

"Dwóch pielgrzymujących mnichów dotarło do brzegu rzeki. Ujrzało tam młodą, pięknie ubraną kobietę, która najwyraźniej nie wiedziała, co począć

"Dwóch pielgrzymujących mnichów dotarło do brzegu rzeki. Ujrzało tam młodą, pięknie ubraną kobietę, która najwyraźniej nie wiedziała, co począć – Chciała bowiem przejść na drugą stronę, lecz woda w rzece była wysoka, a ona obawiała się zniszczyć swój strój. Jeden z mnichów bez większych ceregieli wziął ją na plecy i przeniósł przez rzekę na drugi brzeg.Mnisi ruszyli w dalszą drogę.Drugi z mnichów po długich przemyśleniach zaczął narzekać:- Przecież nie można dotykać kobiety, to niezgodne z naszymi zasadami. Jak mogłeś postąpić wbrew tej regule?Mnich, który przeniósł młodą kobietę przez potok, milczał przez chwilę.- Ja pozostawiłem ją nad rzeką jakąś godzinę temu - odezwał się w końcu - czemu ty wciąż ją ze sobą niesiesz?"Bardzo lubię to historyjkę i często podaję ją jako przykład, aby zobrazować to co często robimy, jeśli COŚ nie układa się po naszej myśli, według naszych oczekiwań czy ustalonych reguł...Najczęściej pierwszą reakcją jest niemiłe zaskoczenie, bunt, złość, wściekłość. Potem te negatywne energie- jak magnez- przyciągają następne: smutek, żal, urazę, wyrzuty sumienia, poczucie winy...I dzięki temu, do perfekcji opanowujemy kolekcjonowanie wszelkich balastów i obciążeń, które utrudniają naszą codzienną egzystencję, a często wręcz hamują wszelkiego rodzaju dobro i pozytywne rzeczy, które mogłoby zagości w naszym życiu. WIĘC zamiast gromadzić to, co Cię niszczy, przygniata i obarcza, lepiej poświęcić więcej uwagi na to aby się uwolnić od co obciąża nasze myśli, świadomość i duszę, aby przyciągnąć to, o czym marzymy i czego pragniemy.Poszukaj gdzie schowałeś to, co tak naprawdę jest Ci niepotrzebne i wyrzuć to
archiwum

Pewien mężczyzna marzył o lepszym życiu. Nie podobał mu się dom, w którym mieszkał, ubranie, które nosił. Nie podobało mu się całe jego otoczenie. Zadręczał się szukaniem odpowiedzi na pytanie dlaczego ktoś ma wszystko, o czym on tylko może pomarzyć

Pewien mężczyzna marzył o lepszym życiu. Nie podobał mu się dom, w którym mieszkał, ubranie, które nosił. Nie podobało mu się całe jego otoczenie. Zadręczał się szukaniem odpowiedzi na pytanie dlaczego ktoś ma wszystko, o czym on tylko może pomarzyć – - Gdybym tylko miał ładny dom, piękną żonę, dużo pieniędzy – to byłbym szczęśliwy, - rozmyślał mężczyzna całymi dniami.I oto niespodziewanie spotkał Czarodzieja.- Słyszałem twoje myśli, - powiedział Czarodziej, - i jestem gotów ci pomóc. Powiedz mi czego chcesz, a ja spełnię wszystkie twoje życzenia.Mężczyzna nie posiadał się z radości. Najpierw nie mógł uwierzyć:- Czy to prawda? Pewnie chcesz coś w zamian? – zapytał Czarodzieja z niedowierzaniem.Czarodziej jednak odpowiedział, że niczego mu nie trzeba.- Od tak dawna prosisz, więc pomyślałem, że dobrze już wiesz czego ci trzeba. Proś, a będzie ci dane!- Świetnie! – powiedział mężczyzna. – Potrzebuję dużego domu, potrzebuję pięknej żony, ale żeby też dobrze gotowała. I jeszcze potrzebuję bardzo, ale to bardzo dużo pieniędzy!- Dobrze, - powiedział Czarodziej. – Kiedy wstaniesz jutro rano – wszystko będzie na ciebie czekało.Rzeczywiście, rano mężczyzna obudził się w wielkim pięknym domu, śniadanie podała mu wspaniała uśmiechnięta żona. W banku czekał na niego rachunek z okrągłą sumką, a ile by nie wydał – pieniędzy wciąż przybywało. Początkowo mężczyzna nie mógł uwierzyć w swoje szczęście, był zachwycony.Mijał jednak dzień za dniem, rok za rokiem, a czegoś mu wyraźnie brakowało… Zadawał sobie pytanie o co chodzi, co jeszcze można mieć, czego nie ma? Był pewien, że szczęścia jednak nie zaznał. Spędzał teraz czas na rozpaczliwym wzywaniu Czarodzieja.- Dlaczego jest mi źle, przecież mam wszystko? – zapytał mężczyzna, gdy Czarodziej ponownie go odwiedził.- Spełniłem każde twoje życzenie. Ciesz się szczęściem!- Nie mogę. Jestem samotny w mym wielkim domu. Piękna żona wcale mnie nie cieszy. Pieniądze, których pragnąłem nie dają satysfakcji. Powiedz mi, dlaczego, Czarodzieju?- Prosiłeś mnie o dom, ale nie prosiłeś o ciepło domowego ogniska. Prosiłeś mnie o żonę, ale nie prosiłeś o miłość i zrozumienie. Prosiłeś mnie o pieniądze, ale nie prosiłeś o wolność, moc i radość, które mogą one przynieść! – odpowiedział Czarodziej.Mężczyzna się ucieszył.- Dziękuję! Zrozumiałem, - wykrzyknął. – Chcę tego! Daj mi to o czym mówisz!- Skoro zrozumiałeś to idź i sam sobie stwórz, - odparł Czarodziej i zniknął.I mężczyzna obudził się w swoim poprzednim domu, sam, bez żony i bez pieniędzy. Teraz jednak miał pewność czego naprawdę chce. (Po Pierwsze Ludzie)Często większą część życia ludzie spędzają w pogoni za marzeniami i rzeczami, które w ich mniemaniu dadzą im upragnione szczęście...Potem, po latach zmagań, kiedy już udało im się osiągnąć to, co tak bardzo pragneli, dochodzą do wniosku, że tak właściwie nie dokładnie oto im chodziło, nie tego chcieli...Więc zanim, zaczniemy stosować wszelkiego rodzaju magiczne sztuczki, złote recepty, najlepsze metody, błagać Niebiosa o spełnienie naszego życzenia, czy dzień i noc koncentrować się na przyciągnięcie danego marzenia- warto wziąść na generalny przegląd nasz system wartości.

Perska przypowieść

Perska przypowieść – Pewien perski bogacz spacerował po swym pięknym ogrodzie, gdy podszedł do niego jeden ze służących. Sługa sprawiał wrażenie przerażonego. Okazało się, że przed chwilą spotkał śmierć. Służący poprosił swego pana by się nad nim ulitował i użyczył mu najbardziej rączego konia ze swego stada, gdyż pragnął uciec do Teheranu.Bogacz zdjęty żalem polecił osiodłać wierzchowca dla swego sługi.  Pełen wdzięczności służący dosiadł konia i galopem popędził do miasta. Po drodze do domu pan spotkał śmierć.Rozgniewany pyta: „Czemu tak przeraziłaś mojego sługę?!” Śmierć spokojnie odpowiedziała: „Nie groziłam mu, dziwiłam się tylko , dlaczego wciąż jest  tutaj, skoro zamierzałam spotkać się z nim dziś wieczorem w Teheranie”

Turecka przypowieść o śmierci sułtana Sulejmana Wspaniałego:

Turecka przypowieść o śmierci sułtana Sulejmana Wspaniałego: – "Przed swoją śmiercią Sulejman Wspaniały – sułtan osmański – wezwał głównodowodzącego i wypowiedział ostatnie trzy życzenia:- Po pierwsze chcę, by moją trumnę nieśli najlepsi lekarze Imperium osmańskiego. Po drugie życzę sobie, by na całej drodze, którą nieść będą mój tabut, rozsypane były złote monety i klejnoty z mojego skarbca. Po trzecie chcę, by moje dłonie wystawały z trumny i by każdy mógł je zobaczyć.Gdy głównodowodzący spytał zdumiony o powód owych życzeń, Sulejman Kanuni rzekł:- Niech najlepsi lekarze niosą moją trumnę, by każdy widział, że nawet najznakomitsi są bezsilni przed obliczem śmierci. Niech całe złoto, jakie zdobyłem leży na drodze, by każdy zrozumiał, że bogactwo, które zdobywamy na tym świecie – również na tym świecie pozostaje. Niech każdy widzi moje dłonie i zobaczy, że nawet sułtan Sulejman Kanuni odszedł z tego świata z pustymi rękoma".

Jest to historia o alpiniście, który chciał zdobyć najwyższy szczyt świata. Przygotowywał się do tej wyprawy przez kilka lat, a dla większej sławy postanowił wspiąć się na szczyt samotnie...

Jest to historia o alpiniście, który chciał zdobyć najwyższy szczyt świata. Przygotowywał się do tej wyprawy przez kilka lat, a dla większej sławy postanowił wspiąć się na szczyt samotnie... – Nastał zmierzch, ale alpinista zamiast rozbić obóz na noc, kontynuował wspinaczkę. W końcu zrobiło się zupełnie ciemno i nie widział już niczego dalej niż na wyciągnięcie ręki. Noc w wysokich partiach gór nie należy do najłatwiejszych i najprzyjemniejszych. Alpinista czuł przeszywające zimno, poza tym niczego nie widział. Wszystko było czarne. Zero widoczności. Nawet księżyc i gwiazdy sprzysięgły się przeciw niemu i schowały za chmurami. Gdy się tak wspinał, zaledwie kilka metrów od szczytu, pośliznął się i zaczął spadać z wielką szybkością. Bezwzględne prawo grawitacji i ogarniające uczucie ogromnej bezradności... Spadając, przypomniał sobie wszystkie dobre i złe momenty swego życia. Był już pewien nadchodzącej śmierci, gdy nagle poczuł mocne szarpnięcie w górę, a lina zacisnęła się na jego talii... Ciało zawisło w powietrzu. Życie alpinisty ocaliła lina, którą był przepasany. Martwą ciszę przerwał krzyk człowieka: - POMÓŻ MI BOŻE!!! Nagle, niespodziewanie, zza chmur usłyszał odpowiedź na swoje wołanie: - Czy naprawdę wierzysz w to, że mogę cię ocalić? - Oczywiście, wierzę. - WIĘC ODETNIJ LINĘ, NA KTÓREJ WISISZ... Nastał moment ciszy; mężczyzna zaskoczony tym, co usłyszał, zwątpił. Kurczowo uchwycił się liny, zamknął oczy i wisiał dalej. Ekipa ratunkowa znalazła alpinistę następnego dnia. Martwe i zmarznięte ciało nadal wisiało na linie... ZALEDWIE 10 STÓP OD ZIEMI...

Piękna przypowieść, która uczy nas, że cierpienie jest nic nie warte, jeśli nic z niego nie wynika

Piękna przypowieść, która uczynas, że cierpienie jest nic nie warte, jeśli nic z niego nie wynika – Pewien człowiek umarł i trafił przed oblicze Stwórcy. Stwórca długo przyglądał mu się w milczeniu i z niedowierzaniem. - Co ze mną będzie? - nie wytrzymał człowiek i spytał z przerażeniem. - Przecież zasłużyłem na raj. Cierpiałem! - dodał z dumą. - Od kiedy to cierpienia są jakąś zasługą? - zdziwił się Stwórca. - Chodziłem w łachmanach, nosiłem włosiennicę! -uparcie twierdził człowiek. - Głodowałem, jadłem tylko otręby i suchy groch, piłem tylko stęchłą wodę, nie tknąłem żadnej kobiety... Pościłem i modliłem się przez całe życie... - I co z tego? - zapytał Stwórca. - Rozumiem, że cierpiałeś, ale w imię czego cierpiałeś? - Dla twojej chwały! - z dumą odparł człowiek. - No to niezłą mam chwałę... - zasmucił się Stwórca. - Uważasz, że głodzę ludzi, zmuszam ich do noszenia łachmanów i pozbawiam doczesnych radości, że odbieram im możliwość kochać i być szczęśliwymi? Człowiek długo milczał. - Co ze mną będzie? - zapytał cicho. - Powiadasz, że cierpiałeś? - odparł Stwórca. - Jak by ci to wytłumaczyć, żebyś zrozumiał... Był tu wczoraj pewien stolarz, który przez całe życie budował domy dla ludzi. Pracował w upał i w deszcz, czasem głodował, czasem uderzał się młotkiem w palec i wówczas cierpiał, ale mimo to budował domy. Potem zaś odbierał swoje uczciwie zarobione pieniądze, bawił się, jadł i pił, opiekował się rodziną. A ty? Wychodzi na to, że jedyne, co robiłeś przez całe życie, to tłukłeś się w palec i przez to cierpiałeś. Stwórca zamilkł, a po chwili spytał: - A gdzie jest dom? Gdzie dom, człowieku?
archiwum

Jesteś dobrym, czy złym człowiekiem? Zasługujesz bardziej na niebo, czy piekło? Ta przypowieść pokazuje, że nic nie jest takie jednoznaczne:

Jesteś dobrym, czy złym człowiekiem? Zasługujesz bardziej na niebo, czy piekło? Ta przypowieść pokazuje, że nic nie jest takie jednoznaczne: – "- Czy ja umarłem? – zapytał człowiek.- Tak. – skinął głową Kronikarz, nie odrywając oczu od wielkiej księgi. – Umarłeś. Niewątpliwie.- Człowiek niepewnie przesunął się nieco do przodu.- I co teraz?Kronikarz spojrzał na człowieka i ponownie zajął się studiowaniem księgi.- Teraz musisz iść tam, - powiedział, wskazując palcem niepozorne drzwi. – Albo tam, - palec Kronikarza zwrócił się w stronę innych, identycznych, drzwi.- A co tam jest? – zainteresował się człowiek.- Piekło, - odpowiedział Kronikarz. – Albo raj. Zależnie od okoliczności.Człowiek stał i patrzył raz na jedne drzwi, raz na drugie, nie mogąc się zdecydować.- A ja dokąd mam iść?- To ty sam nie wiesz? – Kronikarz uniósł brew.- No… - zawahał się człowiek. – Nie wiem. Chyba tam, gdzie mnie skierujecie, zgodnie z moimi czynami…- Uhm. – Kronikarz włożył do księgi zakładkę i po raz pierwszy dokładnie przyjrzał się człowiekowi. – Czynami, powiadasz…- No bo jak inaczej?- Dobrze, - Kronikarz otworzył księgę na pierwszych stronach i zaczął czytać nagłos. – Tu jest napisane, że w wieku dwunastu lat przeprowadziłeś staruszkę przez jezdnię. To prawda?- Prawda, - potaknął człowiek.- To dobry uczynek czy zły?- Dobry!- Zaraz sprawdzimy… - Kronikarz przerzucił stronę. – Pięć minut później ta staruszka wpadła pod tramwaj na następnej ulicy. Gdybyś jej nie pomógł, to minęłaby się z tramwajem i żyła by jeszcze jakieś 10 lat. Więc?Człowiek słuchał z przerażeniem.- Albo tutaj, - Kronikarz otworzył księgę na kolejnej stronie, - w wieku dwudziestu trzech lat wraz z kolegami pobiliście kilku chłopaków.- To oni zaczęli!- Ja mam tu napisane co innego, - zaprotestował Kronikarz. – Tak czy inaczej, złamałeś siedemnastolatkowi dwa palce i nos. Za nic. To dobrze czy źle?Człowiek milczał.- W wyniku czego chłopak nie mógł już grać na skrzypcach, a zapowiadał się całkiem dobrze. Zniszczyłeś mu karierę.- Niechcący… - wyszeptał człowiek.- No jasne, - przytaknął Kronikarz. – Szczerze mówiąc, chłopak nienawidził tej gry na skrzypcach od dziecka. Po waszej bójce został zajął się sztukami walki, żeby umieć się bronić, a po latach został mistrzem świata. Kontynuujemy?Człowiek skinął głową.- Uwiodłeś dziewczynę. Zaszła z tobą w ciążę, a ty uciekłeś. To było dobre czy złe?- Ale…- Urodził się chłopczyk. Został chirurgiem i uratował życie setek ludzi. Dobrze czy źle?- Chyba dobrze…- Wśród uratowanych osób był zabójca-psychopata. Dobrze czy źle?- Przecież…- Ten zabójca wkrótce udusi kobietę, która mogła zostać matką wielkiego naukowca. Dobrze? Źle?- Ja…- Naukowiec, gdyby się urodził, skonstruowałby bombę, mogącą unicestwić połowę kontynentu. Źle? Czy dobrze?- Ale ja przecież nie mogłem tego wiedzieć! – krzyknął człowiek.- No jasne, - przytaknął Kronikarz. – Albo tutaj, strona 272, - nadepnąłeś na motylka!- I co z tego?Kronikarz w milczeniu przewrócił kilka kartek i pokazał człowiekowi zapisaną stronę. Człowiek przeczytał i włosy stanęły mu dęba na głowie.- Co za koszmar… - wyszeptał.- A gdybyś nie rozdeptał motylka, to byłoby tak, - Kronikarz wskazał kolejną stronę.Człowiek spojrzał i zamarł.- Wygląda na to, że uratowałem świat?- Tak. Cztery razy, - powiedział Kronikarz. – Kiedy nadepnąłeś na motyla, kiedy popchnąłeś staruszka, kiedy zdradziłeś przyjaciela i kiedy ukradłeś babci portmonetkę. Za każdym razem zapobiegłeś katastrofie, ocaliłeś miliony ludzi.- A… - człowiek zaczął się jąkać. – A do tej katastrofy to ja też się przyłożyłem…?- Tak, ty, bez wątpienia. Dwa razy. Kiedy nakarmiłeś głodnego kociaka i kiedy uratowałeś tonącą kobietę.Pod człowiekiem ugięły się nogi.- Nic nie rozumiem, - powiedział kompletnie zbity z tropu. – Wszystko, co zrobiłem w życiu… wszystko, z czego byłem dumny i czego się wstydziłem… wszystko odwrotnie, do góry nogami, na lewą stronę… nic nie jest tym, czym się wydaje…- Dlatego właśnie nie możemy w żaden sposób sądzić cię według czynów, - powiedział Kronikarz. – Tylko według intencji… ale w tym zakresie sam sobie jesteś sędzią.Kronikarz zamknął księgę i odstawił ją na regał, między inne księgi.- Więc jak się zdecydujesz, dokąd iść, to wejdziesz w te drzwi, które wybierzesz. A ja muszę już iść, mam masę pracy.Człowiek podniósł głowę i spojrzał na Kronikarza.- Ale ja nie wiem które drzwi są do piekła, a które do raju.- A to już zależy od tego, co wybierzesz. – odpowiedział Kronikarz". Piotr Bormor.