Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 158 takich demotywatorów

Poznańscy piloci F-16 nagrali w swoich samolotach bajki dla dzieci

Poznańscy piloci F-16 nagrali w swoich samolotach bajki dla dzieci – Czytanie najmłodszym to prawdziwe wyzwanie, bo dzieci to czujni i wymagający odbiorcy. Cieszy mnie jednak to, że mogłem się z nim zmierzyć - powiedział jeden z pilotów już po sesji nagraniowej. Agencja Mienia Wojskowego, która była współorganizatorem sesji nagraniowej już zapowiedziała realizację kolejnych nagrań - tym razem wezmą w nich udział spadochroniarze i czołgiści
poczekalnia

Legendarne Asy myśliwskie z drugiej wojny światowej na jednym zdjęciu.

Legendarne Asy myśliwskie z drugiej wojny światowej na jednym zdjęciu. –

Gdyby Gessler dowiedziała się o chemtrails

 –  DLACZEGO WY KURWA TRUJECIE LUDZI?

Dzisiaj 30. rocznica bardzo nietypowej katastrofy lotniczej z czasów Zimnej Wojny

 –  SkyblogBelgijski nastolatek jedną z ostatnich ofiar Zimnej Wojny.4 lipca 1989 roku o 9:14 z Bagicza pod Kołobrzegiem wystartował MiG-23 pilotowany przez pułkownika Nikołaja Skuridina. Na wysokości około 100 metrów pilot włączył dopalacz. Nie wiedział jednak, że bliskość morskiej wody spowodowała poważną usterkę na skutek korozji i że maszyna będzie przez to niestabilna.Nagle okazało się, że silnik zaczął co chwilę tracić i odzyskiwać obroty. W tej sytuacji pilot katapultował się. Pusty samolot miał lada chwila spaść so Bałtyku. W ostatniej chwili maszyna odzyskała jednak werwę i... skierowała się na Zachód.Myśliwiec wyposażony był w system stabilizacji lotu, dlatego nie potrzebował bezpośredniego sterowania, by na nowo odzyskać sterowność, a nawet zacząć się wznosić w bezpieczny dla siebie sposób, aż do wysokości 12300 metrów. Mig przeleciał nad NRD, po czym przekroczył granicę z państwami zachodu. Poderwano 2 samoloty F15, ale ich piloci nie zestrzelili maszyny, raportując jedynie, że jest ona pusta. Do startu z terenu Francji przygotowano już 2 francuskie Mirage, które miały strącić intruza gdy dotrze nad brzeg morza, by wrak nie zrobił nikomu krzywdy. Nigdy do tego nie doszło - w radzieckim samolocie po 69 minutach od startu skończyło się bowiem paliwo. Samolot z prędkością przekraczającą 300 kilometrów na godzinę zaczął spadać prosto na belgijską miejscowość Kortijk.Ostatecznie maszyna spadła na dom mieszkalny i doszczętnie go zniszczyła. W wyniku tej katastrofy zginął mieszkający tam dziewiętnastolatek.

W rocznicę katastrofy smoleńskiej warto przypomnieć słowa gorzkiej prawdy doświadczonego polskiego pilota Jerzego Grzędzielskiego, który zmarł kilka miesięcy po napisaniu tego tekstu

 –  Grzegorz Micuła10 marca 2017 ·Przy okazji kolejnej miesięcznicy co poniektórym pod rozwagę....Minęło już ponad sześć lat od katastrofy smoleńskiej, a zarazem sześć lat kłamstw i oszczerstw wynikających z braku wiedzy i cynizmu. Doczekałem się pięknej, wolnej Polski. Nie chcę jej stracić, o katastrofie smoleńskiej mam prawo mówić. Poświęciłem lotnictwu niemal 50 lat, z czego jako kapitan w liniach lotniczych ponad 30. Przewiozłem bezpiecznie miliony pasażerów od Alaski po Australię, od Tokio i wyspę Guam na środku Pacyfiku po Amerykę Północną i Południową.W cywilizowanym świecie do kokpitu samolotu wiozącego VIP-ów nikt nie ma wstępu. Dam przykład: w 2013 roku pani kanclerz Merkel leciała ze swą świtą do Indii. Samolotu nie wpuszczono w przestrzeń powietrzną Iranu. Kapitan prawie dwie godziny krążył po stronie tureckiej, po uzyskaniu zgody poleciał dalej. Pani kanclerz dowiedziała się o tym siedem godzin po wylądowaniu. Proszę sobie wyobrazić naszą polityczną gawiedź. Pewnie kapitana wyrzucono by za burtę, a politycy sami wiedzieliby najlepiej co robić.Od momentu katastrofy pojawia się podejrzenia o spisek na życie prezydenta i zdradę stanu z obcym państwem. O bredniach głoszonych na temat katastrofy można napisać książkę lub nawet kilka. Wspomnę tylko wybrane. Pan minister Macierewicz zaraz po katastrofie twierdził, że Rosjanie na lądowanie premiera Tuska przywieźli w teczce ILS (Instrument Landing System), a na lądowanie prezydenta już nie przywieźli. Dalej Rosjanie nie odpędzili, powtarzam kuriozalne określenie „nie odpędzili”, naszego kapitana i nie zamknęli lotniska. Odpowiem panu ministrowi: ILS waży kilkaset kilogramów. Na lotnisku Okęcie był montowany 4 lata. Specjalnie wyposażony samolot kalibrował go, stabilizował ścieżkę schodzenia i centralną oś pasa. Na lotnisku Modlin instalowano ILS przez 3 lata. Koszt wyniósł 62 mln złotych. Panie Ministrze — kapitana nie odpędza się. To komary lub muchę z czoła można odpędzać. Lotniska nigdy nie zamyka się kapitanom, wyjątkiem jest sytuacja jeśli na pasie stoi inny, uszkodzony samolot.O lądowaniu lub nie decyduje tylko i wyłącznie kapitan. Pani poseł Kempa biegała po stacjach TV z rewelacją, że przyczyną katastrofy było niezabranie rosyjskiego nawigatora. Kosmiczna bzdura i kompromitacja pani poseł. Ma się to tak, jakby chirurgowi tuż przed operacją przyprowadzono salową i powiedziano, że jeśli pan doktor nie podoła, to ona pomoże przy operacji.Katastrofę smoleńską mozolnie, przez głupotę, brak wiedzy, chciwość i cynizm, przygotowywała polityczna czołówka PIS. Zaczęło się w 2006 roku za rządów premiera Jarosława Kaczyńskiego. W czasie publicznego wystąpienia minister obrony z PIS-u zapytany został przez oficerów-pilotów samolotu Tu 154 za Specpułku dlaczego nie ćwiczą na symulatorach. Odpowiedź była następująca i niebywale skandaliczna: „Nie, bo to ruskie symulatory”. Dla mnie powiało grozą i jęknąłem: „będziemy mieli katastrofy”. Nomen omen ten minister zginął w katastrofie smoleńskiej.Ćwiczenia na symulatorach są niebywale ważne, uratowały wiele istnień i nie do pomyślenia jest, aby z nich rezygnować. Cały świat lotniczy z nich korzysta. Prezesi nawet najbiedniejszych linii lotniczych klną, ale płacą za ćwiczenia swoich załóg. Ogrom głupoty i braku odpowiedzialności powala tu na ziemię. Mogę dać dziesiątki przykładów, ale pozostanę przy swoim doświadczeniu. W mozolnych ćwiczeniach na symulatorze wielokrotnie wraz z załogą zabiłem się. Ale przyszła jeden raz okrutna rzeczywistość. Po 10-cio godzinnym locie, niewiele minut przed lądowaniem na moim lotnisku zrobiło się tragicznie. Mgła do samej ziemi, chmury, widzialność 50 m. Do zapasowego lotniska 800 km a paliwa resztki. Panie Ministrze Macierewicz, nikt mnie nie odpędzał, nikt mi nie zamykał lotniska ale widziałem śmierć w oczach i warunki ponad moje uprawnienia i siły. Myślałem już o straży pożarnej i karetkach. Pierwszy kontakt wzrokowy z ziemią miałem na dziesięciu metrach wysokości, błysnęła zielona lampa progu pasa i centralnej linii. Do portu samodzielnie bez pomocy „Follow me” nie mogłem pokołować. Nie było cudu, tylko wyszkolona załoga po wielu godzinach treningu na symulatorze. Wracający z urlopu w Singapurze, kolega kapitan i mój instruktor, wszedł przed lądowaniem do mojego kokpitu. Natychmiast został wyproszony. Nikt w takiej sytuacji nie może być w kabinie, w odróżnieniu od tego, co nasi politycy urządzili temu biednemu pilotowi pełniącemu funkcję kapitanaTU154. Żałość i rozpacz. Kiedy uderzycie się w piersi? Polityka PIS w imię idiotycznych i partykularnych fobii pozbawiła pilotów Specpułku ćwiczeń w symulatorze, obniżając bezpieczeństwo lotów w tym lotów z najważniejszymi osobami w Polsce. To był wstęp do katastrofy.Rok 2008. Prezydent Lech Kaczyński wraz z zaproszonymi gośćmi, prezydentami i premierami lecieli do Gruzji przez Azerbejdżan. Gruzja była w stanie wojny z Rosją. Dlatego Pan Prezydent akceptuje taką trasę. W trakcie lotu Pan Prezydent zmienia swoją decyzję i poleca kapitanowi zmianę trasy lotu wprost do Tbilisi. Kapitan odmawia, bo nie zezwalają na to przepisy, ponadto gdyby niezidentyfikowany obiekt pojawił się w strefie działań wojennych mógłby być zestrzelony przez Gruzinów lub Rosjan. Mielibyśmy przez głupotę niebywały skandal międzynarodowy i na sumieniu prezydentów i premierów. Kapitan został obrażony przez Pana Prezydenta, nazwany tchórzem. Po przylocie do Warszawy straszony konsekwencjami. A wystarczyło polecić jednemu z licznych doradców-prawników zajrzeć do prawa lotniczego i naszego AIP. Wtedy kapitan zostałby przeproszony. Nie posądzam o samodzielny, nierozsądny pomysł samego Prezydenta. W samolocie był odcięty od światowych informacji, a newsy podały, że prezydenci Francji i Rosji lecą aktualnie z Moskwy do Tbilisi w asyście myśliwców. Pewnie jakiś usłużny poddał więc panu Prezydentowi przez telefon przednią myśl zmiany trasy lotu. Po tym zdarzeniu pozostało już w Specpułku niewielu doświadczonych pilotów, którzy chcieli latać z prezydentem. Kapitan nie może odmówić lotu, ale może, np. zachorować. To była kolejna cegła przyłożona do katastrofy.Na lot do Smoleńska w fotelu kapitańskim zasiadł więc pilot nieposiadający w pełni uprawnień kapitańskich jak stwierdziła komisja. Opowiem jak to jest w liniach lotniczych. Na przykład jeśli ważność ćwiczeń w symulatorze przeciągnie się nawet o jeden dzień kapitan odmawia lotu. Kapitan odmówił lotu rano w słoneczny dzień do Wrocławia i z powrotem, bo zapomniano wyposażyć kokpit w ręczną, wymaganą instrukcją, latarkę. Ten młody kapitan miał rację. W tym locie mogło np. nastąpić zadymienie kabiny i ta latarka ratowałaby wszystko – odczyty przyrządów. Składam Jego Magnificencji Rektorowi Politechniki Rzeszowskiej gratulacje. Ten młody pilot od Pana wyszedł, tak jak wielu innych. Dziś latają oni jako kapitanowie w najlepszych liniach świata. Uważam, że gdyby tego młodego pilota Tu154 potraktowano jak w cywilizowanych społeczeństwach, to znaczy uszanowano jego kwalifikacje i decyzje oraz pozostawiono kokpit zamknięty, to po otrzymaniu standardowej informacji o pogodzie z wieży kontrolnej smoleńskiego lotniska i jeszcze bardziej nadzwyczajnej i dodatkowej informacji o godz. 08.24 że „warunków do przyjęcia nie ma”, to kapitan po stwierdzeniu, że na wysokości 100m nie widzi ziemi i pasa, odleciałby ma lotnisko zapasowe lub postawił samolot w krąg. Zgodnie z instrukcją wykonywania lotów. I to jest cała wiedza. Jednak chciwość, zarozumialstwo i cynizm możnych polityków zwyciężyły.Przed wejściem pasażerów na pokład, honorem i przywilejem kapitana jest witanie najważniejszej osoby wraz z małżonką, czyli pana Prezydenta. Odebrał ten przywilej kapitanowi Dowódca Wojsk Lotniczych – generał Błasik. Po prostu pokazał mu jego miejsce i to, że jest tu nikim – poniżające i podłe. Ja w takiej sytuacji odmówiłbym lotu. Niby niewyobrażalne, ale nie dla tych którzy wiedzą o co idzie, zwłaszcza dla pilotów. Jest to kolejna cegła budująca to nieszczęście. Na 11 minut przed katastrofą kapitan otrzymuje wiadomość że “Pan Prezydent jeszcze nie podjął decyzji co robimy dalej”. To oburzające i paraliżujące oświadczenie. To kapitan ma wiedzieć, co robić i on decyduje! To on odpowiada za życie wszystkich na pokładzie, a nie pasażer, nawet najważniejszy! Kokpit winien być absolutnie sterylny i tylko kapitan może wydawać polecenia. Tam był po prostu bałagan. Nie wiadomo było kto dowodził, kapitan nie był w stanie pozbyć się gości (intruzów) z kokpitu, samolot pędził do ziemi, nic nie było widać poniżej nieprzekraczalnych 100 m. Generał, Dowódca Wojsk Lotniczych zamiast wrzasnąć w tym momencie „do góry!” nawet nie wyrzucił i nie uciszył intruzów – horror.Pan minister Macierewicz z uporem twierdzi, że załoga zamierzała odejść na drugi krąg. Panie Ministrze, już byli tak nisko że zadziałała instalacja TAWS „Pull up, terrain ahead”. To paraliżująca informacja, każdy pilot natychmiast ucieka do góry, jeśli zdąży. A co robi załoga? Kapitan wycisza sygnalizację zmieniając nastawy wysokościomierza barycznego, tym samym pozbawiając się wskazania wysokości progu pasa – czyste samobójstwo. Robi to po to, aby sygnalizacja przy dalszym zniżaniu mu nie przeszkadzała! Chciał zobaczyć ziemię jak najszybciej przed minięciem radiolatarni. Po prostu na siłę chciał lądować. Naciski na niego, niekoniecznie słowne, były niewyobrażalnie mocne, tak aż uderzyli w ziemię 900 m od progu pasa. Dokładnie jak przez kalkę w Mirosławcu gdzie samolot CASA także uderzył 900 m przed progiem, taka sama pogoda.Jednak informacja od Prezydenta nie była ostatnim ani najmocniejszym ciosem dla kapitana. Najboleśniej ugodził go kolega-kapitan samolotu JAK40, który kilkanaście minut wcześniej „spadł” na pas w odległości 700 m od progu. Dlaczego spadł? Bo pogoda była już fatalna i zniżając się poniżej dopuszczalnej wysokości 100 m ujrzał ziemię będąc już nad pasem. Nie zgłosił obowiązującej formuły, że widzi pas i prosi o zgodę na lądowanie. Zrobił to bez zgody wieży. Czym to się kończy dam przykład: podczas identycznej pogody na Teneryfie kapitan B747 otrzymał zgodę z wieży na start i gdy się rozpędzał kapitan drugiego B747 bez zgody wieży w kołował na środek pasa. Wynik – 862 osoby spłonęły. Pasażerowie rejsu JAK40 winni wygrać ogromne odszkodowania za narażenie ich życia. Otóż kapitan Tu154 zapytał przez radio kolegę-kapitana JAK40 o pogodę. Ten odpowiedział, cytuję: „Pizdowata, widać 200400 m, podstawa chmur 50 m, mnie się udało, możesz próbować”. To jest haniebne. Życie Prezydenta i ponad 90 innych osób to nie rosyjska ruletka, albo się uda albo nie. Winien krzyknąć „Uciekaj jak najszybciej”. Ten kapitan bryluje teraz na salonach pana ministra Macierewicza i jest jego pupilem.Panie Ministrze, różnimy się, ja też mam swojego guru. Jest nim dr nauk technicznych, emerytowany pułkownik pilot doświadczalny Antoni Milkiewicz. Jako młody oficer-inżynier brał udział w komisji badającej katastrofy naszych IŁ62. Mimo nacisków potężnego ZSRR udowodnił winę producenta silników, narażając tym samym przyszłość swoją i swojej rodziny. Gratuluję Panie Ministrze pupila. Tak rodziła się katastrofa smoleńska, w której wybitny udział mieli politycy karmiący nas kłamstwami. Pomaga im kler, a szczególnie episkopat.Od sześciu lat słyszę z ambon: „Żądamy prawdy”. A ta prawda jest znana. Nasza znakomicie wykształcona (pozazdrościć może nam wiele państw) komisja badania wypadków lotniczych ogłosiła wyniki. Zapewniam wszystkich, gdyby rozpatrywałaby to najlepsza amerykańska komisja NTSB, to wynik byłby identyczny. Jedynie zdjęto by jakąkolwiek odpowiedzialność z pracowników wieży , tak jak zrobił to nasz sąd po katastrofie w Mirosławcu. Ponadto dowiedzielibyśmy się o treści rozmów braci tak przed katastrofą jak i w locie do Azerbejdżanu. Z rozgłośni toruńskiej leje się rzeka bzdur o katastrofie, a „Najważniejszy” orzekł, że jej uczestnicy byli „prowadzeni na specjalne zamordowanie”. To jest rozpaczliwie chore. Biskup zamyka z błahych powodów nie wiadomo na jak długo nam, wiernym świątynię a nie potrafi zareagować, gdy na drugi dzień po tragedii, w środku metropolii, najbardziej katoliccy dziennikarze ogłaszają światu, że Rosjanie dobijali pasażerów. Do dziś nie ma nagany kościoła ani sprostowania i przeprosin.Ja to teraz robię – przepraszam Rosjan. Każdego 10-tego dnia miesiąca na czele z duchownym, z wizerunkiem Chrystusa i Matki Bożej, z flagami narodowymi o napisach niewybrednych i ubliżających Prezydentowi Państwa i Premierowi odbywają się partyjne wiece i modły o wolną Polskę. Żadnego biskupa to nie boli. Dzisiaj upominają nas i nazywają Targowiczanami. Już zrozumiałem nauki Kościoła. Służy temu, który więcej da lub więcej obieca. Gdzie jest biskup, który mówił „Największą mądrością jest umieć jednoczyć – nie rozbijać”. Tego dzisiejsi pasterze katoliccy nawet nie wspominają. Był to prymas Wyszyński.Największym naszym wstydem jest zespół pana Macierewicza wraz z jego “profesorami”. Otóż wszystkie komisje świata badające katastrofy lotnicze zaczynają od analizy wyszkolenia i przygotowania załogi, ostatniego wypoczynku, posiłku, sytuacji w pracy, w domu i lotu od samego przygotowania do startu. Panowie w zespole zaczynali od kolejnego wybuchu wskazanego przez guru, tak jakby samolot sam leciał. Prof. Nowaczyk oświadczył, że samolot był wprowadzony na zły pas. Panie profesorze to nie Frankfurt lub Amsterdam, w Smoleńsku jest tylko jeden pas! Dziwi się Pan, że zwolniono go z Uniwersytetu Maryland, ja dziwię się, że Pana w ogóle przyjęto. Nie wspomnę już o parówkach i różnych puszkach. Proponuję profesorom przed następnymi dociekaniami kupić godzinę lotu na symulatorze z instruktorem. Zapytać instruktora jak zachowują się piloci po sygnale „Pull up”. Podpowiem natychmiast: pełen gaz i do góry. A co robiła nasza załoga? Gnała do ziemi nadal, wyłączając sygnalizację.Żal mi bardzo rodzin ofiar po dwakroć. Za stratę bliskich i za drwiny ze strony polityków. Radziłbym, a szczególnie Pani poseł-mecenas, zapytać pana Prezydenta, pana Sasina, pana Łozińskiego i innych, którzy byli najbliższymi doradcami Prezydenta: jaki dureń z ich otoczenia wymyślił lotnisko Smoleńsk, stare, zdewastowane, nieczynne od dawna lotnisko wojskowe mając w pobliżu dwa międzynarodowe, cywilne, czynne i sprawne porty lotnicze! Jaki skończony dureń wsadził do jednego samolotu tyle ważnych osobistości, zamiast rozlokować w trzech środkach transportu. I nie ubezpieczył ich. Czy to też wina Tuska?Głosowałem z wielką nadzieją na mojego idola pana Lecha Kaczyńskiego – spokojnego, średniej klasy urzędnika. Zimny prysznic otrzymałem wieczorem jak prezydent elekt zameldował swojemu pierwszemu sekretarzowi wykonanie zadania. Wiedziałem, że będziemy mieli dwóch prezydentów: de jure i de facto . I tak pozostało. Było wiele zamachów na carów, bojarów, książąt, króli, papieży i prezydentów mocarstw. Pojedynczo, nie zbiorowo. Nasz Prezydent nie zagrażał nikomu, nie miał armii z bronią nuklearną. Nie był wybitnym mężem stanu, tylko mężem wspaniałej Pierwszej Damy. Nie bywał zapraszany na salony polityczne świata, ani sam nie zapraszał. Zginął przez cynizm najbliższych, ich chciwość i głupotę. Stąd dzisiaj ta żądza wynagrodzenia mu przez stawianie pomników, nazwy placów i ulic, a może wkrótce i miast. Piszę to w wielkim żalu i smutku, bo miałem sentyment do tego człowieka.Autor tekstu: Jerzy Grzędzielski — emerytowany kapitan linii lotniczych, pilot doświadczalny samolotowy i szybowcowy, instruktor samolotowy i szybowcowy, Inspektor Wyszkolenia Lotniczego Oficer rezerwy Wojsk Lotniczych. Nalot w powietrzu ponad 25.000 godzin.

Tymczasem w Londynie

 –

Tak się bawią piloci z Rzeszowa:

 –
archiwum

Przyzwyczajenia Niektórzy nigdy z nich nie wyrastają

Niektórzy nigdy z nich nie wyrastają – Były dowódca 69 eskadry bombowców strategicznych B-52 Stratofortress, ppłk Paul Goossen został zwolniony ze stanowiska dowódcy za kreślenie penisów na niebie w czasie lotów bojowych nad Syrią. Amerykańscy piloci chwalili się pamiątkowymi screenshotami z pokładowych komputerów nawigacyjnych (CONECT) na których były planowane i zapamiętywane trasy przelotów.

Pokazali Brytyjczykom, jak się walczy. W Irlandii stanie pomnik ku czci Polaków

Pokazali Brytyjczykom, jak się walczy. W Irlandii stanie pomnik ku czci Polaków – Z inicjatywą upamiętnienia wyczynów polskich żołnierzy walczących podczas II wojny światowej wyszła fundacja "For Your Freedon & Ours".Zdaniem wielu historyków Wielka Brytania nie upadła pod naporem wojsk Trzeciej Rzeszy, dzięki minimalnej przewadze jaką zapewnili jej polscy piloci. W Irlandii ma stanąć ich pomnik. Na tle Brytyjczyków wyróżniali się umiejętnościami i brawurą. Początkowo nie budzili zaufania, szybko jednak udowodnili jak skuteczną bronią stają się w ich rękach nowoczesne brytyjskie myśliwce. Podczas walki potrafili nie tylko strącać maszyny wroga, ale również skutecznie chronić siebie nawzajem.Upamiętnieni zostaną lotnicy, którzy zginęli podczas słynnej bitwy o Anglię. Służyli oni w dywizjonach 303 i 315. Pochowano ich na terenie Irlandii Północnej. Pomnik ma być również hołdem dla naszych rodaków, którzy walczyli i umierali na innych frontach II wojny światowej.Świętując stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości, oraz stulecie powstania brytyjskich sił powietrznych nasza fundacja wraz z kilkoma innymi podmiotami i partnerami chce uczcić pamięć o polskich lotnikach "To wzruszające, kiedy Polaków spotyka zasłużona chwała..."

W takich szokujących warunkach byli zmuszeni nocować piloci i stewardessy linii Ryanair

W takich szokujących warunkach byli zmuszeni nocować piloci i stewardessy linii Ryanair – O cięciach kosztów w tanich liniach lotniczych słyszało się nie od dziś, jednak ostatnia sytuacja przebija wszystko. 24-osobowa załoga musiała spać na podłodze w biurze lotniskowym po wylądowaniu w Maladze ponieważ ich loty powrotne zostały odwołane ze względu na szalejący w Portugalii huragan Leslie.To jakiś dramat! Ludzie, którzy odpowiadają za życie setek, a biorąc pod uwagę rozmiary samolotów pasażerskich - nawet i tysiące osób na ziemi, są traktowani w ten sposób! Dopiero, gdy dojdzie do tragedii są robione dochodzenia i analiza czynnika ludzkiego i były już nie raz takie przypadki, gdzie załoga popełniła błędy z przemęczenia Ryanair must change This is porto crew last night stranded on the floor on the malaga crew room. They were diverted due to the storm and the company left them there
archiwum – powód

Wojskowi piloci nastraszyli pracowników biurowca

Wojskowi piloci nastraszyli pracowników biurowca – Nietypowa sytuacja w Australii
archiwum

...

... – Kto jest, za? Ażeby dostać się do: rządu – państwowego – regionalnego – jakiegokolwiek, lub władzy ustawodawczej, lub by zostać: Sędzią, Prokuratorem, Policjantem etc., lub chodź by urzędnikiem. Uprzednio trzeba zdać testy z logicznego trybu myślenia, inteligencji, po czym okresowo je powtarzać? Oczywiście w niezależnych placówkach.Uważam, że to bardzo ważne, odpowiedzialnie zajęcie, które wypływa na wiele osób, w dodatku za nasze pieniądze. Nawet Piloci lotniczy muszą się badać, jak i inne grupy zawodowe. Polecam również innym krają.

Pobili się w czasie lotu

Pobili się w czasie lotu – Pokłócili się po kilku godzinach lotu.Dwóch pilotów pobiło się w czasie lotu, kiedy samolot znajdował się na wysokości ponad 11 km.Musieli ich rozdzielać. Sytuacja została opanowana przez obecnego na pokładzie agenta bezpieczeństwa, ale szamotanina i tak spowodowała uszkodzenia kokpituWg niepotwierdzonych informacji pokłócili się o obiad. Kapitan samolotu zabronił stewardessie przyniesienia drugiemu pilotowi obiadu, bo ten nie poprosił go o zgodę. Następnie miał go zwyzywać i uderzyćPiloci zostali zawieszeni i muszą liczyć się z dalszymi konsekwencjami - także z zakazem wykonywania zawodu do końca życia.Na pokładzie znajdowało się 157 pasażerówJak to mówią, głodny nie jesteś sobą...
archiwum

Wpadka Strażaków

Wpadka Strażaków – Podczas ćwiczeń piloci samolotu gaśniczego Ił-76 pomylili się i zrzucili 40 ton wody na obserwujących  gapiów,  w tym oddział policji. Nie wszyscy uniknęli prysznica:)))
archiwum – powód

AMERYKAŃSCY PILOCI STRAJKUJĄ NA ULICY

AMERYKAŃSCY PILOCI STRAJKUJĄ NA ULICY – PRZECIW TRUJĄCYM TAKŻE ICH - CHEMTRAILS

Polscy piloci byli tak zajebiści, że niemieccy oficerowie robili sobie z nimi zdjęcia

Polscy piloci byli tak zajebiści, że niemieccy oficerowie robili sobie z nimi zdjęcia – Na zdjęciu Stefan Kołodyński, pilot Dywizjonu 303,który został zestrzelony 4 kwietnia 1942
archiwum

Parę lat temu rozbił się samolot w Azji. Od razu po tym stwierdzono jacy piloci prowadzili maszynę. Ich imiona mówią same za siebie

Parę lat temu rozbił się samolot w Azji.Od razu po tym stwierdzono jacy piloci prowadzili maszynę. Ich imiona mówią same za siebie –

Piloci amerykańscy zastanawiali się dlaczego samoloty mają haki z tylu. Wyjaśniło się to, gdy jeden z nich nie zdołał wystartować i spadł z lotniskowca do morza. Samolot wyłowiono i powieszono na tylnym haku żeby wysechł Teraz już wiesz

Teraz już wiesz –
archiwum

Pewna pani podarowała pilotom paczkę z ciastkami. Chętnie je zjedli, a dopiero po chwili zauważyli dołączony list i załamali się

Pewna pani podarowała pilotom paczkę z ciastkami. Chętnie je zjedli, a dopiero po chwili zauważyli dołączony list i załamali się – Bycie pilotem oznacza olbrzymią odpowiedzialność za wiele ludzkich żyć. Piloci, o których jest ta historia, doskonale zdają sobie z tego sprawę i podchodzą poważnie do swojej pracy, ale przy tym nie tracą nic ze zwykłej, ludzkiej empatii, o czym świadczy zdarzenie, które opisał pilot imieniem Chad."Często najlepsze prezenty to te najmniej spodziewane. Tak było w przeddzień Wigilii, około 17.30, kiedy leciałem z Atlanty do Macon. Wszedłem na pokład wiedząc, że bliscy czekają na mnie, ale cóż, trzeba było pracować i bezpiecznie przetransportować innych, by mogli spędzić święta z bliskimi. Przedświąteczny rozgardiasz udzielił się także stewardessom i nie dopilnowały jednego z pasażerów. Przez uchylone drzwi do kokpitu zaglądał na oko dziewięcioletni chłopiec. Kiedy zauważył, że już wiem, że tam jest, zawstydzony uciekł, ale zawołałem go do środka. Bardzo przypominał mi mnie samego, gdy byłem dzieckiem. Tak jak jemu i mi błyszczały oczy, gdy po raz pierwszy zajrzałem do kabiny pilotów. Teraz jednak wątpiłem w wybór zawodu... Byłem jeszcze młody, a to miały być moje pierwsze święta bez rodziny. W sumie nie czułem, żebym robił coś specjalnego, po prostu transportowałem ludzi, ale widząc emocje na twarzy tego chłopca, na nowo coś we mnie drgnęło.Sam, bo tak nazywał się ten chłopiec, tak bardzo cieszył się, że jest w kokpicie, że nie miałem sumienia wyprosić go stamtąd, chociaż wiedziałem, że za chwilę przyjdzie kapitan. Ku mojemu zdziwieniu, przełożony nie skomentował obecności Sama, a za to pozwolił mu zostać w kokpicie w czasie przygotowań do startu. Co więcej, Sam mógł samodzielnie wcisnąć kilka przycisków, co wywołało wielki uśmiech na jego buzi. Wracając już na swoje miejsce, Sam życzył nam dobrych świąt i powiedział, że to był najlepszy dzień w jego życiu. Nawet nam dwóm zrobiło się raźniej, choć święta nie zapowiadały się przyjemnie.Następnego dnia mieliśmy lot powrotny do Atlanty. Szykowaliśmy się do pracy, kiedy podszedł do nas jeden z pracowników lotniska i powiedział, że mama jakiegoś chłopczyka z wczorajszego lotu zostawiła dla nas prezent i prosiła, by podziękować za to, że jej synek mógł wejść do kabiny pilotów. Ponoć o niczym innym nie mówił! Z uśmiechem na twarzy przyjęliśmy pudełko z domowymi ciasteczkami. Już w kokpicie kapitan sięgnął po ciastko i pogryzając je otworzył list, który był włożony do środka pudełka". "W nagłej ciszy kapitan odwrócił się do mnie i zmienionym głosem powiedział, że chłopczyk ma raka. Po czym zaczął czytać na głos: Szanowni piloci, dziękuję za to, że pozwoliliście mojemu synkowi Samowi wejść do kokpitu popatrzeć, jak pracujecie. Sam choruje na nowotwór i przechodzi chemioterapię w Memphis. To był jego pierwszy lot do domu od bardzo dawna. Zazwyczaj podróżujemy samochodem, ale Sam uwielbia samoloty, więc chciałam, żeby miał okazję jeszcze raz polecieć, bo najprawdopodobniej więcej nie będzie ku temu okazji. Zdaniem lekarza, Samowi zostało tylko kilka miesięcy życia. Od zawsze chciał być pilotem i zapewniam, że dzięki Wam przeżył najlepsze doświadczenie swojego życia! Daliście mu wymarzony prezent na święta - spełniliście jego marzenie. Zawsze będę Wam za to bardzo wdzięczna. Dziękuję!"

Na warszawskim lotnisku Chopina doszło do awaryjnego lądowania samolotu Bombardier Dash Polskich Linii Lotniczych LOT

Na warszawskim lotnisku Chopina doszło do awaryjnego lądowania samolotu Bombardier Dash Polskich Linii Lotniczych LOT – Maszyna leciała z Krakowa do Warszawy. Samolot lądował awaryjnie bez wysuniętej przedniej części podwozia.Na pokładzie znajdowało się 59 pasażerów oraz czterech członków załogi. Na szczęście nikomu się nic nie stało.Jak wyjaśniał w rozmowie z Wirtualną Polską rzecznik prasowy PLL LOT Adrian Kubicki, piloci wiedzieli o awarii. Podczas podchodzenia do lądowania wysunęły się wszystkie trzy części podwozia, ale nie doszło do blokady pierwszej części. - Załoga i pasażerowie miała możliwość do przygotowania się do takiego manewru, przednia część kadłuba otarła się o pas startowy - powiedział rzecznik LOT-u