Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 418 takich demotywatorów

poczekalnia
Pasztetowym skrytożercom mówimy "nie" –
Dwaj matematycy z uniwersytetu lwowskiego, Stanisław Saks i Bronisław Knaster, zatrzymali się przed wystawą rzeźnika, gdzie w oknie widniał napis "pasztet zajęczy". Saks spytał: – - Jak myślisz Bronek, czy to rzeczywiście zajęczy pasztet?- Kto go zje, zaraz pozna. Jeśli nie zajęczy, to zajęczy, a jeśli zajęczy, to nie zajęczy – odrzekł Knaster.
Polski pasztet –  OBIETNICE SOCJALISYCZNYCH POLITYKÓWPODATNIKPODATKI
Jak komuś przejdzie drogę czarny kotto będzie pech.A jak komuś przed autem przekica zając to co będzie? Pasztet? –
archiwum – powód
pasztet czy klawa świnia?? – Przez nakaz noszenia maseczek ochronych od czwartku nie, będzie wiadomo, czy laska jest pasztetem czy klawą świnią, okrutny ten rząd.
Twórcą najdroższego burgera na świecie jest francuski kucharz Chef Diego – Diego bułka składa się z:- Mięsa z japońskich krów Wagyu oraz szkockiej rasyAberdeen angus- Kawałka homara nasączonego w holenderskim ginie Hermit- Sera remeker- Japońskich pomidorów- Szynki iberyjskiej- Kawioru-Foie gras (pasztet z wątróbek kaczych igęsich)-TrufliDodatkowo bułka typu brioche, posypana jest 24-karatowym jadalnym złotem.Burger został wpisany do księgi rekordów Guinnessa. Burger za 3 zł Burger za 8600 zł
Jeszcze tylko noktowizor, do nocnego zaprzysiężenia "sędziów" –
Możesz być sobie Bondem i rozbijać się Aston Martinem, a czasem i tak trzeba ruszyć dupę do sklepu po bułki i pasztet, bo w lodówce pusto. Samo życie –
Wtedy wyciągnąłem drugi –  Pamiętaj, meskie końcówkizawsze do żeńskich gniazdek.Dlaczego przypisujesz rolepłciowe do elementów obwoduelektrycznego? Niech obwodysame zadecydują z jaką płcią chcąsię identyfikować.
 –
archiwum
Zjadłabym sobie odrobinę konfitur z gorzkich pomarańczy na zaostrzenie apetytu, a potem pasztet foie gras na bagietce, łyżeczkę kawioru i miseczkę mizerii, ale nie stać mnie na ogórki i cebulę –
Dowcip został szybko skrytykowany i wkrótce usunięty z postu. Sam właściciel klubu tłumaczy teraz, że nie myślał o tym, że może być to żart nie na miejscu – "Na wstępie chciałbym przeprosić wszystkich, których ten żart, zresztą krążący już od dawna po internecie, uraził. Nie myśleliśmy o tym, że może być to żart nie na miejscu, ale w dzisiejszym świecie trzeba uważać na słowa" - napisał Piotr Suski w oświadczeniu dla Gazety Wyborczej. Tłumaczy, że zarówno impreza, jak i zamieszczony na Facebooku post miały "zupełnie inną intencję" i stanowić "oderwanie od przedświątecznej rzeczywistości" Jak zrobić pasztet zajęczy V 1. Idziesz na imprezę. 2. Wybierasz najbrzydszą schlaną LaSkę 3. ZabierdS2 dO dO s.bia do domu. 4.1 bzykasz . aż pasztet zajęczy.. Q Promocję wydarzenia wspiera VOX FM TOLUBIE DISCO DISCO PLAY TV Polsat MUSIC HO Informator Stolicy Warszawa naszemiasto.pl Co? Gdz.? Kiedy, Warszawa PartyMap - Imprezy koncerty wydarzenia Imprezy w Warszawie Klubowa Warszawa Gastronom. Warszawska Warszawska Gastronomia TOLUB1E DISCO Disco Polo - Disco-Polo.Info DISCO PLAY TV VOX FM Club Wesele Plac Piłsudskiego Imprezy w Warszaw. Warszawiaki Informator Stolicy Warszawa nocą Pasztet się sam nie zrobi czyli Wesele Tańczy i Spiewa Impreza
 –
Typowy Janusz przy dziale mięsnym: – - Co to?- Szynka z wiejskiego dworku.- Pewnie droga?- Nie, 19 zł za kilogram.- A to dziękuję. A to co?- Schab czeremchą wędzony.- Jaki schab?- Czeremchą wędzony.- Czym wędzony?- Czeremchą.- Dziwny jakiś. A to co?- Szynka jak za Gierka.- A to nie chcę. A to?- Pasztet z pieca.- Z jakiego pieca?- Nie wiem. Z pieca jakiegoś.- Nie wie pani z jakiego?- Nie.- To sprzedajecie i nie wiecie z jakiego. A to co?- Szynka Bohuna.- Kogo?- Bohuna.- Nie znam. A dobra ona jest?- Dobra.- No nie wiem...- Niech pani da spróbować.[dwie minuty mielenia w gębie i skrzywienie ryja]- A to?- Parówki z szynki.- Z szynki parówki? A po ile?- 16 zł za kilogram.- Kto to słyszał! Taka cena za parówki? A jakie ma pani paróweczki dla dziecka dobre?- Parówki cielęce. 7,99 za kilogram.- Ale to dla dziecka mają być!- Parówki "jak od MOMy", 3,99 zł za kilo.- O, to pani da pięć paróweczek takich dobrych, dla dziecka. I tego bokuna dziesięć deka
Zrobiłem ciasto i pasztet... –
 –  Mark Przez 15 lat nie jadłem mięsa. Po prostu nie lubiłem -nie miało to nic wspólnego z jakimiś "przekonaniami" czy religią. Czasem ktoś zapytał "Wegetarianin?" odpowiadałem "Lekarz mi zabronił" i wszyscy rozumieli. Ale jakiś czas temu zaroił się od weganskich oszołomów, tęczowych faszystów i innego wege tałatajstwa. I kiedy mówiłem "Proszę bez mięsa" od razu dostawałem konstytucję, tofu z jarmużem, albo jakiś wege pasztet chciał mi wskoczyć na kolana. Wjebali się do mojej bezmięsnej strefy komfortu pobrzękując pacyfkami, błyskając koralikami i sierpem z młotem. Teraz kiedy ktoś mnie pyta "Z mięsem?" odpowiadam "A żebyś, kurwa wiedział!". nIe zmyślam. Przez tych debili zacząłem jeść mięso. Wow Odpowiedz Wiadomość 2 godz
archiwum – powód
to jestes ty! Pasztet –
Mąż potrafi dowartościować –

Miał się tylko zająć kotem żony. Nie uwierzysz co mu się przytrafiło. Ponoć autentyczna historia opisana przez jednego z użytkowników na pewnym forum:

Miał się tylko zająć kotem żony. Nie uwierzysz co mu się przytrafiło. Ponoć autentyczna historia opisana przez jednego z użytkowników na pewnym forum: – „Posiadam. Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocię. Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy – a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia, zupełnie jak jej pani.Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz, która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu, aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem. Ale do czasu.Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie, wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako ze to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki nie nastręcza mi to wiele problemów.Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj – niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuweta, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć. Mnie jednak uczono cale życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, ze kot tam nie może wejść i „myśleć”. Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wyp***ć wiec. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, ze trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane – ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść – taka technologia po prostu. Czasem kot skacze na klamkę, ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę up***ł – a wtedy wiadomo – wąż.Dobrze wiec, uporządkuję: żona – delegacja, ja – praca. Wracam, wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się tez chce. Idziemy razem – ja toaletka, okienko uchylam, papierosek (bo żona będzie za trzy dni – wiec spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer, na parapecik i patrzymy razem przez okno.No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały sk***l jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja p***ę. Nie, ni ch***ja to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest k***a za duży, żeby przejść tym syfonem. Ale słyszę tylko pizdut – oż k***a, no to nie mogło mi się zdawać – coś ciężkiego poszło w pion. K***a, wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot k***a popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek.Lecę k***a na dół do piwnicy, choć może powinienem od razu do schroniska, zanim wróci moja żona – nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego z białą krawatka, nie było jej kilka dni, może się nie połapie. Ale ch***j, najpierw do piwnicy – zbiegam po schodach, słucham – coś drapie w rurze, pion, kawałek płaskiej rury – miauczy – jest, k***a, żyje i nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie to ch***j, przynajmniej będę miął jego truchło i powiem, ze kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za ch***ja trefla, ze kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje.Znalazłem taki wziernik, gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici, kici! Ni ch***ja, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten głąb zamiast przyjść do mnie to chce iść tam skąd przyszedł, czyli do góry w pion. Ja go wołam, a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół. No powaliło i mnie, ze tu stoję i jego (kota) Tak przez pól godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem i ni ch***ja, uparł się i nic tylko rura do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda – fight fire with fire – ogień zwalczaj ogniem.Zatkałem tę rurę przy wzierniku deszczułkami, których używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla – geberit i woda w dół – bombs gone. I bieg do piwnicy. Po drodze słyszę jak się przewala po rurach – podziałało. Wbiegam do piwnicy i k***a koniec świata. Nie ma moich deszczułek – no może z jedna, cala prowizoryczna tama poszła w ch***j i kota tez nie słychać już. K***a, gdzie ta rura teraz idzie – coś mi zaświtało, że kanalizacją w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów – może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze.Biegnę na ulicę, jest studzienka – mam nadzieje, że to od mojego domu. Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery – najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl! Auto stoi na ulicy – mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny – poszło, aż zakurzyło. Po jaka cholerę takie te wieka robią ciężkie. Smród jak cholera, ale złażę tam – ciemno jak w d***e, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka. K***a, mam w aucie, ch***jową, ale może starczy. Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije – przywykłem po chwili. Zaglądam i jest, oczyska mu się tylko święcą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w druga stronę. No ja p***ę. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi, a na dodatek ktoś mi zwali te pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, tobędzie po złości.Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki, tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie taśmy samoprzylepne, plastry, żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwile do rury, ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś w p***u. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tę otwartą studzienkę nie w***ł, bo na ulicy ciemno. Sąsiad, k***a, ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc, a teraz ch***j złamany stoi i się dopytuje. Co mam mu k***a powiedzieć? Ze przepycham kotem kanalizacje? Idźżesz w ch***j, pacanie. Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie tez wszystkie otwory, bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach – a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywa. Niech ma za swoje.Wracając do kota – bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe, wiec do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienka, bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie. K***a, drugi sąsiad przyszedł – po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa – ludzie to są barany. Idę do domu, obie wanny pełne, ognia – spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma ch***ja, to go musi wygonić albo utopić.Lecę na ulice, woda wali na brezent aż huczy, a tego s***a dalej nie wylało z kąpielą. K***a mać, urwało się wszystko w p***u i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki – w ch***j – jak się to gdzieś przytka, to będę miał p***e. Znowu do domu po drugi pogrzebacz, bo trzeba zamknąć ten p***y dekiel. Wchodzę – a ten s***l kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja p***ę! Jak on k***a wyszedł, którędy? Ano k***a wziernikiem w piwnicy – zostawiłem otwarty. Ja k***a stoję i marznę a ten gnojek tarza się w mojej pościeli. Z***ę! Przerobię na pasztet! I jeszcze z radości włazi na mnie. K***a mać. Przynajmniej kuleje.Straty: z***e łazienki, w obu przelała się woda z wanien, z***a piwnica, bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyrzucenia, brezent z reklamą firmy – poszedł w ch***j, latarka – w ch***j, pogrzebacz w ch***j. Afera na ulicy jak ch***j
archiwum – powód
niby zwykły pasztet – a rzondzi całym krajem
Źródło: ja