Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 111 takich demotywatorów

Wypisują dzieci z religii. Oburzony ksiądz napisał list do rodziców, w którym przypomniał, że religia to najważniejszy przedmiot

 –  SKANDALICZNY LIST KSIĘDZA DO RODZICÓWWczoraj wieczorem, jako radna miasta Szczecin, zostałam powiadomiona o skandalicznym liście księdza katechety w jednym ze szczecińskich liceów. O jego treści powiadomiony został również jeden z radnych KO. Mam nadzieję, że nagłośnienie przez nas tej sprawy wpłynie na zmianę zachowań księży w szczecińskich szkołach.Sprawa jest oburzająca z wielu powodów. Po pierwsze, e-dziennik jest od powiadamiania rodziców o ocenach i zachowaniu dzieci, a nie od pouczania ich, czy agresywnego ewangelizowania. Wbrew zapędom katechety, nie jest jego rolą wyniosłe pouczanie rodziców, czy straszenie. Jego zadaniem jest przeprowadzić dla chętnych lekcje religii w szkole i to wszystko.Po drugie, jest to przejaw patologii, jaką jest "nauczanie" religii w szkołach. Szkoła nie jest miejscem na kultywowanie wiary, od tego są świątynie. Skandaliczne są słowa: "Religia jest najważniejszym przedmiotem ponieważ przygotowuje do życia wiecznego. Pozostałe zaś przedmioty przygotowują jedynie do życia doczesnego". Zdanie to ujawnia głęboką pogardę księdza wobec innych nauczycieli, jak i - wstyd przyznać-jego intelektualne niedostatki. Głoszenie nadrzędności wiary nad nauką jest żałosnym anachronizmem, także w wymiarze teologicznym. Skończyły się czasy, że wiarę budowało się groźbami, szantażem i strachem. Pomijając fakt, że religii nie powinno być w szkole, to tym bardziej nie powinien nauczać jej ktoś głoszący takie brednie i gardzący koleżankami i kolegami z pracy.Nie dziwię się, że rodzice nie chcą posyłać swoich dzieci na religię do autora listu. Po tym liście sądzę, że kolejni wahający zdecydują się na rezygnację. Jak niebezpieczne szyderstwo, w dobie ujawniania skandali pedofilskich w polskim Kościele Katolickim, brzmią słowa o tym, że "brak formacjirduchowej" w wykonaniu księdza okaleczy dzieci. Śmiem twierdzić, że jest wręcz odwrotnie. Strzeżmy swoje dzieci przed fanatykami religijnymi i nie ryzykujmy ich zdrowia psychicznego, oddając je w groźną opiekę agresywnym ewangelizatorom.Jeśli przedstawiona niedawno przez prezydenta Szczecina deklaracja otolerancji jest prawdziwa, powinien on podjąć interwencję, wyjaśnić tę sprawę i jasno wyznaczyć granice, w których w szkole powinnafunkcjonować religia. Na nic wizerunkowe chwyty pod publiczkę, jeśli będziezezwalać na restytucję średniowiecza w szczecińskich szkołach. Zwracamsię w tej sprawie z interpelacją.

Sytuacja w szpitalach jest gorsza niż mogłoby się wydawać:

 –  Pawel Reszka2dSt3S ipodnsgooodrSfeSiz.d  · Dlaczego umierają„Moja żona ma covida. Modlę się, żeby nie musiała iść do szpitala. Oddziały covidowe to umieralnie” (rezydent anestezjologii) Dokładnie miesiąc temu minister Adam Niedzielski zapowiedział „podwojenie dostępnej bazy łóżek” dla pacjentów zakażonych wirusem. I udało się! Było 15 tys. łóżek, jest 35 tys. W ciągu 30 dni przybyło 20 tys.!Są jednak pytania: czy stoi przy nich odpowiedni sprzęt? Mają dostęp do tlenu? Skąd wzięto lekarzy, pielęgniarki, ratowników, by je obsługiwali? Łóżka są na serio? Czy też dyrektorzy szpitali, by poprawić humor ministrowi, tworzyli je szybkim pociągnięciem pisaka, robiąc np. z interny „internę covidową”?Statystycznie wyglądamy świetnie – tylko 60 proc. łóżek covidowych jest zajętych. Do tego mamy 657 wolnych respiratorów (wypada po 41 na województwo). Zachorowań mniej. Tylko dlaczego bijemy rekordy w liczbie zgonów? Zadzwoniłem do lekarza, który od miesięcy jest na pierwszej linii. Zapytałem, czy tak samo jak premier Morawiecki uważa, że osiągamy delikatną przewagę w walce z wirusem.„Redaktorze,telefon w lekarskim nie milknie. Przez cały dyżur biegam po siedmiopiętrowym szpitalu: laryngologia, okulistyka, chirurgia dziecięca, pulmonologia, ginekologia, chirurgia, ortopedia, onkologia, hematologia, radiologia, pediatria... Konsultacje, wkłucia centralne, reanimacja.Pacjenci umierają. Mój ostatni 24-godzinny dyżur odmierzała śmierć: zgon, zgon... pizza (zdążyłem zjeść połowę, bo mnie wezwali), zgon, zgon... Półtorej godziny snu i znów wezwanie. „Leć, bo się pacjent załamał”. Biegnę. Nie dobiegłem na czas. Taki dyżur to standard.Wieszasz kartkę i jużWiesz, że tych ludzi można byłoby uratować? Na pewno by żyli, gdyby to, co widzisz w statystykach, odpowiadało prawdzie. Mówisz, że „statystycznie” mamy zapas łóżek dla pacjentów covidowych.Opowiem ci, jakie to łóżka. Nasz szpital od początku pandemii przechodzi ciągłe reorganizacje. Najpierw covidowcy leżeli w wydzielonym budynku, potem tworzono miejsca covidowe na poszczególnych oddziałach, potem część pacjentów covidowych przeniesiono do innego skrzydła.To wszystko oznacza chaos. Na laryngologii jest oddział covidowy, laryngologia jest tam, gdzie okulistyka, okulistyka tam, gdzie chirurgia dziecięca, chirurgia dziecięca tam, gdzie pediatria... A jutro może się to zmienić.Każda z tych rotacji przynosi statystyczne zwiększenie liczby łóżek covidowych. Jak? Wieszasz kartkę na drzwiach: „Oddział covidowy” – i już! Ale co to za oddział covidowy bez respiratorów, sprzętu, personelu? Sprzęt w kartonach: cewniki naczyniowe, cewniki pęcherzowe. Personel przypadkowy, z łapanki.                                             ***Zakładam wkłucie centralne. Sam go na jałowo nie założę. Musi ktoś pomagać. Jest pielęgniarka, ale ona nie wie, gdzie co leży:– Doktorze, ja nie jestem z tego oddziału.– Ja też nie.– Może w tych kartonach.– Może.Czas leci. Chory pogarsza się oddechowo.– Co to za pacjent?Milczenie.– Jakie ma obciążenia?Milczenie.Wszystkie pielęgniarki są z innych oddziałów. Nie mają prawa kojarzyć tych pacjentów – cztery dziewczyny na 40 pacjentów!Kolejne wezwanie. Covidowa interna. Pacjent niewydolny oddechowo. Intubuję, reanimuję. 5, 10, 15 minut. Żadnego efektu. Jestem wykończony. W 20. minucie padam, nie jestem w stanie ratować go dalej. Przerywam. Patrzę na niego, całkiem młody gość. Rocznik 65. Myślałem, że się uda.                                            ***Ktoś mnie puka w plecy. Pielęgniarka z interny: – Doktorze, a możesz spojrzeć, bo tam nam się jeszcze jedna pani pogarsza. Babcia. Obrzęki, zmiany pozakrzepowe na kończynach dolnych. Każę ją położyć na brzuchu. Saturacja się poprawia.– Jaki lekarz prowadzi?Nikt nie wie.– Dobra, pani musi tak leżeć.Po kilku godzinach łapie mnie internistka.– Pan reanimował moją pacjentkę?– Ja? Chyba nie…– Taka starsza pani na internie.– Na internie przekładałem jedną panią na brzuch.– O nią chodzi.– Co z nią?– Jak przyszłam, to była martwa… Jakby pan napisał, że była konsultacja anestezjologiczna...Nawet nie zauważyła, kiedy pacjentka jej zeszła! Teraz szuka dupokrytki. I co ja mogę napisać? Brak dalszych wskazań do eskalacji terapii, czyli że była nie do uratowania? Napiszę. Pomogę. Doktor jest sama na oddziale, też musi biegać po całym szpitalu i konsultować internistycznie. Nie ma szans, żeby to ogarnęła.                                                 ***Wzywają mnie do założenia wkłucia centralnego dla covidowca. Dziadek, 80 lat. W bardzo złym stanie. Niewydolny krążeniowo, obrzęknięty. Zakładam wkłucie. Piszę w konsultacji prośbę o wykonanie gazometrii i biegnę. Wzywają mnie na inne oddziały.O godz. 2:45 znów wezwanie do tego samego pacjenta: „Pacjent pogarszający się oddechowo”. Wracam. Dobijam się do drzwi, dzwonię. Na oddziale nie ma personelu. Za drzwiami pacjenci covidowi. Jeden z nich właśnie się załamuje!Idę w zakontaminowanym kombinezonie przez czystą część. Nie powinienem tego robić, ale człowiek chyba tam umiera. Pacjent leży na płasko, na plecach. Monitor obok, czujnik saturacji obok. Stoją sobie. Nie zostały podłączone. Podnoszę wezgłowie, podnoszę pacjenta. Uzyskuję saturację 85. Trzeba pilnie wykonać ileś czynności. Ale tu, kurwa, nie ma nikogo. Komu mam to zlecić?Wychodzę. Mijam pacjentów leżących na łóżkach. Starzy, niedołężni ludzie. Na ścianie kartka: „Telefon do pielęgniarek...”. Wiem, że żaden z pacjentów nie jest w stanie zatelefonować.Te oddziały to umieralnie. Są po to, żeby ludzie nie schodzili na ulicy.                                                  ***A ja? Kiedy ostatnio widziałem swoich pacjentów? A przecież mój oddział to OIOM! Pacjenci na stronie brudnej pod respiratorami, na czystej po wstrząsach, z zapaleniem otrzewnych, trzeba pilnować gospodarki wodnoelektrolitowej. Kiedy mam to robić, skoro konsultuję i reanimuję? Kto jest bez winy?Pamiętam z ostatnich dni jednego z covidowych pacjentów. Konsultowałem go na jakimś oddziale. Jak podszedłem do niego, miał niecałe 60 proc. saturacji. Patrzę, a w jego nogach leżą wąsy tlenowe!– Dlaczego to nie jest podłączone? – krzyczę do pielęgniarki.– A bo nie ma kto mu tego podłączyć, doktorze!Jezu! To zakładam te wąsy. Mija doba. Pacjent niewydolny oddechowo trafia do mnie na OIOM. Leży sobie pod respiratorem, leży, aż się butla z tlenem skończyła. I zmarł. Taka to, kurwa, smutna przygoda się zdarzyła.Dziwisz się? A ja wcale się nie dziwię. Na stronie brudnej na 19 pacjentów są trzy pielęgniarki. Powinno być dziesięć. Jedna na dwa stanowiska. Tlen w butlach, butle na dwukołowych wózkach przywiązane łańcuchami. Tak tu jest.Jeszcze pójdziemy za to siedzieć. To jest przecież sprawa do prokuratury. I co ja powiem: „Pacjent zmarł, bo skończyła się butla z tlenem, bo nie było komu przypilnować, bo jest mało pielęgniarek”? A co to obchodzi żonę tego faceta? Albo pana prokuratora? Jak widzisz, trudno przeżyć w moim szpitalu. Tu musisz mieć szczęście. Jak ktoś spostrzeże, że butla się kończy, będzie OK.Czytaj też: Lekarze alarmują. Zaraz będziemy tu mieli LombardięTlenu nie ma, nikt nie powiedziałDlaczego używamy butli? Brak tlenu w instalacji szpitalnej. Za dużo pacjentów podłączonych do respiratorów. Oczywiście, nikt nam niczego nie powiedział. Wszystko sprawdza się na żywym organizmie. Podłączam pacjenta pod respirator. Nie działa. Drugi? Lepiej. Po chwili dzwoni lekarka: – Coś się dzieje złego z pacjentem. Desaturuje!Sprawdzamy. Respirator nastawiony na 100 proc. podaje tylko w 36 proc. Wtedy wpadliśmy na to, że trzeba sprowadzić butlę, bo w ścianie ciśnienie jest zbyt niskie.                                               ***Na interwencję do drugiego budynku szpitalnego, gdzie jest kilka „lżejszych” oddziałów covidowych, jeździmy karetką. Leczy tam fajny hematolog, miły chirurg, neurolog, nefrolog. Ale nie ma anestezjologów, lekarzy medycyny ratunkowej ani sprzętu. Więc jak się ktoś pogorszy, muszą wzywać nas. Najczęściej wzywają na ostatnią chwilę.Dlaczego? Otóż mają jeden monitor i dwa pulsoksymetry na oddział. Jeśli chory nie jest podłączony do sprzętu, to oni nie widzą, że się pogarsza. Tym bardziej że przy covidzie pacjenci z saturacją 70 proc. potrafią logicznie rozmawiać. Nie widać problemów. Aż nagle bach... Oni reagują, jak nastąpi to bach. Mówiąc wprost – jak pacjent zsinieje, dzwonią po nas.Respirator wziąć. Lifepacka: monitor z funkcją defibrylacji, kardiowersji brać. Plecak z ambu, z lekami, rurkami. Leki z lodówki. Dygam z tym do karetki. Z pielęgniarką przebieramy się w kombinezony. A pacjent się tam dusi.Rzadko udaje się zdążyć. Jesteśmy w drodze i dostajemy informację: „Możecie wracać, już po wszystkim”. Czasami nas nawet nie wołają. Widzą, że i tak nie zdążymy. I to też jest statystyka w praktyce. Na tamtych oddziałach są wyłącznie łóżka covidowe, które widzi w tabelkach pan minister. Ale są to łóżka bez dostępu do tlenu, bez sprzętu pomiarowego i bez personelu.                                                   ***Na interwencję zawsze chcę brać ze sobą pielęgniarkę z OIOM. One są doświadczone, znają się na rzeczy. Gdy trwa reanimacja, chcesz kogoś takiego obok siebie.Proszę je: „No pojedź ze mną” – i chyba nie muszę ci mówić, jaki jest ich stosunek do moich próśb. „Doktor, a może byś znalazł kogoś innego, co?”.Nie mam pretensji. Są upocone, umęczone, ledwie stoją. „Ratowanie życia” brzmi pięknie, ale to ciężka fizyczna praca. Pacjent waży 150 kg. Przenieś go z pielęgniarką na nosze!Wspominałem ci, że z okazji 11 listopada szpital wypłacał nagrody za walkę z covidem? Dostali różni ludzie: pan związkowiec, pani z kadr... Nie dosłała żadna z oiomowych pielęgniarek.                                               ***Anestezjolog ma grubą skórę. Często oglądamy śmierć. Mamy taką pracę. Mówimy: „mogę reanimować i jeść kanapkę”, ale dziś łapię się za głowę. Jesteśmy wykończeni fizycznie i psychicznie. A to nie jest nawet środek epidemii. Miesiące walki przed nami. Wypłaszczanie krzywej widać tylko w ministerstwie. I chyba tylko dzięki sztuczkom matematycznym. Bo u nas jest dramat.Wczoraj zakaziła się moja żona. Ciągle myślę, co zrobić, jak się pogorszy oddechowo. Zostawiać ją w domu? Słać do szpitala? Ale kto się nią tam zajmie, jak nie będzie mnie obok? Czy przepracowany lekarz albo pielęgniarka zauważy, że tlen w butli się kończy? Skoro ja się boję, co muszą przeżywać inni ludzie, którzy nie są lekarzami?Myślę, że niedługo też się zakażę. Prawdę mówiąc, liczę na to. Chciałbym odpocząć od tego burdelu.PozdrawiamP.”Fot. Paweł ReszkaRelacje też na https://www.facebook.com/ReszkaPai polityka.pl
archiwum

Artur Sarnat

Artur Sarnat – Legendarny bramkarz krakowskiej Wisły. W pamięci kibiców zapisał się głównie dzięki obronie rzutu karnego w konkursie jedenastek słynnego meczu z Realem Saragossą. Symbol Białej Gwiazdy lat 90. Jeden z niewielu piłkarzy, który utrzymał miejsce w składzie po przyjściu do klubu Bogusława Cupiała. Zachował prawie 100 czystych kont, Wisłę reprezentował niemal przez 10 lat, wygrywając dwukrotnie mistrzostwo i raz Puchar Polski. W reprezentacji nie rozegrał ani jednego spotkania.

Gdy Kaczyński wzywa, moim honorem jest nastraszyć dziewczynki

 –  Mateuszpierwszy post.& Nowy członek · 1 d · Grupa prywatnaudostępnił swójPrzy kościele na wysokim stoczku kręci sięgrupa osób z kartkami, aktualnie stoją przyplebanii i „domku Napoleona"KamilkiJedziemy1d Lubię to! OdpowiedzPiotr2 osoby jadą tez1d Lubię to! OdpowiedzRafałJechać tam ?1d Lubię to! OdpowiedzKamTo schola z księdzem1d Lubię to! OdpowiedzKamiNie przyjezdżać1d Lubię to! OdpowiedzKamil .Falszywy alarm, dzuewczynki zescholi.Postoimy jeszcze.Dzieki chlopakom, ktorzy orzyjechaliza interwencje!

Obywatel prosił policję o interwencję. Policjant uciekł a interwencji nie było

Obywatel prosił policję o interwencję. Policjant uciekł a interwencji nie było – Policja interweniuje tylko kiedy uzna to za słuszne i kiedy jest zgodne w egzekwowaniu prawa narzuconego przez rządzącą partię

Klątwa została rzucona

 –  Klątwa Boża na policjantów w Poznaniujonnna płonko wska® o2.plKlątwa Boża na policjantów, którzy zakłócili nabożeństwo prowadzone przez ks.Michała Wożnickiego w Poznaniu i zabrali księdza oraz ministranta *ilapn/d/icmika 20.202"Z Woli Jezusa Chrystusa Króla Polski rzucam klątwę BoZą na policjantów,którzy zakłócili nabożeństwo różańcowe odprawiane przez księdza MichałaWożnickiego w Poznaniu, obrazili Majestat Pański przed Ołtarzem i nękali wczasie nabożeństwa i przed ołtarzem, wiernych, ministranta i księdzaupokarzając przez uporczywe legitymowanie, nonszalancki sposób zachowaniasię a wreszcie siłowe wyprowadzenie ministranta oraz przede wszystkimksiędza! Do tego w liturgicznej szacie uprowadzonego sprzed OłtarzaPańskiego!Wasza postawa nie jest postawa Polaka ani polskiego policjanta. Czy dlategowysłano na tę .interwencję", a tak naprawdę niebywałągrandę, wyrostków którzy, mają mleko pod nosem?Czyż policja nie potrafi zdobyć, sprawdzić jak nazywał się ksiądz i jaki jest jegoadres bez legitymowania, czy ministrant? Potrafi, nawet gdy nie mieszka podadresem na który natrafią w pierwszej kolejności Czyz nie mogliście bieonegołowąsy wylegitymować ludzi, jeśli już, po mszy i nabożeństwie? Na zewnątrz?Wasza postawa jest postawą antypolskich pogan, wrogów Polski.Zapłacicie za to. Nie opłaci wam się to.Klątwa rzucana przeze mnie jest klątwą Bożą i ja jestem tylko narzędziem aleteż gniewem Boga Ojca, który sobie ustanowił wedle swego upodobaniaNarzędziem gniewu w tym narodzie, który już jest. ale przede wszystkim będzie

Policjanci weszli na mszę w Poznaniu i wyprowadzili księdza, bo nie przestrzegano obostrzeń

Policjanci weszli na mszę w Poznaniu i wyprowadzili księdza, bo nie przestrzegano obostrzeń – Policję o interwencję poprosili sami salezjanie, którzy poinformowali, że w celi Woźnickiego odbywa się nabożeństwo naruszające rządowe obostrzenia. Policjanci wylegitymowali wiernych, ale ksiądz i ministrant odmówili okazania dokumentów wobec czego zostali doprowadzeni do komisariatu

Na gdańskim centrum Madison znajduje się siatka, w którą wplątują się ptaki Może nagłośnienie problemu sprawi, że zostanie ona usunięta lub zmodyfikowana w taki sposób, aby nie cierpiały na tym ptaki

Może nagłośnienie problemu sprawi, że zostanie ona usunięta lub zmodyfikowana w taki sposób, aby nie cierpiały na tym ptaki –  Siatka niebezpieczna dlaptakówMADISUNICTAVNYICTAUCTAUICTAAICNEWYORKEROd ponad miesiąca zgłaszam dokierownika obiektu problem siatkizawieszonej na gzymsie centrumhandlowego Madison. Najpierwzałożono siatkę, za która byłyuwięzione żywe gołębie. Pokilkugodzinnej interwencji zrobionoprzerwy w siatkach umożliwiającptakom wydostanie z się zpotrzasku. Niestety problem siatkinadal jest aktualny, ptaki zaplątująsię w nią i uwięzione konają po kilkadni. Od czasu założenia siatki już 4gołębie straciły w ten sposób życie,jak długo to jeszcze potrwa? Dzisiajna siatce są dwa truchła które wiszątak od tygodnia.To zwyklebarbarzyństwo,proszę o interwencję!

Oto pani Martyna Jurkiewicz-Tomsia. Zasłynęła z tego, że 10 lat temu jako 22-letnia dziennikarka Gazety Wrocławskiej napisała słynny tekst o libacji na skwerku we Wrocławiu. Dzisiaj zdradza kulisy tamtego artykułu:

Oto pani Martyna Jurkiewicz-Tomsia. Zasłynęła z tego, że 10 lat temu jako 22-letnia dziennikarka Gazety Wrocławskiej napisała słynny tekst o libacji na skwerku we Wrocławiu. Dzisiaj zdradza kulisy tamtego artykułu: – "Typowy lokalny dziennikarz na swoim dyżurze obdzwania wszystkie służby (policja, straż pożarna, pogotowie) by dowiedzieć się, czy coś się dzieje na mieście. To praktyka stosowana na długo przed internetem. Tyle tylko, że nie każda interwencja lub stłuczka trafiała potem do gazety czy wiadomości radiowych.Przez wspomniany wcześnie prikaz, trzeba było dodawać newsy, nawet jak nic konkretnego się nie wydarzyło. Dziennikarka wykręciła numer na policję. Taki był zapis rozmowy z poirytowanym (nadmiarem telefonów z "żebraniem") o newsy dyżurnym.– Panie dyżurny, czy coś się dzieje? – zapytała dziennikarka.– Nie – odparł policjant.– A może jednak, cokolwiek?– NIE, NIE, NIE.– To jaką mieliście ostatnią interwencję?I wtedy, dyżurny opowiedział zdesperowanej dziennikarce o libacji-widmo. – Wiem, że ta depesza, to zaprzeczenie wszystkiego co ma związek z dziennikarstwem. No ale nie miałam innego wyjścia. Musiałam coś wrzucić w sieć, a nic innego nie miałam! Atmosfera w pracy nie była przyjemna, więc popełniłam swoje słynne dzieło – wspomina "SE" pani Martyna.Niedługo po tym zakończyła swoją przygodę z dziennikarstwem. Sama zrezygnowała. Chciała działać w PR, potem startowała na sołtysa, ale nie zgarnęła stołka. Obecnie jest szczęśliwą mamą i przewodniczącą koła gospodyń wiejskich. Na artykuł reaguje z uśmiechem."

Miłość bliźniego w Polsce:

 –  Mariusz jest gejem i mieszka w małej wsi w województwie podkarpackim. Jakiś czas temu o jego orientacji dowiedziała się cała wieś. Od tej pory jego życie stało się potwierdzeniem najkoszmarniejszych stereotypów o życiu w tym regionie Polski.Zaczęło się od ataków słownych, które stopniowo przechodziły w groźby śmierci a w końcu w ataki fizyczne. Według relacji Mariusza cała wieś traktuje go poniżej godności, problem jest nawet z byciem normalnie obsłużonym w sklepie. Ktoś próbował otruć jego psa. Obecnie sytuacja wygląda tak, że okoliczni mieszkańcy urządzają sobie zgromadzenia pod jego domem - dosłownie kilkanaście osób stoi na ulicy i krzyczy. Taka forma weekendowej rozrywki, brakuje jedynie płonących pochodni.Mariusz często dzwoni na policję z prośbą o interwencję, ale zazwyczaj nikt nie przyjeżdża. Kiedy poszedł na komisariat osobiście, odmówiono mu spisania zeznań. Dowiedział się za to, że powinien iść z tym do sądu. Mariusz ma taki zamiar, ale trudno uznać to za sprawne rozwiązanie problemu.Mariusz nabawił się silnych stanów depresyjnych i lękowych, ma myśli samobójcze i zaburzenia odżywiania.W stałym kontakcie z Mariuszem jest Sue Beel, która pomaga tak, jak umie najlepiej. Jesteśmy w stanie zorganizować wsparcie psychologiczne, pomóc z kwestiami prawnymi. Od miejscowości Mariusza dzieli nas jednak 500 kilometrów i mamy poczucie, że nie jesteśmy w stanie zorganizować pomocy adekwatnej do potrzeb.Nie wiem co robi się w sytuacji, kiedy zawodzi policja i państwo. To luka w wachlarzu moich aktywistycznych umiejętności i dzisiaj już wiem, że powinienem ją jak najszybciej wypełnić.Umiem jednak robić zamieszanie i właśnie to chciałbym teraz zrobić. Mariusz jest gotowy do kontaktu z mediami. Trudno mi sobie wyobrazić, by miało to zaszkodzić jego sytuacji, bo ta jest już ekstremalnie zła. Wierzę, że zainteresowanie kilku bardziej wpływowych osób lub dziennikarski telefon z niewygodnymi pytaniami do lokalnej policji są w stanie pomóc.Napisałem już do rzeszowskiej Wyborczej, ale czuję, że to może nie wystarczyć. Dlatego proszę Was o udostępnianie posta lub oznaczanie dziennikarzy, Waszych znajomych, których ta sprawa może zainteresować. W razie pytań lub wątpliwości ja i Sue chętnie na nie odpowiemy. Z góry dziękuję!
archiwum

Takie tam, znalezione w sieci hehe

Takie tam, znalezione w sieci hehe – Za komuny przylatuje listonosz do milicjanta i mówi -Panie wadzo, tam w piaskownicy siedzi gówniarz i miesza gówno z piaskiem, jak go zapytałem co robi to odpowiedział że lepi listonosza. Milicjant podjął interwencję, podszedł do gówniarza, tak sie przygląda, a że chciał udawać inteligentnego to pyta: -Jak się zapytam co robisz to pewnie powiesz że lepisz milicjanta -Nie, za mało gówna.

Interwencja policji zakończyła się śmiercią kobiety:

 –  Psychokryminalni19 czerwca o 12:31 · Jadąc na interwencję do tzw. awantury domowej bardzo często policjanci nie wiedzą kogo zastaną na miejscu oraz jakie pułapki na nich czyhają.Wczoraj- 18 czerwca, około godziny 21.00 policjanci zostali wezwani do jednego z mieszkań na ulicy Jasnej w Żyrardowie, gdzie kobieta miała zaatakować nożem mężczyznę. Policjanci na miejscu zastali rannego, któremu próbowali udzielić pierwszej pomocy. W tym czasie usłyszeli krzyki kobiety, która znajdowała się na podwórku. Jak potwierdziła rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Żyrardowie – „ (...) Zobaczyli kobietę, która była agresywna. Jak wynika ze wstępnych ustaleń, zachowywała się zupełnie irracjonalnie, posiadała w rękach dwa noże, którymi prawdopodobnie chwilę wcześniej atakowała mężczyznę (...)". Pomimo wydawanych jej poleceń, nie reagowała. Policjanci użyli wobec 31-latki gazu łzawiącego, ale ta nadal próbowała ich atakować. Sytuacja skończyła się tragicznie – kobieta została postrzelona i pomimo natychmiastowej reanimacji, a następnie udzieleniu jej pomocy medycznej, zmarła.W tej sprawie, poza postepowaniem prokuratorskim dotyczącym zranienia mężczyzny, prowadzone jest postępowanie, które ma na celu szczegółowe wyjaśnienie okoliczności śmierci kobiety.Z pewnością tak drastyczne interwencje policyjne wobec kobiet zdarzają się rzadko. Irracjonalne zachowanie napastniczki, posiadanie dwóch noży, których prawdopodobnie użyła do ataku na mężczyznę oraz próby atakowania policjantów sugerują problemy psychiczne. Jest jednak zbyt mało informacji aby na tym etapie stwierdzić, czy zachowanie sprawczyni wynikało z silnego lęku i psychozy czy też należy przypisać mu inne podłoże.Z pewnością sytuacja ta jest tragiczna zarówno dla rodziny sprawczyni, jak też dla interweniujących policjantów.

A Ty, co uważasz?

A Ty, co uważasz? –  Raz prozą, raz rymem - walczymy z •♦♦propagandowym reżimem7 godz. ■ 0Czyli to wszystko tak na serio...? Przyszło nam żyć wświecie, w którym HBO wycofało film „Przeminęło zwiatrem", radni w Minneapolis głosują za zlikwidowaniempolicji, firma „Lego" wycofała promocję zestawów klocków zpolicjantami, a przećpanego patologicznego bandytę,skazanego za napad na ciężarną kobietę i terroryzowanie jejpoprzez przystawienie jej spluwy do brzucha, w którymnosiła dziecko - chowa się z najwyższymi honorami w złotejtrumnie, z jego portretem jako anioła ze skrzydłami i aureolą,w oprawie o jakiej nie mógł marzyć na przykład ani jedenżołnierz polskiego Podziemia Antykomunistycznego - awszystko przez brutalną i tragiczną w konsekwencjachinterwencję jednego gliniarza.Weź sobie przeczytaj tak na zimno to co wyżej napisałem ispróbuj przekonać samego siebie, ale tak szczerze, że światw XXI wieku ma mniejszego pierdolca niż statystycznypacjent z oddziału bez klamek.
archiwum

Jan Tomaszewski

Jan Tomaszewski – Człowiek, który zatrzymał Anglię
archiwum

Jan Tomaszewski

Jan Tomaszewski – Człowiek, który zatrzymał Anglię
archiwum

Odpowiedź do rzecznika KGP Pana Ciarki

Odpowiedź do rzecznika KGP Pana Ciarki – Panie Ciarka , umieścił Pan ten filmik na swoim portalu społecznościowym tak jak Pan tłumaczy swoich współpracowników za różne interwencje, które z filmów dostępnych w przestrzeni publicznej wyglądają na użycie siły przez policjantów mówiąc że przedstawiony film jest tylko wycinkiem całości a prawda jest taka że interwencja była zasadna, tak samo dotyczy to filmiku z Hiszpanii. Otóż w Hiszpanii jest wprowadzony stan wyjątkowy, który zabrania opuszczania domów, w Polsce jest stan epidemii który tego nie może zabronić, tylko zasugerować. Polacy są w domach z własnej woli, ponieważ rozumieją problem, ale jeżeli ktoś chce może sobie wyjść i otrzymać nawet sto mandatów i nie musi ich płacić, bo żeby Państwo mogło zabronić wyjścia z domu wolnemu obywatelowi trzeba wprowadzić stan wyjątkowy np stan klęski żywiołowej, ale wtedy Państwo polskie musiałoby każdemu obywatelowi zapłacić za siedzenie w domu i przesunąć wybory. Nie bądź nadgorliwy i pamiętaj o ar 58 Obowiązki Policjanta
archiwum

W ręce patrolu wpadł 43-latek, który na widok radiowozu zaczął uciekać. Jak się okazało, jechał kradzionym rowerem miejskim i dodatkowo miał amfetaminę

W ręce patrolu  wpadł 43-latek, który na widok radiowozu zaczął uciekać. Jak się okazało, jechał kradzionym rowerem miejskim i dodatkowo miał amfetaminę – Policjanci przedstawili zatrzymanemu dwa zarzuty, odpowie za przywłaszczenie i posiadanie środków odurzających.Około 1.00 w nocy patrolowcy przejeżdżający ulicą Mińską zauważyli, że rowerzysta na widok radiowozu nagle zmienił kierunek jazdy i zaczął uciekać. Policjanci podjęli interwencję. Najpierw okazało się, że rower miejski, którym jechał jest kradziony, a chwilę później wyszło też na jaw, że w kieszeni kurtki mężczyzna ukrywa biały proszek. 43-latek został zatrzymany, a jednoślad i substancja zabezpieczone

Policjant skazany za interwencję podczas marszu ONR

Policjant skazany za interwencję podczas marszu ONR – Policjanci nie mają łatwego życia, kiedy dochodzi do starcia dwóch "zaczadzonych" ideologicznie grup. 1 sierpnia 2017 roku - marszowi zorganizowanemu przez ONR z okazji 73. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego towarzyszyła pikieta ruchu Obywateli RP. To tam policjant - jak wynika z aktu oskarżenia - miał uderzyć łokciem w brzuch, szarpać i powalić na ziemię jednego z uczestników pikiety, za co został skazany na 2 miesiące więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz 5-letni zakaz wykonywania zawodu. Zobaczcie nagranie z tego zdarzenia oraz post policjantów, w którym z niepokojem odnoszą się do sprawy i całej sytuacji w jakiej się znaleźli w wyniku polityczno-ideologicznych podziałów i starć w Polsce

Proboszcz z Jasionki ukradł prezerwatywy w Biedronce, żeby uratować wiernych od grzechu antykoncepcji Jednak rodzice bali się o swoje córki, dlatego poprosili biskupa o interwencję

Jednak rodzice bali się o swoje córki, dlatego poprosili biskupa o interwencję – Sprawa rozstała rozpatrzona pozytywnie po myśli mieszkańców, a we wiosce pojawił się już nowy proboszcz
archiwum

Przygotowując się na sylwestrowe (czy jakiekolwiek inne) przyjęcie warto na chwilę się zatrzymać i przeczytać kilka rad człowieka, który wie, co to jest prawdziwa zabawa. Człowieka, który jest gejzerem optymizmu i nieprzebranym źródłem radości życia. Mowa oczywiście o Michelu Houellebecqu.

Człowieka, który jest gejzerem optymizmu i nieprzebranym źródłem radości życia. Mowa oczywiście o Michelu Houellebecqu. – W książce „Interwencje 2” Houellebecq pisze, że „zabawa służy do tego, aby pozwolić nam zapomnieć, że jesteśmy samotni, nieszczęśliwi i skazani na śmierć; innymi słowy, aby nas przekształcić w zwierzęta. Dlatego właśnie prymitywne plemiona mają silnie rozwinięty zmysł zabawy. Solidna garść środków halucynogennych, trzy bębenki i sprawa załatwiona; wszystko ich bawi”. Autor „Serotoniny” uważa, że przeciętny człowiek Zachodu nie ma żadnego zmysłu zabawy: „Mając głębokie poczucie samoświadomości, silne poczucie obcości wobec innych oraz porażający strach przed śmiercią, jest niezdolny do jakiegokolwiek uniesienia. A jednak nie daje za wygraną. Utrata zwierzęcości budzi w nim smutek, co z kolei wywołuje wstyd i rozczarowanie; chciałby być imprezowiczem lub przynajmniej za takiego uchodzić. Jego położenie jest naprawdę paskudne”.