Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 233 takie demotywatory

Stado baranów Płotu nie ma - jest tylko brama

Płotu nie ma - jest tylko brama –
archiwum

Dylematy wyborcze w praktyce

Dylematy wyborcze w praktyce –
archiwum

specjalnie z Londynu mnie ściągają

specjalnie z Londynu mnie ściągają – do jakiejś komisji egzaminacyjnej w gimnazjum - po podobno polscy nauczyciele mają strajk. Fronczewskiego chcą ze mnie zrobić.....barany
archiwum

Nauczycielka opublikowała na Facebooku list skierowany do polityków

Nauczycielka opublikowała na Facebooku list skierowany do polityków – "Chcę powiedzieć jedno: nie użalam się nad swoją sytuacją, bo mam wystarczająco dużo oleju w głowie, by sobie poradzić. Smutna to jest przyszłość kolejnych pokoleń uczniów, dla których już nikt nie będzie miał czasu. Ani rodzice, ani nauczyciele, ani psychiatrzy nie pochylą się nad ich problemami, nie wzmocnią, nie odkryją zasobów i talentów" – zwraca się do krytykujących ją osób pani Monika – czytamy na https://kobieta.wp.plJej wpis na Facebooku, w którym ironicznie dziękowała politykom wszystkich opcji, poruszył wiele osób. Nie wszystkim się spodobał. Dziś ostro im odpowiada. "Ludzie, oddajecie w nasze ręce swój największy skarb - dzieci. Jak długo trzeba wam jeszcze tłumaczyć, że te "darmozjady", "barany", "pazerne świnie" NIE MOGĄ pracować 40 h "przy tablicy" i MUSZĄ mieć wakacje (…)" "Zastanówcie się, ile razy tracicie cierpliwość wobec własnego dziecka? Ja mam ich dziennie 95. Każde inne, do każdego wymagacie podejścia indywidualnego, indywidualnych metod pracy, uszanowania opinii itd. itp." – dodaje nauczycielka.Dalej dodaje kilka zdań o jej codzienności poza szkołą. Mówi wprost, że trudno jej myśleć o misji i moralności nauczycielskiej, kiedy nie ma pieniędzy na podstawowe potrzeby. "Misja jest na szczycie. Może porozmawiamy o niej, kiedy będę mogła bez paniki w oczach myśleć o zakupach na obiad, przyszłości bliskich mi ludzi, kiedy z podniesioną głową będę mogła powiedzieć: tak, pracuję jako nauczyciel i nie zobaczę w oczach rozmówcy politowania" – stwierdza.Na koniec przeprasza osoby, które uważają, że nie powinna narzekać, bo osoby w innych zawodach mają ciężej."Szanuję pracę sprzątaczki, bo jest ciężka. Szanuję pracę pani na kasie, bo jest ciężka. Szanuję pana hydraulika, bo uczciwie zarabia na chleb. Nisko kłaniam się wielu mądrym 'politykom – społecznikom' w samorządach, bo widzę, że wiele rzeczy, które robią, mają długofalową perspektywę. Tylko, że oni wszyscy każdego dnia nie odpowiadają za bezpieczeństwo, życie i przyszłość (szczęście) setki ludzi. Ja tak"
archiwum

Siema barany znów was dymamy!!!

Siema barany znów was dymamy!!! –
archiwum

i wtedy ten fotelik im oddałem a oni mi oddali kasę barany

i wtedy ten fotelik im oddałem a oni mi oddali kasę barany – bo przecież nie był mi już potrzebny

Popatrz przez chwilę na wyborców oczami polityka

Popatrz przez chwilęna wyborcówoczami polityka –
archiwum

Nie głosujesz - nie krytykujesz

Nie głosujesz - nie krytykujesz – Jan nie idzie – bo „jeden głos nic nie zmienia”Tomek – bo wyjechał. Nie wziął zaświadczenia.Ewa – bo wszyscy kłamią, kradną i biorą.Edek – bo żal z domu wyjść jesienną porą.Krysia – bo ma dosyć już tej polityki…Potem narzekania, lamenty, krytyki:że Polska nie taka, że rządzą barany,że przez kogo rada, czy sejmik wybrany.Kto dziś krytykuje, do narzekań skoryBy móc coś odmienić – idzie na wybory! Także każdy Tomasz, Edek oraz KrysiaZanim znów odpuszczą, niech pomyślą dzisiaj:Jeden głos być może „niczego nie zmienia”Ale setka „jednych”, nabiera znaczenia. ...I odbieram prawo do krytykowania,Tym, którzy nie pójdą znów do głosowania.

Słyszeliśmy, że nie możesz spać

Słyszeliśmy, że nie możesz spać –
zwycięzca konkursu archiwum

Prasa kontra internet

Prasa kontra internet – W czasach, gdy nie było internetu tylko barany nie czytały gazet!
Źródło: Konkurs wygrany przez użytkownika CharlesMo

Każdy sposób jest dobry, aby szybko usnąć

Każdy sposób jest dobry,aby szybko usnąć –

Miał się tylko zająć kotem żony. Nie uwierzysz co mu się przytrafiło. Ponoć autentyczna historia opisana przez jednego z użytkowników na pewnym forum:

Miał się tylko zająć kotem żony. Nie uwierzysz co mu się przytrafiło. Ponoć autentyczna historia opisana przez jednego z użytkowników na pewnym forum: – „Posiadam. Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocię. Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy – a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia, zupełnie jak jej pani.Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz, która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu, aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem. Ale do czasu.Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie, wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako ze to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki nie nastręcza mi to wiele problemów.Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj – niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuweta, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć. Mnie jednak uczono cale życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, ze kot tam nie może wejść i „myśleć”. Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wyp***ć wiec. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, ze trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane – ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść – taka technologia po prostu. Czasem kot skacze na klamkę, ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę up***ł – a wtedy wiadomo – wąż.Dobrze wiec, uporządkuję: żona – delegacja, ja – praca. Wracam, wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się tez chce. Idziemy razem – ja toaletka, okienko uchylam, papierosek (bo żona będzie za trzy dni – wiec spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer, na parapecik i patrzymy razem przez okno.No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały sk***l jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja p***ę. Nie, ni ch***ja to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest k***a za duży, żeby przejść tym syfonem. Ale słyszę tylko pizdut – oż k***a, no to nie mogło mi się zdawać – coś ciężkiego poszło w pion. K***a, wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot k***a popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek.Lecę k***a na dół do piwnicy, choć może powinienem od razu do schroniska, zanim wróci moja żona – nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego z białą krawatka, nie było jej kilka dni, może się nie połapie. Ale ch***j, najpierw do piwnicy – zbiegam po schodach, słucham – coś drapie w rurze, pion, kawałek płaskiej rury – miauczy – jest, k***a, żyje i nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie to ch***j, przynajmniej będę miął jego truchło i powiem, ze kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za ch***ja trefla, ze kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje.Znalazłem taki wziernik, gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici, kici! Ni ch***ja, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten głąb zamiast przyjść do mnie to chce iść tam skąd przyszedł, czyli do góry w pion. Ja go wołam, a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół. No powaliło i mnie, ze tu stoję i jego (kota) Tak przez pól godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem i ni ch***ja, uparł się i nic tylko rura do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda – fight fire with fire – ogień zwalczaj ogniem.Zatkałem tę rurę przy wzierniku deszczułkami, których używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla – geberit i woda w dół – bombs gone. I bieg do piwnicy. Po drodze słyszę jak się przewala po rurach – podziałało. Wbiegam do piwnicy i k***a koniec świata. Nie ma moich deszczułek – no może z jedna, cala prowizoryczna tama poszła w ch***j i kota tez nie słychać już. K***a, gdzie ta rura teraz idzie – coś mi zaświtało, że kanalizacją w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów – może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze.Biegnę na ulicę, jest studzienka – mam nadzieje, że to od mojego domu. Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery – najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl! Auto stoi na ulicy – mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny – poszło, aż zakurzyło. Po jaka cholerę takie te wieka robią ciężkie. Smród jak cholera, ale złażę tam – ciemno jak w d***e, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka. K***a, mam w aucie, ch***jową, ale może starczy. Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije – przywykłem po chwili. Zaglądam i jest, oczyska mu się tylko święcą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w druga stronę. No ja p***ę. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi, a na dodatek ktoś mi zwali te pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, tobędzie po złości.Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki, tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie taśmy samoprzylepne, plastry, żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwile do rury, ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś w p***u. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tę otwartą studzienkę nie w***ł, bo na ulicy ciemno. Sąsiad, k***a, ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc, a teraz ch***j złamany stoi i się dopytuje. Co mam mu k***a powiedzieć? Ze przepycham kotem kanalizacje? Idźżesz w ch***j, pacanie. Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie tez wszystkie otwory, bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach – a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywa. Niech ma za swoje.Wracając do kota – bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe, wiec do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienka, bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie. K***a, drugi sąsiad przyszedł – po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa – ludzie to są barany. Idę do domu, obie wanny pełne, ognia – spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma ch***ja, to go musi wygonić albo utopić.Lecę na ulice, woda wali na brezent aż huczy, a tego s***a dalej nie wylało z kąpielą. K***a mać, urwało się wszystko w p***u i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki – w ch***j – jak się to gdzieś przytka, to będę miał p***e. Znowu do domu po drugi pogrzebacz, bo trzeba zamknąć ten p***y dekiel. Wchodzę – a ten s***l kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja p***ę! Jak on k***a wyszedł, którędy? Ano k***a wziernikiem w piwnicy – zostawiłem otwarty. Ja k***a stoję i marznę a ten gnojek tarza się w mojej pościeli. Z***ę! Przerobię na pasztet! I jeszcze z radości włazi na mnie. K***a mać. Przynajmniej kuleje.Straty: z***e łazienki, w obu przelała się woda z wanien, z***a piwnica, bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyrzucenia, brezent z reklamą firmy – poszedł w ch***j, latarka – w ch***j, pogrzebacz w ch***j. Afera na ulicy jak ch***j
archiwum – powód

Program PIS : - Rozmnażajcie się jak króliki. -Pracujcie jak woły. -Głosujcie jak barany.

Program PIS :- Rozmnażajcie się jak króliki.-Pracujcie jak woły.-Głosujcie jak barany. –

W wieku 65 lat zmarła Anna Szałapak, Biały Anioł Piwnicy pod Baranami

W wieku 65 lat zmarła Anna Szałapak,Biały Anioł Piwnicy pod Baranami – "Grajmy Panu na harfie, grajmy Panu na cytrze,chwalmy śpiewem i tańcem cuda te fantastyczne..."
archiwum – powód

Zawsze bądź sobą walcz do końca, nawet gdy wokoło same barany

Zawsze bądź sobąwalcz do końca, nawet gdy wokoło same barany –
Źródło: Mudzina
archiwum – powód

Centralny Port Lotniczy Baranów

Centralny Port Lotniczy Baranów – Pisoloty juz zamówione ;). Plan jest wyrzucić w błoto30 miliardów złotych w ciągu 10 lat. Barany z pis stawiają na Baranów (40 km od Warszawy). To nic, że jest obok Modlin i Radom świeci pustkami ...Najbogatsze w Europie Niemcy budują od 20 lat i nie dali rady ale barany z pis dadzą ;)...

Kiedy satyra staje się rzeczywistością

Kiedy satyra staje się rzeczywistością –  Kot! Pisze się kot barany! Kolejne protesty przeciwko zmianom w sądownictwie Rzecznik prezydenta: w ustawie o SN są dwa różne zapisy ws. wyboru I prezesa
Źródło: Rysunek Jerzego Wasiukiewicza
archiwum

PiS żre się z PO, wypominki itd fanatycy idą w ślady

PiS żre się z PO, wypominki itd fanatycy idą w ślady – Szkoda tylko że żaden polityk nie wie po co sie go wybiera, a my idziemy jak te barany za nimi, ba nawet ich bronimy. Już 28 lat dnia świstaka.

Dla wszystkich tych, którzy nie mogą szybko zasnąć

Dla wszystkich tych, którzy nie mogą szybko zasnąć –
archiwum

Marsz wolności

Marsz wolności – Żal mi Warszawiaków - ciągle barany na ulicach.