Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 9097 takich demotywatorów

Kiedy po pokonaniu ostatniego bossa dostajesz najlepszą broń w całej grze,ale to bez znaczenia, bo już nie maz kim walczyć –
"Ten starszy pan siedział przy stoliku naprzeciwko mnie i mojej rodziny, kiedy jedliśmy sobotnią kolację w restauracji. Nie zauważyliśmy, kiedy przyszedł. Zwrócił naszą uwagę, kiedy kelner przyklęknął na kolano, by przyjąć od niego zamówienie. Mężczyzna przepraszał, że nie słyszy zbyt dobrze co się do niego mówi. Zapomniał założyć aparatów słuchowych. – Zaczął też opowiadać o tym, jak to stracił słuch podczas wojny. W wieku 91 lat miał wiele historii do opowiedzenia. Kelner cierpliwie słuchał poświęcając mu całą swoją uwagę. W końcu starszy mężczyzna przeprosił za to, że za dużo mówi. „Jestem teraz sam i nieczęsto mam z kim porozmawiać” - powiedział. Kelner uśmiechnął się i powiedział, że lubi słuchać. Następnie pomógł mu przy wyborze zamówienia i poszedł na kuchnię. To naprawdę był wzruszający widok.Chciałem zaproponować, że zapłacę za obiad tego mężczyzny, ale zanim zdążyłem to zrobić, uprzedził mnie już ktoś inny. Mężczyzna siedzący przy pobliskim stoliku poprosił o przyniesienie mu rachunku. Gdy zawołałem kelnera powiedział: „Ktoś już się tym zajął” - po czym się uśmiechnął. Wygląda na to, że nie byliśmy jedynymi osobami, które słyszały ich rozmowę. Po tym, jak starszy mężczyzna otrzymał swoje zamówienie kelner podszedł do niego, by powiedzieć, że ma teraz przerwę. Zapytał go czy mógłby się do niego przysiąść. Jeszcze kiedy wychodziliśmy z restauracji, rozmawiali ze sobą i wiele osób siedzących w pobliżu widząc to uśmiechało się. To był wzruszający widok. Tak wiele negatywnych rzeczy mówi się na temat współczesnej młodzieży, tym bardziej ucieszyła nas taka reakcja kelnera. Nawet zastanawiam się, czy sam byłbym tak miły i uważny, gdybym to ja tam pracował. Jedno jest pewne, jeśli kiedykolwiek będziesz w Eat'n Park w Belle Vernon, poproś o Dylana. Jeśli będzie Twoim kelnerem, na pewno świetnie Cię obsłuży”
 –
 –
archiwum
że mamy się zszczepić? z kim niby? –
 –  Na rozmowie kwalifikacyjnejotrzymujesz pytanie-Kim jesteś?Co odpowiadasz?Bodzio ITu nie chodzi o to kim jestem, leczkim chce być. Albowiem wszystkiedotychczasowe doświadczeniaprowadziły mnie do pewnego punktu,który właśnie dziś, właśnie w tejchwili się materializuje. Czy siępoddam? Oczywiście, że nie.Pokonam każdą przeszkodę, bo to poprostu kolejne wyzwania i kolejnelekcje. Jestem głodny wiedzy, lecznie chciwy, bo chciwość prowadzi dopychy, a pycha do zguby. A ja mamcel i ten cel zrealizuje. Dla firmy, wktórej jesteśmy rodziną, dla owockóww środę i piłkarzyków w chillingroomie. Na asapie
archiwum
Wiadomości sms i ich odbiór wraz z wiekiem. – Ja w wieku 20 lat tuż po zakupie pierwszej komórki, czasy studenckie: "15 sms-ów, i to od kilku osób. Wow! Jest z kim popisać!"Ja obecnie, już w wieku średnim: "Niech to szlag! 7 sms-ów od tego męczybuły na dzień! Czy On naprawdę nie ma życia prywatnego?!?"
archiwum
Życzę Wam abyście spotkali kogoś z kim będziecie się tak na siebie patrzeć – i żeby nawet inni byli tak samo oburzeni jak ksiądz po lewej!
Wymieniłbym was wszystkich za jednego Kurskiego –

Jestem nauczycielką i mam serdecznie dość. Czuję się, jak królik doświadczalny

Jestem nauczycielką i mam serdecznie dość. Czuję się, jak królik doświadczalny – Od ponad 20 lat pracuję jako nauczyciel. Wybrałam ten zawód naprawdę z pasji i powołania. Wierzyłam, że praca z młodymi ludźmi może zmienić obraz rzeczywistości, a już na pewno przyszłości. I nadal w to wierzę, nadal jestem przekonana, że to jakie będziemy mieć społeczeństwo za kilka, kilkanaście lat, zależy w ogromnym stopniu od tego, jakich nauczycieli na swojej drodze spotkają uczniowie.I tak jak poczucie misji we mnie samej nie umarło, tak stopniowo zabijają ją wszystkie okoliczności i ludzie, którzy już dawno przestali szanować nauczycieli, jak i oni sami, bo skaczemy sobie do gardeł bardziej niż kiedykolwiek.To, że nauczyciele są bardzo poróżnioną grupą zawodową wiadomo nie od dziś. Zawsze ktoś chce coś przeciągnąć na swoją stronę. Nigdy nie stanęliśmy obok siebie ramię w ramię, by zadbać o nasz status i warunki pracy. Okej, wyjątkiem mógł być strajk w 2019 roku, ale jak wiadomo i tam na końcu zaczęło się szarpanie, były kłótnie, wykluczenia i ostracyzm.Od roku pracujemy w trybie zdalnym. Nagle się okazało, że w naszym kraju wszyscy są specjalistami od edukacji. Nikt nie słuchał nas – nauczycieli, którzy mówili, że postawienie nas nagle w sytuacji, na którą nikt nie jest przygotowany, wymaga czasu i przystosowania się do nowych warunków. Okazało się, że tu i teraz wszyscy nauczyciele muszą wiedzieć, jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości. I jasne są wśród nas ci, którzy świetnie sobie poradzili, którzy dostali wsparcie dyrekcji albo koleżanek i kolegów z pracy. Prawda jest jednak taka, że znowu zostaliśmy pozostawieni sami sobie, rząd nie przygotował żadnego wsparcia, szkoleń, warsztatów z nowych technologii, których można by używać w edukacji. Nic się takiego nie wydarzyło nawet po wakacjach. I naprawdę rozumiem rozgoryczonych nauczycieli, którzy zwyczajnie stracili motywację do pracy. Bo to my wysłuchujemy utyskiwań rodziców, to nas nierzadko obarcza się odpowiedzialnością za naprawdę kiepską kondycję psychiczną naszych uczniów. Ale to, że od dawna mówi się o zmianie systemu edukacji, o wprowadzeniu nowych rozwiązań, o przeładowaniu podstawy programowej, odejściu od oceniania wszystkiego i na oślep… O tym nikt nie pamięta i nie wspomina, mam wrażenie, że jesteśmy niewidzialni i niesłyszalni zupełnie. Ale tak, zawsze ktoś musi być winny, więc dlaczego i nie tym razem nauczyciel, najmniejszy tak naprawdę trybik w całej tej edukacyjnej machinie.Przypomniano sobie nagle o nas, gdy rząd wpadł na pomysł testowania nauczycieli na COVID-19. Okazało się, że stanowimy tak liczną grupę, że to na nas można wykonać przesiewowe testy i zobaczyć, jak epidemia rozprzestrzenia się w społeczeństwie. Świetnie, testy w styczniu i w lutym. Teraz? Kiedy większość z nas przeszła już zakażenie koronawirusem, kiedy zamykaliśmy szkoły, bo ludzie chorowali, byli na kwarantannach i nie miał kto uczyć? Nie wierzę, podobnie jak większość moich koleżanek, że nagle ktoś wspaniałomyślnie wpadł na pomysł, że od dziś będziemy chronić nauczycieli. Wykorzystuje się nas do sprawdzenia, jak wygląda sytuacja epidemiczna w naszym kraju. Przecież eksperci w sierpniu mówili: przetestujcie w szkołach jedną na dziesięć osób, to da wam obraz tego, jak duże jest ryzyko otwarcia szkół. No ale przecież są mądrzejsi od podejmowania tak ważnych, bo dotyczących naszego zdrowia i życia, decyzji.Przy wykonywaniu testów toczą się zaognione debaty, bo jedni chcą się testować, inni nie. Jedni uważają, że to nasz obowiązek, drudzy, że farsa, w której nie powinniśmy brać udziału. I znowu podział, znowu wytykanie jednych i drugich palcami, wskazywanie tych nieodpowiedzialnych i tych głupich, co to idą za tym, co tłum powie. Nie ma tu miejsca na indywidualne racje, argumenty i postawy.A teraz szczepionki. Minister Czarnek szumnie zapowiadał, że udało mu się wynegocjować, że nauczyciele znajdą się w pierwszej grupie szczepień. Że im szybciej zostaniemy zaszczepieni, tym łatwiej będzie można wrócić do stacjonarnego trybu nauczania, który nam wszystkim – nauczycielom, rodzicom, a przede wszystkim uczniom, jest potrzebny.I co się okazało? Zaszczepimy nauczycieli, ale najtańszą szczepionką. Szczepionką, która, co można przeczytać na stronie Ministerstwa Edukacji i Nauki, ma 60 proc. skuteczności. Kim my jesteśmy? Ja dziś się czuję, jak królik doświadczalny. Czuję się tak od roku. I to nie jest dyskusja na temat tego, czy warto się szczepić czy nie. Choć już pojawiają się głosy podziału (a jakże!) wśród nauczycieli, że jedni nie będą pracować z tymi, którzy się nie zaszczepią, a drudzy, że idiotami są ci, którzy na szczepienie się zdecydują. Wielu z nas chce poczekać, zobaczyć, jakie są skutki uboczne, czy po szczepieniu będziemy w stanie pracować, czy jednak trzeba będzie wziąć na kilka dni L4. Tego dziś nie wiemy, wiemy natomiast, że znowu ktoś chce coś ugrać kosztem nauczycieli. Nie traktuje się nas poważnie. Ja osobiście się boję, nie wiem, co robić. Chciałabym móc sama zadecydować, jaka szczepionka zostanie mi podana i wybrać tę najbezpieczniejszą, najbardziej sprawdzoną. Tylko dziś nie mam na to za bardzo szans. Ryzykować, szczepić się, gdy za chwilę się okaże, że i tak zachoruję, bo skuteczność szczepionki jest faktycznie na niskim poziomie?Mam serdecznie dość… Wielu z moich kolegów i koleżanek odchodzi ze szkół. Przez wiele lat żyliśmy jakąś iluzją, że może coś się zmieni, może w końcu zacznie się nas dostrzegać nie tylko przez pryzmat systemu, w który zostaliśmy włożeni, ale słuchać naszych głosów. Dziś jak w soczewce odbija się stosunek władz i społeczeństwa do nauczycieli. Już teraz słyszę: no tak, dostaną szczepionkę i jeszcze marudzą, siedzą w domach i piją kawę, za chwilę dwa miesiące wakacji. Nie mam siły tego dźwigać, nie mam siły motywować się do pracy, choć kocham moich uczniów, oddałabym im serce, ale rzeczywistość skutecznie zabija moją pasję… Może czas poszukać innej
Byłam w ciąży z drugim dzieckiem, niosąc starszego syna o 5 nad ranemna przystanek autobusowy – Robiłam tak codziennie, od poniedziałku do piątku, i każdego dnia na przystanku siedział facet. Nie wsiadał do autobusu, a w każdym razie nie do mojego. Któregoś dnia zobaczyłam, jak wybiega z domu naprzeciwko. Kiedy dotarł do przystanku, powiedział:"Zaspaliśmy i martwiliśmy się, że się minęliśmy!"Oczywiście, nie wiedziałam o co chodzi. Wytłumaczył, że jego żona kilka miesięcy temu zauważyła, że stoję sama na przystanku i poprosiła go, żeby poczekał ze mną na autobus i upewnił się, że jestem bezpieczna. Nigdy wcześniej ze mną nie rozmawiał, do dziś nie mam pojęcia, kim była jego żona, ale często dziękuję za nią Bogu. Bywało, że bałam się czekania na tym przystanku i dziś wiem, że strzegła mnie tajemnicza siostra Byłam w ciąży z drugim dzieckiem, niosąc starszego syna o 5 nad ranem na przystanek autobusowyRobiłam tak codziennie, od poniedziałku do piątku, i każdego dnia na przystanku siedział facet. Nie wsiadał do autobusu, a w każdym razie nie do mojego. Któregoś dnia zobaczyłam, jak wybiega z domu naprzeciwko. Kiedy dotarł do przystanku, powiedział:"Zaspaliśmy i martwiliśmy się, że się minęliśmy!"Oczywiście, nie wiedziałam o co chodzi. Wytłumaczył, że jego żona kilka miesięcy temu zauważyła, że stoję sama na przystanku i poprosiła go, żeby poczekał ze mną na autobus i upewnił się, że jestem bezpieczna. Nigdy wcześniej ze mną nie rozmawiał, do dziś nie mam pojęcia, kim była jego żona, ale często dziękuję za nią Bogu. Bywało, że bałam się czekania na tym przystanku i dziś wiem, że strzegła mnie tajemnicza siostra
Tak, wiemy, że Walentynki to "nie jest drugi Dzień Kobiet". Tak, wiemy, jak nienawidzicie Walentynek, bo to komercyjne święto. Nie musicie tego wrzucać co roku – Ale gdzieś tam są pary, gdzie kobieta zaskakuje swojego faceta ciekawym prezentem. Gdzieś tam są pary, które nie kupują tych wszystkich wyprodukowanych masowo z okazji tego dnia pierdół, lecz robią prezent własnoręcznie. Gdzieś tam są single, którzy nie przejmują się tym, że nie mają z kim spędzić Walentynek, bo spędzają je z rodziną i przyjaciółmi i cieszą się szczęściem innych. Zamiast hejtować Walentynki, wystarczy czasem po prostu włożyć różowe okulary, zająć się sobą a nawet po prostu cieszyć się dniem.
Źródło: Dziennik Zachodni
archiwum
Kim – To mówicie, że wszyscy nadawcy w pewnym kraju mają płacić podatek od reklam do budżetiu, a później z budżetu wszystkie te pieniądze dostanie tylko jeden nadawca??? No kur...., lepiej bym tego nie wymyślił. Szacun!
archiwum
Wciąż wymyślają tylko nowe podatki nazywając je opłatami.Rozwalili do końca Armię. Rozwalili Służbę zdrowia. Rozwalili System Zdrowotny, Szkolnictwo, Sądy, Trybunały.Kradną na potęgę. Spółki Skarbu Państwa tracą na wartości bo spadły zyski. – Kim są ich wyborcy, że tego nie widzą?Przecież można wymieniać w nieskończoność rzeczywiste szkodnictwo tych popaprańców.Naprawdę wystarczy wam, że dostajecie 500 na dzieciaka i 13 emeryturę żeby udawać, że są tacy wspaniali?Ludzie! Ogarnijcie się.
archiwum
Każdy z nas – Bo każdy z nas ma kogoś za kim poszedłby nawet do piekła
archiwum
... aby doczekał momentu, w którym ZAORANE zostanie WSZYSTKO po nim i po PIS – Emerytowany Zbawca Narodu* - tak Kaczyński odpowiedział na pytanie kim chciałby być w wywiadzie z roku 1994."Ja bym chciał być emerytowanym zbawcą narodu. (…) Ja najbardziej chciałbym być szefem, silnej, bardzo wpływowej, współtworzącej albo tworzącej rząd partii."Zobaczcie, że są to słowa paranoika żądnego jedynie władzy.
 –  Ostatnio online dziś o 13:17 ID: 481872253 Buty czarne obcas wysokie Za darmo Gdzie odbior To bym wziela te wszystkie buty czarne na obcasach Dzień dobry. Odbiór Sosnowiec Zagórze ulica~el Kiedy chciałaby Pani odebrać? Oj ja centrum Sosnowca a nie posiadam samochodu 1427 Z centrum najlepiej autobusem 622 spod urzędu miasta, najbliższy przystanek Sosnowiec Kosynierów 11:29 No dobrze ale sama wychowuje r dzieci a w tym małego chłopca 4 latka i nie mogę pozwolić sobie by wyjs na długo bo niestety ale nie mam ich z kim zostawic 18.27 DZISIAJ To niestety nawet gdybym chciał pomoc to nie mam jak, mam orzeczenie sądowe o zakazie zbliżania się do dzieci. Pozostaje przesyłka kurierska. koszt 15 zł.

Przykre, ale prawdziwe:

 –  Kilka słów o sąsiedzkich relacjach w dzisiejszych czasach.Wychowałam się w bloku, gdzie sąsiad = przyjaciel.Odwiedzaliśmy się kilka razy w tygodniu, robiliśmy sąsiedzkie imprezy, jako dziecko często bawiłam się z innymi dzieciakami w piaskownicy lub w naszych mieszkaniach. Do tej pory mam paczkę przyjaciółek z klatki, z którymi zawsze spotykam się, gdy jestem w rodzinnym mieście.Moi rodzice często pilnowali dzieci innych sąsiadów, a w zamian za to my mieliśmy zapewnioną opiekę dla naszego kota, kiedy wyjeżdżaliśmy na wakacje. Gdy trzeba było zrobić gdzieś remont, nie wynajmowało się do tego ekipy, tylko prosiło się sąsiadów o pomoc. Zdarzało się, że moi rodzice pracowali do późna, więc niektórzy sąsiedzi z własnej woli zapraszali mnie i mojego brata na obiad.Czysta, sąsiedzka życzliwość.Uważałam, że takie relacje to coś normalnego. Przez całe studia w mieszkałam w akademiku, gdzie panowała podobna atmosfera - wiadomo, jak to w mieszkaniach studenckich bywa.Po studiach znalazłam pracę i przeprowadziłam się do mieszkania na nowo wybudowanym osiedlu. Dobrze pamiętam ten dzień - była sobota, południe. Gdy tylko się rozpakowałam, postanowiłam przywitać się z sąsiadami.Połowa nie otworzyła mi w ogóle drzwi, chociaż wewnątrz mieszkania słyszałam dialogi w stylu "Kto to? Nie wiem, jakaś typiara, nie znam. To nie otwieraj". Kilka osób przez drzwi spytało "kto tam?", a gdy odpowiadałam, że jestem nową sąsiadką i przyszłam się przywitać, słyszałam tylko "proszę stąd odejść, nie mam czasu".Byli też tacy, którzy otwierali drzwi, ale słysząc, kim jestem, machnęli dłonią, mówiąc, żebym nie zawracała im głowy. Jeden starszy pan spytał "Aa, to pani się tak łomotała na klatce? Mam nadzieję, że to już koniec, zagłuszała mi pani serial". Jakaś kobieta nakrzyczała na mnie, bo dzwonek do drzwi obudził jej dziecko.Tylko w jednym mieszkaniu trafiłam na miłą parę studentów, z którymi od razu umówiłam się na piwo i przy okazji dowiedziałam się, że podziwiają mnie za chęć zapoznawania się z innymi sąsiadami, bo w tym bloku mieszkają, cytuję "dziwni ludzie".Byłam, delikatnie mówiąc, zszokowana, ale oczywiście, zaczęłam szukać winy w sobie - była sobota, tłumaczyłam sobie, że sąsiedzi pewnie odpoczywają po ciężkim tygodniu, a tu przychodzi obca baba i zawraca im głowę. Pomyślałam, że na razie dam im trochę czasu i na zacieśnianie sąsiedzkich więzi przyjdzie jeszcze pora.W ciągu kolejnego tygodnia przekonałam się, że moi sąsiedzi nie znają słowa "dzień dobry". Parę razy zamknięto mi drzwi na klatkę przed nosem. Kiedy w windzie pies jednego z sąsiadów zaczął mnie zaczepiać i wyciągnęłam do niego rękę (może nie powinnam, bo niektóre psy tego nie lubią, ale ten wydawał się wyjątkowo towarzyski), jego opiekun burknął do mnie coś w stylu "niech trzyma pani ręce przy sobie".Raz nie było mnie w domu, a akurat nadkręcił się kurier i chciał zostawić paczkę u sąsiadki - po rozmowie na infolinii dowiedziałam się, że sąsiadka powiedziała, że może przesyłkę przyjąć, ale wyrzuci ją do śmieci. Szczęśliwie kurier przyjechał kolejnego dnia, kiedy byłam w domu.Z głębokim rozczarowaniem uznałam, że nie ma co robić drugiego podejścia do lepszego zapoznania się z moimi sąsiadami. Ale kiedy chciałam zrobić parapetówkę, pomyślałam, że rozsądnie byłoby ich chociaż o tym poinformować. Tym, którzy mieszkają najbliżej mnie, zostawiłam w skrzynce na listy słodką przekąskę i karteczkę z informacją, że tego dnia i o tej godzinie zapraszam ich na małą imprezę, a jeśli jednak wolą zostać u siebie, to, oczywiście rozumiem i postaram się, by było w miarę cicho.Na parapetówce pojawili się jedynie wspomniani wcześniej studenci oraz piątka moich znajomych. Była godzina dwudziesta, muzyka grała głośno, ale nie na tyle głośno, by komuś przeszkadzać (nawet na klatce nie było jej słychać). Zdążyliśmy może wypić po łyku piwa, kiedy do mieszkania zapukała... policja.Co się okazało? Sąsiedzi donieśli, że jest hałas, a na prośbę o ściszenie muzyki, ja i moi znajomi zaczęliśmy grozić im przemocą. Do tego para studentów, która mieszka w tym bloku to dilerzy narkotyków i na pewno wszyscy jesteśmy naćpani.Sądziłam przez chwilę, że jestem w ukrytej kamerze.Policjanci, na szczęście, okazali się dość wyrozumiali i skończyło się na pouczeniu. Kontynuowaliśmy imprezę, ale już w zepsutym humorze.W ciągu kolejnych miesięcy bałam się wyjść w ogóle z domu lub do niego wracać w obawie, że trafię na klatce lub w windzie na któregoś z sąsiadów. Częściej niż "dzień dobry" słyszałam jakieś niemiłe uwagi, niepotrzebne zaczepki.Dwa dni po parapetówce, gdy niosłam w przezroczystej reklamówce zakupy, w tym butelkę wina, jedna sąsiadka spytała "Co, znowu imprezka? Znowu będzie trzeba po policję dzwonić?" Nie odpowiedziałam.Zdaję sobie sprawę z tego, że czasy się zmieniły i dzisiaj każdy jest skupiony bardziej na sobie, ma swoich znajomych i nie szuka przyjaźni wśród sąsiadów. Być może uznacie, że narzucałam się swoim sąsiadom, ale naprawdę nie rozumiem, skąd w nich tyle jadu i pogardy dla drugiego człowieka.Blok, w którym się wychowałam, a ten, w którym mieszkam obecnie to dwa zupełnie różne światy i muszę wam powiedzieć, że jestem mocno przygnębiona, kiedy po pobycie w moich rodzinnych stronach wracam to szarej rzeczywistości.Naprawdę, tu już nie chodzi o to, że ktoś mi nie odpowie na "dzień dobry" czy zbeszta za głaskanie jego psa - chodzi o zwyczajny szacunek do drugiej osoby i nie uprzykrzanie sobie życia.
„Mój tata Ralph skończył właśnie 90 lat. Chciałam z tej okazji kupić mięso na steki, więc wybrałam się do sklepu. Po dotarciu na miejsce zobaczyłam, że stoisko z mięsem już jest zamknięte. – Mężczyzna, który sprzątał za ladą z mięsem wskazał mi, gdzie znajdują się paczkowane steki z polędwicy bez kości i z kością. Zapytałam o to, które są lepsze. Na co powiedział, bym chwile zaczekała i poszedł na zaplecze.Wrócił z dwoma pięknymi befsztykami z polędwicy, które wybrał sobie wcześniej i odłożył dla siebie i żony. Wspomniał mi, że jego żona planuje dziś zrobić spaghetti, więc spokojnie mogę je zabrać, a potem odszedł. To było z jego strony naprawdę miłe. Nawet nie miał pojęcia, że mam zamiar przygotować je w prezencie urodzinowym dla mojego taty. Chciałabym się dowiedzieć kim był ten mężczyzna, by móc mu jeszcze raz podziękować."
archiwum
Żona Kim Dzonk Una nie pokazała się publicznie od roku. – "Bo to zła kobieta była" w wersji północnokoreańskiej.