Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 118 takich demotywatorów

1. Jak powiedzieć o tym żonie?2. Skąd wytrzasnąć roczne dziecko? –
 –  W bardzo głębokim miejscu mam poprawność polityczną. Jestem lekarką, pracuję na WUM. Za ten wpis pewnie mnie zwolnią ale KUR*A MAĆ. Oto historia, w środku pandemii gdy nagle decyzą, nazwijmy go Kogoś wróciły zajęcia hybrydowe. Czyli studenci mają uczęszczać na zajecia kliniczne. Ok. Jestem w stanie to zrozumieć. Ale moj poziom irytacji wzrósł, gdy zapowiedziano nam hospitację(moment sprawdzania nauczyciela akademickiego). No więc, ja - nauczycielka akademicka, nasi studenci 18chyba osób (nie pamietam) przybyliśmy na oddział w celu odbycia zajęć pod czujnym okiem Innego Kogoś. Okazałosię, że IK był tylko wirtualnie. My standardowo się narażamy ale kontroling bezpiecznie z domu. No więc idźmy do słynnej afery szczepionkowej na WUM. Jak mnie wkurza ta tektura, która się zadziała. To ratowanie, ta akcja promocyjna szczepień, to dupczenie kotka za pomocą młotka. I zaznaczam to moja opinia, nie kliniki w której pracuję(jeszcze). Dziękuję osobom za to odp., że pozwoliły mi znowu poczuć się jak nikt. Gdy oglądam zdjęcia moich netowych znajomych, szczepiących się, skręca mnie z zazdrosci i przykrosci.Bo pracuje w jeszcze jednym miejscu, nie zapisałam się tam na szczepienie, żeby medycy pracujacy tam codziennie byli pierwsi i dlatego też, że pomyślałam, WUM tak zbieral szybko pisemne oswiadczenia (zaledwie pare dni), to pewnie szybko bede zaszczepiona. I przyslowiowe. Gówno. Nikt nie zadzwonił, nikt nie zapytal. I teraz jeśli chcemy mieć akcje promocyjną wykorzystajcie medycznych influencerów, ktorzy mają zasiegi, sa medykami i zrobią nam dobrze.A jeśli jesteście małe wstręciuchy i chcecie sobie +100do celebrytctwa dodać, to się pomyliliście. Znam swiat celebrytow b. Dobrze. Ich życie gna milion razy szybciej niż nasze i do tego na innej orbicie. Większość z nich uwazay, że im sie należy wszystko., wdzięczności nie będzie. Więc podsumowując.1. zabraliście dla mnie szczepionkę. I tego wam nie zapomnę, 2 Spróbjcie wywalicie mnie z pracy za ten wpis to będę mogła w końcu poopowiadać co tam robicie.Chcę uczyć, chcę byc opiekunką @skn_psychiatria ale mam dość, że nikt nie potępił imiennie tego bagna, które sie zadziało. OPAMIĘTAJCIE SIĘ. To czasy MS, PATRZYMY WAM NA RĘCE.
Niesamowita historia 12-letniego, niechcianego kundelka o imieniu Gary. Pomimo mrozu, pies w ciągu 5 dni przemaszerował 30 kilometrów, by powrócić do Pani Kasi - kobiety, która przed adopcją tymczasowo się nim opiekowała. Pies tak się zżył z kobietą, że uciekł od swojej nowej rodziny i powrócił do byłej opiekunki – Po tym wysiłku Gary potrzebował trzech dni, by móc się całkiem zregenerować
Tymczasem w Siemianowicach Śląskich sanepid nakazał żłobkowi... zdalną opiekę nad dziećmi – Serwis Bizblog opisuje sytuację, która wydarzyła się w Siemianowicach Śląskich. 26 października Monika i Adrian, rodzice 2-letniego Janka otrzymali wiadomość od żłobka, do którego uczęszczało ich dziecko, że dzieci z grupy Jasia zostają wysłane na kwarantannę w związku z tym, że mogły mieć kontakt z osobą zarażoną. Jaś nie zostaje wysłany na kwarantannę, ponieważ tego dnia, kiedy dzieci miały mieć kontakt z osobą chorą nie było go w żłobku.W związku z tym rodzice Jasia chcieli posłać dziecko do żłobka. Okazało się to jednak niemożliwe, ponieważ Państwowy Inspektorat Sanitarny w Katowicach wydał decyzję o zdalnej formie opieki w grupach działających w żłobku. Taka forma opieki obowiązuje od 26 do 30 października.Wie ktoś może jak wygląda zdalna opieka nad dziećmi w żłobku? Opiekunka przez kamerkę pilnuje dziecka?
Ta dziewczyna ze Szwecji doznała poważnego uszkodzenia mózgu dziesięć lat temu, podczas operacji powiększenia piersi w Polsce. Ma teraz 41 lat, mieszka z 67-letnią matką, która jest jej pełnoetatową opiekunką –
Tajemnica namiotu nr 8 – 2 dni temu minęły dokładnie 43 lata od tragicznej nocy, kiedy doszło do jednej z najbardziej zagadkowych zbrodni, o której prawdopodobnie nigdy wcześniej nie słyszałeś. 12 czerwca 1977 r. na obozie harcerskim Camp Scott w Oklahomie. Między 2 a 4 rano niezidentyfikowany sprawca brutalnie zabił i zgwałcił trzy małe dziewczynki. Zbrodni dokonano na ośmioletniej Lori Lee Farmer, rok starszej Michelle Heather Guse oraz dziesięcioletniej Doris Denise Milner. Dziewczynki straciły życie w najdalej wysuniętym od wszystkich namiocie nr 8. Nikt nic nie widział, nikt nie słyszał. Ich ciała jako pierwsza odnalazła ok. 6 rano opiekunka grupy niedaleko ścieżki prowadzącej do pryszniców. Znajdowały się 140 metrów od namiotu. Sprawa szokuje nie tylko z uwagi na fakt, że zbrodni dokonano na małych dzieciach. Wiąże się z nią dużo więcej zagadek i dziwnych zbiegów okoliczności. Sprawcy zbrodni do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić. Obóz z blisko 50-letnią tradycją zamknięto na zawsze
Poznajcie Arnolda Leisslera. To jeśli nie najstarszy to jeden z najstarszych Niemców. Ma 109 lat i od 4 mieszka w Polsce - w małej wsi w lubuskim – „Tu czuję się jak nowo narodzony, pomimo że jestem największym milczkiem, bo nie mówię po polsku i nie rozumiem, o czym rozmawiają. Ale to może nawet i lepiej”.Do Polski przyjechał za swoją opiekunką i jej siostrą, które przyjeżdżały do niego, do Hannoveru i do jego zmarłej już żony. Gdy dowiedział się, że wybudowały dom, postanowił się do nich przeprowadzić, by ze swoją nową rodziną spędzić ostatnie lata życia
Mały gest dobrych ludzi może być najcudowniejszym prezentem – Jedna z opiekunek w domu opieki dla seniora zauważyła, że 94-letni pan Ken co noc zasypia ze zdjęciem swojej zmarłej w ubiegłym roku żony, z którą przeżył 75 lat, i podarowała mu niezwykle wzruszający prezent - poduszkę ze zdjęciem jego ukochanej żony
archiwum
A co z niepełnosprawnymi? O nich rząd zapomniał? – Kiedy osoba niepełnosprawna, ale samodzielna, która nie ma opiekunka, ma zrobić zakupy? W godzinach dla seniorów nie wolno. W pozostałych godzinach niebezpiecznie, gdyż te osoby mogą mieć różne schodzenia przez co mogą być bardziej narażone, do tego stanie w długich kolejkach przed sklepem może być uciążliwe.
Źródło: Internet

Jak czytam tego typu posty to szlag mnie trafia, w jakim ja ku*wa kraju żyję...

 –  Dariusz Misiuna28 marca o 21:28 · DŁUGI TYDZIEŃ W PIEKLE CZYLI W POLSCEPiątek: Rano przywożę matkę z warszawskiego szpitala-widmo na ul. Banacha, gdzie miała „prosty zabieg” bronchoskopii w związku z komplikacjami choroby nowotworowej. W szpitalu wybuchła epidemia, lekarze jednak nie używali maseczek. Dowiaduję się za to, że pomimo jej zerowej odporności kazano jej długo czekać w Izbie Przyjęć oraz przechodzić przez salę z brudną pościelą. Po powrocie do domu dostaje wysokiej gorączki. Myślimy, że to może być reakcja organizmu po zabiegu, choć wzbudza to w nas niepokój.Sobota: Matka rano ma 40 stopni. Dochodzi uporczywy kaszel. Próbuję dodzwonić się do przychodni, nikt nie odbiera. Pojawia się we mnie myśl, że należałoby sprawdzić, czy nie zarażono jej koronawirusem. Wydzwaniam też do Wojewódzkiej Stacji Epidemiologicznej, również bez skutku. Telefoniczny konsultant Narodowego Funduszu Zdrowia twierdzi, że należy uderzać do WSE lub do szpitala zakaźnego. Dzwonię więc na Wolską, nikt nie odbiera. Próbujemy zbić temperaturę paracetamolem. Obniża się o kilka stopni by po kilku godzinach rosnąć do 40. Kaszel się nasila.Niedziela: Matka rano ma 40,5 stopni. Dzwonimy na pogotowie. Dowiadujemy się byśmy „nie blokowali linii”, ponieważ „jak ktoś ma białaczkę i chłoniaka, to nie jest powód dla wzywania pogotowia, zajmujemy się tylko koronawirusem”. Przychodnia milczy. Instytut Hematologii, w którym przechodziła chemioterapię, również milczy. Lekarz kontaktowy z Banacha jako jedyny odbiera telefon. Mówi, że bardzo mu przykro, ale system jest niewydolny i dopóki u matki nie wykluczą koronawirusa, nie przyjmą jej do Instytutu Hematologii. Sugeruje jak najszybsze wezwanie karetki do zakaźnego, ponieważ przejazd samochodem wiąże się z dłuższą ścieżką oczekiwania, której może nie przeżyć. Ponieważ na Wolskiej ani Wołoskiej nikt nie odbiera, piszę mail do Wojewódzkiej Stacji Epidemiologicznej. Matka kaszle i ledwie łapie oddech.Poniedziałek: Matka niknie w oczach. Raz jeszcze dzwonię na pogotowie i mówię o dusznościach. Bardzo niechętnie, ale przyjmują zlecenie. Przyjeżdża wóz pancerny. Ratownicy ubrani w potrójne mundury najpierw rozmawiają ze mną przez megafon, potem opieprzają za to, że mój 95-letni ojciec i zatrudniona opiekunka nie noszą maseczek, w końcu zaś po bardzo niemiłej rozmowie zabierają matkę do szpitala na Szaserów, gdzie robią jej test na koronawirusa. Po półtoragodzinnym oczekiwaniu na powrotny transport medyczny, wraca do domu. Temperatura rośnie do 41 stopni, a mnie gotuje się krew i pęka serce.Wtorek: Czekamy na wyniki testu, które obiecano nam przedstawić w ciągu jednego lub dwóch dni. W międzyczasie dodzwaniam się do lekarza rodzinnego i proszę o jakąkolwiek pomoc, ponieważ matka tak koszmarnie się czuje, że może nie doczekać wyników badań. Słyszę, że nie może narażać swojego zdrowia oraz innych pacjentów, a poza tym to, wbrew temu co mówią w telewizji, nie jest zobowiązana do całodobowego dyżuru pod telefonem, tylko pracuje do 14. W radiu słyszę głos kogoś z rządu o wielkich sukcesach w walce z epidemią oraz o tym, że warto być cierpliwym, ponieważ „cierpliwość to dobro”. Jestem zły, jestem wściekły, jestem wkurwiony. Patrzę na zegar, jak klik, klik, minuta po minucie ucieka życie, nie dzwoni nikt z wynikami testu. Nie mam już serca rozmawiać ze „służbą” zdrowia. Telefon chwyta Samuela. Dzwoni od instytucji do instytucji, od lekarza do lekarza. Słyszymy dziesiątki pustych słów o procedurach, niemocy, wyższej konieczności. Zapisujemy kolejne numery telefoniczne. Nie sposób dociec, gdzie można otrzymać wyniki testu.Środa: Nad ranem dzwoni pani z WSE. Trzy dni od zgłoszenia. Prosi o nasze dane i mówi, że zostaniemy objęci kwarantanną. Pytam, czy mogą nam dostarczyć jakąś pomoc? Słyszę, że oni nie są od tego. Dziękuję pięknie za rozmowę. Kolejne telefony. Kolejne puste słowa. Zbywanie, ignorowanie, zabawa w gorący kartofel. Opiekunka rodziców ucieka na Ukrainę. Matka już niemal kona.Czwartek: Ostatecznie udaje się nam dodzwonić na Oddział Dermatologii szpitala na Szaserów przerobiony na punkt badań zakaźnych. Słyszymy, że matka nie ma wirusa. Możemy więc działać dalej. Tylko że nikt nie odbiera telefonów. A matka niknie. W końcu dodzwaniamy się do Instytutu Hematologii. Jeśli otrzymamy potwierdzenie na piśmie, że matka nie ma wirusa, przyjmą ją do siebie… w poniedziałek. Czy was do reszty porąbało, przecież moja matka może nie dożyć poniedziałku? Nasze argumenty zostają wysłuchane. Po dość trudnej rozmowie ze szpitalem na Szaserów i tekstach o procedurach, wyższej konieczności i niemocy, okazuje się, że jednak można wydrukować dany dokument i ktoś może go podpisać. W szpitalu nie ma skanera, więc jedziemy i odbieramy go sami.Piątek: Matka na w pół przytomna trafia do Instytutu Hematologii. Muszę zawieźć ją sam, gdyż karetka mogłaby ją zawieźć tylko do najbliższego szpitala. W drodze, co kilka minut, spoglądam na nią, czy jeszcze oddycha. Przetaczają jej krew. Podłączają pod aparat tlenowy. Trzymają na pustym oddziale. Robią kolejny test na obecność wirusa.
 –  W taki sposób opiekunka chciała matce przekazać wiadomość No więc. Potrzebuję waszej opinii. Czy mam prawo być zła? Czy przesadzam? Naprawdę potrzebuję waszej opinii, bo jutro rano zamierzam wpaść do żłobka i sobie porozmawiać. Każdego dnia, kiedy odbieram Fina i Milo ze przedszkola/żłobka, do pudełka na lunch Milo wkładają mi sprawozdania. Piszą w nich o tym, w jakim był nastroju tego dnia, ile razy zmieniali mu pieluchę i czy potrzebuje nowych pieluch i chusteczek. Jestem samotną matką, pracuję na pełen etat i mam dwójkę małych dzieci. WYBACZCIE, ŻE NIE KAŻDEGO DNIA MAM CZAS, BY CZYTAĆ TEN RAPORT. Wygląda na to, że wczoraj napisali w nim, że potrzebuje zapasu pieluch, a ja tego nie zauważyłam. Zwróćcie uwagę, że mijam kilku opiekunów, kiedy zostawiam Milo i kilku, kiedy go odbieram, więc w razie, gdybym miała nie zauważyć tego raportu, wystarczyłoby proste "Hej Heather, twój syn potrzebuje nowych pieluch". Od któregokolwiek z opiekunów, którego widuję w żłobku każdego dnia. Ale zamiast tego, kiedy po powrocie do domu zmieniałam mu pieluchę, zauważyłam, że MÓJ SYN MA TO NAPISANE MARKEREM NA BRZUCHU. Napisane "Mamo, skończyły mi się pieluchy, proszę przeczytaj mój raport". Próbowałam to zetrzeć kilkoma chusteczkami dla dzieci, ale nie chciało zejść. Miałam plan zabrać dzieci po południu na plażę, ale teraz nie mogę, bo mój syn ma popisany brzuch. Nie rozumiem, czemu zwykłe "potrzebuję pieluch" nie wystarczyło. Po co pisać długą wiadomość do mnie na brzuchu mojego syna? MOŻE TRZEBA BYŁO NAPISAĆ TO NA PIELUSZE? ALBO, NO NIE WIEM, POWIEDZIEĆ MI?!? A wiecie, co jest najlepsze? To nie pierwszy raz. Coś podobnego zdarzyło się już kilka miesięcy temu. Czy ja przesadzam? Powiedzcie.
Ta chwila zwątpienia... –
0:30
Myślę, że łatwiej byłoby znaleźć "opiekuna" –  Rodzice szukają opiekunki dla 18-letniej córki. Ta studiuje prawo i nie ma czasu na gotowanie
archiwum – powód
+18
Ten demotywator może zawierać treści nieodpowienie dla niepełnoletnich.
Zobacz
 –
Najlepsza praca pod słońcem –
archiwum
 –  Hej Kochani.Przychodzę dziś z zapytaniem.Dosyć zawiła sytuacja.Moja matka swego czasu żyła z sąsiadem z mieszkania wyżej. On ma 36 lat. Ma 17 miesięczne dziecko.Od tygodnia, jakoś tak wyszło że się spotkaliśmy i pomieszkuje u niego. Zajmuje się młodym, w zasadzie powoli zaczynam traktować Małego jak synka.Mama wczoraj się dowiedziała, że to przychodzę. Strasznie się wściekła, że spędzam czas u faceta i dziecka, z którym ona spędzała czas. (on nigdy tego nie powiedział, miłości też jej nie wyznawał) i zajmuje się dzieckiem, którym ona się opiekowała. Powiedziała że u niej nie mam już czego szukać, że mnie z domu wymelduje (w zasadzie to od 11 lat z nią nie mieszkam, bo mnie jej zabrali), że powie mojej opiekunce prawnej (zrobiła to). I w ogóle to mam już jej się na oczy nie pokazywać.Moja opiekunka prawna mówiła to samo, że nie rozumie tego, że to nie miejsce dla mnie. Że mam studia, że to najważniejsze. I że zawsze jak przyjeżdżałam do rodzinnego miasta to do niej, a teraz nawet jej nie powiedziałam że tu jestem. Więc mogę sobie przychodzić do mojego nowego partnera a ona chce tylko zobaczyć wyniki egzaminów na koniec roku studenckiego i czy zdałam.. a że później będzie myśleć co dalej.Tata sam wychowuje dziecko. Nie ma nawet jak pracować. Mama jest do tego niezdolna. Czasami się pojawi w domu, narobi rabanu i nara. Jest agresywna, chora po prostu.Jeśli chodzi o relacje między mną, a ojcem dziecka. Jest w porządku. Oni obydwoje są po przejściach, potrzebują spokoju, którego już dawno nie zaznali. I powiedział że przy mnie to ma, jest mniej nerwowy, dziecko również lepiej się zachowuje... To miłe czuć, że jest się potrzebnym. Powiedział że zależy mu na mnie i nie chce tego stracić.I ja też.Jeśli chodzi o szkole, dbam o to. Nie olewam jej, tak samo z pracą.Chciałabym poznać Wasze zdanie na ten temat, co sądzicie, co poradzilibyście i jak zachowalibyście się na moim miejscu?W razie niejasności zapraszam do zadawania pytań ;)
Pracuję jako opiekunka w żłobku i czasem widzimy, jak dzieci stawiają przy nas swoje pierwsze kroki, ale nigdy nie mówimy o tym rodzicom, bo nie chcemy, żeby czuli, że ominęło ich coś tak ważnego –
archiwum – powód
Opiekunka powiedziała, że słyszy coś dziwnego w pokoju dziecięcym – Zdążyła w ostatniej chwili
0:13
Studentka przyszła na zajęcia ze swoim dzieckiem, ponieważ jej opiekunka do dziecka się rozchorowała. Profesor powiedział: "Potrzymam ją, żebyś mogła zrobić dobre notatki!" –

Niezwykłe zwierzęta, które ocaliły ludzi:

 –  W 2011 12-etni Babu, pies nalezacy do 85-letniciTami Akanuporczywie domagal siewcresnieisrege spaceray wlascicielka dala sieamiwic, Babu wymusil ma niej spacer na pobliskiewrsürze. w kierunku przeciwnym niz ich zwykiespacery Po kilku minutach, Tami odwrácita sie bobaczyć jak tala tsunami pochiania jej miastoiWendy Humphrey cierpialanazusliwyowatwor,try w prrypadku braku leczenia groail przerutamiOdkryla go w bardzo nietypowy sposob.lej 10 letniakata nieustannie skakla po jei piersi i zachowywalasie driwnie do moments w ktorym Wendyndecydawala sie pojsc do lekarza.Dziekiczesnemuwykryciu udalo się usunat nowotwäriocalit jei tcie.Oto pit bull Lefty. Kledy czterech แzbratelychWanywacry napadlo jego dom. Lelty skocryl przedswojego pana, ocalajac ge przed wystrzelomympaciskiem. Odniusi przy tym ogromne obrahenia,musial miet amputowana lape. Mimo wsrystko utalmu sie przezyC Ipezustać szczesliwym psiakiemWmamencie gty Jo Ann Altsman destala atak serca.jedya useba ktora jei towarryla byla swinka Lulu.Lulu natychmiast wybiegla drege i próbowałazatrrymywac kazlyadjed2ajacy samochod-adacsie na jego trasie. Co jakis czas wracala sprawdać cryielwiascicielka jesicze tvie a kMeryms razem udalsjej sie ratrzymać matocykliste, ktay podazylra swiakado domu. Matocykista natychmiast adrwonil popogotowie,daicki cremu zycie Ann zostalo uratowane.Yang Yun brala utrial wzawodach na wstrzynywanieoddechu pod wada. Niestety zdapal ja skurcz gynie byla w stanie wyplyuąć. Pombl iei waleń bialyMory chwycifjei nogi i wyciagnal na powierzchnię.Suczka Kabang ocalila cireczke i siostrzenicesamachodu.Sama prry tym dniesia pewazmecalege swiata udalo sie prreprowadzic na nieoperacie i przywrocic do pelnega zdrowiaW trakcie padrozowania autostopem przez Kalilfornię.Robert Biggs zustal zaatakowany przez gurskiegoniedzwiedzie,ktore przepetzity lwalacalily zycieBiggs'a.Debbie Parkhurst niefortunnie zaksztusila sielabtkiem. 0calil golden retriver Toby, ktory zaczalskakać po jej klatce piersiowej do momentu az Debbiesie odkstusila, a tym samym ocaliH ja przedKillian byt bardzo oddanym psel.Kiedy zaczal sietriwnie zachawywać w towarrystwie nowej opiekunkide daiecka,radzice postanowill zamontewac kamereOkazalo sie,e opiekunka znecrala sie nadmiesięczmym chlopcem. llian acalil ge prred dalszaprzez7 mehezym, kiórry prubowali zmusić ja de slubuOstatecznie zostawili isama w lesie 0dnalenanopodesli,kety oddalily sie, wiedac e dziewcrynkajest bepieczna