Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 777 takich demotywatorów

 –
Dzisiaj moja uczennicaprzyniosła mi "niespodziankę" – Przyniosła mi torebkę starych sfermentowanych jabłek, taką na granicy eksplozji. Była strasznie podekscytowana, że może mi ją dać. Jakiś czas wcześniej uczyliśmy się o fermentacji i wspomniałam, że to mój ulubiony proces biologiczny. Kiedy wręczyła mi tę torbę, naprawdę szeroko się uśmiechnęłam. "Torba sfermentowanych jabłek?!" Serio strasznie się ucieszyłam. Nie z powodu torby z zepsutymi jabłkami (bez przesady), ale z powodu uczennicy, która może nie ma najlepszych ocen, może nie zawsze dobrze sobie radzi, może nie zawsze oddaje prace domowe w terminie (a czasem wcale), ale która pomyślała o mnie i mojej dziwnej pasji i zabrała tę torbę sfermentowanych jabłek od swojej koleżanki, ratując owoce przed śmietnikiem, i wręczyła mi w prezencie, żeby sprawić mi radość. Zapamiętała coś, o czym wspomniałam jakieś 3 miesiące wcześniej. I przyniosła to zupełnie bezinteresownie. Nie mam pojęcia, co mam z tym zrobić,ale nie mam serca jeszcze tego wyrzucić. Przyniosła mi torebkę starych sfermentowanych jabłek, taką na granicy eksplozji. Była strasznie podekscytowana, że może mi ją dać. Jakiś czas wcześniej uczyliśmy się o fermentacji i wspomniałam, że to mój ulubiony proces biologiczny. Kiedy wręczyła mi tę torbę, naprawdę szeroko się uśmiechnęłam. "Torba sfermentowanych jabłek?!" Serio strasznie się ucieszyłam. Nie z powodu torby z zepsutymi jabłkami (bez przesady), ale z powodu uczennicy, która może nie ma najlepszych ocen, może nie zawsze dobrze sobie radzi, może nie zawsze oddaje prace domowe w terminie (a czasem wcale), ale która pomyślała o mnie i mojej dziwnej pasji i zabrała tę torbę sfermentowanych jabłek od swojej koleżanki, ratując owoce przed śmietnikiem, i wręczyła mi w prezencie, żeby sprawić mi radość. Zapamiętała coś, o czym wspomniałam jakieś 3 miesiące wcześniej. I przyniosła to zupełnie bezinteresownie. Nie mam pojęcia, co mam z tym zrobić, ale nie mam serca jeszcze tego wyrzucić.
poczekalnia
Pierwsze owoce sojuszu lewica - PiS: Zandberg przestrzega piątkowego postu od mięsa... –
Owoce pracy polskich misjonarzy w Afryce –
UOKiK nałożył ponad 60 mln zł właściciela sklepów sieci Biedronka za błędne oznakowanie kraju pochodzenia warzyw i owoców – Przykładowo na wywieszce przy stoisku był napis „Polska”, chociaż w rzeczywistości czosnek sprzedawany 15 października 2019 r. w Biedronce w Łodzi pochodził z Hiszpanii, ziemniaki oferowane 19 lutego 2020 r. w Radymnie (podkarpackie) – z Francji, kapusta włoska sprzedawana 19 lutego 2020 r. w Kołobrzegu – z Francji, seler oferowany 12 maja 2020 r. przez dyskont w Koszalinie – z Niderlandów, gruszki dostępne 24 lutego 2021 r. w Biedronce w Katowicach – z Holandii, a cebula szalotka, którą można było nabyć 24 lutego 2021 r. w sklepie w Bydgoszczy – z Francji
Najlepszy przykład pokazujący, że bycie samemu jest lepsze niż bycie z niewłaściwą osobą –

To były czasy!

To były czasy! –  My, urodzeni w latach 50-60-70-80 tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych.Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za smarowanie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy.Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął.Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami – bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby.Skakaliśmy z balkonu na odległość. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie. Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał do szkoły. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy, chleb masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię.Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z opiekunką.Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała ), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł.W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego – codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami.Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw.A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
Owoce wyglądają jak małe dynie, ale kiedy w pełni dojrzeją, wybuchają z głośnym hukiem i wyrzucają swoje nasiona na odległość 18,5 metra z prędkością do 240 km na godzinę.Owoce drzewa były używane do produkcji strzałek z trucizną –
archiwum – powód
Nie szkodzę, pomagam w twoim ogrodzie. Jem owady, które atakują twoje owoce i warzywa!Mój gatunek znika... Pomóż mi przetrwać! –
Jeśli zobaczycie mnie w swoim ogródku, proszę o jedzenie (surowe niesolone mięso, mięso mielone... kocham kocie jedzenie) i wodę. Nie szkodzę, pomagam w twoim ogrodzie. Jem owady, które atakują twoje owoce i warzywa! Mój gatunek znika... Pomóż mi przetrwać! – To mówiłem ja, jeżyk
Pierwsze owocepropagandy nienawiści – Jak tak dalej pójdzie, to na granicachzaraz pojawią się banery z hasłami typu:"Witajcie w dobrych i miłosiernych ludzi krainie,gdzie gej i każdy inny wyróżniający się ginie" Spacer zakończył z nożem w plecach.Atak na dwóch trzymających się zaręce mężczyzn na MokotowieDodano: 2021-03-08 17:40:00Choć do zdarzenia doszło w połowie lutego tego roku, to sprawcawciąż przebywa na wolności. W laboratorium kryminalistycznymtworzony jest jego portret pamięciowy. Podejrzany pchnął nożemjednego z mężczyzn, który wraz ze swoim partnerem spacerowałza rękę ulicami Mokotowa.Sprawę na Facebooku opisał Konrad Dulkowski, prezes OśrodkaMonitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.Mężczyźni od przypadkowego przechodnia mieli usłyszeć "Nietrzymajcie się za ręce, nie przy dzieciach!'. Chwilę później spotkali goprzy przystanku metra Wierzbno. Tym razem podejrzany był bardziejnatarczywy wykrzykując w ich kierunku: "To do was przed chwiląmówiłem? Nie powinniście trzymać się za ręce przy dzieciach!'. Na tostwierdzenie jeden z mężczyzn odparł, że nie widzi w pobliżu żadnychdzieci i zapytał, co jest złego w tym, że spaceruje wraz ze swoimpartnerem za rękę. Wtedy agresor zwrócił się do jego partnera,pytając, czy uważa tak samo, a kiedy ten przytaknął, machnął ręką iuderzył go w plecy, po czym uciekł.Podejrzany wbił mu nóż w plecyDopiero po chwili zaatakowany mężczyzna zorientował się, że zostałranny. Policja na miejscu zdarzenia zjawiła się po pięciu minutach.Zaraz po funkcjonariuszach przybyła też załoga karetki pogotowia.Okazało się, że poszkodowany został raniony nożem. Przewiezionogo natychmiast do szpitala. Tam lekarz potwierdził, że na plecach
 –  Eryk pyta czego nie było jak byłam mala. Mowie ze nie było internetu,dostępu do bajek, telefonów komórkowych, tabletów, a w sklepachdosc mało rzeczy, a słodycze były przy wyjątkowych okazjach, owocetez, a za szynka stało sie w kolejkach. Myśli i pyta: a moglas chociażpolować zeby miec co jesc?? Mowie ze nie, bo to juz jednakcywilizowane czasy, mimo ze stara jestem -j, a on:jezuu! Nibycywilizacja a gorzej niz u neandertalczyków!!!
 –  szynkachlebserstekwarzywatortchrząstkipizzaowoceciastorybychamstwo, które nie zasłoni ryja w autobusie, a jeszczestanie takie nad tobą i ci sapie w twarz
Na wszystko znajdzie się sposób –  Przykro mi, ale odteraz może pan jeśćtylko owoce morzaNo naucz się pływać!

Krzysztof Skiba zamieścił taki wpis odnośnie ostatniej afery:

 –  ZGNIŁE BANANYMedia rządowe nadal grzeją temat szczepień kilkunastu aktorów, jak wodę w czajniku na poranną herbatkę. Z faktu, że grupka znanych osób zaszczepiła się, bo dostała od szpitala takie zaproszenie, robi się quasi szpiegowski cyrk. Coś na pograniczu współpracy z gestapo i naplucia na pomnik poległych powstańców. Jeden z portali ujawnia maile Fundacji Krystyny Jandy do aktorów, w których mowa jest o MOŻLIWOŚCI zaszczepienia. Nie ma w tym absolutnie nic sensacyjnego, ani nielegalnego, ale całość przekazu brzmi jakby odkryto, że Janda trzyma w swoim teatrze szczepionki, które zabrano emerytom z Podlasia. Odnoszę wrażenie, że Polska to jedyny kraj, w którym władza propaguje szczepienia poprzez wylewanie pomyj na osoby zaszczepione. Już wiemy na czym polega ten głośny "narodowy program szczepień". Polega na skutecznym odstraszaniu osób chętnych na szczepienia. Żaden znany artysta już się w tym roku nie zgłosi do akcji w obawie przed medialnym linczem. Pan premier ogłasza, że trzeba przeprowadzić śledztwo w sprawie szczepień bez kolejki. Słusznie. Może warto też przeprowadzić  śledztwo, w sprawie okazyjnego zakupu niezwykle wartościowych gruntów przez  premiera, które to grunty kupiono dzięki protekcji zaprzyjaźnionego z rodziną Morawieckich biskupa, oskarżanego o pedofilie? Różnica jest taka, że atrakcyjne grunty były tylko dla Mateusza, a szczepionki są dla wszystkich chętnych. Władza właśnie połyka prywatny bank Czarneckiego. Dziś zabierają komuś bank, jutro zabiorą twój dom, a pojutrze zabiorą twoje piwo z lodowki i poduszkę z kanapy.  Władza potrzebuje pieniędzy, aby móc przetrzymać kryzys i najlepiej przecież zabrać komuś, a nie sobie. Żeby to przykryć trzeba było Jandę wpuścić w maliny, a potem sprać medialnie na kwaśne jabłko. Oto zgniłe owoce władzy. Władza PiS jest jak podniłe banany na srebrnej tacy. Niby podniłe, ale dla wielu ciągle jeszcze całkiem atrakcyjne.
Najgorszą rzeczą w tej pandemii jest to, że człowiek nie ma jak w sklepie polizać palców, by otworzyć woreczek foliowy na owoce i warzywa i pie*doli się z tym godzinę, po czym odechciewa mu się jabłek –
„Już dawno chciałam napisać post na cześć wspaniałej Flo Osborne. Flo ma 89 lat i mieszka w ośrodku dla osób starszych w Dovercourt. W swojej małej kuchni Flo kilkakrotnie upiekła 20 wspaniałych owocowych i mięsnych placków (w sumie upiekła ich ponad 100) Dostarczyliśmy je do potrzebujących i starszych osób za pośrednictwem naszych jadłodajni. – Każdy placek został zrobiony od podstaw. Flo zagniotła ciasto, przygotowała owoce, a następnie upiekła w swym małym piekarniku. Uważam, że jest to niezwykły akt dobroci. Udowodniła, że nie liczy się wiek i nie jest on dla niej żadnym ograniczeniem, by móc być aktywną.Moja frustracja polega na tym, że mimo wszelkich starań nie mogę nakłonić lokalnej prasy, radia ani telewizji do napisania o niesamowitej pracy, jaką ta wspaniała kobieta wykonała dla swojej społeczności. Oczywistym jest, że Facebook ma zdecydowanie więcej odbiorców niż wspomniane wcześniej media. Zatem uczyńmy więc niesamowitą Flo bohaterką mediów społecznościowych”
 –  Lauren Chanel Allen O@MichelleHuxNa jaki problem życia dorosłegonikt cię nie przygotował?.jAL Keep Blackness Black. s@MayhemmylesWarzywa i owoce starzeją sięszybciej, kiedy kupujesz je zawłasne pieniądze.
Z cyklu dziwne rzeczy robione w czasie kwarantanny: Owocowy pokaz mody w wykonaniu pozytywnie zakręconych ludzi –
0:34
Antropolog zaproponował dzieciom z afrykańskiego plemienia pewną zabawę – W pobliżu drzewa postawił kosz pełen owoców i powiedział, że ten, kto pierwszy do niego dobiegnie, będzie miał na własność jego zawartość. Kiedy dzieciaki to usłyszały, wzięły się za ręce, razem pobiegły do drzewa, a po znalezieniu owoców podzieliły się nimi i usiadły zadowolone.Kiedy antropolog zapytał dzieci, dlaczego tak się zachowały, skoro jedno z nich mogło mieć wszystkie owoce dla siebie, otrzymał następującą odpowiedź: „UBUIMTU, jak jeden z nas miałby być szczęśliwy, skoro pozostali są smutni?"