Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 120 takich demotywatorów

Czas na zmianę wystroju mrowiska –
0:15
 –  mrówki pracują i żyją kilka dni
archiwum
 –
Dla owada wielkości mrówki lub mniejszego od mrówki, który nie potrafi latać to wielka niekończąca się dżungla pełna nieznanych stworzeń i zagrożeń ze strony innych owadów! Codzienna walka o życie i o przetrwanie! – Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia!
Sosnowiec – Tu memy robią się same Sosnowiec
U mnie to był czaderski miotacz ognia na mrówki. I awionetka ze srebrnej taśmy i silnika z betoniarki –
archiwum
„Szalone żółte mrówki” Kolejne na liście tego co w Australii chce cię zabić. –
Inne owady boją się konfrontacji z mrówkami- dzięki temu znacząco zwiększa swoją szansę na przeżycie –
+18
Ten demotywator może zawierać treści nieodpowienie dla niepełnoletnich.
Zobacz
 –
0:28
 –  Prosimy nie jeść w bibliotece
Niech zrozumie, że gdy mrówki na dole sobie pójdą, jego upadek z samej góry będzie bardzo bolesny... –
 –
0:16
Nie zastanawiałem się nad tym... Do teraz –  Zastanawialiście się kiedyś jak kurwa filmowcy ogarniają akcję w filmach przyrodniczych?
 –  WITAM. Mam mrówkę w domu. Jak sobie z nią poradzić? Dzień dobry. Najlepiej skorzystać z usług firmy DDD - prosimy o przesłanie zdjęcie tej mrówki i podesłanie nam metrażu mieszkania to wyliczymy koszt usługi. Usługa mi nie potrzebna. Szukam domowych sposobów jak sobie z nią poradzić aby nie było ich więcej. Proszę połozyć kostkę cukru tak aby mrówka mogła ją podjeść - gdy pójdzie opowiedzieć reszcie to kostkę cukru proszę schować żeby reszta mrówek myślała, że kłamie. Pozdrawiamy Pogormcy Szkodników
 –  Prosimynie jeśćw biblioteceOkruchy i resztki zwabią mrówki, mrówki nauczą się czytaći posiądą wiedzę a wiedza to władza, ale władza korumpuje,więc staną się złe i ani się obejrzymy postanowią przejąćwładzę nad światem.Nie dopušćmy do tego. Nie jedzmy w bibliotece.
To zdrowy rozsądek się ewakuuje –
archiwum – powód
 –
0:10
 –
0:10

Kiedyś to było, teraz już nie ma

Kiedyś to było, teraz już nie ma – Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze... na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał.Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, "masz, kurna, drugą, nie"? Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nasbywał. Chyba że u babci – po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów – jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów – jedliśmy mrówki. Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta – różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle. Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, "lepiej lanie niż śniadanie". Nikt nie narzekał.Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, MURZYN, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia. Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.Nikt nie narzekał.
Siedziałem na zewnątrz i jadłem ciastko i zobaczyłem 5 mrówek dreptającychna szczycie schodów – Zauważyłem, że tylko jedna nie niosła nic na plecach, reszta dźwigała jakieś okruszki czy coś w tym rodzaju i ta piąta mrówka wydawała się strasznie smutna, bo nawet nie szła w tym samym tempie, co pozostałe, więc położyłem przed nią okruszek ciastka, a ona wzięła go i szybko zaczęła dreptać tak szybko, jak pozostałe. Myślę, że zrobiłem tej małej mrówce dzień