Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 1000 takich demotywatorów

poczekalnia

Miłość jest jak pogoda. Każde spięcie w związku... ...należy rozładować poprzez solidne grzmocenie.

...należy rozładować poprzez solidne grzmocenie. –
archiwum – powód

Kupiłem nowy traktor. Ciągnie lepiej niż moja była.

Ciągnie lepiej niż moja była. –

Niedawno organizowali Onko Olimpiadę, teraz razem z Demotywatorami wysyłają grupę dzieciaków na wakacje. Proszę, pomóż i ty!

Akcja we współpracy z Fundacją Spełnionych Marzeń

Jak pomagamy i więcej szczegółów
poczekalnia

Prawdziwe Problemy Polaków(nie warszawki) powiem wam anegdotę(może się wydarzyła naprawdę a może jest w niej ziarno prawdy). Dwóch Dziennikarzy jeden z TV X, Drugi z telewizji Y(przypadkowa zbieżność z głównymi mediami TV w naszym KRAJU PRZYPADKOWA)

Prawdziwe Problemy Polaków(nie warszawki)powiem wam anegdotę(może się wydarzyła naprawdę a może jest w niej ziarno prawdy). Dwóch Dziennikarzy jeden z TV X, Drugi z telewizji Y(przypadkowa zbieżność  z głównymi  mediami TV w naszym KRAJU PRZYPADKOWA) – Udają się poza stolicę na prowincje dowiedzieć się co mieszkańcy sądzą o tych całych ustawach o sądach i protestach .  Dziennikarz X pojechał na wieś , Dziennikarz Y to małego miasta. Minutami szukają ludzi aby przeprowadzić z nimi małą sondę(ulicę są praktycznie puste i przechodzą jedynie pojedyncze  osoby) W końcu gdy kogoś złapali pytają -co pan sądzi o ustawie o sądach i o protestach?zapytani w większości  odpowiadają - wie pan za bardzo polityka nas nie interesuje i zbytnio nie oglądamy telewizji , a pozatem nie mam czasu na rozmowy Dziennikarze  słyszą kilka takich odpowiedzi i się temu dziwą jak to może być że ludzie nie interesują się polityką. Nie siedzą na internecie i nie oglądają  telewizji.Zaczepiają kolejną osobę i pytają - Panie jak to jest że tutejsi ludzie nie interesują sie polityką ,nie oglądają telewizji ? czy oni coś wogóle robią i czym się interesują?-tak mają-a co?- poprostu aby jakoś przeżyć
archiwum

W 1943 roku 18 lipca partyzanci z Gwardii Ludowej (40 ludzi) i Batalionów Chłopskich (20 ludzi) zajęli wieś Solec na Kielecczyźnie, rozbroili posterunek policji,rozbili pocztę,tartak i zniszczyli posterunek obserwacji lotniczej.

W 1943 roku 18 lipca partyzanci z Gwardii Ludowej (40 ludzi) i Batalionów Chłopskich (20 ludzi) zajęli wieś Solec na Kielecczyźnie, rozbroili posterunek policji,rozbili pocztę,tartak i zniszczyli posterunek obserwacji lotniczej. – Zniszczyły także wraz z dokumentacją - co było bardzo ważne - Arbeitsamt - urząd pracy, organ hitlerowskiej administracji państwowej  zajmujący się wywózką Polaków na roboty przymusowe do Rzeszy.W chwili ataku na urząd znajdowało się tam kilkaset nazwisk Polaków i potwierdzenie ich wywózki.Dezorganizacją pracy oraz niszczeniem dokumentacji i demolowaniem siedzib arbeitsamtów oraz odbijaniem osób wysłanych przez urzędy pracy na roboty do III Rzeszy zajmowali się głównie partyzanci z oddziałów Batalionów Chłopskich oraz Gwardii Ludowej.Mimo tego że nie były to spektakularne akcje bojowe,jednak budowało to bardzo silną więź między partyzantami a ludnością cywilną - jako tych którzy rzeczywiście ludziom pomagali.Wiele Polaków i Polek zostało w ten sposób uratowanych od niewolniczej pracy na rzecz III Rzeszy.Na zdjęciu partyzanci oddziału Batalionów Chłopskich.
archiwum

Meczety na m2 w ogarniętej wojną prowincji Filipin.

Meczety na m2 w ogarniętej wojną prowincji Filipin. – Nawet w katolickiej Polsce, w której nie brakuje kościołów, robi to wrażenie. Do sprawdzenia poprzez link.

Kto spędzał wakacje na wsi?

Kto spędzał wakacje na wsi? –
archiwum

Problemy 4 ligi

Problemy 4 ligi –  kiedy musisz poczekać z rożnym aż przejedzie traktor

Śmiejesz się z ludzi mieszkających na wsi oraz rolników, a gdyby nie oni, to nie miałbyś co żreć

Śmiejesz się z ludzi mieszkających na wsi oraz rolników, a gdyby nie oni, to nie miałbyś co żreć –

Pewna kobieta napisała bardzo ciekawy tekst, w którym - na podstawie własnych doświadczeń - chce podzielić się z wami swoimi spostrzeżeniami na temat sytuacji we Francji:

 –  Zapewne wielu moich znajomych zastanawia się, co się ze mną stało. Gdzie podziała się tamta wesoła, tolerancyjna Ania zafascynowana kulturą Afryki, która łaziła beztrosko po mieście o drugiej nad ranem w kolorowym swetrze? Najprostszą odpowiedzią byłoby: doświadczenie. Kiedy wyjeżdżałam do Francji na studia, wydawało mi się, że byłam świadoma sytuacji tego kraju: dużo imigrantów z całego świata żyje w jednym państwie, czasem są między nimi problemy, istnieją grupki „francuskich” dresów, okropna biurokracja, ale generalnie jest spokój; jednym słowem „życie”.Wiedziałam, że, tak jak w mojej rodzimej Warszawie, są lepsze i gorsze dzielnice, jednak to, co zastałam na miejscu nie było kwestią różnicy w ilości adoratorów tanich trunków, lecz przestępczości. Tej prawdziwej, zorganizowanej, z bronią białą i palną. I kiedy człowiek zacznie lepiej poznawać miasto i jego okolice, okazuje się, że „spokojnych, normalnych” dzielnic praktycznie już nie ma, chyba, że zarabiasz dużo pieniędzy, albo sam należysz do marginesu społecznego i ta agresja jest dla Ciebie chlebem powszednim. Moje pierwsze studenckie mieszkanie nie sytuowało się w najgorszej z dzielnic Bordeaux, jednak wytrzymałam zaledwie rok.Poznałam tu mojego obecnego chłopaka, Francuza z dziada pradziada, który przekonał mnie do przeprowadzenia się z Bordeaux do małej wsi oddalonej o 20km od mojej uczelni. Ja, 20-letnia studentka z tętniącej życiem Warszawy, przeprowadziłam się na francuską wieś. Sam ten fakt nie jest może rażący, wszak dużo osób potrzebuje teraz odpocząć od tempa życia metropolii, jednak to, co skłoniło mnie do przeprowadzki najpierw z miasta, a teraz i z tego kraju, nie jest zbyt chwalebne ani dla Bordeaux, ani dla całej Francji.Szczerze powiedziawszy, nie wiem nawet od czego zacząć. Czy od tego, że dwie ulice od mojego mieszkania jakiś Arab zastrzelił Żyda? Czy od tego, że po zorganizowanej akcji nalotów przez policję na różne budynki prowadzone przez Arabów (kioski, bary, kebaby, sprzedaż używanych telefonów) w mojej ówczesnej dzielnicy okazało się, że 6 takich obiektów skrywało magazyny broni palnej w swoich piwnicach? Czy od tego, że przez pierwszy rok mojego pobytu tutaj, kiedy jeszcze czerpałam jakąkolwiek przyjemność z chodzenia po mieście, nasza grupa znajomych została fizycznie zaatakowana 9 razy?Czy od tego, że kiedy jednego dnia założyłam sukienkę, Arabowie okupujący tarasy barów 24/7 gwizdali na mnie, krzyczeli „Dobra jesteś!”, „Ty kurwo”, czy jeszcze śledzili mnie w 5-osobowych grupach zaczepiając mnie w (zapewne w ich mniemaniu) bardzo szarmancki sposób? Czy od tego, że codziennie w drodze na uczelnię widywałam ok. 10-letnie dzieci same na ulicy, bawiące się piłką na jezdni w godzinach szkolnych? Czy od tego, że kiedy raz poszłam do sklepu po alkohol ze znajomą Francuzką o 22-iej, ona wyjęła z torebki gaz pieprzowy i kurczowo trzymała go w dłoni przez całą drogę?Czy od tego, że praktycznie każda osoba, którą tutaj znam została okradziona z telefonu, czasem nawet w biały dzień? Co gorsza czasem przez dzieci wyglądające na 12-14 lat. Czy od tego, że niektóre dzielnice i ulice są dosłownie okupywane przez bandy Arabów i witają Cię słowami „Pani się przypadkiem nie zgubiła?” Czy jeszcze od tego, że w oknach mieszkań często można spotkać się z wywieszoną flagą Maroka, Algierii czy innych krajów Maghrebu? Czy może od tego, że nawet na studiach Arabowie trzymają się dziwnym trafem tylko między sobą, nie rozmawiają po francusku i osiągają najgorsze wyniki? Czy od tego, że kiedy raz poszliśmy zgłosić napad na komendę, Pan policjant nawet nie starał się ukrywać swojego braku zaskoczenia, gdy opisywaliśmy mu osobnika o ciemnej karnacji?Czy może jeszcze od tego, że nawet moja znajoma, Arabka, musiała wyjechać z miasta ze swoją mamą i siostrą, bo banda młodych dziewczyn zaatakowała nożem i prześladowała jej mamę dlatego, że żyją po europejsku? Dużo ludzi w Polsce obawia się przede wszystkim zamachów, boją się, że jeśli przyjmiemy emigrantów z krajów arabskich, to co drugi zacznie się u nas wysadzać. Otóż tak naprawdę terroryzm i nowa fala imigrantów nie jest największym problemem i wyzwaniem tego kraju, jak i reszty krajów Europy Zachodniej.Prawdziwym problemem jest asymilacja tych ludzi. To trzecie, czwarte pokolenia mieszkające w Europie się wysadzają, noszą nikaby, burki, rozmawiają między sobą po arabsku, uważają się za gangsterów i puszczają muzykę z telefonu, palą blanty i papierosy w metrze, zaczepiają przechodniów i dokonują napadów. Często chwalą się, że pochodzą z getta, dla nich siła i agresja to najważniejsze cechy prawdziwego mężczyzny, zachowują się jakby nadal mieszkali w krajach objętych wojną, gdzie jedynym rozwiązaniem jest zabić albo dać się zabić. Są źli na Europę, która według nich niszczy ich kraje (swoją drogą mają rację, kolonie nie zostały założone przez kosmitów), kobiety są bezwstydne, wręcz puszczalskie, są przekonani, że kowalem ich losu są Europejczycy, a nie oni sami.Sytuacja we Francji wydaje mi się beznadziejna. Świeżo wybrany Prezydent Macron również wydaje się być oderwany od rzeczywistości i nie dostrzega realnego problemu swojego kraju, który z roku na rok się pogłębia, ponieważ leczone są jedynie najbardziej rozgłaszane objawy (ataki terrorystyczne) tej nowej choroby XXI wieku zwanej brakiem integracji. Nie dostrzega on strachu i bezradności szarych, ubogich obywateli, którzy zmuszeni są do mieszkania w niebezpiecznych dzielnicach w blokach państwowych, przepełnionych licznymi rodzinami z Afryki, w których króluje przestępczość i agresja.Nie dostrzega również bezradności nauczycieli uczących w placówkach z takowych dzielnic, którzy załatwiają sobie L4 kilkanaście razy w roku z powodu agresywnego zachowania i nonszalancji ze strony kilkunastoletnich dzieci imigrantów. Dodatkowo ciężko inwigilować zradykalizowane meczety nie narażając się na oskarżenia o rasizm i brak wolności wyznaniowej, a osobniki wpisane na tzw. listę „S” osób potencjalnie zradykalizowanych, żyją sobie jak gdyby nigdy nic, dostając nawet przyzwolenie na posiadanie broni (sic!). Jeśli Francja nie zacznie stosować się do swojego starego przysłowia „Mieux vaut prévenir que guérir” (dosł. tłum. „Lepiej zapobiegać niż leczyć”), nie wróżę jej świetlanej przyszłości.
archiwum

Idzie Grześ Przez wieś, Worek piasku niesie, A przez dziurkę Piasek ciurkiem Sypie się za Grzesiem...

Idzie GrześPrzez wieś,Worek piasku niesie,A przez dziurkęPiasek ciurkiemSypie się za Grzesiem... –

Dziwne, ale na polskich wsiach rzeczywiście jest więcej czegoś takiego niż suvów w miastach

Dziwne, ale na polskich wsiach rzeczywiście jest więcej czegośtakiego niż suvów w miastach –

Wspomnienia z wakacji u babci na wsi:

 –
archiwum

Kurczaki trenują przed wielką ucieczką

Kurczaki trenują przed wielką ucieczką –
Źródło: Włącz dźwięk

Wnuczka wydoiła krowę w 5 minut. A babcia nabrała podejrzeń Czy ona na pewno pracuje jako nauczycielka?

Czy ona na pewno pracujejako nauczycielka? –
archiwum – powód

Bogaty ojciec zabrał syna na kilkudniową wycieczkę na wieś, by zobaczył, jak żyją biedni ludzie. Reakcja chłopca zupełnie go zaskoczyła

Bogaty ojciec zabrał syna na kilkudniową wycieczkę na wieś, by zobaczył, jak żyją biedni ludzie. Reakcja chłopca zupełnie go zaskoczyła – Dan tak oto opisał całą historię: "Pewnego dnia bardzo bogaty ojciec postanowił zabrać swojego synka na wycieczkę do bardzo biednego kraju. Spędzili kilka dni i nocy w gospodarstwie pewnych ubogich ludzi. Po powrocie do domu ojciec zapytał dziecko o wrażenia z podróży i czy zauważył, jak żyją biedni ludzie. Syn odpowiedział, że tak, zauważył. Więc czego się nauczyłeś? - drążył temat ojciec, a chłopiec chętnie udzielił odpowiedzi - Widziałem, że my mamy jednego psa, a oni mają cztery. My mamy basen, który sięga do połowy ogrodu, a oni mieszkają przy potoku, który nie ma końca. Mamy latarnie sprowadzane z innego kraju, a oni mają nocą gwiazdy. Mamy kawałek własnego podwórka, a oni mają tyle pól, że widać je aż po horyzont. My mamy pomoc domową, a oni pomagają innym. My kupujemy jedzenie, a oni je sadzą i hodują. My mamy mury, które nas chronią, a oni mają od tego przyjaciół. Ojciec zupełnie zaniemówił... A wtedy syn dodał: Ta wycieczka pokazała mi, jak tak naprawdę jesteśmy biedni. Za często zapominamy o tym, co mamy, a skupiamy się na tym, czego nie mamy. To, co dla jednej osoby nie ma żadnej wartości, dla innej jest największym bogactwem. Wszystko zależy od naszej perspektywy. Czasem warto jest spojrzeć na życie z perspektywy dziecka, żeby przypomnieć sobie, co tak naprawdę jest ważne."
archiwum

Tam krowy na spacer nie wyprowadzisz

Tam krowy na spacer nie wyprowadzisz – Krowica Sama - wieś na ziemi lubaczowskiej
Źródło: własne
archiwum

Strasznie pan dzisiaj

Strasznie pan dzisiaj – opryskliwy
archiwum – powód

Pamiętaj o wentylowaniu pomieszczenia

Pamiętaj o wentylowaniu pomieszczenia – Grzyb jakiego nie widziałeś
Źródło: www.youtube.com
archiwum – powód

Wieś tańczy i śpiewa

Wieś tańczy i śpiewa –