Kinowe filmy, które mogły mieć inne zakończenie - takie pomysły na finał mieli ich twórcy (17 obrazków)
Przeminęło z wiatrem

Historia trudnego związku Scarlett i Rhetta to jedna z najbardziej znanych filmowych historii miłosnych wszech czasów. Kilka lat temu odnaleziony został oryginalny scenariusz produkcji i okazało się, że finał miał wyglądać inaczej. Nie jest to może zbyt duża, ale jednak znacząca zmiana.
W końcowych minutach, które mogą oglądać widzowie, Rhett wypowiada słowa 'Szczerze, moja droga, to mam to gdzieś' i zostawia Scarlett. Główna bohaterka chwilę później mówi 'Tara! Dom. Pojadę do domu. I wymyślę sposób, by go odzyskać. Bo przecież. jutro też jest dzień'.
Tymczasem, w pierwszej wersji ostatnia kwestia brzmiała inaczej. 'Rhett!... 'Rhett!... Wrócisz. Wrócisz... Wiem, że tak!'. Niby kilka słów, ale ich wymowa stawia Scarlett w innym świetle.
Gwiezdne wojny: Powrót Jedi

Zakończenie pierwszej trylogii z serii 'Gwiezdne wojny' też mogło wyglądać zupełnie inaczej. Zostało zmienione z powodów... biznesowych.
- Oryginalny pomysł zakładał, że Han Solo dojdzie do siebie po porwaniu, ale zginie w środkowej części filmu, w trakcie ataku na bazę Imperium. George (Lucas - red.) zdecydował, że jednak nie chce, aby ktokolwiek umierał. Powodem było to, że bardzo dobrze sprzedawały się wtedy zabawki związane z filmem - powiedział producent Gary Kurtz.
W efekcie zmian, po pokonaniu Vadera bohaterowie wzięli udział w imprezie, Han Solo przytulił ukochaną Leię, a widzowie dostali swoje szczęśliwe zakończenie. Niżej wersja z dodanym komputerowo Anakinem, granym przez Haydena Christensena w nakręconych później częściach.
Titanic
Film, który zdobył 11 Oscarów, na początku miał inny finał. Wnuczka Rose i kierownik wyprawy badawczej dostrzegają Rose stojącą na burcie statku. Biegną do niej, myśląc, że staruszka chce wyskoczyć. Okazuje się, że kobieta ma przy sobie Serce Oceanu. Rose mówi im o tym, jak bardzo cenne jest życie i że trzeba wykorzystywać każdy dzień, po czym wrzuca naszyjnik do wody.
James Cameron zdecydował jednak, że film będzie kończył się inaczej. W kinowej wersji, gdy Rose żegna się z Sercem Oceanu, jest na pokładzie sama.
Pretty Woman

'Pretty Woman' to nie był pierwszy tytuł filmu z Julią Roberts i Richardem Gerem w rolach głównych. Jeszcze gdy funkcjonował jako '3000' (tyle Edward zapłacił za tydzień pracy Vivian) nie był nawet komedią romantyczną, bo zakończenie nie miało sugerować, że bohaterowie po napisach końcowych będą 'żyli długo i szczęśliwie'.
W jednym z ostatnich wywiadów Gere zdradził, że na początku produkcja była zdecydowanie bardziej mroczna i na końcu Edward i Vivian nie wiążą się ze sobą. - Jest takie zakończenie, ale nigdy go nie widziałem - powiedział aktor. Tę historię potwierdza także były szef studia filmowego Disneya.
- Na etapie scenariusza 'Pretty Woman' był filmem dla dorosłych o prostytutce z Hollywood Boulevard. W oryginalnej wersji - bardzo mrocznej - miała bodajże umrzeć z przedawkowania - przyznał Jeffrey Katzenberg. Taki film ciężko by było zrobić u Disneya. Wersja, która miała premierę w 1990 roku bardziej przypomina bajkę o Kopciuszku
Lśnienie

Do filmowej wersji 'Lśnienia' miał zastrzeżenia nawet sam autor pierwowzoru, Stephen King. W książce na końcu hotel, w którym rozgrywa się akcja, płonie. W ostatnich scenach filmu Stanleya Kubricka widzimy zwłoki Jacka (Jack Nicholson), który próbował zabić swoją żonę i syna. Później kamera robi zbliżenie na jedno ze zdjęć z lat 20., wiszących na hotelowej ścianie. Widać na nim głównego bohatera.
Kubrick wcześniej planował jednak, że na końcu filmu zobaczymy inną scenę. Akcja miała przenieść się do szpitala, w którym mieli przebywać Wendy i Danny. Ta scena została nakręcona i znalazła się nawet w pierwszej wersji filmu, ale kilka dni po premierze reżyser zmienił zdanie. - Kiedy zobaczyłem po raz pierwszy emocjonalną reakcję publiczności na kulminacyjny punkt filmu, doszedłem do wniosku, że ta scena jest niepotrzebna - tłumaczył Kubrick.
Król lew

Podczas ostatniej walki zły wuj miał zepchnąć Simbę z klifu ze słowami 'Dobranoc, słodki książę', co miało być nawiązaniem do 'Hamleta' Williama Szekspira. Sam Skaza zamiast zostać rozerwany przez hieny, miał po zrzuceniu Simby zginąć w pożarze. A tytułowy bohater? Nie, na szczęście nie umierał - szczęśliwe zakończenie jest przecież z góry wpisane w scenariusz bajek Disneya.
Jego upadek zostaje zamortyzowany przez drzewo. Tak wyglądała ta wersja na szkicach
Komentarze
Pokaż komentarze