Albert Einstein - ciekawe fakty, o których w szkole nie usłyszysz (14 obrazków)
Opóźniony Albercik

Mały Albert nie robił wrażenia dziecka, z którego wyrośnie geniusz. Nie dość, że posiadał nadwagę i olbrzymią głowę, to jeszcze był to chłopiec wyjątkowo małomówny. Kiedy już musiał coś powiedzieć, to długo myślał i zanim ostatecznie otworzył usta, powtarzał sobie pod nosem całe zdanie. Podobno robił tak aż do dziewiątego roku życia. Rodzice bali się, że ich pociecha jest opóźniona w rozwoju i zapewne skończy jako mało rozgarnięty biedak, co to cały życie tyra we młynie…
Na szczęście w pewnym momencie Einstein stał się bardziej rozmowny. Pewna znana anegdota, którą przytoczył niemiecki historyk Otto Neugebauer mówi o tym, że podczas jednego z obiadów mały Albert miał zdegustowany rzec do swych rodziców -„Die Suppe ist zu heiss” (Zupa jest za gorąca). Kiedy ci okazali swoje zdziwienie nagłą wylewnością syna i zapytali, czemu wcześniej nie mówił, ten miał odrzec -„Bisher war Alles in Ordnung" (Dotąd wszystko było w porządku). Nie należy jednak traktować tej anegdoty jako historyczny fakt – jest ona bowiem przypisywana wielu geniuszom
Skrzypce czy kompas?

Mama Alberta bardzo chciała, aby jej pociecha znalazła jakieś powołanie. Jako że sama była bardzo muzykalna (wymiatała m.in. na pianinie), wpadła na pomysł, aby zapisać syna na lekcje gry na skrzypcach. Chłopiec wyjątkowo nie lubił tych zajęć, a instrument, który kazano mu obsługiwać, najchętniej wetknąłby swojej nauczycielce w rzyć.
Inspiracja i powołanie przyszło jednak szybciej, niż można by się było tego spodziewać. Pewnego dnia ojciec Alberta pokazał mu kompas. Malec nie mógł zrozumieć jakim cudem wskazówka zawsze pokazuje ten sam kierunek. Zagwozdka ta dręczyła go przez wiele lat i stała się jednym z powodów, dla których Einstein zdecydował się na karierę naukową.A skrzypce? Znienawidzony przedmiot jednak nie wylądował w tyłku nauczycielki. Kiedy Einstein miał 13 lat, usłyszał muzykę Mozarta. Ta zrobiła na nim tak potężne wrażenie, że znów sięgnął po ten instrument i hobbistycznie grał na nim aż do ostatnich lat swego życia
Żeglarstwo

Studiując na Politechnice w Zurychu*, Einstein odnalazł kolejną swoją pasję – żeglarstwo. Miał w zwyczaju wynajmować żaglówkę, wypływać na środek jeziora i spędzać tam całe godziny na błogim relaksie i notowaniu swych przemyśleń w kajucie kajecie.
To kolejne hobby, które towarzyszyło fizykowi aż do śmierci, mimo że Einstein… nigdy nie nauczył się pływać! Zresztą żeglarzem też był lichym – podczas wakacji na Long Island przyjaciele naukowca często musieli pomagać mu postawić jego wywróconą łódź, ochrzczoną mianem „Tinef” (co widisz znaczy „Nędzna”), żaglem do góry

Taka mała ciekawostka: Einstein musiał dwukrotnie starać się o możliwość nauki w tej szwajcarskiej uczelni. Za pierwszym razem świetnie poszły mu egzaminy z przedmiotów ścisłych, ale wyłożył się na takich „pierdołach” jak historia czy geografia. Dopiero rok później, gdy ponowił swe próby, udało mu się dostać do wymarzonej przez siebie uczelni
Skarpetkowy problem

Czy słyszeliście, aby ktoś darzył szczególną niechęcią rzecz tak neutralną jak skarpetki? No, to już usłyszeliście. Albert Einstein stracił cierpliwość do tej garderoby już w młodości. Z jakiegoś powodu wszystkie jego skarpetki zawsze szybko łapały dziury, co doprowadzało uczonego do szewskiej pasji. Pewnego dnia postanowił raz na zawsze problemu się pozbyć i po prostu na zawsze zrezygnował z ich noszenia
Wynalazł lodówkę!

No, może to nie do końca prawda, ale trzeba powiedzieć, że Einstein miał swój epizod z branżą spożywczą. W latach 20. ubiegłego wieku lodówki nie były już niczym nowym, jednak miały dość poważną wadę – niekiedy zabijały ludzi. W tamtych czasach cieczą, którą używano do chłodzenia był amoniak – substancja silnie toksyczna, która czasem niestety wyciekała z lodówek… Einstein wraz z jednym ze swych uczniów zbudował znacznie bezpieczniejsze urządzenie.
Było ono szczelne i wykorzystywało do rozprowadzania trującej cieczy specjalne, elektromechaniczne pompy. Mimo że Einsteinowa lodówka była znacznie bezpieczniejsza niż dostępne na rynku modele, to miała jedną, znaczącą wadę – była pieruńsko głośna. Naukowiec nawet nie podjął się ulepszenia swego wynalazku, bo właśnie na rynek weszły pierwsze chłodziarki freonowe
Nałogowy palacz

Równie charakterystycznym co nieuczesany fryz elementem wizerunku fizyka był kłąb dymu, który zjawiał się wszędzie tam, gdzie zagościł Einstein. Uczony palił jak lokomotywa. Jako wielki miłośnik fajek zwykł mawiać: „Uważam, że palenie fajki sprawia, że człowiek staje się spokojniejszy i bardziej obiektywny w ocenach wszelkich ludzkich spraw.” Trzeba jednak podkreślić, że naukowiec nigdy nie sięgnął ani po cygaro, ani po papierosy
Komentarze
Pokaż komentarze