Życie potrafi nieźle zaskakiwać (21 obrazków)
Król i restaurator

Wieczorem, 28 lipca 1900 roku, król Włoch Umberto I gościł w restauracji, w mieście Monza, gdzie następnego dnia chciał uczestniczyć w zawodach lekkoatletycznych.
Zauważył, że właściciel restauracji jest do niego niezwykle podobny i rozpoczął z nim rozmowę. Ze zdumieniem odkrył wiele zgodności między nimi. Restaurator również miał na imię Umberto i tak jak król urodził się w Turynie, tego samego dnia. Poślubił dziewczynę o imieniu Margherita w dniu, w którym odbył się ślub króla i królowej Margherity. Swoją restaurację otworzył w dniu koronacji króla. Król, zafascynowany tymi zbiegami okoliczności, zaprosił swego sobowtóra, by ten towarzyszył mu podczas zawodów. Niestety, następnego dnia oznajmiono królowi, że restaurator został tego poranka zastrzelony. Krótko potem od kuli anarchisty zginął także król.
Papieski budzik

W niedzielę, 6 sierpnia 1978 roku zabrzęczał nagle mały budzik, który papież Paweł VI kupił w 1923 roku, i który budził go od 55 lat co rano o szóstej. Tym razem nie była to szósta rano, lecz 21.40. Budzik zadzwonił w momencie śmierci papieża.
Kula, która w końcu dosięgła celu

Henry Ziegland w 1883 roku zerwał zaręczyny ze swoją ówczesną dziewczyną. Ta z żalu i smutku popełniła samobójstwo. Brat tragicznie zmarłej poprzysiągł zemstę Henry'emu. Wyśledził go i strzelił w jego kierunku. Gdy
Ziegland padł, strzelec skierował broń w swoją stronę i popełnił samobójstwo.
Ale kula nie zabiła Henry'ego. Przecięła mu tylko policzek i utkwiła w drzewie, to siła uderzenia kuli powaliła go na ziemię. Wydawało się, że los mu sprzyja. Kilka lat później Ziegland postanowił, że zetnie to drzewo, w którym tkwił pocisk. Zadanie jednak wydawało się tak trudne, że Henry do jego zrealizowania postanowił użyć dynamitu. Eksplozja "odpaliła" ponownie nabój tkwiący w drzewie, a ten trafił Zieglanda prosto w głowę, zabijając go na miejscu.
Mnich i samobójca

Joseph Aigner to znany malarz portrecista z XIX-wiecznej Austrii, który oprócz mazania pędzlem miał inne "hobby", a mianowicie popełnianie samobójstwa.
Pierwszy raz próbował się powiesić w wieku 18 lat, ale przeszkodził mu w tym tajemniczy mnich z zakonu kapucynów. Następna próba miała miejsce 4 lata później. Ten sam mnich, jak opatrzność Boża, uratował młodego Aignera przed zaciśnięciem sobie pętli na szyi. Osiem lat później przeciwnicy polityczni Jospeha sprzysięgli się przeciw niemu i próbowali pozbawić go życia. I znów obecność mnicha ocaliła go od śmierci.
Wreszcie i na niego Joseph Aigner znalazł sposób. W wieku lat 66 strzelił sobie w głowę we własnym domu. Jego ceremonię pogrzebową prowadził nikt inny, jak ów tajemniczy mnich, którego imienia Aigner nigdy nie poznał.
Pociąg z kasą

Gdy pociąg wahadłowy spadł z otwartego mostu nad zatoką Newark w stanie Nowy Jork, zginęło ponad 30 osób. Dzięki temu wypadkowi i cynicznemu zbiegowi okoliczności wielu nowojorczyków zostało nagle bogaczami. Na fotografii w gazecie można było rozpoznać numer ostatniego wagonu - 932. Wiele osób postawiło na tę liczbę swe pieniądze w loterii manhattańskiej i wygrało.
Jedno życie

powieści o bliźniakach są często zadziwiające, a szczególnie - opowieść o braciach bliźniakach z Ohio. Ich rodzice zginęli, gdy chłopcy mieli dopiero kilka tygodni. Dzieci zostały adoptowane przez różne rodziny i rozdzielone w dzieciństwie. Już od początku rozpoczyna się seria niesamowitych zbiegów okoliczności. Zacznijmy od tego, że obie rodziny adopcyjne, bez konsultacji, nazwały chłopców tym samym imieniem - James. Bracia dorośli nie wiedząc o sobie nawzajem, ale obaj ukończyli studia prawnicze, obaj dobrze rysowali i mieli dryg do stolarki. Zarówno James jak i James obgryzali paznokcie. Bracia ożenili się z kobietami o imieniu Linda. Każdy z nich miał syna. Jeden z braci nazwał syna James Alan, drugi - James Allan. Obaj bracia odeszli od żon i ożenili się powtórnie z kobietami o tym samym imieniu - Betty.
Każdy z nich był właścicielem psa o imieniu Toy. W wieku 39 lat dowiedzieli się o sobie, spotkali się i byli pod wrażeniem faktu, że przez te wszystkie lata rozłąki obaj przeżywali jednakowy scenariusz życia.
Nieznajomi z pociągu

W 1920 roku, trzech Brytyjczyków jechało pociągiem w tym samym przedziale. Panowie, jak przystało na dżentelmenów, zaczęli się przedstawiać. Okazało się, że nazwisko jednego z nich to Binkham, drugiego Powell, a trzeciego Binkham-Powell. Panowie nie byli spokrewnieni.
Komentarze
Pokaż komentarze