Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 454 takie demotywatory

Lady Gaga podeszła do bezdomnego mężczyzny, zrobiła sobie z nim zdjęcie i dała pieniądze. Wtedy mężczyzna powiedział: "Ale ja przecież śmierdzę", na co Lady Gaga:

Lady Gaga podeszła do bezdomnego mężczyzny, zrobiła sobie z nim zdjęcie i dała pieniądze. Wtedy mężczyzna powiedział: "Ale ja przecież śmierdzę", na co Lady Gaga: – - Nie przejmuj się, ja też

Miał się tylko zająć kotem żony. Nie uwierzysz co mu się przytrafiło. Ponoć autentyczna historia opisana przez jednego z użytkowników na pewnym forum:

Miał się tylko zająć kotem żony. Nie uwierzysz co mu się przytrafiło. Ponoć autentyczna historia opisana przez jednego z użytkowników na pewnym forum: – „Posiadam. Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocię. Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy – a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia, zupełnie jak jej pani.Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz, która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu, aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem. Ale do czasu.Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie, wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako ze to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki nie nastręcza mi to wiele problemów.Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj – niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuweta, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć. Mnie jednak uczono cale życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, ze kot tam nie może wejść i „myśleć”. Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wyp***ć wiec. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, ze trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane – ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść – taka technologia po prostu. Czasem kot skacze na klamkę, ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę up***ł – a wtedy wiadomo – wąż.Dobrze wiec, uporządkuję: żona – delegacja, ja – praca. Wracam, wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się tez chce. Idziemy razem – ja toaletka, okienko uchylam, papierosek (bo żona będzie za trzy dni – wiec spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer, na parapecik i patrzymy razem przez okno.No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały sk***l jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja p***ę. Nie, ni ch***ja to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest k***a za duży, żeby przejść tym syfonem. Ale słyszę tylko pizdut – oż k***a, no to nie mogło mi się zdawać – coś ciężkiego poszło w pion. K***a, wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot k***a popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek.Lecę k***a na dół do piwnicy, choć może powinienem od razu do schroniska, zanim wróci moja żona – nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego z białą krawatka, nie było jej kilka dni, może się nie połapie. Ale ch***j, najpierw do piwnicy – zbiegam po schodach, słucham – coś drapie w rurze, pion, kawałek płaskiej rury – miauczy – jest, k***a, żyje i nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie to ch***j, przynajmniej będę miął jego truchło i powiem, ze kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za ch***ja trefla, ze kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje.Znalazłem taki wziernik, gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici, kici! Ni ch***ja, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten głąb zamiast przyjść do mnie to chce iść tam skąd przyszedł, czyli do góry w pion. Ja go wołam, a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół. No powaliło i mnie, ze tu stoję i jego (kota) Tak przez pól godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem i ni ch***ja, uparł się i nic tylko rura do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda – fight fire with fire – ogień zwalczaj ogniem.Zatkałem tę rurę przy wzierniku deszczułkami, których używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla – geberit i woda w dół – bombs gone. I bieg do piwnicy. Po drodze słyszę jak się przewala po rurach – podziałało. Wbiegam do piwnicy i k***a koniec świata. Nie ma moich deszczułek – no może z jedna, cala prowizoryczna tama poszła w ch***j i kota tez nie słychać już. K***a, gdzie ta rura teraz idzie – coś mi zaświtało, że kanalizacją w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów – może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze.Biegnę na ulicę, jest studzienka – mam nadzieje, że to od mojego domu. Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery – najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl! Auto stoi na ulicy – mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny – poszło, aż zakurzyło. Po jaka cholerę takie te wieka robią ciężkie. Smród jak cholera, ale złażę tam – ciemno jak w d***e, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka. K***a, mam w aucie, ch***jową, ale może starczy. Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije – przywykłem po chwili. Zaglądam i jest, oczyska mu się tylko święcą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w druga stronę. No ja p***ę. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi, a na dodatek ktoś mi zwali te pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, tobędzie po złości.Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki, tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie taśmy samoprzylepne, plastry, żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwile do rury, ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś w p***u. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tę otwartą studzienkę nie w***ł, bo na ulicy ciemno. Sąsiad, k***a, ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc, a teraz ch***j złamany stoi i się dopytuje. Co mam mu k***a powiedzieć? Ze przepycham kotem kanalizacje? Idźżesz w ch***j, pacanie. Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie tez wszystkie otwory, bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach – a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywa. Niech ma za swoje.Wracając do kota – bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe, wiec do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienka, bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie. K***a, drugi sąsiad przyszedł – po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa – ludzie to są barany. Idę do domu, obie wanny pełne, ognia – spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma ch***ja, to go musi wygonić albo utopić.Lecę na ulice, woda wali na brezent aż huczy, a tego s***a dalej nie wylało z kąpielą. K***a mać, urwało się wszystko w p***u i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki – w ch***j – jak się to gdzieś przytka, to będę miał p***e. Znowu do domu po drugi pogrzebacz, bo trzeba zamknąć ten p***y dekiel. Wchodzę – a ten s***l kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja p***ę! Jak on k***a wyszedł, którędy? Ano k***a wziernikiem w piwnicy – zostawiłem otwarty. Ja k***a stoję i marznę a ten gnojek tarza się w mojej pościeli. Z***ę! Przerobię na pasztet! I jeszcze z radości włazi na mnie. K***a mać. Przynajmniej kuleje.Straty: z***e łazienki, w obu przelała się woda z wanien, z***a piwnica, bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyrzucenia, brezent z reklamą firmy – poszedł w ch***j, latarka – w ch***j, pogrzebacz w ch***j. Afera na ulicy jak ch***j

Takie pogróżki sąsiedzi składają pod adresem 8-letniego dziecka

Takie pogróżki sąsiedzi składają pod adresem 8-letniego dziecka – Mieszkańcy bloku obarczają 8-letnią Julię o kałuże moczu i smród regularnie spotykane w windzie. Matka twierdzi, że to wina grasujących po klatce bezdomnych
archiwum

Co zostaje po protestach KOD-u???

Co zostaje po protestach KOD-u??? – brud, smród i wosk na chodniku...
Źródło: Mateusz Antolczyk
archiwum

Pamiętacie ten smród?

Pamiętacie ten smród? –

Ten moment, gdy mijasz kobietę, która tak mocno pachnie perfumami, jakby uszła z życiem z eksplozji w drogerii

Ten moment, gdy mijasz kobietę, która tak mocno pachnie perfumami, jakby uszła z życiem z eksplozji w drogerii – Serio, po co one to robią?!

Kiedyś się prało w Pollenie 2000 czy w Orionie w tańczącym Polarze

Kiedyś się prało w Pollenie 2000 czy w Orionie w tańczącym Polarze – I w miejscach publicznych się nie śmierdziało tak jak dzisiaj
archiwum

Na obrazku widzimy chaos, smród, brud i ubóstwo a po prawej Afrykę

Na obrazku widzimy chaos, smród, brud i ubóstwo a po prawej Afrykę –

Pewien farmer z USA wybudował wielkie meble ogrodowe, aby smród który wydzielają konie wydawał się mniejszy

 –
archiwum

Smród onucy

Smród onucy – Kiedy widzisz kolejny demot wychwalający Putina i rosyjską politykę
archiwum – powód

Co zostaje po protestach KOD?

Co zostaje po protestach KOD? – Bród, smród i wosk na chodniku
Źródło: Mateusz Antolczyk
archiwum – powód

Kolejna perfidna manipulacja TVP

Kolejna perfidna manipulacja TVP – Tym razem wiadomości TVP pokazały materiał szkalujący Przystanek Woodstock,sugerują że jest to "Najbardziej obskurny festiwal świata" przytaczając jako główny argument artykuł jednej z brytyjskich gazet.Oczywiście redaktor Ziemiec nie wspomniał że artykuł ten dotyczył innego Woodstocku a nie polskiego organizowanego przez Jurka Owsiaka.Oczywiście chodziło o to aby "Ciemny lud" myślał że nawet w wielkiej Brytanii wiedzą że Polski Woodstock to bród i smród.Szkoda że pan Ziemiec nie wspomniał ile trwało sprzątanie po ŚDM.A tak w ogóle to telewizja która nie potrafiła zorganizować festiwalu w Opolu w ogóle nie powinna zabierać głosu i szkalować udanej imprezy na który przyjechało ponad 200 tys ludzi.

Cała impreza do chrzanu

Cała impreza do chrzanu –  dramat na woodstockuz powodu deszczu ludzie nie śmierdzą
archiwum

Mama 2 dzieci poszła na zajęcia jogi. W czasie ćwiczeń spaliła się ze wstydu przez swoje zachowanie

Mama 2 dzieci poszła na zajęcia jogi.W czasie ćwiczeń spaliła się ze wstydu przez swoje zachowanie – Chciałabym powiedzieć, że wymyśliłam tę historię, ale niestety nie. To naprawdę się stało i jeszcze długo zostanie ze mną…Mam separację mięśni brzucha. Dwie ciąże sprawiły, że na środku mojego brzucha widnieje przerwa tak ogromna jak ta, która powstała, gdy Mojżesz przeprowadzał swój lud przez Morze Czerwone. W każdym razie… Naprawdę wygląda to strasznie. Co dzień staram się być coraz sprawniejsza i próbuje choć trochę naprawić swoje ciało.W końcu mój fizjoterapeuta zasugerował mi, abym spróbowała jogi.Ha … hahahaha hahahaha hahahaha.Tak. Ok. Ubrałam sportowe spodnie i poszłam.(…) W sali było ciemno i wszędzie paliły się świece. Kiedy to zobaczyłam, pomyślałam: O kurczę! To jest prawdziwa joga, a nie jakieś tam 5, 6, 7, 8 i roooooozciąąąąganie. Jeśli mam się odprężyć i osiągnąć swój cel to tylko tu. (…)Zaczęliśmy wykonywać pierwsze ćwiczenia. W czasie gdy ustawiałam ciało w pozycji ‚pies z głową w górze’, poczułam przyjemne rozciąganie w plecach. Pomyślałam, że mogę to zrobić bez najmniejszych problemów. Przecież kocham jogę!(…)Przyszła kolej na ‚psa z głową w dół’… i w tym momencie zaczęłam czuć wszystkie swoje wnętrzności. W ciągu ostatniego tygodnia miałam nasilone objawy zespołu jelita drażliwego. Moje bąki śmierdziały, jak pomieszanie zgniłego jaja ze spalenizną… FUJ.Niestety, w czasie wykonywania następnej pozycji – ‚delfina’, puściłam ogromnego bąka. Pierdnęłam w czasie jogi. Jestem chodzącą porażką. Mój zwieracz mnie zawiódł. Był cichy, więc myślę sobie: Kurdę, chociaż tyle.Później znów zmiana pozycji na taką, w której głowy była prawie między nogami. Wtedy poczułam ten straszliwy smród. Dosłownie, jakby wewnątrz mnie coś zdechło. Zaczęłam się zastanawiać, czy mam wyjść, czy może od razu wyjechać z kraju…To się dzieje naprawdę? To naprawdę się stało?! Kurczę, teraz nie tylko źle wyglądałam, ale i potwornie śmierdziałam… Stwierdziłam jednak: zostaje. Przecież wszyscy pierdzą i nie można nic na to poradzić. Wróciłam do próbowania tych śmiesznych pozycji.Dalej! Do dzieła!Kolejna była taka, w której siada się na podłodze, nogi są wyprostowane, a tułów obniżony. Wtedy instruktorka zaczęła krążyć między ćwiczącymi i pilnowała, aby każdy odpowiednio się obniżył…Wtedy podeszła do mnie. Ściskam tyłek, aby mieć pewność, że znów nic z niego nie wystrzeli… Instruktorka chciała pokazać mi, jak bardzo mam się jeszcze obniżyć i…… BAM!Z mojego tyłka zrobiła się najgłośniejsza trąbka na świecie. Zamarłam, myślę sobie: O jej. O JEJ! O mamo. KURDĘ. Co właściwie się stało?! Ja chyba śnię…Jestem w jakimś pierdzielonym koszmarnym śnie. Moja twarz stała się purpurowa od zażenowania. Moje oczy napełniły się łzami. Wstałam i próbowałam zwinąć swoją matę. Na próżno, cały czas się rozwijała. Chwyciłam więc szybko swoje rzeczy i pobiegłam do drzwi. Zamykając je zauważyłam, że wszystkie oczy skierowane są w moją stronę…Byli w szoku, jak ja. (ewentualnie odurzeni zapachem)(…)Jeszcze nie wróciłam z jogi do domu. Teraz siedzę w McDonald’s. Jem lody, płaczę i śmieję się równocześnie. Sorry Panie Rehabilitancie, chyba już nigdy więcej nie spróbuję jogi. Pierdzielę rozdzielenie mięśni brzucha.Czy trzeba coś dodawać?Chyba wszystko jasne!Sądząc po załączonych obrazkach, ta Pani, mimo wszystko, ma do siebie ogromny dystans
archiwum

Typowa fundacja zarządzana przez typowego członka PIS-u

Typowa fundacja zarządzana przez typowego członka PIS-u – Fundacja nie jest własnością prezesa fundacji, ale prezes robi z jej majątkiem co chce. Oczywiście są pewne prawne ograniczenia, ale jak ktoś jest tak sprytny jak prezes Fundacji Prasowej "solidarność" to sfinansuje z przejętego publicznego majątku swoją działalność polityczną, czy wykupi wszystkie działki i budynki wokół swojego domu poszerzając w praktyce swoje włości i nikt go nie skaże. Ale jak ktoś jest inteligentny inaczej jak "agent Tomek", trochę poniesie go fantazja i będzie miał pecha, że trafi się odważny urzędnik, to zrobi się niezły smród jak publiczne pieniądze przeznaczone na pomoc biednym pójdą na wynajem luksusowych aut, bieliznę erotyczną czy kieliszki do szampana.

Teściowa jest jak skunks Wszędzie chce wejść i każdemu w życiu nasmrodzić

Wszędzie chce wejść i każdemu w życiu nasmrodzić –

Za każdym razem, gdy jedziesz komunikacją miejską latem

Za każdym razem, gdy jedziesz komunikacją miejską latem –
archiwum

Dlaczego wchodząc do sklepu, apteki czy banku słyszysz - dzień dobry, dziękuję, w czym mogę pomóc

Dlaczego wchodząc do sklepu, apteki czy banku słyszysz - dzień dobry, dziękuję, w czym mogę pomóc – A przyjedziesz do pierwszego lepszego warsztatu samochodowego lecą ku...y, ch...e, kto panu tak to spier....ił itd? Nikt nie potrafi podać żadnej konkretnej wyceny naprawy, nikt nie wie ile to potrwa, w środku panuje odór wódy i smród papierochów, a na ścianie wiszą gołe baby koło półki z pustymi butelkami. Czy w końcu ktokolwiek się weźmie za tą gałąź gospodarki? Nigdzie faktury, nigdzie paragonu, skarbówka traci, a samochód po miesiącu znowu trafia do naprawy. Bierze się do roboty jakichś chłopaczków bez żadnej doświadczenia, przyjedziesz obojętnie jakimkolwiek samochodem - nikt nie wie jak go nawet rozebrać, a co dopiero naprawiać. Biorą kasę lepszą niż lekarze, a odpowiedzialności żadnej.
Źródło: Z życia wzięte