Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 36 takich demotywatorów

Nie kłóćmy się kto jest lepszy, bo każdy na swój sposób jest wyjątkowy

Nie kłóćmy się kto jest lepszy, bo każdy na swój sposób jest wyjątkowy –  Po co się tak kłócicie?To nie ma sensu...Prawda jest taka:Czy chuda czy gruba wszystkiejesteście kochane!Gruby facet przytulijak prawdziwy misio.Chudy podczasprzytulanka poprosi opoliczenie jegokostek :3Ty gotujesz ja podjadam.-Kobieta w kuchni?Oczywiście!Razem gotuje sięłatwiej!☺Humanista / Umysł ścisłyZawsze jest potrzebna równowaga!Jakie jest prawdopodobieństwo, że Mickiewicz podczas pisania'Sonetów krymskich' zjadł szparagi?Chwilę kolego!Już liczę!Spór kto jest lepszy:Kobieta czy Mężczyzna?Nie ma lepszego/lepszej!Uzupełniamy się!dieKobiety są natchnieniem mężczyznod wieków!Skarpeta to skarpeta. Mogę chybauprać czerwone z białymi..A₁Mężczyźni za to nie poradzilibysobie bez kobiet..
Tak, ta skarpeta to certyfikowana relikwia Jana Pawła II –  Zgromadzenie SłużebnicNajświętszego Serca Jezusowegoul. Długa 1, Bobrowniki Wielkie,33-131 Leg Tarnowski.Potwierdzam autentyczność skarpetki, którą używalCzcigodny Sluga Boży Jan Pawel II Papieżs. Florenta Siviationsica
 –
0:10
Ogłoszono listę kandydatów na Młodzieżowe Słowo roku.Wielu z was zapewne nie rozumie nowych młodzieżowych słów, więc przychodzimy z pomocą* – baza – punkt zaopatrzenia w wojskurel – religia essa – Program religijny w TVPłymyn – prawdopodobnie Łyman, miasto w UkrainieNPC – postać występująca w grachodklejka – proces zrywania materiałów, np podczas remontuonuca – skarpeta zawijana z materiałurobi wrażenie – fraza używana, gdy coś robi wrażeniesiedemnaście  – liczba pomiędzy szesnaście a osiemnaście sus – gwałtowny skokUwU – Uniwersytet Warszawski* taki fake na który nabiorą się tylko boomerzy
archiwum
Gdy relikwią staje się skarpeta św. JPII, to pytanie jest zasadne. –
- Co tam masz ?- Relikwię- A konkretnie ?- Skarpetę Jana Pawła II –
A drugiej skarpety jak nie było, tak nie ma –
 –
0:09
A drugiej skarpetki jak nie było, tak nie ma... –
archiwum
To ja poprawię sobie skarpetę –
0:10
3-klasiści dostali w prezencie na Dzień Chłopaka... skarpetki –
Źródło: własne
Pomocny czworonożny domownik –
0:38
 –  Mój chłopak jest na mnie obrażony za jakąśpierdołę i ostatnio wymyślił sobie, że niejestem mu DO NICZEGO potrzebna, tak więcomija mnie nawet w łóżku.Parę dni temu zaprezentował mi swoje nowedzieło - pacynke ze skarpety, która naciąga nadłoń przed... wiecie czym. Nasmarował jejnawet mazakami koślawą mordę, oczy i nos.Zaprezentował mi to szkaradztwo ze słowami:"A jutro jej zrobię fryzurę, żebyś już byłaTOTALNIE zazdrosna! I to nie jest skarpeta - toBożena”.No debil.
Ruski odświeżacz powietrza –
 –  taZobaczymy - powiedział ślepy i 4 godz. i Parę lat temu miałem okazję pracować w wykończeniówce. Wiecie. Praca z pogranicza tych, w których przy szefie jesteście grzeczni, a potem przy znajomych i piwku tytułujecie go mianem chuja. Wypłata lipna, roboty tyle, że można by zatrudnić jakiegoś Ukraińca, ale tniemy po kosztach, dlatego trzon, podstawa i w ogóle całość firmy składała się z majstra i jego pomocnika (czytaj: ja). Umowy i inne pierdoły były taktownie omijane przez mojego pracodawcę, bo jak sam tłumaczył: "Nie będę płacić na tych skurwysynów z ZUSu". Zabezpieczeniem przed niepłacącym klyentem był kilof i 5 kilogramowy miot, o czym takowy jegomość dowiadywał się z chwilą, gdy płytki sypały się po podłodze. I tak jeżdziłem trochę po naszym kraju i odwalałem fuszerki, od wylewek po podwieszane sufity, malowanie z palcem w dupie i gipsowanie level hard. Po prostu cud miód, malina i "będzie Pan zadowolony". I pewnego dnia dzwoni do mnie szef i mówi, że znalazł perełkę_ Warszawka, stolyca, dobra kasa, 200 metrów kwadratowych do zrobienia. Pojechaliśmy ustalić szczegóły remontu tej perełki. Drzwi otworzył nam siwy, elegancko ubrany człowiek z, jak się w trakcie rozmowy okazało, bogatą kulturą osobistą. Zaproponował nam kawkę i herbatkę i oprowadził nas po domu. Dużo gipsowania, tapety w salonie, panele podłogowe, prawie wszyndzie. Normalka, to co zawsze. Z jednym wyjątkiem. W łazience nasz klyent chciał mieć kafelki na wzór witrażu "Bóg Ojciec - Stań się" Wyspiańskiego. Popatrzyliśmy z szefem na siebie i stwierdziliśmy, że łazienkę ogarniemy na koniec. We dwójkę całą robociznę odwalaliśmy już od ponad dwóch miesięcy. W końcu została nam wisienka na torcie. Wstawianie nowego kibla i wanny to był pikuś w porównaniu do tych puzzli jakie mieliśmy do ułożenia. Już samo poskładanie tego zajęło nam dwa dni. Pierdolenie się z tym trwało wieki, a mnie po nocach śnił się ten witraż ze wszystkimi szczegółami, jeszcze przez dwa lata. Fucha została odwalona I nadszedł czas rozliczeń. Lekko siwawy i jak zwykle miły Pan bardzo dziękował nam za kawał dobrej roboty. Szef wyliczył wszystko w głowie, że to będzie tyle i tyle na co nasz zadowolony klient się uśmiechnął i powiedział, że jeśli chodzi o płatność, to może być lekki problem. "Jaki problem kierowniku? Młody dawaj pakiet zabezpieczający i idziemy do łazienki." Poszedłem do auta, wyciągnąłem młot i kilof i powędrowaliśmy z szefem do kibla. Zdezorientowany jegomość poszedł za nami i pytał co robimy. "Zaraz Pan zobaczysz" - powiedział szefo i ciągnął dalej: "Płacisz Pan zaraz w gotówce, albo cały ten Wyspiański pójdzie w pizdu." "Panowie spokojnie, ja mam trójkę dzieci na utrzymaniu, ledwo wiąże koniec z końcem. Żyję od pierwszego do pierwszego." "Miody bierz młot" - wziąłem młot, szef kilof i popatrzyliśmy na naszego siwego pana. Ten stał zdębiały i nawet slówkiem nie pisnął. "Jedziemy z tym koksem!" - I cale to pieprzenie się z kafelkami powędrowało na podłogę w sekundę. Trochę mi było szkoda, ale finalnie nasz klyent przybiegł ze skarpetą z pieniędzmi i na koniec wszyscy byliśmy zadowoleni. Zaczęliśmy zbierać manele, a raczej ja zbierałem, a szef wyszedł na papierosa. Jak się okazało potem siwy pan miał na imię Jarosław i zapytałem go przed wyjściem czym się zajmuje, skoro ma taką chawirę i ledwo wiąże koniec z końcem. Na co on mi odpowiedział: "Jestem ministrem."
Dokładnie 20 marca 1957 r. w Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu rozpoczęto produkcję "Syreny". Była pierwszym samochodem całkowicie polskiej konstrukcji – Produkcję "Syreny" - przez naród nazwaną pieszczotliwie "Skarpetą" - zakończono 30 czerwca 1983 r. W tym czasie wyprodukowano 521 311 egzemplarzy. Po polskich drogach jeździły modele 101, 102, 103, 104 i 105, osobowo-towarowe - Bosto oraz R-20 - pickup
Gadaj, gdzie twoja wspólniczka!? –

Na krótko przed śmiercią staruszka napisała list wyjaśniając, kim naprawdę była. Kiedy jej pielęgniarka znalazła list, zabrakło jej słów...

Na krótko przed śmiercią staruszka napisała list wyjaśniając, kim naprawdę była. Kiedy jej pielęgniarka znalazła list, zabrakło jej słów... – "Co widzicie patrząc na mnie, moje drogie pielęgniarki? Co widzicie? Co myślicie patrząc na mnie? Niech zgadnę... Toksyczną, wredną staruchę, niezbyt bystrą zresztą. Z dziwnymi nawykami i nieobecnym spojrzeniem. Staruszkę, której zawsze upada jedzenie i która nic nie mówi. Bardzo się wtedy irytujecie i szepczecie tak, żebym usłyszała: "Mogłaby chociaż spróbować być milsza." Wydaje Wam się, że nic do mnie nie dociera, tym bardziej, że zawsze coś gubię i nawet dobrze nie pamiętam, czy to był but czy może jednak skarpeta. Wiecie, że możecie robić ze mną, co chcecie, niezależnie od tego, czy będę protestować. Według Was moje jedyne zajęcie to przydługie kąpiele albo jeszcze dłuższe bawienie się jedzeniem. Tak właśnie o mnie myślicie? To widzicie? W takim razie pora otworzyć oczy, moje drogie pielęgniarki, bo Wy wcale mnie nie widzicie. Powiem Wam, kim jestem, kiedy każecie mi coś robić albo prosicie, żebym zjadła.Jestem dziesięcioletnią dziewczynką, która ma kochających rodziców, braci i siostry. Szesnastolatką, która chodzi z głową w chmurach marząc o wielkiej miłości. Dwudziestolatką zakochaną do szaleństwa, która już za chwilę przysięgnie coś, w czym wytrwa do końca życia. Jako dwudziestopięcioletnia dziewczyna mam już własne dzieci, które wychowuję najlepiej, jak potrafię i którym zapewniam bezpieczny, kochający dom. Teraz mam już trzydzieści lat, a moje dzieci rosną zdecydowanie za szybko... Zaczynają ich łączyć więzy z innymi, a nasze słabną.Mam czterdzieści lat i dorosłe dzieci, które opuściły dom. Zawsze jest obok mnie mój wspaniały mąż, więc i tak jestem szczęśliwa.Mam pięćdziesiąt lat i znowu w moim domu pojawiły się dzieci, moje cudowne wnuki. Z mężem z radością zajmujemy się nimi. Teraz jestem załamana. Umiera mój mąż. Moja jedyna miłość. Patrzę w przyszłość i... nic nie widzę. Moje dzieci mają swoje dzieci. Ja żyję wspomnieniami. Jestem już stara. Starość jest straszna. Czasem śmieję się z mojego wieku jak jakaś idiotka. Moje ciało pochyla się, gdzieś zapodział się mój wdzięk i gracja. Nie mam sił. Teraz jestem tylko kamieniem, w którym ponoć jeszcze bije serce.A mimo wszystko w tej starej skorupie wciąż żyje tamta młoda dziewczyna, a moje obolałe serce bije. Pamiętam szczęśliwe chwile, pamiętam też te złe. Na nowo przeżywam każdy dzień. Myślę o tamtych latach, które tak szybko minęły, za szybko... Akceptuję to, że już nic do mnie nie wróci, ale chociaż Wy mogłybyście otworzyć oczy i zobaczyć mnie. Naprawdę mnie zobaczyć."
Jeśli coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie –