Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem 28 takich demotywatorów

archiwum

Coby Pułaski nie kojarzył się tylko jako wschodząca gwiazda LGBT ;), to przypominam, że przede wszystkim był dowódcą konfederacji barskiej, zawiązanej w obronie wiary katolickiej i w opozycji do króla, spiskującego z Prusami i Rosją

Coby Pułaski nie kojarzył się tylko jako wschodząca gwiazda LGBT ;), to przypominam, że przede wszystkim był dowódcą konfederacji barskiej, zawiązanej w obronie wiary katolickiej i w opozycji do króla, spiskującego z Prusami i Rosją – "Nigdy z królami nie będziem w aliansach,Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi,Bo u Chrystusa my na ordynansach,...Więc choć się spęka świat i zadrży słońce,Chociaż się chmury i morza nasrożą,Choćby na smokach wojska latające,Nas nie zatrwożą...'"Pieśń Konfederatów Barskich"
Źródło: Juliusz Kossak "Kazimierz Pułaski pod Częstochową"
archiwum

Instalując potajemnie kamerę w mieszkaniu, żona otrzymała odpowiedź na zadane mężowi pytanie: " Co ty byś zrobił beze mnie?"

Instalując potajemnie kamerę w mieszkaniu, żona otrzymała odpowiedź na zadane mężowi pytanie: " Co ty byś zrobił beze mnie?" –

Przedsiębiorcy narzekają, że brakuje im pracowników - przez co nie mogą realizować swoich celów

Przedsiębiorcy narzekają, że brakuje im pracowników - przez co nie mogą realizować swoich celów – Pracownicy narzekają, że pracodawcy dużo wymagają, a mało płacą i dają umowy śmieciowe. Kto w tej sytuacji ma racje według Was drodzy użytkownicy? Firmy z Radomia rezygnują z kontraktów, bo brakujepracowniKow. Mozemy przestac mowic o bezrobociuCoraz więcej firm przyznaje, że z powodu braku pracowników muszą rezygnować zkontraktów. Pracowników kuszą benefitami, szukają wśród obcokrajowców, szkoląRADOM.WYBORCZA.PLLubię to!KomentarzeUdostępnij32Najtrafniejsze9 udostępnieńNapisz komentarz.czywiście, że łatwo. Trzeba tylko znać dwaJęzyki obce perfekt, z dziesięc programow komputerowych, miecstatus studenta, koniecznie z orzeczeniem o niepełnosprawnościObowiązkowo 15-letnie doswiadczenie, coby zaoszczędzic naszkoleniu. I wtedy taki idealny pracownik jest zatrudniony na stażlub umowę o dzieło za 900 złoty netto i żeby jeszcze mógł pracowaćpo godzinach. A, i tak, takiego pracownika zatrudnia Pani z HR,której wujek zna szefa firmy no i na zasadzie - "wziąłbyś ją zatrudni"będę Ci wdzięczny i tak sobie pracuje. Więc droga redakcjo, drodzeprzedsiębiorcy, oczywiscie, ze jest łatwo o prace tak w Radomiu, jaki w całym naszym mlekiem i miodem płynącym kraju

Miał się tylko zająć kotem żony. Nie uwierzysz co mu się przytrafiło. Ponoć autentyczna historia opisana przez jednego z użytkowników na pewnym forum:

Miał się tylko zająć kotem żony. Nie uwierzysz co mu się przytrafiło. Ponoć autentyczna historia opisana przez jednego z użytkowników na pewnym forum: – „Posiadam. Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocię. Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy – a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia, zupełnie jak jej pani.Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz, która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu, aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem. Ale do czasu.Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie, wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako ze to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki nie nastręcza mi to wiele problemów.Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj – niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuweta, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć. Mnie jednak uczono cale życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, ze kot tam nie może wejść i „myśleć”. Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wyp***ć wiec. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, ze trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane – ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść – taka technologia po prostu. Czasem kot skacze na klamkę, ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę up***ł – a wtedy wiadomo – wąż.Dobrze wiec, uporządkuję: żona – delegacja, ja – praca. Wracam, wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się tez chce. Idziemy razem – ja toaletka, okienko uchylam, papierosek (bo żona będzie za trzy dni – wiec spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer, na parapecik i patrzymy razem przez okno.No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały sk***l jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja p***ę. Nie, ni ch***ja to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest k***a za duży, żeby przejść tym syfonem. Ale słyszę tylko pizdut – oż k***a, no to nie mogło mi się zdawać – coś ciężkiego poszło w pion. K***a, wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot k***a popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek.Lecę k***a na dół do piwnicy, choć może powinienem od razu do schroniska, zanim wróci moja żona – nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego z białą krawatka, nie było jej kilka dni, może się nie połapie. Ale ch***j, najpierw do piwnicy – zbiegam po schodach, słucham – coś drapie w rurze, pion, kawałek płaskiej rury – miauczy – jest, k***a, żyje i nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie to ch***j, przynajmniej będę miął jego truchło i powiem, ze kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za ch***ja trefla, ze kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje.Znalazłem taki wziernik, gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici, kici! Ni ch***ja, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten głąb zamiast przyjść do mnie to chce iść tam skąd przyszedł, czyli do góry w pion. Ja go wołam, a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół. No powaliło i mnie, ze tu stoję i jego (kota) Tak przez pól godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem i ni ch***ja, uparł się i nic tylko rura do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda – fight fire with fire – ogień zwalczaj ogniem.Zatkałem tę rurę przy wzierniku deszczułkami, których używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla – geberit i woda w dół – bombs gone. I bieg do piwnicy. Po drodze słyszę jak się przewala po rurach – podziałało. Wbiegam do piwnicy i k***a koniec świata. Nie ma moich deszczułek – no może z jedna, cala prowizoryczna tama poszła w ch***j i kota tez nie słychać już. K***a, gdzie ta rura teraz idzie – coś mi zaświtało, że kanalizacją w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów – może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze.Biegnę na ulicę, jest studzienka – mam nadzieje, że to od mojego domu. Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery – najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl! Auto stoi na ulicy – mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny – poszło, aż zakurzyło. Po jaka cholerę takie te wieka robią ciężkie. Smród jak cholera, ale złażę tam – ciemno jak w d***e, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka. K***a, mam w aucie, ch***jową, ale może starczy. Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije – przywykłem po chwili. Zaglądam i jest, oczyska mu się tylko święcą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w druga stronę. No ja p***ę. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi, a na dodatek ktoś mi zwali te pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, tobędzie po złości.Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki, tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie taśmy samoprzylepne, plastry, żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwile do rury, ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś w p***u. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tę otwartą studzienkę nie w***ł, bo na ulicy ciemno. Sąsiad, k***a, ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc, a teraz ch***j złamany stoi i się dopytuje. Co mam mu k***a powiedzieć? Ze przepycham kotem kanalizacje? Idźżesz w ch***j, pacanie. Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie tez wszystkie otwory, bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach – a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywa. Niech ma za swoje.Wracając do kota – bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe, wiec do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienka, bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie. K***a, drugi sąsiad przyszedł – po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa – ludzie to są barany. Idę do domu, obie wanny pełne, ognia – spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma ch***ja, to go musi wygonić albo utopić.Lecę na ulice, woda wali na brezent aż huczy, a tego s***a dalej nie wylało z kąpielą. K***a mać, urwało się wszystko w p***u i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki – w ch***j – jak się to gdzieś przytka, to będę miał p***e. Znowu do domu po drugi pogrzebacz, bo trzeba zamknąć ten p***y dekiel. Wchodzę – a ten s***l kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja p***ę! Jak on k***a wyszedł, którędy? Ano k***a wziernikiem w piwnicy – zostawiłem otwarty. Ja k***a stoję i marznę a ten gnojek tarza się w mojej pościeli. Z***ę! Przerobię na pasztet! I jeszcze z radości włazi na mnie. K***a mać. Przynajmniej kuleje.Straty: z***e łazienki, w obu przelała się woda z wanien, z***a piwnica, bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyrzucenia, brezent z reklamą firmy – poszedł w ch***j, latarka – w ch***j, pogrzebacz w ch***j. Afera na ulicy jak ch***j

Śląskie rajtuzy podbijają internet! Z przodu Spodek, z boku kopalnia

Śląskie rajtuzy podbijają internet! Z przodu Spodek, z boku kopalnia – „Niy ważne, kaj ciśniesz, ślónskie rajutuzy są po to, coby sie wysztiglować tak na zicher!” – tak łódzka fabryka rajstop reklamuje rajstopy, na których umieszczono śląskie ikony architektoniczne.– To specjalnie zostało tak zrobione. Aby puścić oko do dziewczyn, które będą je nosić i do tych, którzy będą je oglądać – dodaje menadżerka z uśmiechem.Początkowo mogłoby się wydawać, że firma przygotowała dwa wzory rajstop – jedne ze Spodkiem, drugie z kopalnią. Ale nadruki znalazły się wspólnie na jednej parze.- Pomyśleliśmy, że jeśli zamkniemy cały Śląsk na jednej rajtuzie, to będzie to niekonfliktowe i będzie fajnym „kombo”.

Może jeszcze CV i list motywacyjny?

Może jeszcze CV i list motywacyjny? –  UWAGA! Poszukiwany partner na wesele. Wymagania: - wiek +21 - wzrost +179 cm - nienaganna prezencja - umiejętność tańca (pamiętajmy, że to wesele, więc disco polo też trzeba czuć!) - dobra kondycja, by móc zatańczyć z każdą ciotką - wysoka kultura osobista - świetna wyobraźnia, by móc opowiedzieć rodzinie cudowną historię o tym jak się poznaliśmy i jak cudowne życie planujemy - najlepiej właściciel dobrze prosperującej firmy, ktoś na dobrym stanowisku, coby się pochwalić przed familią - rozległe zainteresowania, by móc rozprawiać na każdy temat z członkami mojej szanownej rodziny Warunki do uzgodnienia na rozmowie wstępnej, termin do uzgodnienia. Więcej informacji udzielę osobiście. Chętnych zapraszam!
archiwum – powód

Kiedy chciałeś kupić jedną prostą rzecz, ale wygooglowałeś sobie dobre rady fachowców:

 –  Najśmieszniejsze jest to, że każda, absolutnie każda rzecz, ma gdzieś jakieś forum zrzeszające hobbystów. Szukałem kiedyś latarki. Tzw. czołówki. Na jeden wyjazd z namiotem na 3 dni. Konkretnie to googlałem gdzie jest jakaś marketowa promocja, żeby zamiast 23zł zapłacić coś bliżej 10. Okazuje się, że latarki mają forum. Na forum dowiedziałem się, że najtańsza latarka która świeci, kosztuje 200zł. Ale to i tak badziew, bo w razie jakbym wpadł do jaskini i czekał dwa tygodnie na pomoc, to wodę mogę lizać ze ścian, ale latarka zgaśnie mi po 7 dniach nieustannego świecenia. A to przecież absolutnie nieakceptowalne. Tańsze w ogóle nie wchodzą w grę, bo przecież przy 100 lumenach zgubię się w ciemności. Będę widział tylko na 5 metrów zamiast na kilometr. Na dodatek nie da się tańszych w ogóle używać, bo kąt świecenia w każdym egzemplarzu różni się o parę stopni, czyli to musi być badziew. Całkowicie dyskwalifikujący jest fakt że raz w roku będę musiał zmienić baterię, a w wypadku gdybym wpadł do oceanu to przeciekają po godzinie. Mieli też dział DYI w którym pokazywali np jak użyć sprzętu pomiarowego za 5tys zł żeby ustalić jak zmienić fabryczny rezystorek coby latarka miała pół lumena więcej. I do tego odpowiedzi na kilkanaście stron z gratulacjami i bluzgami na producenta że sam na to nie wpadł. Latarkę kupiłem w końcu za 9zł w pierwszym lepszym markecie. Nie wpadłem do jaskini ani do oceanu a baterie wymieniłem po roku.
archiwum

We wszystkich najistotniejszych sprawach

We wszystkich najistotniejszych sprawach – czy to Traktat Lizboński czy CETA, te 2 partie w Europarlamencie głosują TAK SAMO !Coby Nas Polaków jeszcze bardziej ograniczyć, ubezwłasnowolnić i upodlić.
archiwum

Pomarzyć zawsze można czyli coby było gdyby Piotrowicz miał resztki honoru i jaja.

Pomarzyć zawsze można czyli coby było gdyby Piotrowicz miał resztki honoru i jaja. – W związku z wydarzeniami z mojej przeszłości chciałbym złożyć mandat poselski, a także zrezygnować z wszystkich funkcji  publicznych jakie pełnię. Równocześnie przepraszam wyborców za zawód jaki im sprawiłem. Stanisław Piotrowicz.

Internet

Internet – Jest to doprawdy niezwykle dziwne miejsce Najśmieszniejsze jest to, że każda, absolutniekażda rzecz, ma gdzieś jakieś forumzrzeszające hobbystów. Szukałem kiedyślatarki. Tzw. czołówki. Na jeden wyjazd znamiotem na 3 dni. Konkretnie to googlałemgdzie jest jakaś marketowa promocja, żebyzamiast 23zł zapłacić coś bliżej 10. Okazuje się,że latarki mają forum. Na forum dowiedziałemsię, że najtańsza latarka która świeci, kosztuje200zł. Ale to i tak badziew, bo w razie jakbymwpadł do jaskini i czekał dwa tygodnie napomoc, to wodę mogę lizać ze ścian, ale latarkazgaśnie mi po 7 dniach nieustannegoświecenia. A to przecież absolutnienieakceptowalne. Tańsze w ogóle nie wchodząw grę, bo przecież przy 100 lumenach zgubięsię w ciemności. Będę widział tylko na 5 metrówzamiast na kilometr. Na dodatek me da siętańszych w ogóle używać, bo kąt świecenia wkażdym egzemplarzu różni się o parę stopni,czyli to musi być badziew. Całkowiciedyskwalifikujący jest fakt że raz w roku będęmusiał zmienić baterię, a w wypadku gdybymwpadł do oceanu to przeciekają po godzinie.Mieli też dział DYI w którym pokazywali np jakużyć sprzętu pomiarowego za 5tys zł żebyustalić jak zmienić fabryczny rezystorek cobylatarka miała pół lumena więcej. I do tegoodpowiedzi na kilkanaście stron z gratulacjami ibluzgami na producenta że sam na to nie wpadł.Latarkę kupiłem w końcu za 9zł w pierwszymlepszym markecie. Nie wpadłem do jaskini anido oceanu a baterie wymieniłem po roku.

A to są jedynie wymagania co do partnera na wesele. Wyobraź sobie jakie ona musi mieć wymagania co do stałego partnera

A to są jedynie wymagania co do partnera na wesele. Wyobraź sobie jakie ona musi mieć wymagania co do stałego partnera –  UWAGA!Poszukiwany partner na wesele.Wymagania:wiek +21wzrost +179 cmnienaganna prezencjaumiejętność tańca (pamiętajmy, że to wesele, więc discopolo też trzeba czuć!)dobra kondycja, by móc zatańczyć z każdą ciotkąwysoka kultura osobistaświetna wyobraźnia, by móc opowiedzieć rodzinie cudownąhistorię o tym jak się poznaliśmy i jak cudowne życieplanujemynajlepiej właściciel dobrze prosperującej firmy, ktoś nadobrym stanowisku, coby się pochwalić przed familiarozległe zainteresowania, by móc rozprawiać na każdy tematz członkami mojej szanownej rodzinyWarunki do uzgodnienia na rozmowie wstępnej, termin douzgodnienia. Więcej informacji udzielę osobiście.Chętnych zapraszam!

Polska Husaria

Polska Husaria – Zawsze dumna. Nigdy na kolanach List Husarzy Polskich do carycy Katarzyny w rokupańskim 1769 spisanyWielce Wielmożna Bladź Wszechrusi, co aspiracyje do ziemRzeczypospolitej sobie rości; znamy przeto waszeci apetytnieposkromion coby kiepa w żopie czuć chędogo, azaliż w celutem nie trzeba -li wcale na Rzeczpospolitą ivojsk loysyłać, atolisami odwiedzić Waszą Mość możemy, bo choć Nas sromgermańczy brzydzi, to naszym koniom różnicy on nie robi.
Źródło: Marceli Kociubiński "Pisma przedrozbiorowe" wyd. 1922
archiwum – powód

Coby trochę załagodzić sytuację

Coby trochę załagodzić sytuację –
archiwum

Jednego serca!tak mało!tak mało trzeba mi na ziemi!Coby przy mojem miłością zadrżało:A byłbym cichy pomiędzy cichemi...

Jednego serca!tak mało!tak mało trzeba mi na ziemi!Coby przy mojem miłością zadrżało:A byłbym cichy pomiędzy cichemi... –

Coby na Święta być zdrów jak ryba

Coby na Święta być zdrów jak ryba – lepszego leku nie znajdziesz chyba

Jeszcze się taki nie urodził

Jeszcze się taki nie urodził – Coby kobietom dogodził

XXI wiek, a nawet robienie jajecznicy jest niebezpieczne

XXI wiek, a nawet robienie jajecznicy jest niebezpieczne –  Historia z jajem.Na moim osiedlu znajduje się niewielki sklepik, pół-samoobsługowy. Większość produktów podają ekspedientki, ale jest też chłodziarka, z której bierze się do koszyka rzeczy samemu. Są tam różne serki, twarożki, mleko, soki „jednodniowe” i różne takie. Są też jajka.Robię tam zakupy praktycznie codziennie, zawsze wszystko świeże, w miłej atmosferze, z dziewczynami za ladą jesteśmy praktycznie na „ty”, z właścicielem też nieraz udało mi się pogadać. Miło, przyjemnie, wygodnie, bo blisko z siatami do domu. A ostatnio w tych siatach, między innymi pół tuzina jajek w kartonowym pudełku, coby sobie jajecznicę na śniadanie zrobić.Następnego dnia zabieram się za robienie jajecznicy. Boczek pokrojony, szczypiorek pokrojony, patelnia się grzeje – czas wbić jajka do szklanki i śniadanie zaraz będzie „podano”. Biorę jajko, uderzam w nie nożem i... jajo eksploduje. Eksploduje na wszystkie strony zielonkawą galaretą, fragmentami skorupki i niesamowitym smrodem. Ja w szlamie, kuchnia w szlamie, fetor taki, że ledwo powstrzymałem wymioty. Po pierwszym szoku – szybka akcja ratunkowa: ściągnąć ciuchy i cisnąć je na balkon, pootwierać wszystkie możliwe drzwi i okna, a potem, na golasa, na wdechu, zacząć zmywać tę przypominającą smarki, śmierdzącą maź. Jak najszybciej, bo gdy zaschnie, to będę miał poważniejszy problem.Uff... Posprzątane. Ciuchy w pralce, ja w wannie. Wietrzenie trwało dobrych kilka godzin.Jeszcze tego samego dnia skoczyłem z resztą jajek do mojego sklepiku, trzymając pudełko jakby to była nitrogliceryna (wydrukowany na pudełku okres przydatności do spożycia twierdził, że jajka są ok) i opowiedziałem ekspedientce, co się wydarzyło, że może powinni sprawdzić partię, czy coś. Ta zrobiła wielkie oczy i skoczyła po właściciela, który akurat był na zapleczu. Szef szybko przyszedł, wysłuchał, oddał pieniądze i w głębokiej zadumie powiedział: „Dziwne, to już drugi taki przypadek w tym tygodniu”...Minął jakiś czas. Robiłem kolejne zakupy, gdy zagadnęła mnie ekspedientka: „A pamięta Pan tę historię z jajkami? Jeszcze kilka osób przyszło z identycznym problemem. Szef przejrzał monitoring. I co zauważył? Jakiś gnojek podmieniał jajka, wyjmował jedno z kieszeni i wkładał do pudełka!”. Wszyscy w sklepie zaczaili się na chłopaczka (15 lat) i w końcu go dorwali. Była policja, szybkie zapoznanie się ze sprawą, chłopaczek przyznał się na miejscu rzucając w pewnym momencie (obrona doskonała), „Bo te k***y nie chciały mi sprzedać piwa!”Wróżę dzieciakowi świetlaną przyszłość: ambitny, zawzięty i przede wszystkim cierpliwy. Kupił jajka, odczekał, aż się popsują i przeprowadził swój „Mały Sabotaż”. Szacun. A ja wciąż czuję lekki dreszczyk emocji, gdy rozbijam jajko.
Źródło: http://piekielni.pl/ - ejbisidii
archiwum

Ja N… oddaję i poświęcam Najświętszemu Sercu Jezusowemu całego siebie: życie moje, uczynki, trudy i cierpienia i pragnę jedynie odtąd każdą częścią mej istoty czcić Go, miłować i wielbić.

Ja N… oddaję i poświęcam Najświętszemu Sercu Jezusowemu całego siebie: życie moje, uczynki, trudy i cierpienia i pragnę jedynie odtąd każdą częścią mej istoty czcić Go, miłować i wielbić. – Nieodwołalnie postanawiam do Niego zupełnie należeć i wszystko czynić dla Jego miłości, a wyrzec się tego, coby się Mu mogło nie podobać.Biorę Cię więc, Najświętsze Serce Jezusowe, za jedyny przedmiot mej miłości, za opiekuna mego życia, zapewnienie mego zbawienia, wsparcie mej słabości i niestałości, naprawę wszystkich błędów mego życia i za bezpieczne schronienie w chwili śmierci.Bądź więc, o Serce pełne dobroci, usprawiedliwieniem mojem przed Bogiem Ojcem i odwróć ode mnie strzały Jego słusznego gniewu. O Serce miłości pełne! całą mą ufność w Tobie pokładam, gdyż lękam się mej złości i słabości, a spodziewam się wszystkiego po Twej dobroci!Wyniszcz więc we mnie wszystko, coby Ci się nie podobać mogło lub opór Ci stawiało ! niech miłość Twoja czysta tak się wyryje w mem sercu, abym Cię nigdy zapomnieć nie mógł, ani się odłączyć od Ciebie i zaklinam Cię na całą dobroć Twoją, niech imię moje będzie zapisane w Tobie, gdyż całem mojem szczęściem i całą moją chwałą jest żyć i umierać
Źródło: jako Twój niewolnik.

Posypali chodnik piaskiem

Posypali chodnik piaskiem – ...coby czasami ludzie się nie ślizgali
Źródło: komórka