Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 1000 takich demotywatorów

poczekalnia

Pierwszy posiłek młodej matki po urodzeniu dziecka: Na górze posiłek w polskim szpitalu, na dole w szwedzkim

Na górze posiłek w polskim szpitalu, na dole w szwedzkim –
poczekalnia

Niezwykły akt miłości. Miał poparzone 95% ciała, lekarze nie dawali mu szans. Brat bliźniak oddał mu skórę

Niezwykły akt miłości. Miał poparzone 95% ciała, lekarze nie dawali mu szans. Brat bliźniak oddał mu skórę – 33-letni Francuz miał poparzenia 95 procent ciała po tym, jak został poraniony przez płonące chemikalia. Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Pomógł jego brat bliźniak, który oddał mu część swojej skóry. To pierwszy taki udany przeszczep na świecie.Pochodzący z Amiens w północnej Francji Franck uległ ciężkiemu wypadkowi podczas pracy. Wylały się na niego łatwopalne chemikalia, spadła na nie iskra i mężczyzna stał się wręcz żywą pochodnią. Koledzy ugasili płonące na nim ubranie, wezwali pogotowie. Gdy lekarze w szpitalu zobaczyli 33-latka, nie wierzyli, że przeżyje. Miał poparzone aż 95 proc. powierzchni ciała. Był utrzymywany w śpiączce farmakologicznej, czekał na śmierć. Na szczęście jeden z lekarzy dowiedział się, że pacjent ma brata bliźniaka jednojajowego. Istniała szansa na uratowanie Francka, jeśli Erick odda mu swoją skórę do przeszczepu. Bliźniak zgodził się na to bez wahania. W sumie bracia przeszli 10 operacji, podczas których lekarze przeszczepili Franckowi blisko połowę skóry Ericka. Zabiegi doskonale się powiodły. – To zasługa identycznych genów – tłumaczył transplantolog prof. Maurice Mimoun. I choć w przeszłości podobne operacje miały miejsce, ta jest zupełnie wyjątkowa. Po raz pierwszy doszło do przeszczepu skóry bliźniaków na tak dużą skalę.„Ogromną zaletą pobierania skóry z identycznego bliźniaka jest fakt, że nie zostanie ona na pewno odrzucona przez organizm” – podał w oświadczeniu szpital. W przeciwieństwie do innych pacjentów po przeszczepie skóry, Franck nie wymagał podawania żadnych leków immunosupresyjnych.Skóra pacjenta regenerowała się bardzo szybko. Po czterech miesiącach spędzonych w szpitalu został wypisany do domu

Ilość idiotów w społeczeństwie musi się zgadzać

Ilość idiotów w społeczeństwie musi się zgadzać –
archiwum – powód

Tak karmi się w szpitalach w Racławicach!

 – Musimy z tym walczyć

Zakupy tego mężczyzny wzruszyły wielu ludzi w kolejce. Niby mały gest, a tyle w nim emocji

Zakupy tego mężczyzny wzruszyły wielu ludzi w kolejce. Niby mały gest, a tyle w nim emocji – Pewien mężczyzna robił zakupy tak jak zawsze w supermarkecie koło swojego domu, gdy w kolejce nagle zobaczył postawnego klienta. W jego wózku zobaczył sporo maskotek. Zaciekawiło go to i postanowił zapytać, o co chodzi."Byłem na zakupach, gdy zobaczyłem tego mężczyznę z wózkiem pełnym pluszaków. Kiedy zapytałem, dlaczego kupił ich aż tyle, przyznam szczerze, że się wzruszyłem. Powiedział mi, że co roku przebiera się za Świętego Mikołaja i chodzi po korytarzach dziecięcego oddziału intensywnej opieki i każdemu dziecku daje maskotkę, aby choć przez chwilę na ich twarzy pojawił się uśmiech. Wiecie co? Te słowa dały mi do myślenia i sam zastanawiam się nad tym, aby przed Świętami zrobić coś podobnego".Niby niepozorny gest, a tak ważny dla obu stron

Kto jest za tym, aby tak wyglądał posiłek dla więźniów, zamiast dla chorych w szpitalu?

Kto jest za tym, aby tak wyglądał posiłek dla więźniów, zamiast dla chorych w szpitalu? –
archiwum – powód

Mężczyzna z wytatuowaną deklaracją trafił do szpitala. Lekarze zastanawiali się czy ratować pacjenta

Mężczyzna z wytatuowaną deklaracją trafił do szpitala. Lekarze zastanawiali się czy ratować pacjenta – 70-letni mężczyzna trafił nieprzytomny do jednego ze szpitali na Florydzie. Lekarze po rozpięciu koszuli zauważyli na klatce piersiowej tatuaż z napisem "Do not resuscitate" co po angielsku oznacza "nie reanimujcie mnie". Zaskoczony personel medyczny musiał szybko podjąć decyzję, co zrobić z pacjentem.70-latek miał migotanie przedsionków i cierpiał na przewlekłą chorobę płuc, dlatego nie było zbyt wiele czasu na zastanawianie się. Lekarze postanowili zignorować tatuaż i reanimowali pacjenta.Mężczyzna jednak zmarł jeszcze tego samego dniaMoże skuteczniejszy byłby tatuaż "NIE ZAPŁACĘ"
archiwum

Jedna z pielęgniarek pracujących w szpitalu Fernandez w Argentynie, która na Twitterze nazywa się "VayaAspirina", opublikowała wzruszającą i inspirującą historię z miejsca swojej pracy

Jedna z pielęgniarek pracujących w szpitalu Fernandez w Argentynie, która na Twitterze nazywa się "VayaAspirina", opublikowała wzruszającą i inspirującą historię z miejsca swojej pracy – Kobieta zamieściła zdjęcie wyjątkowego staruszka, 91-letniego Luisa Schapira, który codziennie przychodzi do szpitala. Ma ku temu powód!Luis przez lata pracował jako lekarz w argentyńskim szpitalu. Chociaż od 27 lat jest na emeryturze, i tak codziennie odwiedza ukochane miejsce pracy. Zawód lekarza od zawsze był jego wielkim marzeniem, którego spełnienie nie było łatwe - Luis pochodzi z biednej, żydowskiej rodziny, w której domu nie było nawet elektryczności. Ciężko pracował i dużo się uczył, by móc ukończyć studia. Przez 65 lat z poświęceniem pracował dla dobra innych. Teraz nie chce tego zmieniać...Luis codziennie przychodzi do szpitala, bo... "kocha to miejsce". Inni pracownicy placówki pokazują go jako wzór do naśladowania i wzór tego, czym jest powołanie. Starszy pan codziennie rozmawia z rodzinami pacjentów, pociesza chorych, rozbawia pielęgniarki. Jest dobrym duchem szpitala.Nie brakuje lekarzy z powołania, którzy wkładają wiele serca w to, by pomagać innym wrócić do zdrowia. Doceńmy to!

Tak przez dwie noce musiała czuwać matka przy chorym dziecku w jednym ze szpitali w Jeleniej Górze: Mąż, a zarazem ojciec nie mógł dłużej na to patrzeć i napisał list do Ministra Zdrowia:

Mąż, a zarazem ojciec nie mógł dłużej na to patrzeć i napisał list do Ministra Zdrowia: – "Panie Ministrze Konstanty Radziwiłł, niech mi Pan kilka rzeczy wyjaśni, bo czegoś tu nie pojmuję… Proszę mi powiedzieć dlaczego w XXI wieku i w kraju leżącym samym środku Europy, moja żona, matka dwójki dzieci, a zarazem kobieta, która co miesiąc do kasy tego państwa oddaje TYSIĄCE CIĘŻKO ZAROBIONYCH ZŁOTYCH w różnych podatkach i opłatach, musiała w takich warunkach, jak na załączonym obrazku czuwać przy swoim chorym 1,5 ROCZNYM SYNU wymagającym pilnego leczenia szpitalnego?" - napisał w liście otwartym do ministra zdrowia jeleniogórzaninMoże mi Pan też powiedzieć, dlaczego mój 1,5 roczny syn wymagający konsultacji neurologicznej po przyjęciu na Oddział Pediatryczny w Jeleniej Górze (bo Neurologii Dziecięcej tu nie ma…) musiał czekać DOBĘ na badanie neurologa, bo prawdopodobnie JEDYNY aktywny neurolog dziecięcy w tym mieście, był w tym czasie zajęty obsługą dziecięcego SORu zorganizowanego prowizorycznie na TYM SAMYM ODDZIALE??" – dodaje.Przez dwa dni spędzone w tym Szpitalu kierowana przez Pana tzw. "służba zdrowia" tak nas przeorała, że gdy w końcu przeniesiono nas do leżącego 100km dalej szpitala z oddziałem dziecięcym z prawdziwego zdarzenia, moja żona na widok uśmiechniętego personelu, kolorowej przestrzeni i nowych, dostosowanych do pobytu małych dzieci sal prawie się rozpłakała.Pan i cała wasza ekipa rządząca lubicie się przechwalać jak to co rusz udaje się wam wdrażać kolejne „prorodzinne” programy. Tymczasem rzeczywistość w mniejszych miastach wygląda tak jak na załączonym obrazku. Czasem sobie myślę, że was polityków powinno się wsadzić w autobusy, rozwieźć po mniejszych miastach i kazać się tam położyć choć na 3 dni w szpitalu, żebyście mogli zrozumieć jaki BURDEL TAM MACIE!!! Tylko wcześniej trzeba by Wam zabrać komórki, żebyście przypadkiem nie próbowali dzwonić do swoich kolesi ordynatorów, którzy jak znam życie trzymają wam na oddziałach najlepsze miejsca…Serdecznie NIE POZDRAWIAM!

Tak wygląda kolacja w jednym ze szpitali w Kielcach. Internauci pytają: "To nazywasz jedzeniem?"

Tak wygląda kolacja w jednym ze szpitali w Kielcach. Internauci pytają: "To nazywasz jedzeniem?" –

Byłoby zabawne, gdyby nie było takie prawdziwe

 –  To ma być obiad???Kolega rozwydrzony, trafił do szpitala prosto z zakładu karnego
archiwum

W pewnej restauracji posiłki przygotowywały osoby zarażone wirusem HIV. Chciano w ten sposób coś udowodnić

W pewnej restauracji posiłki przygotowywały osoby zarażone wirusem HIV. Chciano w ten sposób coś udowodnić – Mimo że tyle naokoło mówi się na temat wirusa HIV (tylko w naszym kraju statystycznie trzy osoby dziennie dowiadują się, że są jego nosicielami), wiedza na temat sposobów jego rozprzestrzeniania się wciąż jest niewystarczająca. Z tego powodu zarażeni muszą codziennie zmagać się z wieloma krzywdzącymi stereotypami, jakie narosły wokół ich przypadłości. O przykłady nietrudno. Wielu uważa, że pocałunek z zarażonym, jego kichnięcie czy podanie mu ręki sprawi, że wirus od razu zaatakuje. Tak nie jest - nie przenosi się on bowiem przez ślinę, mocz, kał, łzy, pot czy dotyk! Na początku listopada w Kanadzie przeprowadzono internetowy sondaż na temat HIV i osób seropozytywnych. Tylko połowa Kanadyjczyków stwierdziła m.in., że zjadłaby obiad przyrządzony przez zarażonego tym wirusem. Casey House, ośrodek i szpital zajmujący się chorymi, postanowił zmienić to podejście. W tym celu, w Toronto, pojawiła się na dwa dni restauracja June’s HIV+ Eatery, w której posiłki serwowało 14 seropozytywnych kucharzy (na zdjęciu). Akcja okazała się prawdziwym sukcesem - zarezerwowanie u nich stolika było prawie niemożliwe! Po takim powodzeniu przedsięwzięcia można liczyć na to, że wkrótce znów o podobnej restauracji usłyszymy

Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli

Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli – W pewnym szpitalu, na jednej sali, ramię w ramię leżeli dwaj zaawansowani wiekiem mężczyźni, których stan sugerował raczej zbliżającą się wcześniej niż później podróż na drugą stronę. Mężczyzna, który leżał bliżej okna, mógł przez godzinę siedzieć, bo dzięki temu z jego płuc łatwiej odprowadzano płyn. Drugi z pacjentów musiał przez cały czas leżeć na plecach. Panowie – zupełnie jak nie panowie – bardzo wiele ze sobą rozmawiali. O byłym życiu, o minionych latach, żonach (byłych i minionych), pracach, wojnach, wakacyjnych wyjazdach. O wszystkim, o czym tylko ci dwaj byli jeszcze w stanie pomyśleć. Jedynym wyjątkiem od rutyny była godzina, w której jeden z mężczyzn mógł siedzieć przy oknie. Wtedy dotychczasowe rozmowy ustawały. Mówił tylko siedzący.Opowiadał drugiemu o wszystkim, co dostrzegł za oknem. Opisywał każdy najdrobniejszy szczegół, tak żeby ten drugi, który nie mógł patrzeć, był w stanie wszystko dokładnie sobie wyobrazić. To, co działo się za oknem, było oczywiście dużo ciekawsze od codziennych rozmów o tym samym. W końcu ile można opowiadać o swoim życiu? Z czasem unieruchomiony pacjent z coraz większą niecierpliwością wyglądał odpowiedniej godziny. Tylko zaokienne opowieści drugiego sprawiały mu radość. Żył wszystkim, co usłyszał. Każdym wydarzeniem, każdym kolorem, każdym zjawiskiem.Mijały kolejne godziny i mężczyzna dowiadywał się coraz więcej. O parku za szpitalnym oknem i o brzegu jeziora widocznego tuż obok. O kaczkach i łabędziach pływających tuż obok puszczanych przez dzieci papierowych łódek. O zakochanych parach wędrujących ramię w ramię wśród kwiatów. Wreszcie o panoramie miasta widocznej w oddali.Gdy jeden z pacjentów otwierał oczy i wyglądał przez okno, drugi zamykał je, by wszystko widzieć oczami wyobraźni. Któregoś popołudnia siedzący opowiedział o paradzie przechodzącej pod oknem. I choć drugi z mężczyzn nie był w stanie usłyszeć jej prawdziwych dźwięków, w jego wyobraźni odgrywała się cała symfonia. Mijały dni, tygodnie. Minął miesiąc i kolejny. Jak co dzień do sali zajrzała pielęgniarka, przynosząc pacjentom wodę do mycia. Tym razem jednak na jej powitanie odpowiedział tylko jeden z mężczyzn. Drugi, ten, który leżał bliżej okna, odszedł cicho we śnie. Po krótkim pożegnaniu ciało zabrano.Gdy upłynęło wystarczająco czasu, by takiej prośby nie uznać za niestosowną, mężczyzna dotąd leżący daleko od okna zapytał, czy mógłby przenieść się na drugie miejsce. Prośbę chorego spełniono. I gdy tylko został w sali sam, postanowił złamać zalecenia lekarzy. Powoli, z ogromnym wysiłkiem i bólem uniósł się na łokciach, by pierwszy raz od bardzo dawna na własne oczy ujrzeć świat poza murami szpitala. Z obawą, ale i podekscytowaniem odwrócił głowę i wyjrzał...Za oknem była tylko blada ściana kolejnego z budynków szpitala.Zdumiony pacjent próbował dowiedzieć się od pielęgniarki, co się stało z tym, co widział zmarły chory.- Nic się nie stało - odpowiedziała pielęgniarka i wyjaśniła, że zmarły był od dawna niewidomy i nie był w stanie zobaczyć nawet tej ściany za oknem. - Wymyślał, bo chciał sprawić ci radość
archiwum

Dziecko niepełnosprawne

Dziecko niepełnosprawne – Masz malutkie dziecko i jest Ci ciężko...Nie możesz załatwić wielu spraw, nie masz na nic czasu, Twoje życie prywatne legło  w gruzach ...jest Ci naprawdę źle...Też tak miałam gdy wychowywałam pierwsze dziecko...Moje drugie dziecko urodziło się z ciężką chorobą...Codziennie mamy rehabilitację co zajmuje nam około 3 godzin z  dojazdami.Oprócz tego chodzimy do logopedy, poradni psychologiczno pedagogicznej. Przynajmniej raz w tygodniu jesteśmy u jakiegoś lekarza, nie wspomnę ze szpital to nasz drugi dom...Muszę patrzeć jak moje dziecko cierpi i nue jestem w stanie w żaden sposób mu pomóc. I wiesz co...Przy pierwszym dziecku też  WYDAWAŁO mi się że jest mi ciężko... DOCEŃ TO ŻE MASZ  ZDROWE DZIECKONIE MAM NIC WAŻNIEJSZEGO   !!!

Kiedyś wszystko się ułoży:

 –  GÓWNIANA SZKOŁA...GÓWNIANE BEZROBOCIE...GÓWNIANY SAMOCHÓD!GÓWNIANA PRACA.O, TU JEST CAŁKIEM MIŁO!

Jak się podaje herbatę w szpitalu:

 –

Cristiano Ronaldo został ojcem! Zdradził też płeć i imię dziecka

Cristiano Ronaldo został ojcem! Zdradził też płeć i imię dziecka – Alana Martina właśnie się urodziła! Zarówno Geo, jak i Alana świetnie sobie radzą! Wszyscy jesteśmy bardzo szczęśliwi! Cristiano Ronaldo A Alana Martina acaba de nascer Tanto a Geo como a Alana estao multo bem! Estamos todus muito felizes! Zobacz tłumaczenie lubię to komentarze udostępnij
archiwum

Kiedy przychodzi Śmierć

Kiedy przychodzi Śmierć –
archiwum

Pewien mężczyzna z Arabii Saudyjskiej pożalił się na tweeterze, że nie miał żadnych gości, odkąd trafił do szpitala, na jego wpis zareagowali obcy ludzie I postanowili go odwiedzić:

 –
archiwum

Matka dużo czasu spędza w szpitalu - jej dziecko ma problemy z oddychaniem. Postanowiła podzielić się tym co myśli na temat pracy pielęgniarek:

Matka dużo czasu spędza w szpitalu - jej dziecko ma problemy z oddychaniem. Postanowiła podzielić się tym co myśli na temat pracy pielęgniarek: – „Ja Cię widzę. Cały dzień przesiaduję na kanapie patrząc na Ciebie, choć wiem, że robisz wszystko, żeby pozostać niezauważoną. Spuszczasz głowę, gdy moje dziecko płacze. Na wiele sposobów łagodzisz jej ból i dolegliwości. Widzę, jak z wielkim trudem przychodzi Ci zmiana jej opatrunków, czy kłucie jej igłą. W jeden dzień częściej mówisz „przepraszam”, niż większość ludzi używa słowa „dziękuję”.Widzę prezenty, liczne bransoletki, które dostałaś od dzieci, którymi się opiekujesz. Doskonale wiem, jak bardzo je wszystkie kochasz. Widzę, z jak wielką troską otulasz kołdrą moją córeczkę, jak głaszczesz ją po łysej główce. Jak przytulasz matki, które dopiero co usłyszały złe wiadomości. Widzę, jak pomimo braku czasu, trzymasz za rączkę małe dziecko, którego rodzic nie mógł przyjść do szpitala. Na długi czas zapominasz o swoim życiu, by ratować ciężko chore, a nawet umierające maluszki. Każdego witasz z uśmiechem bez względu na to, kim jest i na co choruje. Choć Sophie nie jest Twoją małą pacjentką, zawsze sprawdzasz, jak się dziś czuje. Zwykle, gdy zajmujesz się moim dzieckiem, kontrolujesz także co u mnie. Choć nie masz czasu, przez blisko kwadrans wysłuchujesz mojego gadania. Widzę. Wszyscy widzą. Żadne prezenty i podziękowania nie wyrażą tego, jak mocno Cię cenimy. Bez Ciebie, nasze maleństwa nie miały by tego, co mają teraz. Bez Ciebie nie moglibyśmy zrobić nic, gdyż to Ty codzienne je ratujesz.”  List zamieszczony na Facebook’u, jest wspaniałą formą podziękowania i zwrócenia uwagi na rangę pracy, jaka jest wykonywana przez pielęgniarki czy lekarzy. Rodzice dziewczynki niedawno odetchnęli z ulgą, gdyż okazało się, że nowotwór został całkowicie wyleczony. Wraz z nimi czekamy na jej szczęśliwy powrót do domu!