Momencik, trwa przetwarzanie danych   Ładowanie…

Szukaj



Znalazłem ponad 1000 takich demotywatorów

Ten gość jest stary odkąd pamiętam

Ten gość jest stary odkąd pamiętam –  20002017

Mam wrażenie, że ja pamiętam o innych ludziach dłużej, niż oni pamiętają o mnie

Mam wrażenie, że ja pamiętam o innych ludziach dłużej, niż oni pamiętają o mnie –
Źródło: Jarosław Borszewicz.
archiwum

Pamiętam jak w Przeminęło z Wiatrem uderzyła mnie scena, w której murzyn mówił o sobie i innych niewolnikach czarnuchy.

Pamiętam jak w Przeminęło z Wiatrem uderzyła mnie scena, w której murzyn mówił o sobie i innych niewolnikach czarnuchy. – Tak samo odbieram Polaków mówiących o swych rodakach polaczki

To były najwspanialsze czasy, a teraz mogę powiedzieć "LUBIĘ TO"

To były najwspanialsze czasy,a teraz mogę powiedzieć "LUBIĘ TO" –  Pamiętam, że gdy byłam mała, nie było aniXBoxów, ani IPhonów, ani WiFi. Miałam rower, rolki, a zimą łyżwy. Mama na obiad nie wołała mnie przez komórkę, ale przez otwarte w kuchni okno...Z przyjaciółmi bawiłam się i grałam zawsze na dworze, nie online. I kiedy piłam wodę prosto z kranu,przychodziłam z dworu z podartymi kolanami w spodniach, wspinałam się wysoko po drzewach i jakimś trafem przeżyłam...

Pamiętam czasy, kiedy filmy miały fabułę, a gry komputerowe nie

Pamiętam czasy, kiedy filmy miały fabułę, a gry komputerowe nie –

Abelard Giza dosadnie powiedział co o tym wszystkim myśli:

 –  Siema!Urodziła mi się właśnie druga córka. Ale piszę o tym nie dlatego, żeby ktoś mi teraz gratulował czy wklejał serduszka. Piszę o tym dlatego, że w takich sytuacjach oprócz dziecka zawsze rodzą się kolejne pytania i wątpliwości. Człowiek próbuje być dojrzalszy, myśleć o przyszłości itp.Próbowałem śledzić to co dzieje się na Wiejskej, ale z wiadomych przyczyn było to z doskoku i tylko jednym okiem.Od początku tej kadencji staram się bardzo, żeby moje prywatne sympatie emocjonalnie nie wzięły góry. Kto zna moją twórczość ten wie, że raczej bliżej mi do lewej strony niż do prawej. Kto widział, mój nowy program wie też że i tam od polityki uciec nie zdołałem. Zawsze będę starał się punktować głupotę, nieważne pod jakim sztandarem będzie maszerować.Głupota nie ma koloru. Potrafi być i brunatna, i tęczowa.Chciałbym, żeby po obu stronach - i wierzę, że tak jest - były osoby, które potrafią rozmawiać, argumentować i szukać kompromisu pomiędzy dobrem narodu a jednostki (że tak to umownie nazwę). I nie ma znaczenia co myślę prywatnie. Żyjemy obok ludzi, którzy mają inne poglądy i chcąc nie chcąc musimy jakoś współgrać.W tym co robię próbuję zachować zdrowy rozsądek i przyjmować argumenty obu opcji. Nie znoszę cenzurowania sztuki i próby wpływania na teatry. Brzydzą mnie przemoc, homofobia i antysemityzm. Ale też nie każdy ksiądz to pedofil, a wywieszenie flagi przed domem nie musi być od razu oznaką wytatuowanej falangi na dupie. Patriotyzm to nie tylko Żołnierze Wyklęci i skarpety z symbolem Polski Walczącej. Ale to też nie tylko kasowanie biletu i płacenie podatków.Mnie też wkurwiają wysokie emerytury typów, którzy kiedyś pałowali przyzwoitych ludzi i to, że „jakimś cudem” duży biznes oprał się mocno na kolesiach mających w poprzednim systemie plecy i znajomości.Ale nie chcę płacić abonamentu za telewizję, którą robi Jacek Kurwski, bo nie znoszę bałwana od lat, a i jakoś mnie ramówka TVP nie przekonuje. Tak jak z resztą nie przekonuje TVN ze swoim plastikowym światem cwelebrytów i POLSAT wykuty z dykty i cekinów. I gdybym miał płacić za którąkolwiek z tych stacji też bym protestował.Płacę abonament za Netflixa. Z przyjemnością. A jak podniosą cenę to trudno - widzę co robią i bez gadania dorzucę piątaka. Fajnie by było, żebym nie musiał chodzić do kościoła bo każą, albo odmawiać różańca podczas wysyłania paczki na poczcie, ale też nie chciałbym żeby mnie ktoś zmuszał do hajtania się z facetem. Ale jeśli ktoś ma ochotę leżeć krzyżem 24h albo być drapany wąsem podczas całowania - luz.Dla wszystkich znajdzie się miejsce. To duży kraj. Mamy morze, góry i jeziora. Niech sobie więc rośnie i marihuana, i "dzięcielina pała”. Nie chcesz - nie jaraj. A jak ci będą dmuchać w twarz to wtedy śmiało pierdolnij.Nikt przecież nie każe nikomu jeść chleba żytniego powszedniego. Ja lubię i się bardzo cieszę, że mogę kupić. Że na półkach są opcje. Źle by było, gdyby wypiekali tylko biały aryjski bochen.Z drugiej strony zapiekanka na pełnoziarnistym - zastrzelcie mnie!To są przykłady. Nie piszcie mi potem: „marihuana to nie żyto” albo „jeb się Masonie!” - to wszystko wiem.Próbowałem bardzo długo zachować trzeźwy umysł, ale coś pękło - ostatnio zdarza się najwybitniejszym, kanalie… Myślę sobie, że to nie jest w porządku, że boję się tego co się dzieje. Po moim domu biega jakiś ekipa z młotkiem, krzyczy, że ma pozwolenie od wspólnoty i rozpierdala różne elementy. Teraz zabrali się za ściany nośne. Nikt mi nic wcześniej nie wyjaśnił. Może nawet mają ze sobą jakieś plany, może to wszystko jest jasne w głowie Wielkiego Budowniczego - ale ja nic nie wiem. A na planach się nie znam. Ja sobie piszę śmieszne rzeczy. Ktoś inny pracuje w stoczni, ktoś jeździ taksówką. Nie musimy kumać planów. Wystarczy gdyby ktoś po ludzku spróbował wszystkie nasze wątpliwości wyjaśnić. I kiedy jakiś bardziej światły sąsiad pyta: „A to się nie zawali? Czy Pan Zbyszek sam to dźwignie? Wiemy, że jest doskonałym specjalistą, ale nie jest Bogiem - jakby chciał. Może lepiej, żeby był jeszcze jakiś inny filar?”to nie chcemy w odpowiedzi słyszeć tylko:„Bandyci ten dom stawiali! Dzieci budowlańców sprzed 40 lat!”„A pana kolega nie budował wtedy? Kojarzę wąsa…”„Ale my jesteśmy dobrzy! Masz lizaka dla dziecka!”Mnie osobiście ten lizak nie przekonuje. Aczkolwiek szkoda, że poprzednia ekipa o lizaku nie pomyślała.Oni w ogóle mieli wyjebane. Przychodzili do roboty raz na jakiś czas. Pomieszali beton, ukradli parę cegieł, okna wstawili tańsze, piasek sypali zamiast cementu - żeby się ośmiorniczek nawpieprzać. A dom nasz kruszał i osiadał.Zła ekipa. Bez żadnych wątpliwości. Partacze pierdoleni.Ale, jak wspomniałem, ja się na budowach nie znam. Przez lata myślałem, że tak ma być. Że wszyscy te cegły kradną. Że na tym polega „fachowiec”. Przecież odkąd pamiętam tak było. Co przyszła jakaś ekipa to przekręt. Gdyby któraś była dobra, to przecież byśmy ją wybierali co cztery lata. Nikt nie zmienia zwycięskiego składu #adamnawałkaMoże faktycznie ten nasz dom stoi na złych i zgniłych fundamentach i mieszkańcy parteru już dawno brodzą w gównie, a nikt z wyższych pięter o nich nie myśli. Póki się nie wleje do Twojego salonu, masz wywalone. Może wreszcie przychodzi Wielki Budowniczy, który czuje, że ma taki sprzęt, że wreszcie może to ruszyć, bo jak nie dziś, to za rok albo pięć wszystko się rozleci (co nawet mógłbym zrozumieć). Ale - o, Wielki Bobie! - zrozum, że na mój chłopski rozum, nie powinno się burzyć wszystkiego kulą na łańcuchu, kiedy w bloku mieszkają ludzie. To musi być bardzo przemyślana i precyzyjna operacja. A każdy, kto ma wątpliwości powinien dostać jasne i rzetelne wyjaśnienie. A jeśli go nie dostaje to: albo go nie ma, albo traktuje się pytającego jak idiotę, albo może fundamenty nie są tak zgniłe jakby chciała ekipa i cały ten sprzęt, i rozpierdol jest tylko ku uciesze operatora „burzarki”.Prosta to przenośnia. Nie uwzględnia pewnie wielu niuansów. Ale wierzę, że wszyscy, którzy myślą rozumieją. Pytam zatem: czy ktoś bardzo spokojnie i konkretnie, bez krzyków „jebać PO” i „jebać PIS” potrafi mi wyjaśnić, że nie ma się czego bać? Że to co widzimy to są dobre ruchy?Bo jeśli nikt tego nie zrobi, to boję się, że mój strach przerodzi się we wkurw, a wtedy ciężko będzie powstrzymać emocje i choćby próbować zrozumieć. A to złe.Już jednego gościa zapytałem pod wpisem Dawida Podsiadły - podobnym w tonie - o argumenty, bo rzucił tylko coś w stylu "śmierdzi KODziarstwem”. Potem się okazało, że nie miał ani jednego sensownego zdania na obronę tych działań. A nie o takie wpisy mi chodzi. Szkoda stukać w klawiaturę. To już lepiej wymieniać tytuły seriali, które warto obejrzeć. Będzie jakkolwiek konstruktywniej.ARGUMENTY.Proszę, bo czasu mało, a emocje z dnia na dzień większe. Poza tym piątek i wszyscy chcą się nawalić. Za sądy albo na pohybel.

Była pewna, że znalazła miłość swojego życia. Rzeczywistość pokazała, jak bardzo się myliła

Była pewna, że znalazła miłość swojego życia. Rzeczywistość pokazała,jak bardzo się myliła – Niech podniosą głowę do góry i znajdą w sobie siłę!”Jestem Magda. Mam 31 lat i tkwiłam w związku bez przyszłości. Chcę, żebyście poznały moją historię i wzięły ze mnie przykład tylko w jej zakończeniu. Z wcześniejszych moich przeżyć wyciągnijcie słuszne wnioski.Ideał! Mikołaja poznałam u koleżanki na domówce. Ja miałam lat 19, on 18. Zakochaliśmy się w sobie niemal od pierwszego wejrzenia. To była miłość! Na początku wszystko wyglądało cudownie. Przez całe wakacje spotykaliśmy niemal codziennie, rozumieliśmy się praktycznie bez słów. Tak jakbyśmy byli dla siebie stworzeni! Kiedy z jakiś powodów nie mogliśmy się widzieć, godzinami rozmawialiśmy przez telefon. W tym wszystkim był jeden mały problem – on nie do końca uporał się ze swoją byłą. Ciągle do niego dzwoniła, pisała i nagabywała go. Nie miałam z tym problemu. Cieszyło mnie wręcz to, że woli mnie od niej… Po roku przestała się odzywać.W dodatku on sprawiał wrażenie takiego skromnego faceta, a dziewczyny za nim szalały. Było mi z tym wtedy naprawdę fajnie. Tym bardziej, że miałam przeświadczenie, że był tylko mój.Dopiero później okazało się, że było inaczej…Coś się zmieniłoMijały miesiące wspaniałej sielanki, a on powoli, dla mnie niemal niezauważalnie, zmieniał się. Coraz częściej przepadał wieczorami, pisał i dzwonił znacznie mniej. Wolał imprezy z kolegami niż czas spędzony ze mną. Prosiłam i robiłam wszystko, aby go przy sobie zatrzymać… Byłam zdesperowana. Tak minęły 2 ostatnie lata naszego związku. Przez ciągłe robienie mu wyrzutów i jego żalenie się na mnie do kolegom, słyszałam na swój temat coraz to gorsze rzeczy. Cały czas mówili mu, że nie jestem z jego ligi…, że on może mieć lepszą. O wiele lepszą… Co chwile wypominał mi, że nie potrafię się ubrać, że jestem za gruba, że włosy mam w złym kolorze, że powinnam coś ze sobą zrobić. Z ideału stałam się kimś, kim pomiatał. Było więcej rzeczy, ale nie mam już czasu i sił tego wspominać.Przemoc psychiczna i nie tylkoTo, jak mnie traktował, sprawiło, że zaczęłam myśleć o sobie w najgorszych kategoriach. Straciłam pewność siebie, która kiedyś przyciągała tak wielu facetów i zaczęłam mieć myśli samobójcze. To było straszne. A ja… Ja byłam od niego uzależniona. Nie chciałam słuchać przyjaciółek, które mówiły mi, że to nie ze mną jest coś nie tak. Byłam ślepo zapatrzona. W końcu na pewnej imprezie, przegiął. Przy wszystkich w czasie kłótni uderzył mnie w twarz. Bolało… Ale wiecie, co teraz sobie o tym myślę? Ta fizyczna krzywda była niczym w porównaniu z tym, co stało się z moją psychiką. Nie wiem jak, ale znalazłam w sobie siłę i wyszłam. Z imprezy wróciłam sama, mimo że jeszcze za mną wybiegł i „próbował ratować” sytuację… Wracałam pieszo, a ulice były puste. Nagle zatrzymał się samochód, a w nim pełno napranych facetów. Próbowali wciągnąć mnie do środka, ale wyrwałam się i uciekłam w najbliższą bramę. Serce waliło mi jak oszalałe…Nie przejął sięDo końca nie pamiętam, jak znalazłam się we własnym łóżku. To chyba dzięki adrenalinie. Obudziłam się po 16. Z nadzieją popatrzyłam na telefon. Nie było wiadomości. Przeanalizowałam wieczór – od początku do końca. Przypomniałam sobie, co zrobił. Było mi wstyd. Byłam dla niego niczym. A teraz nawet nie przejmował się tym, czy wszystko ze mną dobrze.PrzebudzenieTo przelało czarę goryczy – odcięłam się. Próbował jeszcze szukać kontaktu, ale niezbyt się starał. Później odezwała się do mnie jego była. Okazało się, że przez cały nasz związek spotykał się z nią od czasu do czasu. Dowiedziałam się też o innych. Dużo ich było… Miał bardzo pojemne serduszko, że tak to ujmę. Było mi cholernie trudno, ale uwolniłam się od niego. Udało się! I wiecie co? Mimo że wtedy myślałam, że jestem prawdziwą szczęściarą i poznałam miłość swojego życia, dopiero teraz wiem, w jakim byłam błędzie. Wiem też, że zmarnowałam 5 lat, a to naprawdę sporo. One bezpowrotnie uciekły. Nic mi ich nie wróci…Ocknij się!Dlatego, jeśli Ty też jesteś teraz z kimś, kto Cię nie szanuje, kto nie uważa Cię za najwspanialszą osobę na świecie, nawet jeśli masz sporo wad… To rzuć go! Nie marnuj swojego czasu na coś, co zostawi Ci jedynie liczne rany w psychice. Tych straconych miesięcy i zdrowia nie wróci Ci nic… Uwierz mi.Wiecie, co się dzieje za mną teraz?Poznałam Tego Jedynego. Na Jego punkcie oszalałam jeszcze bardziej, jednak tym razem uczucia ulokowałam słusznie. Jestem szczęśliwą żoną, równie szczęśliwego męża, który traktuje mnie z szacunkiem i jest mi oddany. Czuję to na każdym kroku. Kocham Go najmocniej na świecie tak, jak dwójkę naszych urwisów. Dziękuję Bogu, że udało mi się w porę, uświadomić sobie, że tamto to nie była miłość. Dopiero teraz wiem, co znaczy kochać naprawdę i być naprawdę kochaną.Dziewczyny błagam – szanujcie się!Prędzej czy później znajdziecie tę właściwą osobę, na którą zasługujecie! Kurcze! Jeśli nie jesteś dla niego na pierwszym miejscu już teraz, to nigdy nie będziesz. Zapamiętaj!”

Jedno z tych wyznań gdzie złość i bezsilność odbierają mowę:

 –  Mając 23 lata staraliśmy się z mężem zajść w ciążę. Okazało się jednak, że będzie z tym problem. Pierwsze 2-3 lata leczenia i starań były raczej dla nas bez większej stresówki, później zależało mi na tym dziecku coraz bardziej, a że żadnych efektów nie było, zaczęła mi padać psychika. Pamiętam te wszystkie nieprzespane i zapłakane noce. Przestałam jeść, byłam strzępkiem nerwów. Chciałam mieć to dziecko, kochałam je, chociaż go nie było, miałam wybrane imiona dla dziewczynki i dla chłopca. I tak bardzo się bałam, że nie dam mężowi dziecka, nie stworzymy prawdziwej rodziny, że w końcu mnie zostawi z tego wszystkiego. Ale zawsze był przy mnie. Tulił i pocieszał, nie pozwolił płakać, tylko rozśmieszał. Zawsze był bardzo delikatny i czuły, mówił, że zawsze będziemy razem.13 lat później.Dwie kreski na teście. Tego dnia zrobiłam ich 7! Nigdy nie zapomnę, jak płakałam wtedy ze szczęścia. Telefon do męża do pracy, pół godziny później jest w domu. Płakaliśmy razem, nosił mnie na rękach, skakaliśmy ze szczęścia. Lekarz ciążę potwierdził, wszystko jest dobrze, a ja zaczęłam wybierać dziecku już studia... Ciąża rozwijała się prawidłowo, synek miał się urodzić 18 września. Z mężem załatwiamy papiery dzięki znajomym do pracy, że ciąża niby zagrożona, przez co mogłam już w trzecim miesiącu przestać do niej chodzić, a my byliśmy jeszcze bardziej spokoji o nasze dziecko.1 czerwcaJakie to wspaniałe, jak czujesz, jak twoje dzieciątko się w tobie porusza. I ten spokój, to uczucie spełnienia, że po tylu latach wylanych łez i starań będziesz mamą.Tego dnia szłam do lekarza, niedaleko, 20 minut na piechotę od naszego mieszkania. Przejście dla pieszych, zielone światło, przechodzę i... budzę się w szpitalu. Mąż siedzi przy mnie, niby nie płacze, ale oczy ma zaszklone, w tych oczach widziałam odpowiedź na pytanie, którego nie zdążyłam jeszcze zadać. Dziecko nie żyje... Tyle lat... tyle czekania, płaczu, nerwów i pieniędzy, i ta radość, gdy na teście pojawiły się te dwie kreski... To szczęście spier****ł mi jakiś gówniarz, który przejechał przez przejście dla pieszych, jakby był na autostradzie. 3 lata w zawiasach, tyle to kosztuje... Moje dziecko... Dziś by miało 6 lat.Kocham Cię, Filipku, dziękuję, że choć przez chwilę mogłam poczuć jak jest nosić Cię pod sercem.
archiwum

Córka mężczyzny rzuciła się na sklepową podłogę i zaczęła krzyczeć. Ojciec cierpliwie czekał, pozwalając dać jej upust emocji, a potem w tym wpisie wyjaśnił dlaczego:

Córka mężczyzny rzuciła się na sklepową podłogę i zaczęła krzyczeć. Ojciec cierpliwie czekał, pozwalając dać jej upust emocji, a potem w tym wpisie wyjaśnił dlaczego: – "Wczoraj starałem się trzymać z dala od mediów społecznościowych, aby móc być z moją rodziną, bez zbędnego rozproszenia, więc publikuję to dzisiaj.Emily zrobiła to zdjęcie w markecie spożywczym.W tamtej chwili stało się jednym z najważniejszych zdjęć, jakie mam z moim ojcem.Dwaj mężczyźni, stojący razem w milczeniu, na zawsze związani bezwarunkową miłością dla siebie i tą nową, surową i czystą duszą, za którą oboje udamy się na krańce ziemi.Mogę sobie tylko wyobrazić, ile razy to zrobiłem, kiedy byłem w tym wieku. Mój tata nauczył mnie tak wiele o tym, co to znaczy być mężczyzną, ale ten post jest tylko o jednej rzeczy. O komforcie w stanie dyskomfortu.(…) Mój ojciec zawsze pozwalał mi okazywać emocje i uczucia, które właśnie przeżywałem. Nawet, jeżeli było to w miejscu publicznym i było dla niego powodem do wstydu. Nie pamiętam, by kiedykolwiek powiedział do mnie – Uspokój się natychmiast, nie płacz! – nieważne było to, co myślą inni.Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę z tego, jak ważne to było dla mojego emocjonalnego rozwoju.Nasze dzieci uczą się, przetwarzają tyle nowych informacji każdej godziny, każdego dnia. Czasem nie wiedzą, co zrobić z ich nadmiarem, jak poradzić sobie z tym, co czują.(…) Nie jestem zażenowany, kiedy moja córka krzyczy w sklepie, lub w samolocie. Pozwalam jej na emocje. Jestem jej ojcem i chcę, żeby miała pewność, że przy mnie może odczuwać emocje, takie jakimi one do niej przychodzą.[br[(…) Powinniśmy być dla siebie bardziej cierpliwi. Czy to, że nie będziemy tłumić emocji negatywnych nie nauczy nas intensywniej przeżywać szczęścia i euforii? A tych ostatnich potrzeba nam na świecie zdecydowanie więcej."
archiwum

Uszanujmy pamięć Lecha

Uszanujmy pamięć Lecha – Sławomir Nowak ostatnie 10 lat podsumowuje ,,absolutnie nic nie pamiętam" Waldemar Pawlak: ostatnie 2 lata chyba przespał: ,,Nie pamiętam, nie wiem, nie orientuję się" ale już Lecha Wałęsa pamięta, że 30 lat temu w Magdalence wypił tylko 3 kieliszki i to nie pełne, (konkretnie prawie puste).
Źródło: mala-apokalipsa.blogspot.com
archiwum

List Natalii, która twierdzi, że nawiedzają ją duchy:

List Natalii, która twierdzi, że nawiedzają ją duchy: – - Na początku myślałam, że mam schizy, ale teraz jestem już pewna, że nie. Rok temu wywoływałam z koleżankami duchy na koloniach i najwyraźniej coś się do mnie przyplątało. To miała być niewinna zabawa. Kupiłyśmy „sprzęt” do wywoływania duchów w Internecie i równo o północy przystąpiłyśmy do akcji. Oczywiście śmiałyśmy się przy tym i traktowałyśmy akcję z dużym przymrużeniem oka, chociaż kierowała nami również ciekawość. Żartowałyśmy sobie do momentu, kiedy szklanka zaczęła się sama przesuwać po planszy i zgasły świece. Plansza leżała na podłodze, więc opcja, że ktoś przy tym majstrował odpada. Nie było też żadnego wiatru, gdy zgasły świece. Wszystkie zaczęłyśmy wrzeszczeć i pobiegłyśmy do domu chłopaków. Tam przetrwałyśmy noc i po jakimś czasie zapomniałyśmy o tym zajściu. Co prawda jedna koleżanka wydawała się naprawdę przerażona i mówiła, że babcia zawsze ją przed tym ostrzegała, ale nie słuchałyśmy jej. A może podświadomie ignorowałyśmy słowa Alicji, bo wewnątrz towarzyszył nam strach...Po tygodniach w życiu Natalii zaczęły dziać się dziwne rzeczy.Po pierwsze zaczęłam się bać. Tak zupełnie irracjonalnie. Piszę „irracjonalnie”, bo zawsze byłam dziewczyną, która twardo stąpała po ziemi. Oglądałam horrory o opętaniach i duchach bez zmrużenia oka. Nigdy się nie bałam. Nigdy nie miałam problemów z tym, aby sama spać w mieszkaniu. Po wywoływaniu duchów wszystko się zmieniło. Po pierwsze miałam wrażenie, że w mieszkaniu ktoś ze mną jest. Stoi za mną i obserwuje mnie. Czułam nawet zimny oddech na szyi. Zarówno w dzień, jak i wtedy, gdy kładłam się do łóżka. Czasami leżałam i czułam obecność drugiej osoby. Naprzeciwko. Zaciskałam mocno oczy i nie otwierałam powiek, bo bałam się, że zobaczę. Ją lub Jego... Cokolwiek to jest.Po pamiętnych wakacjach Natalia przeprowadziła się do innego miasta. Wynajęła mieszkanie z koleżanką. Tamta dziewczyna przyjeżdżała jednak tylko na weekendy, gdy miała zjazdy. W pozostałe dni Natalia nocowała w mieszkaniu sama.- Oprócz czyjejś obecności słyszałam także dźwięki. Niby nic, ale... Np. w korytarzu. Jakby biegało po nim małe dziecko. Kilka razy słyszałam też śmiech i szuranie krzesła w kuchni. Wierzcie mi, że to bardzo charakterystyczny dźwięk, bo krzesła mają metalowe nogi. Kolejne dziwne zjawisko to znikające przedmioty. Jednego dnia były, a innego już nie. Po kilku dniach jak gdyby nigdy nic pojawiały się z powrotem an swoim miejscu. Mój chłopak jest na to świadkiem. Po pewnym czasie bałam się tak bardzo, że poprosiłam go, aby od czasu do czasu przenocował.Natalia wyklucza problemy natury psychicznej bądź zwykły przypadek.- Ktoś mógłby powiedzieć, że zwariowałam, potrzebuję psychiatry, itd., ale naprawdę coś niedobrego dzieje się wokół mnie. Kilka razy czułam też, że ktoś siada na łóżku, gdy leżałam i nie mogłam zasnąć. Słyszałam też charakterystyczne skrzypnięcie. Nikomu nie życzę tego przeżycia. Serce biło mi jak szalone, nakrywałam głowę kołdrą i starałam się przeczekać. Bałam się wykonać telefon czy działać, w inny sposób, bo nie wiedziałam, jak to „coś” zareaguje. Kiedyś mój chłopak przyprowadził do nas swojego siostrzeńca, którym miał się zaopiekować. Dziecko przyniosło ze sobą małe autko, którym się bawiło. Zabawka była napędzana przez baterie. Pamiętam jak dziś, że po kilku godzinach mały płakał, bo w końcu się wyładowały. Mój facet je wyjął i położył na stoliku nocnym. Po pewnym czasie wszyscy położyliśmy się spać. Wyobraźcie sobie, że w nocy obudził nas hałas samochodziku, który sam jeździł po pokoju. Ja pierwsza oprzytomniałam i obudziłam mojego faceta. Razem patrzyliśmy jak oniemieli, a w końcu on krzyknął „k****” i złapał baterie ze stolika. Zabawka w tym momencie przestała działać. Samochód zatrzymał się. Jarek wziął go do ręki (pamiętam do dziś jak trzęsły mu się ręce) i pokazał mi puste miejsce po bateriach. Jak to możliwe, że zabawka jeździła bez nich? Oprócz mnie świadkami byli dziecko i mój chłopak.Kuliliśmy się potem na łóżku razem i tak doczekaliśmy do rana. To jednak nie koniec przygód. Jarek postanowił sprawdzić, co się dzieje.- Mój chłopak stwierdził, że nagra w nocy, jak śpię. Umieścił naprzeciw łóżka kamerę. Sam nocował w drugim pokoju.Mam ciarki nawet teraz, gdy o tym piszę. Przeglądaliśmy ten film i wszystko wygląda normalnie do pewnego momentu. Widać jak przewracam się z boku na bok, obraz jest ostry, ale dokładnie o 3:20 coś dziwnego zaczyna się dziać z moją twarzą. Wygląda jak zamazana, czarna plama. Z resztą ciała wszystko jest w porządku, Obraz nie jest niewyraźny ani nic. Popłakałam się, gdy to zobaczyłam. Kilka razy przewijałam film i zawsze to samo. Na różnych sprzętach. Wiem, że jak to opisuję, nie brzmi strasznie, ale gdybyście sami zobaczyli na oczy, przerazilibyście się. Pokazałam to Jarkowi i jeszcze kilku znajomym. Nawet ci sceptycznie nastawieni uważali, że to bardzo dziwne zjawisko. Jarek powiedział, że nie ma wyjścia, muszę iść do egzorcysty. Trzeba sprawdzić ten trop, bo on się o mnie boi. Sam był świadkiem zbyt wielu dziwnych zjawisk.Chciałam Was ostrzec tym wyznaniem. Nigdy nie wywołujcie duchów. Nie wiem, jak skończy się moja historia, ale mam nadzieję, że kapłan mi pomoże. Za tydzień jestem umówiona na wizytę. Bardzo się boję.
archiwum – powód

Pamiętam z podstawówki jak całował się z papieżem.....

Pamiętam z podstawówki jak całował się z papieżem..... –

Wspomnienia na Facebooku takie są:

 –  Pamiętasz czwartek 7 lat temu? Nie bardzo Ja pamiętam, patrz! A faktycznie, nic ciekawego. Patrz szmato!

Chleb z masłem i cukrem Tak pamiętam dzieciństwo

Tak pamiętam dzieciństwo –
archiwum

Mężczyzna w wieku 46 lat dowiedział się, że jego żona od dawna go zdradza. Podsumowuje swoje życie i dochodzi do smutnych wniosków, które jednak dla innych mogą być cenną nauczką

Mężczyzna w wieku 46 lat dowiedział się, że jego żona od dawna go zdradza. Podsumowuje swoje życie i dochodzi do smutnych wniosków, które jednak dla innych mogą być cenną nauczką – To jedna z historii, które równocześnie inspirują, dają do myślenia i zasmucają. Mężczyzna, który napisał list, który zaraz przeczytacie, idealnie wpisuje się w model współczesnego człowieka - od dwudziestu lat planuje zmiany w swoim życiu, tylko że ciągle coś mu staje na drodze. Dobra i stabilna praca w banku, kredyt na dom, ślub z kobietą, którą poznał jeszcze w liceum, wspólne dziecko. Myślał, że to wystarczy do szczęścia i jemu, i rodzinie, ale tak nie było. Gdy odkrył, że żona od dziesięciu lat umawia się na randki i spotyka z innymi mężczyznami, postanowił podsumować swoje dotychczasowe życie. Wnioski nie są łatwe, ale na pewno mądre!"Muszę odzyskać moje życie. Mam 46 lat, pracuję w banku i moje życie obrało zupełnie inny kierunek niż chciałem. Ostatnie 26 lat spędziłem w biurze pracując od 9 do 19 sześć dni w tygodniu. Przez ten cały czas zawsze wybierałem bezpieczną, pewną drogę, unikałem ryzyka i no cóż, zupełnie się zmieniłem. Dziś odkryłem, że moja żona zdradza mnie już od dziesięciu lat. Mój syn nic do mnie nie czuje. Zdałem sobie sprawę, że nie pojechałem na pogrzeb własnego ojca zupełnie bez powodu. Wyrzuciłem wszystkie moje marzenia do śmieci. Gdybym znowu był nastolatkiem, wymierzyłbym sobie porządny cios prosto w twarz za to, że zapomniałem o moich ideałach.""Wciąż pamiętam, jaki byłem, gdy miałem 20 lat. Mam wrażenie, że jeszcze wczoraj zdawało mi się, że zmienię świat. Ludzie kochali mnie, a ja byłem szczęśliwy. Byłem naprawdę pomysłowy, kreatywny, spontaniczny, nie bałem się podejmować ryzyka. Miałem marzenia. Po pierwsze chciałem napisać książkę, a po drugie marzyłem o podróżowaniu po świecie i pomaganiu innym. Już wtedy od czterech lat spotykałem się z moją przyszłą żoną. Uwielbiała moją spontaniczność, energię, zdolność rozśmieszania innych. Wiedziałem, że moja książka zmieni świat. Napisałem 70 stron mając zaledwie 20 lat. Wciąż mam tylko 70 stron, a właśnie skończyłem 46 lat. Mając 20 podróżowałem tylko z plecakiem po Nowej Zelandii i Filipinach. Miałem w planach zwiedzić w ten sposób Azję, Europę i potem Stany. Do dzisiaj byłem tylko w Nowej Zelandii i na Filipinach. Wszystko popsuło się i nawet wiem kiedy. To mój największy wyrzut sumienia.""Miałem tylko 20 lat, ale pomyślałem, że brakuje mi w życiu stabilizacji. Chciałem skończyć studia i znaleźć dobrą pracę. Nie wiem, gdzie miałem głowę myśląc, że praca jest życiem. Wspomniałem już, że spędzam w biurze każdy dzień od 9 do 19? Potem wracam do domu, jem kolację, przygotowuję się do pracy na kolejny dzień, idę spać o 22, bo muszę wstać o 6. Boże! Nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz kochałem się z żoną. Dziś przyznała, że mnie zdradza od długich dziesięciu lat. 10 lat... To dużo czasu, nie rozumiem, jak mogła to wytrzymywać. Nie czuła się przez to źle? Powiedziała, że nie mogła tak żyć, że zmieniłem się, że już nie jestem człowiekiem, w którym się zakochała. A co ja robiłem przez ostatnie 10 lat? Oprócz pracy nie przychodzi mi nic innego do głowy.""Kim jestem? Co mi się stało? Nie wiedziałem, czy mam chcieć rozwodu, rozpłakać się, awanturować. Nie czułem zupełnie nic. Teraz, gdy to piszę, po moich policzkach spływają łzy, ale nie dlatego, że żona mnie zdradza, tylko dlatego, że czuję, że umieram od środka. Co się stało z tym zabawnym i przebojowym chłopakiem, który miał zmienić świat? Pamiętam, jak raz najpopularniejsza dziewczyna w szkole zaprosiła mnie na randkę, a ja ją zbyłem dla mojej obecnej żony. Boże... Była niesamowita, najpopularniejsza także na studiach, ale ja byłem tym wiernym, nie eksperymentowałem, całymi dniami grzecznie uczyłem się. To, co napisałem o książce i podróżach to prawda, tyle że to były moje marzenia tylko na pierwszych latach studiów. Potem zacząłem pracę na pół etatu i, fakt faktem, trwoniłem wszystko, co zarabiałem. Teraz oszczędzam każdy grosz. Nie pamiętam, kiedy kupiłem sobie coś zabawnego albo po prostu coś tylko dla mnie. W sumie nawet nie wiem, co bym chciał. Mój ojciec zmarł 10 lat temu. Pamiętam, jak zadzwoniła mama mówiąc, że ojciec z każdym dniem czuje się gorzej. Chorował. Ja w tym czasie byłem zajęty dostaniem awansu. Cały czas przekładałem wizytę w domu, aż w końcu mój ojciec zmarł. A ja dostałem ten awans. Co ja miałem w głowie?!Żałuję tylu rzeczy... Żałuję, że nie poświęciłem ani trochę energii moim pasjom. Żałuję, że praca przejęła nade mną kontrolę. Żałuję, że zrobił się ze mnie beznadziejny mąż, maszyna do zarabiania pieniędzy.""Żałuję, że nie skończyłem mojej książki ani że nie podróżowałem po świecie. Żałuję, że nie byłem czułym ojcem dla syna, tylko cholerną skarbonką bez emocji. Dawałem pieniądze i tyle, obowiązek spełniony. Jeśli czytasz to i jeszcze masz życie przed sobą, proszę, nie odkładaj planów, nie rezygnuj z marzeń. Koncentruj się na Twoich pasjach. I naprawdę, zrób coś ze swoim życiem póki jesteś młody. Nie zapominaj o rodzinie, nie zapominaj, że masz przyjaciół. Nie zmarnuj życia tak jak ja. Nie bądź taki jak ja." Wiadomo, że bez pracy i pieniędzy nie da się żyć, ale ten mężczyzna ma rację - praca i pieniądze to nie wszystko. PS. Mając 46 lat można jeszcze wszystko zmienić! Mamy nadzieję, że ktoś mu to uświadomi...

Mężczyzna spotkał Rogera Moore'a dwukrotnie - raz, kiedy miał 7 lat i potem 30 lat później. Ta anegdota pokazuje jak świetnym człowiekiem był ten legendarny aktor:

Mężczyzna spotkał Rogera Moore'a dwukrotnie - raz, kiedy miał 7 lat i potem 30 lat później. Ta anegdota pokazuje jak świetnym człowiekiem był ten legendarny aktor: – „Gdy byłem siedmioletnim chłopcem w 1983, w czasach przed wprowadzeniem salonów pierwszej klasy na lotniskach, byłem z dziadkiem na lotnisku w Nicei. Zobaczyłem w sali odlotów Rogera Moore, który czytał gazetę. Powiedziałem dziadkowi, że widzę Jamesa Bonda i zapytałem, czy możemy podejść i poprosić o autograf.Dziadek nie miał pojęcia, kim był James Bond lub Roger Moore, ale podeszliśmy do niego i dziadek powiedział, „Mój wnuk mówi, że jest pan znany. Czy może pan dać mu autograf?”Tak czarująco, jak można się spodziewać, Roger zapytał mnie o imię i podpisał się z tyłu mojego biletu.Byłem zachwycony, ale gdy wróciliśmy na miejsce spojrzałem na podpis. Nie mogłem do końca rozczytać, ale na pewno nie było tam napisane James Bond – dziadek powiedział, że napisane jest Roger Moore. Nie miałem pojęcia, kto to jest i mój entuzjazm osłabł.Powiedziałem dziadkowi, że [Roger] źle się podpisał i napisał imię kogoś innego. Więc mój dziadek wrócił do Rogera Moore i pokazał mu bilet.Pamiętam, że stałem przy naszym siedzeniu, a dziadek powiedział, ‘on mówi, że napisałeś złe imię. Twierdzi, że nazywasz się James Bond.’ Zrozumienie pojawiło się na twarzy Rogera i przywołał mnie.Gdy stałem obok niego, nachylił się, uniósł brew i spokojnie powiedział: ‘Muszę podpisywać się jako Roger Moore, bo inaczej… Blofeld dowie się, że tu byłem.’ Poprosił, bym nikomu nie mówił, że właśnie spotkałem Jamesa Bonda i podziękował za zachowanie tajemnicy.Wróciliśmy na miejsce, a ja trząsłem się z radości. Dziadek zapytał, czy [Roger] napisał James Bond. ‘Nie,’ odpowiedziałem. ‘Pomyliłem się.’Pracowałem od teraz z Jamesem Bondem.„Wiele lat później pracowałem jako scenarzysta w nagraniu, w którym brał udział UNICEF, a Roger Moore występował jako ambasador. Był absolutnie cudowny i gdy ustawiano kamery przypomniałem mu nasze spotkanie w Nicei.Z przyjemnością wysłuchał historii, ale nieco drżącym głosem powiedział: ‘Niestety, ale nie pamiętam tego, ale cieszę się, że spotkałeś Jamesa Bonda.’To było cudowne.A potem zdarzyło się coś jeszcze lepszego.Po nagraniu minął mnie na korytarzu, w drodze do samochodu, ale tuż przed wejściem do niego zatrzymał się i odwrócił w moją stronę. Uniósł brew i spokojnym głosem powiedział: ‘Oczywiście, że pamiętam o naszym spotkaniu w Nicei. Ale nie mogłem o tym mówić przy kamerzystach. Niektórzy z nich mogli pracować dla Blofelda.30 lat później byłem równie szczęśliwy co wtedy, gdy miałem siedem lat.Co za człowiek. Cóż za wspaniała osoba.”Nic dziwnego, że post Marca Hayne’a podbił świat. To kolejny dowód na to, że sir Roger Moore był cudownym człowiekiem.Spoczywaj w pokoju

Ten list jest dowodem na to, że ci ludzie nie popadli w rutynę i znieczulicę…

Ten list jest dowodem na to, że ci ludzie nie popadli w rutynę i znieczulicę… – Wzruszający list do lekarzy, którzy opiekowali się jego żoną tuż przed śmiercią:Za każdym razem, gdy potrzebowała zastrzyku, przepraszaliście ją, że będzie bolało, nie mając nawet pewności czy ona to usłyszy…Kiedy słuchaliście bicia jej serca i oddechu przez stetoskop, a jej okrycie zaczęło się zsuwać, nakrywaliście ją z szacunkiem. Rozkładaliście koc nie tylko wtedy, gdy widzieliście, że temperatura jej ciała wymaga regulacji, ale nawet wtedy, gdy w jej sali było odrobinę chłodno. Mając nadzieję, że będzie dzięki temu lepiej spać…Tak bardzo troszczyliście się o jej rodziców, przez godzinę cierpliwie tłumaczyliście im wszystko. Odpowiadając na każde pytanie z niezwykłym zaangażowaniem i cierpliwością.Mój teść, lekarz, czuł, że jest zaangażowany w jej opiekę oraz leczenie. Nie potrafię nawet powiedzieć, jak ważne to było dla niego.Jeszcze to, jak traktowaliście mnie…Nie wiem, jak znalazłbym siłę na przeżycie tego tygodnia bez Was… Ile razy zastawaliście mnie płaczącego, z głową ukrytą w dłoniach? Dużo. Szybko i prawie niewidocznie wykonywaliście swoje obowiązki i niepostrzeżenie opuszczaliście salę…Ile razy pomagaliście mi ustawić leżankę tak, abym mógł być jak najbliżej mojej żony, wplątując się przy tym w masę drutów i wbijając się w różnego rodzaju rurki?Tylko dla kilku centymetrów mniejszej odległości między nami…Ile razy sprawdzaliście czy nie potrzebuję czegoś do jedzenia, świeżego ubrania, gorącego prysznica, wytłumaczenia czegoś lub po prostu rozmowy?Ile razy przytulaliście mnie i pocieszaliście za każdym razem, gdy rozsypywałem się na miliony kawałeczków?Ile razy pytaliście mnie o to, jaką osobą była Laura czy oglądaliście ze mną nasze wspólne zdjęcia…Ile razy przekazaliście mi złe wieści ze współczuciem i smutkiem w oczach?Ile razy użyczaliście mi komputera, gdy musiałem pilnie napisać maila?Nawet kiedy przyniosłem do szpitala specjalnego gościa, naszego kota Colę, aby mogli się pożegnać, niczego nie widzieliście…Pamiętam też jeden specjalny wieczór, kiedy pozwoliliście mi w sumie na wprowadzenie kolejno około 50 osób…Rodzinę, przyjaciół, znajomych, współpracowników, aby każdy mógł się z nią pożegnać… To było niesamowite - wszyscy mogli okazać jej miłość - od gry na gitarze, po śpiewy i tańce.Dzięki temu odkryłem, jak bardzo moja żona porusza ludzi…To była ostatnia, wspaniała noc naszego małżeństwa i to nie wydarzyłoby się bez Was i Waszego wsparciaBędę pamiętał przez resztę mojego życia.To był najwspanialszy prezent, jaki dostałem. Dona i Jen dziękujęWam wszystkim mam za co dziękować…Z dozgonną wdzięcznościąPeter DeMarco
archiwum – powód

Odkąd pamiętam, moja mama zawsze lubiła gotować dla nas. jeden posiłek był szczególny, kiedy zrobiła kolację po ciężkim i długim dniu w pracy

Odkąd pamiętam, moja mama zawsze lubiła gotować dla nas. jeden posiłek był szczególny, kiedy zrobiła kolację po ciężkim i długim dniu w pracy – Mama położyła przed tatą dżem i strasznie przypalone tosty. Czekałem i obserwowałem, czy ktokolwiek zauważy, że są przypalone. Ale tata po prostu je zjadł i jak gdyby nigdy nic, zapytał mnie jak było w szkole. Nie pamiętam już, co mu odpowiedziałem, ale pamiętam jak tego wieczoru mama przepraszała ojca za te tosty. Nigdy nie zapomnę jego odpowiedzi. Powiedział: "Kochanie, uwielbiam przypalone tosty." Później, tego wieczoru, poszedłem dać buziaka tacie na dobranoc i zapytać go, czy naprawdę smakowały mu przypalone tosty. Posadził mnie na kolanach i powiedział: "Twoja mama dzisiaj naprawdę miała trudny dzień i była strasznie zmęczona. A poza tym, przypalone tosty nikomu krzywdy nie robią, ale niemiłe słowa, owszem." I dalej kontynuował: "Wiesz, życie jest pełne nieidealnych rzeczy i nieidealnych ludzi, sam w niczym nie jestem najlepszy, ciągle zapominam o rocznicach i urodzinach, tak jak większość. To, czego się nauczyłem przez lata, to to, iż akceptowanie cudzych błędów i czerpanie radości z różnic, jakie są między nami, jest jednym z fundamentów szczęśliwego i długiego związku. Życie jest zbyt krótkie, by budzić się z żalem do całego świata. Kochaj ludzi, którzy dobrze cię traktują i współczuj tym , którzy tego nie potrafią."

Z pamiętnika studenta:

Z pamiętnika studenta: – PONIEDZIAŁEK: Jestem głodny WTOREK: Jestem głodny!! ŚRODA: Jestem głodny!!! CZWARTEK: Huuuuuraa!!! Dostałem stypendium!!! PIĄTEK: Nic nie pamiętam. SOBOTA: Nic nie pamiętam. NIEDZIELA: Jestem głodny!!!!

Czasem wystarczy tylko rozmowa, aby uratować komuś życie

 –  Jestem psychiatrą. Jak to wiadomo czy nie wiadomo, muszę często zmieniać miejsce pracy. Raz pada na jakąś klinikę, innym razem na szpital ściśle związany z moją profesją. Kocham moją pracę, chociaż jest trudna i wywołuje wiele emocji. Najgorsza jest współpraca z "niewinnymi" zbrodniarzami. Jako że jestem kobietą, wolę pracować z ludźmi chorymi na schizofrenię.Tacy mili "dziwacy".Sześć lat temu trafił mi się nocny dyżur w jednym ze szpitali na oddziale schizofreników. Pomyślałam "spoko, przeżyję". I rzeczywiście nie było ciężko. Wszyscy poszli "grzecznie" spać, a ja mogłam zrobić swoją robotę papierkową. Koło 3 czy 4 w nocy (nie pamiętam dokładnie) zaniepokoił mnie cichy płacz. Oczywiście poszłam sprawdzić co i jak i dlaczego. Był to młody mężczyzna. Bez namysłu sięgnęłam po klucz i weszłam do jego sali. Był przerażony, a zarazem zdziwiony, że do sali jak gdyby nic, bez żadnego zabezpieczenia, wchodzi młoda kobieta z szeroko otwartymi oczami. W skrócie: spytałam faceta, dlaczego, cholera jasna, płacze o takiej godzinie. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. Brzmiała ona mniej więcej tak: "Płaczę codziennie. Wie pani dlaczego? Cóż, siła wspomnień. Jak byłem małym gówniarzem, mój starszy brat wykorzystał mnie seksualnie i puścił w obieg plotę, że jestem gejem. Wszyscy w to uwierzyli, nauczyciele patrzyli na mnie z pogardą, rodzice mnie unikali, a koledzy? Straciłem ich. Nie miałem nikogo, więc postanowiłem coś zrobić ze swoją samotnością. Wymyśliłem sobie przyjaciela, który mnie słuchał i przede wszystkim nie widział we mnie parszywego geja. Któregoś dnia mój brat przyłapał mnie na tym, że sam ze sobą rozmawiam i poleciał do rodziców. I się stało. Trafiłem tutaj już chyba na zawsze. I szlag trafił moje studia i plany na przyszłość".Spędziłam z nim całą noc, rozmawiając. Brakowało mu kontaktu z ludźmi. Ale to ludzie go odrzucili, a nie on ich. Po tej nocy stwierdziłam, że muszę sprawdzić jego kartotekę. Stwierdzili u niego schizofrenię rezydulną. Gdyby ją naprawdę miał, to normalna rozmowa nie byłaby możliwa.Zarządziłam przeprowadzenie badań, które potwierdziły moje przypuszczenia. Zdrowy człowiek w złym miejscu. Po 10 latach niesprawiedliwej odsiadki wyszedł na wolność. I co? Nie oskarżył lekarzy, nie pozwał szpitala, nie chciał odszkodowania. I o dziwo nie zerwał kontaktu ze mną. Zaprzyjaźniliśmy się i po roku pojechałam z nim do jego "kochanej" rodzinki. Chciał ich tylko zobaczyć i powiedzieć parę słów. Stałam przed domem, kiedy uśmiechnięty wyszedł, a za nim wybiegła zabeczana matka i krzyczy "synku, ale ja nie chciałam, popełniłam błąd, ale każdemu się zdarza".Tak, błędy rzecz ludzka, ale taki? Boże chroń od takich matek.A teraz finał. Mój przyjaciel zdał prawko, skończył medycynę i jest wreszcie szczęśliwym człowiekiem.I cóż, zakochałam się w nim, z wzajemnością.Żartuję, bez. :/